
Uniwersum Dyskrecji: Wewnętrzna pustynia
Autorzy
Lektury
119K
Rozdziały
11
Rozdział 1
Wewnętrzna pustynia
Nie było ich przez pięć długich lat.
Mój sąsiad, Richard McKenzie, pracował w przemyśle naftowym. Przez lata podróżował w interesach po całych Stanach, aż po awansie przeniósł się z rodziną do Arabii Saudyjskiej.
Tydzień temu Richard zadzwonił do mnie znikąd. Jego syn, Isaac, wracał do USA, żeby przygotować się do studiów, a Richard zapytał, czy mogę mieć na niego oko przez najbliższe trzy tygodnie. Poczułem się, jakby zrobił ze mnie opiekunkę do dziecka, ale byłem mu winien wielką przysługę, a on dobrze o tym wiedział.
Ich dom stał pusty od ponad roku. Wcześniej mieszkała tam za darmo młodsza siostra Debry po swoim trudnym rozwodzie. Naprawdę dobrze dogadywałem się z Katherine. Spędziliśmy wiele nocy na obgadywaniu naszych byłych, jedząc lody i oglądając komedie romantyczne.
Rodzina powierzyła mi klucz do swojego domu, więc postanowiłem wynająć ekipę sprzątającą. Uważałem, że to bardzo szlachetne i absolutnie oczekiwałem pochwał.
Richard przekonał mnie, że Isaac nie potrzebuje podwózki z lotniska. Podobno jego syn był już dorosły i samodzielny.
Ale kto nie chciałby, żeby ktoś na niego czekał na lotnisku? Może był inny powód. Przecież nie chodziło o mnie, prawda?
Kurwa! To oznaczało, że te trzy tygodnie będą bardzo niezręczne.
***
„Pochyliła się ostrożnie. Znalazła kawałek kości zakopany w...” Szlag, to słowo po prostu mi uciekło! Miałem je w głowie sekundę temu!
Miałem zwyczaj układania tekstów do moich książek pod prysznicem. Gorąca woda zawsze pobudzała moją wyobraźnię. Zwłaszcza po porannym waleniu konia.
W kawiarni na końcu ulicy pracował nowy barista. Był po prostu przepiękny. Myślenie o jego ładnej buzi było przez ostatnie dwa dni lepsze niż porno.
Niestety, mój gejdar na niego nie reagował, ale patrzenie jeszcze nikomu nie zaszkodziło. W tym przypadku przypominało to bardziej bezczelne gapienie się przez okulary przeciwsłoneczne z szeroko otwartymi oczami.
„Żwir!” krzyknąłem, zaskakując nawet samego siebie. „...kawałek kości zakopany w żwirze!”
Postanowiłem zapisać to w telefonie, żeby znów nie zapomnieć tego zdania. Z moich włosów wciąż kapała woda, gdy jedną ręką trzymałem ręcznik, a drugą wpisywałem hasło. Nie używałem czytnika linii papilarnych ani skanowania twarzy. Research do moich książek na ten temat zbyt mnie przerażał.
Azrael nagle zaczął szczekać w tylnym ogrodzie. Dźwięk ucichł równie szybko, jak się zaczął, co wydało mi się dziwne.
Co to było? Dwa nieodebrane połączenia z nieznanego numeru. Byłem pod prysznicem tylko przez chwilę. Czy to znowu jakiś stażysta mojego redaktora? Zawsze kazali biednym juniorom dzwonić i pytać o nowe wersje moich tekstów.
„Panie Steven?” Głos, który rozszedł się po korytarzu na piętrze, brzmiał mgliście znajomo.
Isaac? Jak, kurwa, wszedł do mojego domu?
Zdałem sobie sprawę, że mam na sobie tylko ręcznik, w tym samym momencie, w którym on wszedł. Cofnął się z zaskoczenia i zrobił krok do tyłu na korytarz.
„Bardzo przepraszam”, zawołał. „Mój tata kazał mi obiecać, że odwiedzę cię, jak tylko wrócę do domu”.
„Więc po prostu włamałeś się do mojego domu?” zapytałem z rozbawieniem.
Nie widział mojej twarzy i nie wyłapał sarkazmu.
„Co? Nie! Nie odbierałeś telefonu ani nie otwierałeś drzwi, więc użyłem zapasowego klucza z szopy”.
Brzmiał na przerażonego. Skąd wiedział o moim zapasowym kluczu?
„Żartowałem!” powiedziałem, śmiejąc się na głos. Mieliśmy naprawdę dobry początek. „Daj mi chwilę, żebym mógł założyć jakieś ciuchy”.
***
Jednym z powodów, dla których mój ostatni chłopak, Massimo, mnie zostawił, było to, że uważał mnie za wieczne dziecko. Desperacko pragnął stymulujących, dorosłych rozmów i szybko odkrył, że życie sam na sam ze mną na spokojnych przedmieściach nie było dla niego.
Obwiniałem za to moją profesję. Pisałem kryminały dla młodzieży, co sprawiało, że mój umysł na stałe tkwił w świecie, w którym ludzie w moim wieku mogli być już uważani za irytujących rodziców.
Siedząc przy kuchennym blacie z tym niegdyś chudym dzieciakiem z sąsiedztwa, starałem się nie skupiać na tym, jak bardzo wyprzystojniał. Przypominał mi bohatera z mnóstwa młodzieżowych seriali, które oglądałem dla inspiracji.
Podałem mu szklankę wody gazowanej z limonką i lodem, ponieważ okazało się, że nie pije kawy, herbaty, coli ani mleka. Co do kurwy? Mówił poważnie? Takie drobne dziwactwa byłyby świetnymi detalami do powieści.
„A więc, Isaac! Wyglądasz... inaczej. Masz już chyba osiemnaście lat?”
„Dziewiętnaście”, odpowiedział, uważnie skanując kuchnię i salon. „To miejsce wcale się nie zmieniło. Myślałem, że wujek Massimo zmieniał wystrój co dwa lata”.
„Zerwaliśmy, zanim zdążył zacząć od nowa”, powiedziałem, pociągając łyk mocno spienionego cappuccino.
Po rozstaniu zatrzymałem ten dom, psa Azraela i ekspres do kawy. Massimo dostał mieszkanie w mieście i naszą kolekcję sztuki. Mój układ był zdecydowanie lepszy.
„Och”, powiedział, a jego twarz wykrzywiła się ze współczuciem. „Przykro mi”.
„Nie przejmuj się. Bez tej marudnej królowej dramatu mam znacznie więcej czasu na pisanie”, powiedziałem, machając lekceważąco ręką.
Isaac zaśmiał się odruchowo, ale szybko zasłonił usta. Kurde, był uroczy. Przestań! Znasz go od trzynastego roku życia, do kurwy nędzy.
„Pamiętasz, jak zaprosiliście nas na tak zwany »popołudniowy grill z brunchem«?” Isaac świetnie naśladował głos i gesty mojego byłego.
„Burgery się spaliły, bo kłóciłeś się z moim tatą o politykę. Massimo był tak wściekły, że krzyczał na ciebie po włosku!”
Tym razem Isaac pozwolił sobie na głośny śmiech. To był miły dźwięk w tym cichym domu.
„Krzyknął »Che cazzo, Uomo!« i wszyscy myśleli, że to właśnie on nazywa cię...” Urwał i spojrzał w swoją szklankę.
„Homosiem!” powiedziałem z udawanym oburzeniem. „Proszę cię, wyluzuj. Też uważałem, że to było zabawne”.
Zastanawiałem się, dlaczego wybrał akurat tę historię.
„Wystarczy o mnie”, powiedziałem, chcąc zmienić temat. „Jak ci minęło życie na emigracji? Co u twoich rodziców? Złamałeś serce jakiejś dziewczynie przy wyjeździe?”
Kurwa! To ostatnie pytanie zabrzmiało strasznie sztucznie. Miałem nadzieję, że tego nie zauważył.
Isaac spojrzał na mnie uważnie, jakby potrzebował czasu na ułożenie odpowiedzi. Zawsze był bardzo bystry, więc musiałem na niego uważać.
„Dla mnie Arabia Saudyjska była pustynią pod wieloma względami. Moi rodzice myślą, że jestem dziwny i nigdy nie złamałem nikomu serca”.
Kurde, co za wkurzająco tajemnicza odpowiedź!
„Cóż, w takim razie masz ochotę na śniadanie? Możesz jeść jajka i bekon?” zapytałem.
Musiałem się czymś zająć; patrzenie w te błękitne jak rzeka oczy stawało się bardzo rozpraszające.
Twarz Isaaca rozjaśniła się. Zapytał: „Powiedziałeś bekon?”
***
Po śniadaniu Isaac przeprosił i wyszedł. Musiał jeszcze rozpakować walizki i wyglądał na bardzo chętnego, by zacząć przygotowania do uniwersytetu Hargrave.
Jego zachowanie wcale nie pasowało do jego wieku. Czy życie za granicą sprawiło, że stał się bardziej dorosły? Niezależnie o co mu chodziło, nie mogłem przestać o nim myśleć.
Jego wyrafinowana uroda i introwertyczne zachowanie rzuciły na mnie czar intrygi. Wiedziałem, że jest dla mnie zakazanym owocem, ale jeśli mądrze to rozegram, mógłby z łatwością stać się pierwowzorem mojego następnego głównego bohatera.















































