
Niedźwiedź na Święta
Autorzy
Lektury
811K
Rozdziały
24
Rozdział 1
MARIE
WTOREK, 18 GRUDNIA, TYDZIEŃ DO BOŻEGO NARODZENIA
Marie stała na zapleczu swojej kwiaciarni. Z wściekłością patrzyła na dzwoniący telefon. Rozmowa z matką w tak pracowitym okresie była ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowała. Noelle Kriton była po prostu okropna.
„Marie, kochanie”, powiedziała Noelle, gdy Marie odebrała. „Chciałam ci tylko przypomnieć, żebyś nie spóźniła się na piątkową imprezę świąteczną. Zaczyna się punktualnie o siódmej”.
„Wiem, mamo”, powiedziała Marie. „Zaczyna się o tej samej porze co roku”.
„Tylko się upewniam! Przyprowadzisz kogoś w tym roku?”
„Nie”, powiedziała Marie. Miała nadzieję, że na tym skończą.
„A co z twoim przyjacielem Reggiem? To miły mężczyzna”.
Marie przewróciła oczami. „I jest gejem, mamo”.
Noelle cmoknęła z niezadowoleniem. „Szkoda. Nie robisz się coraz młodsza. Może w tym roku powinnaś uważać na to, co jesz, kochanie. Zrzucenie kilku kilogramów mogłoby pomóc ci zdobyć faceta”.
„Obie twoje młodsze siostry mają mężów i dzieci. Nie chcesz tego dla siebie?”
Oczywiście, Marie pragnęła męża i dzieci. Po prostu nie zamierzała zadowolić się mężczyzną, który by jej nie uwielbiał.
„Do zobaczenia w piątek, mamo”. Marie rozłączyła się i odwróciła. Zobaczyła, że Reggie patrzy na nią ze smutkiem.
Marie i Reggie byli przyjaciółmi od lat. Zatrudniła go jako swojego asystenta, gdy tylko było ją na to stać. Kochała go jak brata, ale on znał ją zdecydowanie zbyt dobrze.
„Wszystko u mnie w porządku, Reg”, powiedziała. „Skończmy tę wiązankę. Zostało tylko siedem dni do świąt”. Podeszła do stołu ze wstążkami i zaczęła wyciągać czerwone, zielone i złote tasiemki.
Marie wiedziała, że zawsze będzie uważana za uroczą, a nie za piękną. Zazwyczaj jej to nie przeszkadzało. Była niska i miała trochę nadwagi. Jej młodsze siostry były za to wysokie, chude i próżne.
Marie odziedziczyła wzrost po matce, ale budowę ciała po ojcu. Każdy dodatkowy kilogram sprawiał, że była jeszcze bardziej krągła. Bardzo się starała dobrze odżywiać i ćwiczyć, ale to rzadko zmieniało jej sylwetkę.
To było po prostu chujowe, że zawsze musiała znosić docinki matki. Noelle ciągle powtarzała, że Marie jest zbyt gruba, by zatrzymać przy sobie chłopaka.
„Dlaczego odbierasz telefon, kiedy dzwoni? Ona zawsze psuje ci dzień”. Reggie obcinał kolce z czerwonych i białych róż.
„Jeśli tego nie zrobię, będzie wzbudzać we mnie poczucie winy, że jej nie kocham. Zarówno Joy, jak i Valerie dzwonią do niej codziennie”, wyjaśniła Marie.
„Siedzą w domu, podczas gdy ich dzieci są w przedszkolu. Oczywiście, że mogą dzwonić do twojej mamy. Mają mnóstwo wolnego czasu. A ty masz pracę na pełen etat”.
„Dla Noelle Kriton to bez znaczenia”.
„Przykro mi”. Reggie podał Marie róże, a ona ułożyła je w dwanaście bukietów. Dodała kilka małych, białych kwiatków, by dodać kompozycji głębi.
„Marie, mamy na pierwszej linii klienta, który potrzebuje pomocy przy dekoracji stołu”, zawołała na zaplecze jej druga asystentka, Trisha.
„Nie jestem pewna, czy uda nam się go wcisnąć”, powiedziała Marie. Odebrała jednak telefon stacjonarny kwiaciarni. „Dzień dobry, kwiaciarnia Kriton”.
„Dzień dobry. Rozpaczliwie potrzebuję stroika na stół”, powiedział przez telefon głęboki, męski głos. Po plecach Marie przeszedł dreszcz. To był cholernie seksowny głos.
„To zależy, jak duży ma być”, powiedziała. Bardzo się starała, by jej głos brzmiał profesjonalnie. „Mamy już prawie pełny grafik”.
„To po prostu musi być coś, co doceniłaby każda mama kochająca święta”, błagał. „Zazwyczaj nie zwlekam tak długo ze złożeniem zamówienia”.
Przekartkowała swój kalendarz spotkań. „Mam wolny termin dzisiaj o wpół do siódmej. Kwiaciarnia jest zamykana o siódmej”.
„Bardzo dziękuję. Do zobaczenia na miejscu!” Brzmiał na szczerze wdzięcznego.
Marie rozłączyła się i westchnęła rozmarzona.
„Całkowicie zmieniłaś nastawienie”, powiedział Reggie, patrząc na jej głupkowaty uśmiech. „Ktoś zaprosił cię na randkę?”
„Nie, ale od jego głosu po całym ciele przeszły mi ciarki”, przyznała Marie.
Reggie zaśmiał się i dokończył kolejny bukiet.
„Mam nadzieję, że jego ciało pasuje do jego głosu”, rozmyślała. „Wysoki, przystojny i wolny”.
„Jeśli taki jest, kochanie, to łap go i weź jako osobę towarzyszącą na imprezę”.
„Nie zrobię tego. Żaden biedny facet nie zasługuje na takie tortury z moją rodziną”. Nie mogła nikomu tego zrobić.
Ostatnio Marie nienawidziła świąt. Co roku słuchała tego samego marudzenia od swojej mamy. Znajdź sobie męża i przestań być gruba. Nie robisz się coraz młodsza.
Miała trzydzieści trzy lata, nie leżała w grobie. Obie jej siostry poślubiły swoje miłości ze studiów i miały dzieci. Marie bardzo kochała swoich siostrzeńców i siostrzenice. Problem polegał na tym, że przypominały one wszystkim o tym, że Marie wciąż jest samotna i bezdzietna.
„Marie, potrzebuję cię!”, zawołała Trisha, wzywając ją na przód kwiaciarni. Resztę dnia Marie spędziła pomagając klientom i układając bukiety. Nie miała nawet okazji zjeść lunchu, ponieważ wymagający klienci zabierali cały jej czas.
Jeśli kwiaciarnia dobrze poradzi sobie w tym sezonie, rozważy zatrudnienie jeszcze jednego pracownika. Znacznie bardziej lubiła układać kwiaty niż pracować przy kasie.
„Marie, twój klient z wpół do siódmej już tu jest”, ogłosiła Trisha. Z rozmachem wpadła na zaplecze.
Marie nawet nie oderwała wzroku od bukietu. „Powiedz mu, że zaraz przyjdę. Możesz zaprowadzić go do pokoju konsultacyjnego”, odpowiedziała. Chciała skończyć ten stroik przed spotkaniem. Zostało jej tylko dodanie mniejszych kwiatków dla wypełnienia.
„Marie, idź. Rzuciłem na niego okiem i myślę, że to może być twój Książę z Bajki”. Reggie odsunął ją na bok, żeby przejąć układanie kompozycji.
Marie przewróciła oczami i zdjęła fartuch. Wygładziła swoje puszące się włosy i ruszyła do pokoju konsultacyjnego. Trisha stała przed drzwiami i pokazała jej kciuk w górę, gdy Marie obok niej przechodziła. Serio, jak bardzo seksowny mógł być ten facet?
Gdy weszła do pokoju, zaparło jej dech w piersiach. Jej serce na moment zamarło. Kurwa! Jego wygląd zdecydowanie pasował do głosu.
Był potężny, co najmniej trzydzieści centymetrów wyższy od niej i mocno umięśniony. Miał na sobie trzyczęściowy garnitur, który opinał jego szeroką klatkę piersiową. Jednak miodowy blond włosów i miękkie, trawiasto-zielone oczy sprawiały, że nie wyglądał groźnie.
Stał przy najdalszej ścianie i oglądał kilka z jej nagradzanych kompozycji. Jej wibratory w domu dostaną dzisiaj niezły wycisk. Ten facet sprawiał, że jej majtki robiły się mokre.
„Dzień dobry, jestem Marie Kriton. Przepraszam, ale nie zapisałam pana nazwiska podczas rozmowy telefonicznej”. Wyciągnęła do niego rękę. Kiedy ją chwycił, przyciskając swoją dużą, ciepłą dłoń do jej dłoni, ugięły się pod nią nogi. Musiała się zmusić, żeby wypuścić jego rękę po uścisku.
„Nazywam się Holton Bell”, powiedział. „Dziękuję, że znalazła pani dla mnie czas. Mam teraz bardzo pracowity okres w pracy i zapomniałem złożyć zamówienie wcześniej”.
Marie próbowała przypomnieć sobie to znajome nazwisko. Po chwili wszystko stało się jasne. „Zazwyczaj przychodzi do nas pana asystentka”, odpowiedziała. Przypomniała sobie piękną brunetkę o podobnych zielonych oczach.
„Tak, moja siostra Ruby. Zwolniła się około roku temu. Wciąż nie znalazłem na jej miejsce kogoś, kogo bym polubił. Nie mam pojęcia, jak wygląda u państwa proces zamawiania. Zawsze pomagała mi w tym Ruby”.
Marie starała się nie roześmiać. Ten ogromny mężczyzna, który pewnie mógłby wyciskać nią na ławeczce, prosił ją o pomoc?
„Dobrze, proszę usiąść, a my zobaczymy, co możemy wspólnie wymyślić”. Wskazała na stół i otworzyła swoje katalogi z próbkami. Zdjęcia zawsze pomagały klientom w podjęciu decyzji. „Oto nasze najpopularniejsze propozycje”. Przekartkowała strony, pozwalając mu przyjrzeć się każdemu zdjęciu.
„Hmm”, mruknął po obejrzeniu kilku stron. „Czy ma pani coś bardziej zimowego, a mniej świątecznego? Zależy mi, żeby mogła cieszyć się tymi kwiatami również po świętach”.
„W tym katalogu raczej nie”, przyznała. „Ale mogę pokazać panu inne możliwości i ułożyć przykładowy bukiet”.
Holton uśmiechnął się do niej szeroko. Ten uśmiech sprawił, że jej serce zabiło szybciej. „To byłoby wspaniałe. Dziękuję, pani Kriton”. Wstał z miejsca, a Marie poszła w jego ślady.
Patrzyła coraz wyżej i wyżej. Mężczyzna naprawdę nad nią górował. Gdy wychodzili z pokoju, przytrzymał dla niej otwarte drzwi.
„Dziękuję, panie Bell”. Posłała mu nieśmiały uśmiech.
„Holton, proszę”, poprawił ją od razu. „Pan Bell to mój ojciec”.
Zaśmiała się. „A pani Kriton to moja matka. Możesz mówić mi Marie”. Zaprowadziła go na zaplecze. Reggie właśnie kończył układać za nią ostatnią wiązankę.
Oczy Reggiego nieco się rozszerzyły, kiedy zobaczył Holtona z bliska. Następnie mrugnął do Marie. Wstawił gotową wiązankę do lodówki, po czym zostawił ich samych.
„Zaraz”, powiedział Holton, gdy tylko zostali sami. Jego głos nabrał nagle dziwnego, niemal dudniącego brzmienia. „Pani Kriton to twoja matka. Czy to... czy ty przypadkiem nie jesteś spokrewniona z Noelle Kriton?”
O nie. Skąd do diabła ten piękny mężczyzna znał akurat jej matkę? Proszę, modliła się w duchu Marie do kogokolwiek, kto by jej słuchał. Proszę, nie pozwól jej tego dla mnie spieprzyć.















































