
Potencjalny zalotnik Tom 2
Autorzy
Lektury
157K
Rozdziały
35
Rozdział 1
Część druga: Potencjalny mąż
AMELIA
„Tatuś jest w domu”, krzyczy Blake, wchodząc do mieszkania. Ma świetny humor. To miła odmiana po ostatnich kilku tygodniach. Dużo pracował i stresował się rozwojem firmy.
Dla mnie to bez sensu. Skoro zarabiasz tyle pieniędzy, po co ci więcej? Ale to w końcu Blake Harrington, on zawsze dąży do bycia najlepszym.
Annie chichocze na dźwięk jego głosu i drepcze w jego stronę.
To prawdziwa córeczka tatusia. Chociaż to ja spędzam z nią większość czasu, zwłaszcza w ostatnich miesiącach. Ona jednak zawsze zostawia swoje najlepsze uśmiechy dla niego.
„To miła niespodzianka”, mówię, idąc za brzdącem. Wygląda przeuroczo, mając na sobie tylko pieluszkę. Zabawnie jest patrzeć, jak jej krótkie nóżki przebierają tak szybko, jak to możliwe.
Blake bierze ją na ręce i całuje w buzię. Dopiero potem przenosi wzrok na mnie.
Nie przeszkadza mi bycie na drugim miejscu po naszej pięknej dziewczynce!
„Cóż, mam świetne wieści”, ogłasza. Stawia małą na podłodze i zdejmuje marynarkę.
„Czy to wreszcie dzień wolny?” żartuję.
„Nie do końca, ale to świetne wieści dla nas wszystkich”.
Idę za nim do kuchni. Tam on zaczyna otwierać butelkę szampana, którą przyniósł.
„No dawaj, panie Harrington, gadaj”.
Jego uśmiech się poszerza. Odkłada butelkę na bok i znów podnosi Annie. Wygląda, jakby nie mógł powstrzymać ekscytacji.
„My”, mówi bezpośrednio do Annie, która ciągnie go za nos, „przeprowadzamy się do Chicago. JEJ!”. Następnie odwraca się do mnie z wielkim, głupkowatym uśmiechem na twarzy.
Czy on tak kurwa na poważnie?
Śmieję się, ale jest to nerwowy śmiech. „Lepiej, żeby to był żart”.
„To nie żart, moja urocza przyszła żono. Rozwój firmy poszedł świetnie. Wybrano mnie na szefa całego nowego oddziału”.
Nie wiem, co powiedzieć. Jestem na niego cholernie wkurwiona. Mam ochotę walnąć go w krtań. Zamiast tego chwytam szampana i siłuję się z korkiem.
Kiedy w końcu udaje mi się go wyciągnąć, szampan tryska dookoła. Biorę spory łyk prosto z butelki.
Przełykam ciężko i biorę oddech. „Czy to na zawsze, czy tylko do czasu, aż wszystko tam poukładasz?” Próbuję myśleć racjonalnie. Chcę poznać wszystkie fakty, zanim wybuchnę.
Stoi i patrzy na mnie z marsową miną. „Naprawdę, Amelio?” mówi. „To rocznikowy Dom Perignon. Wyjechalibyśmy na tak długo, jak będą mnie tam potrzebować”.
„Cóż, smakuje jak ocet, a my nigdzie nie jedziemy. Wybacz, Blake. Nie rozmawiałeś ze mną o tym. Nie było żadnej dyskusji. O co tu kurwa chodzi?”
Jego uśmiech znika i znowu stawia Annie na podłodze. Biorę kolejny łyk szampana, po czym odstawiam go z hukiem na blat. Naprawdę jest ohydny!
„Kochanie”, woła, przyciągając mnie do siebie. „To dla nas wspaniała okazja. Już przecież rozmawialiśmy, że to miasto nie jest dobrym miejscem dla Annie”.
Wyrywam mu się. Nie wymiga się z tego swoim urokiem i wdziękiem.
„Rozmawialiśmy o wyprowadzce z miasta. Miało to być pół godziny drogi stąd, a nie trzydzieści godzin”.
On się śmieje. „To tylko dwie godziny lotu. Możesz wracać, jak często zechcesz. Annie miałaby dom, podwórko, świeże powietrze i szkołę blisko domu”.
On dobrze wie, że moim marzeniem zawsze było mieszkanie w Nowym Jorku. Nie mogę uwierzyć, że tak lekceważąco do tego podchodzi. To moje marzenie. Żyję swoim jebanym marzeniem, a on właśnie ma zamiar je zniszczyć.
„Ja nigdzie nie jadę, Blake. Jestem cholernie wściekła, że po prostu zakładasz, że rzucę to wszystko. Moją pracę, moich przyjaciół”.
„A co z twoim tatą? Byłby zdruzgotany. On uwielbia spędzać czas z Annie. Nie możesz po prostu robić ludziom takich rzeczy”.
Na jego szczęce pulsują mięśnie, a dłonie zaciskają się w pięści. Widzę, że nie jest zadowolony z mojej reakcji. Ale mam to w dupie.
To już nie jest mój Blake. Widzę przed sobą dawnego Blake'a Harringtona. Tego, który zawsze robił to, co było najlepsze dla niego. Nie przejmował się przy tym konsekwencjami dla innych.
Jestem nim tak bardzo rozczarowana!
„Nie mogę uwierzyć, że po prostu założyłeś, że to zaakceptuję”.
„Cóż, w takim razie to koniec tematu. Myślałem, że to będzie dobry start dla nas wszystkich. Skoro w to nie wchodzisz, to sprawa zamknięta”.
„Jesteś jebanym dupkiem”, rzucam i odchodzę od niego.
Dołączam do Annie na podłodze i pomagam jej budować wieżę z klocków. Zmuszam się do uśmiechu. Nie chcę, żeby wyczuła napięcie narastające między mną a Blakiem.
Moje dłonie trzęsą się z gniewu i nie potrafię zebrać myśli. Zagryzam wargę, próbując tłumić emocje. Przynajmniej dopóki Annie jest w pobliżu.
Ale nie potrafię zapanować nad myślami. Pędzą jak Schumacher na Grand Prix.
Przeszliśmy tak długą drogę w naszym związku po tylu zmartwieniach i stresach. Blake dał mi dwa najlepsze lata mojego życia.
Jesteśmy jedną z tych idealnych par, których wszyscy nienawidzą w internecie. Jesteśmy szczęśliwi i zakochani. Stać nas na prowadzenie niesamowitego stylu życia.
W ciągu zaledwie dwudziestu dwóch miesięcy swojego życia Annie zdążyła już odwiedzić Antiguę i Meksyk. Świat należy do nas.
Oczywiście, czasami bywamy na siebie źli i poirytowani. Ale zawsze szybko nam to mija.
Moja miłość do Blake'a tylko rosła. Mogłam patrzeć, jak staje się niesamowitym tatą dla naszej córki.
Czasami aż mnie przeraża to, jak bardzo go kocham. Jego wzajemna miłość pomogła mi nabrać pewności siebie. Jedyna rzecz, o którą teraz się kłócimy, to wybór restauracji na kolację!
Podskakuję, gdy Blake z hukiem zatrzaskuje drzwi. Wychodzi z mieszkania w wielkiej złości.
I na tym koniec.

















































