Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki
Mafia
Miliarderzy
Romans z dręczycielem
Slow Burn
Od wrogów do kochanków
Paranormalne i fantastyczne
footer_tags_relationship_Fated_Mates
Sports
College
Druga szansa
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćPrawo do odstąpienia od umowyNota prawna
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Nieznajomi

Nieznajomi

Autorzy
Mandy M.
Lektury
18.9K
Rozdziały
37
Autorzy
Mandy M.
Lektury
18.9K
Rozdziały
37
🥵Erotyka💰Miliarderzy💪🏻Obrońca🏙️Współczesne🩺Lekarze i pielęgniarki🤑Miliarderzy

– Ona zamarza. Zabieram ją do domu. Lynn słyszy męski głos niosący się między drzewami, a chwilę później silne ramiona podnoszą ją tak lekko, jakby nic nie ważyła. Oczywiście pies, którego dopiero co poznała, bezgranicznie mu ufa.

Lynn jest pielęgniarką z oddziału ratunkowego, która próbuje przetrwać rocznicę nocy, gdy straciła wszystko. Wyjechała wprost w śnieżycę, by móc odetchnąć bez świadków. Powinna być sama. Jest sama… dopóki zabójczo przystojny nieznajomy o małomównym usposobieniu i skłonności do rządzenia nie znajduje jej uwięzionej na górskim szlaku ze skręconą kostką i brakiem zasięgu. Potem oddaje jej swoją koszulę, jakby to był obowiązek. Znasz ten typ. Pomocny. Irytujący. Tym bardziej pociągający, że o nic nie pyta. Opatruje jej nogę, parzy herbatę i wskazuje sypialnię, jakby to on tu decydował, co tylko pogarsza sprawę. A kiedy ona w końcu mówi: „Nie mogę mieć u ciebie długu”, on tylko unosi brew, jakby chciał powiedzieć: jasne, spróbuj.

Wtedy frontowe drzwi otwierają się na oścież.

Rozdział 1

LYNN

Minęły dwa lata, dwa trudne lata od mojego wypadku. Mam w nodze metalowy pręt i musiałam od nowa uczyć się chodzić. Zajęło mi to trzy miesiące. Wróciłam do pracy z laską, ale byłam tam.
Na początku byłam zła, zła na cały świat. Nie rozumiałam, dlaczego mnie to spotkało. Czy nie zasługuję na szczęście?
Max polecił mi terapię, więc chodziłam na nią przez jakiś czas. Na początku wcale nie czułam się lepiej. Wręcz przeciwnie, czułam się gorzej, bo ciągle o tym mówiłam. Potem jednak naprawdę zaczęło mi to pomagać. Próbuję znowu stać się osobą, którą byłam kiedyś, ale chyba to jest po prostu nowa ja.
Prawie co noc śnię o tym, jaka byłaby moja córeczka. Czy wyglądałaby jak ja? Miałaby już prawie dwa lata. Chodziłaby i mówiła.
W niektóre noce w moich snach pojawia się też mężczyzna. Nie potrafię dokładnie dostrzec jego twarzy, ale jego głos brzmi znajomo i kojąco.
Ludzie z pracy byli dla mnie cudowni przez ten cały czas. Nie wiem, co bym bez nich zrobiła. Kiedy zarządca mojego budynku próbował mnie eksmitować, pomogli mi. Nic zgłosił się z tym prosto do właścicielki. To podziałało. Zrozumiała mnie i przeniosła do lepszego budynku. Dodatkowo zwolniła mnie z czynszu, dopóki tam mieszkam.
Mam bliżej do pracy, a sam budynek jest bezpieczny, choć wcześniej też nie miałam z tym problemów. Kwota, którą mam na koncie w banku, daje mi spokój.
„Jak się trzymasz?” Max podchodzi do mnie.
Zmuszam się do uśmiechu i mówię: „U mnie dobrze”, chociaż wcale tak nie jest. Dzisiaj mijają dwa lata. Dwa lata, odkąd straciłam moje dziecko. Straciłam wszystko, co kochałam.
Jest już ze mną lepiej. Wciąż jednak zamykam się w magazynie i płaczę za każdym razem, gdy mam do czynienia z małą pacjentką.
„Może weźmiesz kilka dni wolnego?”
„Mam wolne do środy. Będzie dobrze.”
„Wyjedź na te pięć dni, odpocznij.” Przytula mnie i odchodzi.
To długa noc i cieszę się, że jestem w domu i we własnym łóżku. Po drzemce wstaję i biorę prysznic. Choć bardzo chciałabym spędzić cały weekend w łóżku, nie mogę. Pakuję torbę na noc i wkładam ją do samochodu. Zastanawiam się, czy powinnam wyjechać, tak jak radził Max.
Zamiast tego spędzam resztę poranka przy grobie mojej córki. Isabella Grace. Świeci słońce, a od tygodnia nie padał śnieg.
Postanawiam się przejechać i przewietrzyć głowę. Ląduję w tym samym miejscu, co zawsze. Tam, gdzie miałam wypadek.
Kora na drzewach zdążyła już odrosnąć. Cieszę się na myśl, że ich nie zabiłam. I tak wyrządziłam wystarczająco dużo szkód. Schodzę po stromym nasypie. Rozglądam się i myślę o tym, o ile gorzej mogło być.
Jeszcze pięć metrów i spadłabym w przepaść. Zatrzymało mnie drzewo.
Uznaję, że czas wracać do domu. Jednak tego nie robię. Jadę dalej, aż znajduję małą knajpkę na uboczu, o której istnieniu nie miałam pojęcia. Parkuję i postanawiam coś zjeść. Miejsce jest małe, ale urocze. Ma w sobie miły, domowy klimat.
Wita mnie starsza kobieta. „Usiądź, kochanieńka. Zaraz do ciebie podejdę.”
Przynosi mi kubek kawy i mówi: „Wyglądasz, jakbyś tego potrzebowała.”
„Dziękuję.”
„Na co masz ochotę?” Wyciąga notes.
„Pieczeń rzymska brzmi dobrze.” Zerkam na menu.
„Już się robi.”
Wraca po krótkiej chwili z talerzem pełnym pieczeni rzymskiej, puree ziemniaczanym i zieloną fasolką. Jedzenie wygląda dobrze. To więcej, niż mogłabym zjeść, ale ostatecznie zjadam wszystko.
„Coś jeszcze?” pyta kobieta z uśmiechem.
„Nie, dziękuję, już się najadłam.”
„Daj znać, jeśli zmienisz zdanie. Nasze bułeczki z sosem są naprawdę niezłe.”
Kiedy wraca, żeby dolać mi kawy, przynosi też pojemnik i kawałek ciasta. „Na koszt firmy, kochanieńka”, mówi.
Płacę rachunek, daję napiwek i obiecuję sobie, że kiedyś tu wrócę. Mają tu dobre jedzenie.
Przed wyjściem dopijam kawę. Patrzę przez okno i zastanawiam się, co powinnam zrobić. Część mnie chce stąd wyjechać. Zacząć wszystko od nowa i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło. Ale nie mogę. Nie mogę zostawić mojej rodziny.
Czuję się jak nieudacznik, zarówno jako człowiek, jak i jako matka. Nie potrafiłam zapewnić bezpieczeństwa mojemu dziecku. Gdybym nie była taka uparta, to by się nigdy nie wydarzyło.
Nie ma dnia, żebym nie żałowała, że w ogóle się obudziłam.
Wsiadam do samochodu i ruszam. Zauważam jednak, że odjeżdżam coraz dalej od domu. Czas mija mi niepostrzeżenie.
Chyba jednak korzystam z rady Maxa. Jadę przed siebie, aż znajduję hotel i melduję się w nim. To tylko kilka godzin drogi, ale to zawsze jakaś ucieczka.
Nie sądzę, żebym kiedykolwiek znalazła miejsce, w którym znów poczuję się sobą. Ta uparta, towarzyska i wygadana osoba, którą byłam, już odeszła. W jej miejscu pozostał tylko nieśmiały, cichy cień kobiety.
Mężczyzna w recepcji hotelu sprowadza mnie z powrotem na ziemię. „Witamy”, mówi z uśmiechem i podaje mi klucz do pokoju.
„Dziękuję.” Uśmiecham się do niego. Nie jest to jednak w pełni szczery uśmiech.
On kiwa głową, a ja idę do swojego pokoju. Prawie nie zwracam uwagi na to, co mnie otacza. Siadam na łóżku i gapię się przez okno na śnieg. Próbuję znów nie pogrążyć się w smutku.

Odkryj Galateę

Kiedyś nazywałeś mnie żonąDzikie płomienie 1: SkandalUśmiech miliardera: Gdy dzwoni szefNoc, w której się poznaliśmyKsiężycowa więź alfy

Najnowsze publikacje

Akademia Pierce Charming 2: Pocałunek z królem półbogów i inne złe decyzjeWalka o miłośćNie ruszaj mojej zabawki 2: Mecz AnyNie ma czegoś takiegoTo, co pozostaje: Historia Johna Bakera

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Przeczytanw

by Kawulanka

liczba książek: 6

Może później

by Happy_Fiona

liczba książek: 8

Magdalena

by Sloneczko97

liczba książek: 68

Chętnie wrócę

by Panna Anna

liczba książek: 53

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 79

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 73

Przeczytane bez kontynuacji

by Jo ann

liczba książek: 182

Aktualne

by Magdalena gajewska

liczba książek: 276

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 8

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 63

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 156

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 6

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 68