
Alfa Emmeline
Autorzy
Leila Vy
Lektury
1,2M
Rozdziały
20
Rozdział 1
. . Widziano go tylko nocą. Niektórzy twierdzą, że w ogóle nie istnieje. Podobno jego twarz pokrywają blizny. Włosy ma srebrne jak księżyc. Jego gniew jest głośny jak grzmot. Serce ma zimne jak lód.
Ci, którzy go widzieli, nie przeżyli, by o tym opowiedzieć.
Emmeline zamknęła starą książkę, którą wzięła z biblioteki. Wstała z betonowej podłogi i ziewnęła. Jej sypialnia znajdowała się w piwnicy. Siedzenie na zimnym, wilgotnym betonie sprawiło, że bolało ją całe ciało.
Przeciągnęła się. Potem zgasiła światło i powoli wdrapała się na swoje stare, podarte łóżko polowe. Stary materac zaskrzypiał pod jej ciężarem.
Jej drobne ciało idealnie pasowało do małego łóżka. Wypuściła powietrze i zwinęła się w kłębek. Podciągnęła cienki koc pod brodę.
Głowę miała pełną historii, które właśnie przeczytała. Alfa Gideon Steel był sławny wśród wilków. Emmeline wierzyła w opowieści o tym, co zrobił. Bała się go.
Wszyscy się go bali. Ale Emmeline była też nim zafascynowana.
Ziewnęła ponownie. Jutro był ważny dzień. Alfa wezwał wszystkich. Emmeline cieszyła się, że po raz pierwszy od bardzo dawna opuści dom. W końcu zasnęła.
***
Było wczesne rano, gdy Emmeline stała w kolejce ze swoją macochą i dwiema przyrodnimi siostrami, Lorettą i Lauren. Miały na sobie piękne letnie sukienki.
Emmeline nosiła sukienkę swojej matki. Jej głęboki czerwony kolor podkreślał zielone oczy i bladą skórę dziewczyny.
Uczesała swoje czarne włosy tak, że opadały jej poniżej talii. Uszczypnęła się w policzki, żeby nabrały koloru. Macocha nie pozwalała jej się malować.
Alfa pojawił się na szczycie wzgórza. Miał po trzydziestce i jeszcze nie znalazł swojego przeznaczonego partnera. Znalezienie przeznaczonego partnera było ważne, ale niełatwe. Wielu ludzi szukało go latami.
Wilki mogły zdzicznieć, im dłużej nie znajdowały swojego przeznaczonego partnera. Dlatego wilki podróżowały, opuszczając na jakiś czas swoje watahy, by szukać swojej drugiej połowy.
Macocha Emmeline nie chciała, by ta znalazła swojego przeznaczonego partnera. Ojciec Emmeline zmarł kilka lat temu. To zostawiło Emmeline z macochą i dwiema przyrodnimi siostrami.
Macocha chciała, by Emmeline była zmuszona zaspokajać jej potrzeby, nawet po tym, jak jej własne córki znajdą przeznaczonych partnerów i wyjdą za mąż. Dlaczego została, skoro była już wystarczająco dorosła, by odejść? Emmeline nie miała dokąd pójść.
„Nie bójcie się...” Alfa mówił dalej, ale Emmeline przestała słuchać. Jej myśli wróciły do historii o Alfie Steelu, którą przeczytała wczoraj wieczorem.
Żałowała, że musi przychodzić na te wydarzenia. Mogłaby spędzić wolny czas, czytając ulubione książki. Rzadko miała okazję nacieszyć się spokojem i ciszą.
Uwaga Emmeline wróciła, gdy ktoś obok niej wydał zaskoczony dźwięk. Zobaczyła, że alfa skończył przemowę. Wszyscy odwrócili się w stronę wzgórza.
Powietrze się zmieniło. Zrobiło się ciemne, zimne i przerażające. Nawet słońce nie mogło jej ogrzać.
Chwilę później cztery bardzo duże wilki pojawiły się na szczycie wzgórza. Wszyscy wydali zaskoczone dźwięki. Wielu ludzi cofnęło się ze strachu. Jej macocha i przyrodnie siostry schowały się za Emmeline.
Oczy Emmeline spoczęły na największym z wilków, gdy podeszli do alfy. Kimkolwiek był, jego wielka, czarna wilcza forma była przerażająca. Był wyższy od wielu innych.
Silne, zimne spojrzenie w jego oczach mogło zamrozić jej duszę. Patrzyła, jak powoli idzie wzdłuż szeregu wilków.
Po szybkim skinięciu głowy dużego wilka, który jak sądziła był ich alfą, wystąpili z szeregu i zaczęli iść w stronę Emmeline i jej rodziny.
Gdy był kilka metrów przed Emmeline, zatrzymał się. Uniósł nos i powąchał powietrze. Z jego piersi dobył się przerażający warkot.
Wszyscy podskoczyli, gdy szukał zapachu, który przyciągnął jego uwagę.
Podchodził coraz bliżej Emmeline. Wkrótce stał przed nią. Spojrzała mu prosto w oczy. Coś poruszyło się w niej, a jej wilczyca zawołała z radości.
Nie mogła przestać na niego patrzeć. Miał najpiękniejsze oczy. Były to dwa ciemne baseny szarości z kawałkami jasnej zieleni.
Ich natychmiastowa więź i silne emocje, które przez nią przepływały, sprawiły, że nie mogła oderwać od niego wzroku.
Emmeline oblizała wargi i poruszyła się niespokojnie, czując, jak coś porusza się w jej brzuchu i między nogami. Patrzyła, jak ją obwąchuje, a jego oczy stały się czarne.
Mrowienie rozprzestrzeniło się po jej ciele, mówiąc jej dokładnie to, co musiała wiedzieć. To był jej partner. Zabierał ją z powrotem do swojej watahy.
Uniósł głowę i zawył. W ciągu kilku sekund jego wilki otoczyły Emmeline. Jej macocha i przyrodnie siostry zostały odepchnięte. Patrzyły, jak jego wilki pchały ją w stronę jej alfy.
„To ta?” zapytał alfa Emmeline. Krótkie, gniewne szczekniecie odpowiedziało. Alfa Emmeline rzucił jej ostatnie smutne spojrzenie, zanim skinął głową.
Nie było czasu na reakcję ani przemienianie się. Została rzucona na grzbiet drugiego alfy. Owinęła ramiona wokół jego szyi, by nie spaść. Pomruk z jego piersi powiedział jej, że podoba mu się uczucie jej ciała przy nim.
„Czekaj!” krzyknęła macocha Emmeline. Wszyscy odwrócili się, by na nią spojrzeć. Macocha Emmeline, Abigail Tremaine, stała tam wyprostowana. Jej blond włosy wisiały w warkoczu na ramieniu.
Wskazała na Emmeline i patrzyła ze złością. Jej gniew dał jej dodatkową odwagę, by odezwać się przeciwko alfie. To nie spodobało się partnerowi Emmeline.
Warknął i odsłonił zęby. Czuła, jak jego ciało się napina, gotowe do walki.
„Nie możesz jej zabrać” powiedziała głośno Abigail. „Ona jest moja.”
Silny warkot dobył się z nowo znalezionego przeznaczonego partnera Emmeline. Nie był zadowolony z braku szacunku jej macochy. Jego wilki zaczęły iść w stronę macochy Emmeline, pokazując zęby.
Abigail potknęła się, próbując uciec.
„Dość” rozkazał alfa Emmeline. „Odejdźcie. Dostaliście, czego chcieliście. Nie krzywdźcie członków mojej watahy.”
Trzy wilki zatrzymały się i czekały na rozkaz swojego alfy.
„Proszę, pozwól jej odejść” wyszeptała cicho Emmeline do ucha swojego partnera. Poczuła, jak napięcie opuszcza jego ciało. Skinął głową, zanim znowu warknął. Jego wilki cofnęły się, stanęły obok niego, a potem pobiegły szybko.
***
Biegli godzinami. Słońce zaczęło zachodzić, gdy brzuch Emmeline wydał głodny dźwięk. Jej partner zaszczekał i zwolnili. Znaleźli pobliski strumień, przy którym się zatrzymali.
Jej partner skinął głową, by zsunęła się z jego grzbietu. Gdy zobaczył, że stoi na nogach, pobiegł głębiej w las.
Pozostałe wilki leżały wokół niej z głowami na łapach. Widziała, jak na nią patrzą. Jej policzki się zarumieniły.
Zastanawiała się, dlaczego jeszcze nie przeszli w ludzką postać. Emmeline usiadła i żałowała, że nie słuchała przemowy swojego alfy. Odeszła ze swoim partnerem, ale nie miała pojęcia, kim był.
Trzydzieści minut później jej partner wrócił ze świeżo zabitym jeleniem. Jeden z wilków wstał i odszedł za drzewo.
Wrócił w ludzkiej postaci. Miał na sobie czarne szorty i biały T-shirt. Był tak duży jak jego wilk, ze złotymi blond włosami. Jego oczy spotkały się z jej oczami i uśmiechnął się.
„Witaj, Luno” powiedział. „Nazywam się Drake. Jestem gammą w tej watasze.”
Emmeline uśmiechnęła się do niego nieśmiało. „Miło cię poznać, Drake. Nazywam się Emmeline, ale możesz mówić mi Em.”
Przerażający warkot dobył się z jej partnera, gdy leżał u jej boku, wciąż w wilczej formie. Drake spojrzał na swojego alfę, zanim pokręcił głową.
„Luna jest w porządku” powiedział szybko. „Jesteś głodna?”
Skinęła głową i oblizała wargi. Pierś jej partnera zadudniła, a ona odwróciła się do niego. Wyglądało na to, że był zdenerwowany. Emmeline zastanawiała się dlaczego, gdy Drake rozpalił ogień i zaczął piec mięso na otwartym płomieniu.
Dziesięć minut później podał jej patyk z gorącym mięsem. Emmeline jadła je z apetytem. Było pyszne, ale nie była przyzwyczajona do jedzenia tak dużych porcji.
Gdy mieszkała z macochą, dostawała resztki jedzenia. Zmarszczyła brwi na resztki. Nie chciała ich marnować.
Powoli przesunęła pyszne mięso w stronę swojego partnera. Wyglądał na zaskoczonego, że oferuje mu jedzenie, ale po chwili zaczął jeść.
Gdy skończyli, partner Emmeline wstał i skinął głową, by znowu wskoczyła na jego grzbiet.
Drake już przeszedł z powrotem w wilczą formę i czekał z pozostałymi. Emmeline skoczyła, ale nie udało jej się skoczyć wystarczająco wysoko. Upadła na tyłek.
Jej partner wydał prychnięcie, a ona spojrzała na niego ze zmrużonymi oczami. Przykucnął, by mogła na niego wejść. Gdy już była na nim, wilki znowu zaczęły biec.
Nie rozumiała, dlaczego nie pozwala jej się przemieniać i biec z nimi. Jednak nie przeszkadzało jej jeżdżenie na jego grzbiecie. Była zmęczona. To, że nie musiała używać całej swojej energii, było mile widzianą ulgą.
Macocha nie pozwalała jej często odpoczywać.
Słońce prawie zaszło. Emmeline zastanawiała się, czy kiedykolwiek dotrą na terytorium jej partnera. Podróżowali daleko i ledwo mieli chwilę na odpoczynek. Zatrzymywali się tylko, by jeść lub iść do toalety.
Mimo to biegli dalej długo po tym, jak słońce całkowicie zaszło. Księżyc był jedynym źródłem światła na ciemnym niebie pełnym gwiazd.
Emmeline ziewnęła i przytuliła się do futra swojego partnera. Jego męski zapach i delikatne kołysanie jego biegnącego ciała sprawiły, że zasnęła.
***
Gdy Emmeline się obudziła, była zaskoczona, że znajduje się teraz w dużym łóżku, owinięta jedwabnymi prześcieradłami. Ziewnęła ponownie i przeciągnęła się, uderzając kogoś obok siebie.
Zmarszczyła brwi. Potem poczuła coś wokół swojej talii. Gdy spojrzała w dół, zobaczyła duże, wytatuowane ramię wokół swojej talii. Nie miała już na sobie swojej letniej sukienki.
Zamiast tego miała na sobie za duży biały T-shirt. Odwróciła się, aż stanęła twarzą do osoby za nią. Powoli jej oczy przesunęły się w górę po umięśnionym męskim ciele. Spojrzała z jego klatki piersiowej na szyję, a potem na twarz.
Wciągnęła powietrze. Mężczyzna, który ją trzymał, to był Alfa Gideon Steel. Blizny pokrywały lewą stronę jego twarzy, ale wciąż był taki piękny. Nigdy nie widziała nikogo tak pięknego jak on.
Miał idealnie pełne usta, które sprawiały, że myślała brudne myśli. Po raz pierwszy Emmeline zastanawiała się, jak to by było pocałować kogoś.
Srebrne włosy opadały w nieuporządkowany sposób wokół jego twarzy. Wyciągnęła rękę i przesunęła palcami przez nie.
Zafascynowana i zdumiona cieszyła się uczuciem jego miękkich włosów. Gdy spojrzała w dół ponownie, zobaczyła, że nie śpi i patrzy na nią. Natychmiast cofnęła rękę.
„Nie... nie śpisz” wyjąkała Emmeline. „Ja tylko...”
Nic nie powiedział. Po prostu patrzył na nią uważnie.
Czując się teraz nieswojo, próbowała wstać. Ale on zacieśnił uchwyt, przyciągając ją z powrotem do swojej twardej klatki piersiowej. Przytrzymał jej głowę pod swoją brodą.
Pozostała nieruchoma, gdy trzymał ją blisko. Po kilku chwilach ciepło jego ciała sprawiło, że znowu zasnęła.















































