
Seria Okłam mnie Książka 3: Zakazane romanse
Autorzy
Lektury
694K
Rozdziały
61
Niechciany gość
Tom 3: Zakazane romanse
ANYA
Wjechałam moim kobaltowym Audi A3 Sportback na wolne miejsce na parkingu restauracji. Przy cichym szumie klimatyzacji opuściłam osłonę przeciwsłoneczną, żeby poprawić makijaż w lusterku.
Te obowiązkowe comiesięczne lunche z moją kontrolującą matką stały się tradycją. Zaczęłyśmy się tak spotykać, odkąd wyprowadziłam się trzy lata temu. Jej ciągła potrzeba sterowania moim życiem zaczynała mnie irytować. Postanowiłam zająć się tym dzisiaj, chociaż bałam się nieuniknionej kłótni.
Poszperałam w mojej małej torebce, wyciągając ulubioną czerwoną szminkę. Szybkie pociągnięcie po pełnych ustach i byłam gotowa. Poza tym mój makijaż był bardzo delikatny. Miałam tylko odrobinę jasnego cienia na powiekach, czarną kredkę i warstwę tuszu do rzęs.
Schowałam szminkę z powrotem do torebki, wyłączyłam silnik i wzięłam torbę z siedzenia pasażera. Byłam gotowa na spotkanie z matką, która siedziała już przy naszym stałym stoliku.
Kiedy mijałam stolik trzech starszych mężczyzn, którzy właśnie skończyli grać w golfa, usłyszałam za sobą cichy gwizd.
Ponieważ byli stałymi bywalcami, bez skrępowania puściłam im zalotne oczko i pomachałam. Chwilę później napotkałam pełne dezaprobaty spojrzenie mojej matki.
„Anya, czy to naprawdę było konieczne?” – zganiła mnie, kiedy usiadałam na krześle naprzeciwko niej przy naszym małym kwadratowym stoliku.
Przewróciłam oczami, co zawsze ją denerwowało, po czym odpowiedziałam.
„To nic złego” – odparłam. Rozłożyłam serwetkę i położyłam ją na kolanach, gotowa na nasz stały rytuał.
Bystre, brązowe oczy Zoyi Chopry dokładnie oceniły mój wygląd. W przeciwieństwie do mnie, ubranej w granatową letnią sukienkę bez ramiączek i dziesięciocentymetrowe szpilki, ona miała na sobie jaskrawe, różowe sari. Ten tradycyjny indyjski strój uzupełniały grube złote bransolety i kolczyki.
„Twoja sukienka jest za krótka” – zauważyła, popijając wino. Zwróciłam uwagę, że zdążyła już zamówić napoje i przystawki, chociaż spóźniłam się ledwie pięć minut.
„Materiał sięga mi prawie do kolan, mamo” – odpowiedziałam. Posłałam jej szeroki uśmiech i sięgnęłam po swój kieliszek wina. Czułam, że będę potrzebować płynnej odwagi, żeby przetrwać ten lunch.
„Nie znajdziesz dobrego męża, ubierając się w ten sposób, Ani” – kontynuowała, a w jej głosie brzmiała wyraźna krytyka.
Jakbym w ogóle kogoś szukała, pomyślałam sobie.
Wzięłam duży łyk wina, a potem kolejny.
„Jak tam tata?” – zapytałam. Celowo zeszłam z tematu mojego życia osobistego, postanawiając dzisiaj z nią nie walczyć.
Oboje moi rodzice byli lekarzami. Moja matka zrezygnowała jednak z praktyki, kiedy się urodziłam, żeby mnie wychować. Zawsze zakładałam, że wróci do pracy, gdy dorosnę. Zamiast tego skupiła się na działalności charytatywnej.
Nie żeby musiała pracować. Mój ojciec był bardzo szanowanym chirurgiem, a my żyliśmy wygodnie w bogatej dzielnicy. Chodziłam do prywatnych szkół. Początkowo planowałam pójść w ślady rodziców. Na studiach medycznych szybko jednak zrozumiałam, że to nie dla mnie i zmieniłam kierunek na psychologię.
Moi rodzice zaakceptowali tę zmianę tylko dlatego, że uparli się, abym zrobiła doktorat. Udało mi się to osiągnąć rok temu.
Od tamtej pory wykorzystałam moje pieniądze na zakup małego domu w mieście. Parter wyremontowałam na swój gabinet, a sama zamieszkałam na dwóch wyższych piętrach.
Kochałam swoją niezależność i nie miałam w najbliższym czasie planów na ślub, ale zachowałam to dla siebie. Gdyby moja matka o tym wiedziała, na pewno spróbowałaby zaaranżować mi małżeństwo. Dokładnie tak, jak zrobiono w przypadku jej i mojego ojca.
„Zajęty jak zwykle” – odpowiedziała moja matka. To była jej standardowa odpowiedź.
W dzieciństwie rzadko widywałam ojca z powodu jego napiętego grafiku. Można by pomyśleć, że spędzanie tak dużej ilości czasu z matką bardzo nas do siebie zbliży. Było jednak zupełnie odwrotnie.
Nigdy nie nawiązałyśmy głębokiej więzi, jak matka z córką. Myślę, że z biegiem lat zdała sobie z tego sprawę i próbowała to nadrobić tymi spotkaniami.
„Czy masz teraz więcej pracy, odkąd przeniosłaś się do nowego gabinetu?” – zapytała. Dała znak kelnerowi, żeby przyjął nasze zamówienie.
Od czasu otwarcia własnego gabinetu, interes kręcił się powoli. Ostatnio jednak podpisałam umowę z sądem jako mediator w sprawach o opiekę nad dziećmi i rozwody. Od tamtej pory miałam bardzo dużo pracy.
Złożyłyśmy zamówienia u kelnera, zanim spokojnie odpowiedziałam.
„Tak. Właściwie to mam dzisiaj po południu sesję z przyszłą byłą żoną bardzo bogatego biznesmena. Rano przeczytałam akta sprawy. To bardzo ciekawe. Myślę, że oboje mogą być zamieszani w mafię” – podzieliłam się zaciekawiona.
Moja matka pokręciła głową, marszcząc nos z niesmakiem.
„Nie wiem, jak ty to robisz, Ani. Ci ludzie mogą być niebezpieczni.”
Byłam przyzwyczajona do nadopiekuńczej natury mojej matki, więc po prostu się do niej uśmiechnęłam.
„Sąd nie przydzieliłby mi nikogo niebezpiecznego, mamo. Nie musisz się martwić.”
Wyglądała na nieprzekonaną, ale nie drążyła tematu. Ostatnim razem, gdy to zrobiła, wyszłam wcześniej z naszego lunchu. Nie mogłam znieść tego, że ciągle muszę tłumaczyć się jej ze swoich wyborów zawodowych.
Lubiłam pomagać ludziom, bez względu na to, kim byli. Sama była lekarką, więc powinna to rozumieć i mniej oceniać.
„Jak udała ci się randka z Anandem?” – zapytała matka, mając na myśli „miłego chłopca” ze swojej świątyni, z którym próbowała mnie zeswatać w zeszłym tygodniu.
Anand był prawnikiem. To był jeden z zawodów, które moi rodzice akceptowali dla potencjalnego zięcia. Był też ode mnie o dziesięć lat starszy. Mimo że przypominał gwiazdę Bollywood, Shah Rukha Khana, nie czułam do niego pociągu. Nie mieliśmy ze sobą nic wspólnego, a randka była prawdziwą katorgą.
„Było w porządku” – powiedziałam, krzywiąc się nieznacznie. „Wątpię, żebym spotkała się z nim ponownie.”
„Ani! Wyszłaś z nim tylko raz!” Szeptana pretensja mojej matki sprawiła, że zesztywniałam. „Za moich czasów nie mogliśmy umawiać się na randki tak jak wy teraz. Musieliśmy...”
„...siedzieć w pokoju ze swoimi rodzicami i swoją randką” – dokończyłam za nią, a w moim głosie brzmiał wyraźny sarkazm.
Głośno wypuściłam powietrze, bo słyszałam to już wcześniej. Wiele razy. Czasami zastanawiałam się, czy uważa, że nie doceniam mojego życia, które było tak bardzo inne od jej własnego.
„Więc, jak ci minął tydzień?”
Moja mama była bardzo chętna, żeby opowiedzieć mi o swojej nowej akcji charytatywnej. Bawiłam się jedzeniem, udając, że uważnie jej słucham.
***
Dwie godziny później byłam z powrotem w swoim mieszkaniu i zrzuciłam buty. Za trzydzieści minut miałam sesję z Meliną Costa. Właśnie miałam przebrać się w coś bardziej eleganckiego.
Wtedy jednak na moim telefonie pojawiła się wiadomość. To Melina musiała odwołać spotkanie.
Nawet mi to pasowało. Byłam bardzo zmęczona po lunchu z mamą. Jedyne, czego chciałam, to założyć dres, obejrzeć prosty film i napić się wina.
Najpierw jednak musiałam odpisać na kilka e-maili. Zdecydowałam się pójść do gabinetu i zająć się nimi przed przebraniem się. Wsunęłam stopy w miękkie kapcie w kształcie króliczków i zeszłam na dół.
Nadal pisałam, kiedy ktoś zapukał do drzwi mojego gabinetu. Zdezorientowana wstałam i na palcach podeszłam do drzwi. Kiedy spojrzałam przez wizjer, wzięłam ostry wdech. Po drugiej stronie stało trzech wielkich mężczyzn.
Musieli mnie usłyszeć, bo jeden z nich się odezwał. „Panno Chopra?” Głęboki, męski głos wywołał dreszcze na moich plecach. „Jestem Marco Costa. Mam dzisiaj z panią spotkanie.”
Marco Costa?
Otworzyłam drzwi i spojrzałam prosto w parę bystrych, morskich oczu. Byłam pewna, że z wrażenia opadła mi szczęka. Był tak przystojny, że trudno było na niego nie patrzeć.
Pewnie był do tego przyzwyczajony. Trudno sobie wyobrazić, żeby mężczyzna o takiej twarzy nie był trochę zapatrzony w siebie. Jego kruczoczarne włosy i wyraziste brwi okalały twarz, na widok której zapłakałyby anioły.
Jego pełne usta, otoczone starannie przystrzyżoną brodą, wygięły się w delikatnym uśmiechu. Zupełnie jakby moje zdziwienie go bawiło. Jego niebiesko-zielone oczy powoli powędrowały w dół mojego ciała. Spojrzał od moich brązowych włosów aż po stopy w śmiesznych kapciach.
„Eee...” Musiałam przełknąć ślinę, żeby odzyskać głos. „Miałam spotkanie z pana żoną, ale napisała mi, że je odwołuje” – wypaliłam.
Jego twarz spoważniała. „Moją przyszłą byłą żoną. Powiedziała mi, że najpierw chciała pani spotkać się ze mną.” Westchnął i potarł czoło. „Melina lubi w to pogrywać, panno Chopra. Bardzo przepraszam za ten problem.”
Spojrzałam na zegarek. Był bardzo punktualny. Ubrany w drogi garnitur, wyglądał na człowieka w ciągłym biegu. Mężczyznę, który nie ma czasu do stracenia.
Postarał się, żeby przyjść na to spotkanie. Zachował się inaczej niż wielu moich innych klientów, którzy uważali to za stratę czasu.
„Skoro już pan tu jest, panie Costa” – powiedziałam, zerkając na dwóch mężczyzn stojących za nim. „Nadal możemy przeprowadzić sesję, jeśli pan chce. Może pan po prostu zamienić się z żoną na terminy.”
Jego twarz złagodniała, a na ustach pojawił się delikatny uśmiech. „Dziękuję.” Skinął głową na swoich ludzi. „Mam nadzieję, że nie ma pani nic przeciwko, panno Chopra. Moi ludzie muszą szybko sprawdzić pani gabinet.”
Zmarszczyłam brwi, patrząc na wytatuowanych mężczyzn w czarnych garniturach i ciemnych okularach. „Dlaczego?”
Wzruszył ramionami. „Nigdy nie wiadomo, kto nas podsłuchuje.”
Nie miałam zbytnio wyboru, więc przesunęłam się, żeby ich wpuścić. Kiedy przeszukiwali mój gabinet, stałam w drzwiach. Cały czas czułam na sobie jego wzrok.
„Ładne kapcie” – powiedział cicho. Miałam wrażenie, że lekko się ze mnie śmieje, chociaż jego twarz nie pokazywała żadnych emocji.
Zarumieniłam się. „Nie spodziewałam się dzisiaj nikogo” – powiedziałam, poprawiając dłonią sukienkę. „Jeśli da mi pan kilka minut, mogę pójść na górę i się przebrać...”
Zaczęłam się odwracać, ale położył dłoń na moim ramieniu, żeby mnie zatrzymać.
Poczułam dziwny prąd, zupełnie jakbym dotknęła kabla pod napięciem. On też musiał to poczuć, bo szybko cofnął rękę. Spojrzał na mnie z góry i znów zmarszczył brwi. Sięgałam mu zaledwie do brody.
Jego ludzie wrócili i skinęli mu głową.
„Nie ma takiej potrzeby. Zaczynajmy. Nie mam zbyt wiele czasu.”
Ruchem dłoni zaprosiłam go do środka. Jego ludzie zostali na zewnątrz. Zamknęłam drzwi, bardzo świadoma tego, że zostaliśmy zupełnie sami. Moje serce biło jak szalone.















































