
Uniwersum Dyskrecji: Bon Voyage
Autorzy
Lektury
79,9K
Rozdziały
8
Rozdział 1
„Rejs?! Ty sobie, kurwa, żartujesz?” – powiedziałem z niedowierzaniem.
„To pięćdziesiąte urodziny twojej mamy, Killian. Ona chce, żebyś tam był” – powiedział tata spokojnym głosem.
„Ale ja chciałem wykorzystać przerwę na naukę!”
„Po prostu popłyń z nami przez ocean” – powiedział tata w swój zwykły, irytująco spokojny sposób. „Możesz wrócić samolotem z Londynu.”
„Kto jeszcze płynie?” – zapytałem, krzyżując ręce na piersi.
„Ciocia Vivian i wujek Hugh, państwo Klein i pani Winter” – powiedział tata, odginając po kolei palce.
„Czyli same zabawne osoby.”
„Twoja matka ich zaprosiła. Ja tylko próbuję sprawić, żeby jej urodziny były wyjątkowe” – odpowiedział tata. Sam też nie wyglądał na szczególnie zadowolonego z listy gości.
„Mogę kogoś zabrać?” – zapytałem.
Tata uniósł lekko brwi, po czym powiedział: „Nie wiedziałem, że się z kimś spotykasz.”
„Nie spotykam się. Chciałem tylko wiedzieć, co powiesz.”
„Rozmawialiśmy już o tym, Killian. Twoja matka nie jest gotowa, żeby powiedzieć swoim znajomym i rodzinie, że jej syn jest…”
„Gejem? Dlaczego to w ogóle jest problem?”
„Ona potrzebuje czasu” – powiedział tata, wjeżdżając na autostradę.
„Ona, ona, ona! Jak ty to robisz, tato? Całe twoje życie kręci się wokół narcyzki, która ma nas oboje w dupie!”
„Nie mów tak o swojej matce!” – powiedział, w końcu podnosząc głos.
Mój tata był chorobliwym ugodowcem, który nigdy się nie złościł, a jednak w końcu udało mi się trafić w czuły punkt.
„Popłynę w ten rejs pod jednym warunkiem” – powiedziałem buntowniczo.
„Słucham” – powiedział tata, zawsze chętny, by znaleźć dyplomatyczne rozwiązanie.
„Chcę mieć własne mieszkanie. Powrót do domu po pierwszym roku studiów to był błąd. Potrzebuję przestrzeni na własne życie. Nie chcę żyć tak, jak zaplanowała to mama.”
„Możemy to załatwić” – powiedział.
Dlaczego czułem się teraz tak, jakbym przegrał?
***
Mama była zdeterminowana, żeby wydać na tę wycieczkę kupę pieniędzy, jak zawsze zresztą. Uważała, że zasługuje wyłącznie na to, co najlepsze z najlepszych, mimo że nigdy w życiu nie przepracowała ani jednego dnia.
Na jej szczęście tata był prezesem HomeAway.com i na ogół mógł sobie pozwolić na jej graniczącą z megalomanią rozrzutność. Czy to było pojebane, że zastanawiałem się, dlaczego ojciec tak bardzo ją kochał?
Na początku mama chciała zarezerwować apartamenty Junior Exec Suite dla gości i dla mnie. Dla siebie zamierzała wziąć C-Suite z prywatną jadalnią i tarasem, z którego dosłownie patrzyło się z góry na nasze.
„Nie, Margaret” – oznajmił tata stoicko.
„Ale to moje urodziny!” Czy ona się, kurwa, dąsała?
Kiedy mama nie dostawała tego, czego chciała, potrafiła urządzać sceny jak dziecko albo, co gorsza… karać nas milczeniem.
„Nie możesz zapraszać ludzi tylko po to, żeby się od nich odgrodzić” – powiedział, stawiając jej czoła po raz pierwszy od lat.
„Ale przecież mogę schodzić do nich, kiedy tylko zechcę” – powiedziała. Czy ona w ogóle słyszała, co mówi?
„Odpowiedź nadal brzmi nie. Albo zarezerwujesz pięć kabin na tym samym pokładzie, albo odwołuję wycieczkę” – powiedział tata, spokojnie czyszcząc okulary.
Co do kurwy?!
Poczułem nagłą potrzebę, żeby go przytulić. Mama wyglądała na równie zaskoczoną co ja i tylko skinęła głową.
Ta wycieczka może być fajniejsza, niż myślałem!
***
Skoro miałem utknąć na tym statku na siedem dni, mogłem równie dobrze spróbować się dobrze bawić. Tata oczekiwał, że będę obecny na śniadaniach, obiadach i kolacjach, a także na oficjalnej kolacji urodzinowej w salonie kapitana w środę wieczorem.
Ciocia Vivian zaprosiła mnie na codzienne aktywności, ale shuffleboard i brydż niespecjalnie mnie kręciły.
Kręciłem się przy basenie, aż mi się znudziło, a potem poszedłem obejrzeć film w statkowym kinie.
Podczas obiadu musiałem znosić mamę opowiadającą wszystkim, jaki to uroczy jest koordynator imprez. Próbowała prowokować tatę, odkąd odważył się powiedzieć jej „nie”.
Kiedy wreszcie pozwolono mi odejść, jakoś trafiłem do statkowej biblioteki. Kolekcja książek robiła wrażenie i szybko znalazłem coś do czytania w jednym z wygodnych foteli z widokiem na morze.
„Est-ce que vous êtes français?” Głos rozległ się tuż obok. Opuściłem książkę i zobaczyłem faceta, który patrzył na mnie wyczekująco.
„Przepraszam, czy o coś pytałeś?”
„Och, przepraszam. Mój błąd” – powiedział po angielsku z lekkim akcentem. W jego piwnych oczach błyszczały psotne ogniki.
„O co pytałeś?” – nalegałem, kładąc książkę na kolanach.
„Zapytałem, czy jesteś Francuzem, ale najwyraźniej nie jesteś. Przepraszam” – powiedział, zakładając nogę na nogę.
Miał na sobie czerwoną koszulkę polo, białe spodenki i granatowe mokasyny Vero bez skarpetek. Przyjemnie się na niego patrzyło.
„Dlaczego myślałeś, że jestem Francuzem?” – zapytałem z ciekawością.
„Bo siedzisz tu sobie spokojnie i czytasz La Nausée Sartre'a, jakby to była zwykła książka w miękkiej okładce” – powiedział.
Jego ciemnoblond włosy były ściągnięte w ciasnego koka, odsłaniając idealnie symetryczną twarz.
Francuzem?! Spojrzałem na swoją książkę i zobaczyłem, że jestem na trzydziestej piątej stronie… Draculi Brama Stokera.
Zaśmiał się ciepło i powiedział: „Zdziwiłbyś się, ile osób nabiera się na tę sztuczkę.”
Co do kurwy?!
„Jean Pierre, miło mi cię poznać” – powiedział, wyciągając rękę.
„Na pewno?” – zapytałem.
Spojrzał na mnie z zakłopotaniem, po czym dodał: „Jestem sam na tym statku. Chciałem po prostu znaleźć kogoś do towarzystwa.”
„Powodzenia z tym” – powiedziałem, wracając do książki.
„Dobra, przyznaję się! Zauważyłem cię przy basenie i spodobało mi się to, co zobaczyłem” – powiedział Jean Pierre, pochylając się do przodu.
Upuściłem książkę i zamrugałem głupio.
„Czy ty mnie podrywasz?” – zapytałem.
„Tak.”
„Skąd pomysł, że jestem zainteresowany?” – zapytałem. Hetero facet pewnie brzmiałby bardziej oburzony.
„Mój gaydar rzadko się myli.”
„Nadal nie jestem zainteresowany” – powiedziałem, szczerząc się jak głupek.
„Gówno prawda! Kiedy zobaczyłem cię przy basenie, patrzyłeś prosto na mnie. Nawet opuściłeś okulary.”
Pokręciłem głową i powiedziałem: „Gapiłem się na faceta z potarganymi włosami i tatuażami na obu rękach, który palił papierosa na swoim balkonie.”
„To nie był papieros” – powiedział Jean Pierre, podwijając rękawy, żeby pokazać mi swoje tatuaże.
„Och” – powiedziałem cicho. Nie mogłem rozpoznać jego twarzy z powodu oślepiającego słońca.
„Zacznijmy jeszcze raz” – powiedział. „Jean Pierre, miło mi cię poznać.”
„Killian” – powiedziałem, ściskając mu mocno dłoń. Mama zawsze powtarzała, że wiotkie nadgarstki sprawiają, że wyglądam na słabego.
„Cóż za ciekawe imię” – powiedział.
„Jest irlandzkie” – powiedziałem, wzruszając ramionami.
„Jesteś Irlandczykiem?” – zapytał z entuzjazmem.
„Nie. Mama wybrała to imię, bo nic, co jest z nią związane, nie może być postrzegane jako zwyczajne” – powiedziałem.
„Brzmi jak interesująca kobieta.”
„To nie jest słowo, którego bym użył” – powiedziałem, marszcząc brwi.















































