
W gorącu
Autorzy
Abigail Lynne
Lektury
462K
Rozdziały
28
Rozdział pierwszy
Księga Czwarta: W Rui
Wojna Dzikich dobiegła końca. Tyler był alfą i wojownikiem od samego początku. Wraca do stada, które mu nie ufa. Jest beta łaknący władzy. W pobliżu znajduje się też osada ludzka, która sprawia kłopoty. Nie wie, komu może zaufać. Serce pęka mu po śmierci partnerki. Potrzebuje nowej luny, która pomoże mu przewodzić.
***
Tyler zwraca się do Caroline. Jest jedyną członkinią stada, która potrafi zrozumieć jego ból. Ale kruchy traktat pokojowy między ludźmi a wilkołakami naraża stado na niebezpieczeństwo. Tyler i Caroline zdają sobie sprawę, że ich układ nie wypali – chyba że uda im się rozbudzić namiętność, której brakowało od zbyt dawna.
Caroline Ryder
Wzięłam głęboki oddech, ale powietrze było tak wilgotne i ciężkie, że ledwo wypełniło mi płuca.
Lepiło się do gardła i płuc, zanim dotarło tam, gdzie było najbardziej potrzebne. Na przykład do nóg. Paliły mnie jak ogień.
Przyłożyłam dwa palce do szyi, licząc puls – bardziej po to, by poczuć się lepiej, niż z jakiegoś konkretnego powodu.
Sprawdzanie tętna po biegu poprawiało mi samopoczucie bardziej niż pomagało zdrowiu. Tak naprawdę nie miałam pojęcia, jakie powinno być moje tętno.
Wyciągnęłam ręce nad głowę i spojrzałam na widok przed sobą.
Stałam na krawędzi wysokiego urwiska z boku góry Timbre, patrząc w dół na Dolinę Błękitnego Klonu. Góra należała do wilków; dolina była mieszana.
Zazwyczaj zostawałam na górze.
Była dopiero dziesiąta rano, a upał już dawał się we znaki.
To lato zaczęło się od dwóch tygodni takiego skwaru, że większość ludzi leżała z lemoniadą na piersi.
Otarłam czoło i wypuściłam długi oddech. Ostry ból w gardle i klatce piersiowej powoli ustępował.
Śledziłam wzrokiem linie drzew, wzgórz i innych gór, które rysowały się na tle błękitnego nieba.
Bez jednej chmurki zasłaniającej słońce musiałam osłonić oczy, by wyśledzić bieg rzeki przecinającej środek doliny.
Dużo biegałam, a jeszcze częściej biegałam szybko. Ćwiczenia były jedyną rzeczą, która utrzymywała mój umysł w czystości.
Jeśli zbyt długo nie czułam tego palącego bólu w klatce piersiowej, to samo uczucie przenosiło się do głowy i wszystko psuło. Lepiej było biegać często, niż próbować naprawiać szkody później.
Góra, na której mieszkałam, sprawiała, że bieganie było trudne. Lubiłam to.
Każdego ranka przeskakiwałam przez strumienie, omijałam niskie gałęzie, okrążałam głazy i trzymałam się z dala od dziur i stromych zboczy.
Przeszkody na trasie były kolejnym dobrym sposobem na oderwanie umysłu od ciężkich myśli.
Zamknęłam oczy na chwilę, wdychając gęste powietrze i pozwalając sobie pomyśleć o nim przez jeden bolesny moment.
Kiedy otworzyłam oczy, chwila minęła, a wszystkie myśli opuściły mój umysł oprócz jednej: dom.
Odwróciłam się od doliny i ruszyłam równym tempem, nie przyspieszając, dopóki nogi się nie rozgrzały.
Biegłam szybko, aż dotarłam do granicy naszej posiadłości, zwalniając do marszu, gdy weszłam na podwórko.
Mama zajmowała się swoim małym ogródkiem, z rękami i twarzą umazanymi ziemią.
Podniosła wzrok, gdy wyszłam z lasu, i uśmiechnęła się. Zmarszczki zebrały się w kącikach jej oczu, gdy podeszła do mnie, wkładając rękawice do przedniej kieszeni ogrodniczek.
„Dokąd biegałaś, Caroline?”
Wzruszyłam ramionami i pocałowałam ją w policzek. „W zwykłe miejsce.”
Mama dotknęła mojego łokcia. „Libby i Mick wpadli.”
Słysząc to, zawsze czułam, jakby lodowaty chłód przepływał przez moje żyły.
Przez chwilę patrzyłam na tył domu, zanim zmusiłam się do uśmiechu. „Są w środku?”
Mama była jedyną osobą, która potrafiła mnie przejrzeć. „Och, Caroline. Nie musisz, możesz wyjść. Mick zrozumie; wiesz, że zrozumie.”
Nie rozumiał.
Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka. „Mamo, przestań się martwić. Wszystko w porządku.”
Tylko po to, by jej to udowodnić, skierowałam się do tylnego ganku. Wskoczyłam z takim fałszywym entuzjazmem, na jaki było mnie stać, a potem pociągnęłam tylną siatkę i pozwoliłam jej zatrzasnąć się za mną.
Poczułam ich zapach niemal od razu. Sparowane pary mają szczególny zapach. Zapachy dwojga łączą się w jeden, chociaż zapach samca jest zawsze silniejszy.
Libby i Mick pachnieli dziwną mieszanką bzu i mięty.
Przez chwilę trzymałam się oparcia sofy, zanim się wyprostowałam i ruszyłam w stronę kuchni. Słyszałam ich głosy, ale ich śmiech był jak ciosy w brzuch.
Kochałam mojego brata, ale widok jego z partnerką był prawie nie do zniesienia.
„Caroline!” – zawołał Mick, rzucając się do przodu, by mnie objąć. Przez jego ramię zobaczyłam Libby. Spotkała mój wzrok na krótką chwilę, zanim spuściła oczy i odwróciła się.
Poczułam falę gorąca w brzuchu. Chciałabym być wystarczająco silna, by być w jej pobliżu, ale była ciągłym przypomnieniem tego, czego nie miałam. Nienawidziłam siebie za to, że byłam na nią zła.
Odwróciłam się do Micka, zakładając szczęśliwą minę. To było uczucie, które wiedziałam, jak udawać, ale zapomniałam, jak czuć.
„Micky” – powiedziałam słodko. „Minęło tyle czasu! Jak się masz?”
Minęło tyle czasu, bo trzymałam się od niego z daleka podczas jego ostatniej wizyty. Mick dostał wiadomość, której nigdy nie chciałam wysłać.
Jeśli Mick myślał o tym samym, nie dał tego po sobie poznać. „Było naprawdę dobrze, Care, naprawdę dobrze.”
Jakoś udało mi się nie cofnąć. Partnerzy mają swój sposób mówienia. To prawie zawsze liczba mnoga i nawet nie zdają sobie sprawy, że tak robią.
„To dobrze” – powiedziałam mu. Zignorowałam uczucie noża obracającego się w moich żebrach i i tak się uśmiechnęłam.
Usłyszałam prychnięcie z lewej strony. „Dobrze by było, gdybym miał jakieś wnuki.”
Tata siedział przy ladzie z przyjemnym uśmiechem na przyjemnej twarzy.
Włosy taty były całkowicie srebrne i były takie od czasu, gdy był nastolatkiem. Jakoś sprawiało to, że wyglądał bardziej przystojnie niż staro.
Mick uśmiechnął się szeroko. „Próbujemy, tato.”
Twarz Libby zaczerwieniła się, sprawiając, że jej blond włosy wyglądały ciemniej. „Mick” – skarciła go.
Mick był podekscytowany tym pomysłem. „Nie mogę się już doczekać założenia rodziny. Lib i ja już zaczęliśmy rozmawiać o imionach i wszystkim.”
Nie potrafiłam powiedzieć, czy to jego zawsze obecny uśmiech, czy sposób, w jaki jego ciemne oczy błyszczały, sprawiły, że opuściłam pokój, ale tak zrobiłam.
„O cholera” – powiedział cicho Mick – „zawsze zapominam.”
I zawsze zapominał. Ale taki był Mick; zawsze był tak pochłonięty swoim własnym światem. Nie był zarozumiały ani płytki. Taka była po prostu jego natura.
„Jesteś takim tępym łbem, Mick” – burknął Han.
Han był moim drugim bratem, starszym ode mnie, ale młodszym od Micka. Usłyszałam jego kroki, zanim poczułam jego rękę na moim ramieniu.
Jak tylko mnie dotknął, strząsnęłam go. „Wszystko w porządku” – zapewniłam go. „Muszę się tylko przebrać.”
„Mick jest takim dupkiem” – powiedział Han. Jego ciemne oczy bardzo różniły się od jego srebrnych włosów: odziedziczył geny taty. „Po prostu gada i gada, jakby nikt go nie słuchał.”
„To nie jest wielka sprawa, Han, był po prostu podekscytowany.”
„Tak, ale wie, że nie powinien mówić takich rzeczy przy tobie” – argumentował Han.
Uniosłam brew. „A dlaczego nie?”
„Bo...” – Han miał problem ze słowami. „Nie każ mi tego mówić, Caroline, on też był moim przyjacielem.”
Czasami czułam, jakby moje rzepki zostały wyrwane z ciała i miałam problem, by ustać.
„Wszystko w porządku” – powtórzyłam, widząc, że nie kupuje mojej gry. Uderzyłam go w ramię. „Serio, Hanna, jest dobrze.”
Han skrzywił nos. „Nie nazywaj mnie Hanna.”
„Dobra, Hanna.”
Han patrzył na mnie tak długo, jak tylko mógł powstrzymać uśmiech. Poddał się po chwili, a jego ramiona zatrzęsły się ze śmiechu.
Po chwili Han się uspokoił, ale chwili nie można było cofnąć.
Szturchnęłam go w brzuch. „Teraz nie może być żadnych wątpliwości, które z nas jest bardziej poważne. Biorę tę koronę.”
Han przewrócił oczami. „Jesteś zrzędliwa od roku; ja pracuję nad tym kątem od urodzenia.”
Dźwięk kroków zatrzymał moją odpowiedź. Zarówno Han, jak i ja odwróciliśmy się, gdy Libby szła korytarzem w naszą stronę.
Zawahała się, gdy spotkała mój wzrok, zatrzymując się całkowicie. „Uh, przepraszam, tylko musiałam skorzystać z łazienki.”
Schowała swoje długie blond włosy za ucho. Nerwowy gest.
Nie wiedziałam wiele o dziewczynie mojego brata. Głównie dlatego, że nigdy naprawdę nie próbowałam.
Nie powiedziałam nic, gdy Libby minęła nas, kierując się do małej łazienki na końcu korytarza.
Han gwizdnął cicho, gdy drzwi zamknęły się za nią. Odwróciłam się do niego i uniosłam brew, zapraszając do jakiegokolwiek komentarza, który miał na myśli.
Han uniósł ręce. „Mogłabyś spróbować się do niej uśmiechnąć.”
Przewróciłam oczami. „Z Libby nie ma nic złego.”
„Czy dlatego unikasz jej, jakby była zaraźliwa?” – rzucił wyzwanie Han.
Nie odpowiedziałam.
Han westchnął i położył ręce na biodrach. „Wiem, że ciężko ci ją widzieć, ale pomyśl o naszym życiu. Dziewczyny zawsze będą w pobliżu.”
„Nie jesteśmy stadą samotników. Jesteśmy grupą zbudowaną na fundamencie par. Będziesz musiała się z tym pogodzić kiedyś, Caroline.”
Zrobiłam szybki krok w stronę Hana i poczułam, jak moja górna warga się unosi. „Nie idź tam, Han.”
Mój brat się nie wycofał. „Minął ponad rok od pożaru, Caroline. Wszyscy poszliśmy dalej. Czas, byś ty też to zrobiła.”
„Poszliśmy dalej?” – powtórzyłam wysokim głosem. „Nie poszliśmy dalej. Odeszliśmy. Nie jesteśmy nawet na terytorium stada. Mama i tata całkowicie trzymają się z dala od życia stada, odkąd alfa Vex umarł!”
Han przewrócił oczami. „Przynajmniej oni próbują, Caroline! Ty uciekasz od swoich uczuć.”
Skrzyżowałam ramiona w obronie. „Ty też, Han.”
Ciemne oczy Hana zwęziły się. „To nieprawda, Caroline. Ja czuję rzeczy. Pozwoliłem, by jego śmierć mnie zraniła. Po prostu teraz próbuję się pozbierać.”
„Nawet nie sądzę, bym widziała, jak płaczesz po nim. Nie płakałaś nawet po śmierci własnego chłopaka...”
Wyciągnęłam rękę i uderzyłam go w twarz. Głuchy dźwięk zawisł między nami, gdy trzymał swoją piekącą twarz, a ja trzymałam swoją winną rękę.
Po chwili Han przejechał językiem po wewnętrznej stronie policzka i uśmiechnął się do mnie ponuro.
Cała moja twarz zaczerwieniła się, a potem opróżniła ze wszystkich uczuć. Przepchnęłam się obok mojego brata, łapiąc jego ramię swoim.
Złapał mój nadgarstek, ale szarpnęłam się, uwalniając, posyłając mu wymowne spojrzenie, zanim zniknęłam w swoim pokoju.
Kiedy drzwi się zamknęły, zsunęłam się po nich, uderzając o podłogę z cichym łupnięciem, a potem przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej. Zamknęłam oczy, powtarzając sobie w kółko, by to powstrzymać.
Kiedy pozwoliłaś sobie poczuć jedną rzecz, nigdy nie mogłaś już zamknąć bram i wtedy byłaś zalana. Nie zamierzałam pozwolić dzikim emocjom przejąć kontroli nad moim ciałem. Nie mogłam.
***
Wyszłam ze swojego pokoju kilka godzin później, by dołączyć do rodziny przy stole. Zajęłam miejsce naprzeciwko Hana, ale upewniłam się, że moje oczy są skupione gdzie indziej.
Mick i Libby trzymali się za ręce podczas jedzenia, kciuk Libby poruszał się w powolnych kółkach po dłoni mojego brata.
Tata rozmawiał wesoło, albo nie zauważając napięcia w pokoju, albo zbyt uparty, by pozwolić mu zepsuć posiłek.
Oczy mamy wędrował do mnie więcej niż kilka razy w ciągu wieczoru, jej usta napinały się, gdy spotykałam jej spojrzenie.
„Kolacja jest naprawdę dobra, mamo” – pochwalił Mick. „Nie jestem pewien, kiedy ostatnio jadłem tak dobrze.”
Libby plasnęła go w rękę żartobliwie. „Gotuję dla ciebie prawie każdego wieczoru.”
Mick pochylił się i pocałował kącik ust Libby. „Próbujesz, kochanie.”
Śmiech Libby zmusił mój wzrok do skierowania się w dół. Ich szczęście łamało coś we mnie i wszystko, co mogłam zrobić, to powstrzymać szklane kawałki od przecięcia mojego żołądka.
„Twoje pieczenie jest wspaniałe, Libby!” – wykrzyknął tata. „Muszę przyznać, że podkradłem jedną z twoich babeczek przed kolacją; były zbyt trudne do odparcia!”
Libby się zarumieniła. „Jesteś zbyt miły.”
Zacisnęłam widelec mocno.
Caroline Ryder
Mick odłożył widelec i pochylił się do przodu. Chciał, żebyśmy zwrócili uwagę.
„Mam dla wszystkich ekscytujące wieści!” Przerwał na chwilę, żeby nas podpuścić. „Prawdziwy alfa wraca!”
Mama odezwała się pierwsza.
„Tyler Trip? Wraca na Mt. Timbre?”
Mick skinął głową.
„Skończył służbę i jest gotowy przejąć z powrotem stado.”
„Najwyższy czas” powiedział mój tata gniewnie. „Jego beta dowodzi już zbyt długo. To stado potrzebuje silnego alfy.”
Han przewrócił oczami.
„Nie wiemy, jakim alfą on jest, tato. Nigdy wcześniej nim nie był.”
Mama przygryzła wargę.
„Skąd wiesz, że wrócił, kochanie?”
„Rozmawiałem z jego trzecim, Rowanem. Jutro jest ceremonia. Wszyscy muszą być” powiedział Mick.
Widziałam, jak twarz mojego taty zbladła. Był blisko związany z poprzednim alfą, Vexem. Po śmierci Vexa tata postanowił trzymać się z dala od życia stada.
Mama wyglądała na zaniepokojoną.
„Będziemy musieli się wystroić na jutro. Caroline, masz jeszcze tę niebieską sukienkę?”
Podniosłam wzrok. Byłam zaskoczona, że do mnie mówią. To był pierwszy raz, kiedy ktokolwiek się do mnie odezwał, odkąd rano pokłóciłam się z Hanem.
Przełknęłam jedzenie, zanim odpowiedziałam.
„Może być za ciasna.”
Mama westchnęła.
„Możesz spróbować ją włożyć?”
Szybko spojrzałam na Hana, po czym skinęłam głową.
Libby odezwała się cicho.
„Mam sukienkę, która może ci pasować, jeśli ta niebieska nie będzie dobra, Caroline. Może mogłabyś przymierzyć ją po kolacji?”
Chciałabym móc jej podziękować albo się uśmiechnąć. Ale kiedy zobaczyłam, jak mój brat się do niej uśmiecha, mogłam tylko na nią patrzeć.
Mama wypełniła ciszę.
„To bardzo miłe z twojej strony, Libby.”
„Cóż, ja się nie będę stroił dla jakiegoś gównianego alfy, który zostawił swoje stado, żeby walczyć w wojnie, która już prawie się skończyła” powiedział Han gniewnie.
Mój tata niemal eksplodował.
„To była dobra decyzja! Gdybym był wystarczająco zdrowy, też bym się przyłączył! Ci ludzie zabrali nam wszystko, wszystko! Wystroiszz się i okażesz szacunek!”
Han wyglądał, jakby był gotów wyskoczyć z krzesła.
„Zostawił ranne stado becie! Jaki szacunek mu się należy?”
Tym razem mój tata rzeczywiście zerwał się z krzesła.
„Pojechał się zemścić za naszego poprzedniego alfę. Chciał się upewnić, że żadne inne stado nie przejdzie przez te same okropności, co my!”
Mama wyglądała na zestresowaną.
„Proszę, Rick, po prostu usiądź.”
Żaden z nich jej nie słuchał.
Han wstał. Jego twarz była czerwona pod srebrnymi włosami.
„Co z tego zemsty, kiedy jego stado cierpiało, było zdziesiątkowane i bez domu czy przywódcy? Uważam, że Tyler Trip to tchórz.”
„Wystarczy” powiedział Mick niskim, gniewnym głosem. „Trip to mój przyjaciel.”
„To ma sens, dlaczego się dogadujecie” powiedział Han.
Mick wstał, ale milczał. Wszyscy trzej mężczyźni wpatrywali się w siebie. Powietrze było ciężkie i napięte.
Po kilku napiętych chwilach Han kopnął krzesło i wyszedł z pokoju szybko i wściekle.
Mama wzięła długi łyk wody, a potem uśmiechnęła się do Libby.
„Kochanie, mogłabyś przynieść muffiny?”
***
Obudziłam się na dźwięk wycia.
Wciąż rozgrzana po śnie, zrzuciłam kołdrę i szybko się ubrałam. Zawiązałam trampki w ciemności i chwyciłam lekką kurtkę. Potem wyszłam tylnymi drzwiami.
Wycie co chwilę cichło. Potem zaczynało się od nowa. Biegłam, zbliżając się do dźwięku.
Niebo zaczynało jaśnieć, kiedy dotarłam do szczytu, do którego zwykle biegałam. Był tuż za terytorium Stada Timbre.
Przez chwilę łapałam oddech. Potem wyciągnęłam ręce nad głowę. Cieszyłam się znajomym pieczeniem w mięśniach.
Wycie zaczęło się ponownie. Było wystarczająco blisko, żeby włoski na moich ramionach stanęły dęba. Poruszyło mojego własnego wilka w środku.
Przemieszczałam się przez drzewa z szeroko otwartymi oczami. Zobaczyłam kilka wilków z głowami zarzuconymi do tyłu w pieśni.
Obserwowałam, jak ich uszy poruszają się podczas wycia. Zmieniały tony, gdy inne wilki, kilometry dalej, zmieniały swoje pieśni.
Przesunęłam się w lewo i spojrzałam w górę góry. Zobaczyłam wilki rozrzucone wzdłuż ścieżki prowadzącej w serce terytorium Timbre.
Po kilku chwilach obserwacji zrozumiałam, co robią. Witały swojego alfę w domu.
Następna runda wycia była tak potężna, że niemal spowodowała przemianę we mnie. Pochyliłam się, trzymając się ludzkiej formy, gdy usłyszałam dźwięk zbliżających się kroków.
Pierwszy wilk był mi znany. Miał bladożółte futro z niewielką ilością brązu. Miał intensywne oczy piwnego koloru i ciężkie łapy. To był Ryan Steller. Był pełniącym obowiązki alfą, ale betą Tylera Tripa.
Tuż za Ryanem był wilk średniej budowy. Miał czujne oczy i kudłate brązowe futro, które ciemniało do czerni wokół nosa i łap. Rowan Moss był trzecim w hierarchii Tylera.
Ryan i Rowan pełnili rolę osobistej straży ostatniego wilka. Ten wilk mógł być tylko Tylerem Tripem, prawdziwym alfą, który był nieobecny od śmierci ostatniego alfy.
Patrząc na niego, było jasne, dlaczego był alfą. Wilk był ogromny.
Jego wielkie mięśnie podtrzymywały głowę i ramiona. Jego boki były gładkie i potężne.
Był pokryty jasnobrązowym futrem z pasemkami białego i czerwonobrązowego. Jego oczy były skupione, szczere i godne zaufania.
Tyler Trip był wszystkim, czym alfa powinien być.
Przez jeden bardzo długi moment Tyler Trip patrzył na mnie. Jego oczy były zielone i głęboko szczere. Nie miało znaczenia, że to było tylko krótkie spojrzenie. Czułam się, jakby wywrócił mnie na lewą stronę.
A potem zniknął.
Wycie ustało, gdy przywódcy odeszli. Wilki, które były w tym rejonie, zaczęły wspinać się po zboczu góry. Luźno podążały za swoim alfą.
Minutę później kolejne wycie dobiegło z wyżej położonych partii góry.
Zanim wróciłam do domu, cała rodzina krzątała się w pośpiechu.
Mama zobaczyła mnie w przedpokoju, kiedy zakładała kolczyk. Wydała głośny dźwięk, gdy mnie zobaczyła. Podbiegła, żeby złapać mnie za ramię.
„Gdzie byłaś, Caroline? Spóźnimy się!”
Wzięłam prysznic tak szybko, jak mogłam. Wcisnęłam się w niebieską sukienkę. Przeklinałam się za to, że nie przyjęłam oferty Libby, gdy z trudem próbowałam zapiąć suwak do końca.
Po pięciu minutach wciągania brzucha i podskakiwania udało mi się zapiąć sukienkę. Potem wpychałam stopy w trampki.
Mama poprawiała krawat taty. Jej oczy spojrzały na mnie z dezaprobatą.
„Caroline, nie mogłaś wysuszyć włosów? Są całe mokre i kręcone!”
Wzruszyłam ramionami, dotykając mokrych włosów. Brakowało nam czasu, a upał i tak je wysuszy.
Libby wyszła z pokoju mojego brata. Wyglądała pięknie w białej letniej sukience, która sprawiała, że jej skóra lśniła.
Jej włosy były ułożone w specjalny warkocz. Pasma złotobrązowe i jasny blond były ze sobą splecione. Była oszałamiająca.
Spojrzałam na swoją piegowatą skórę i blade nogi. Chciałam po prostu zniknąć. Han popchnął moje ramię. To wyrwało mnie z myśli o Libby.
Han wyglądał dobrze na czarno. Zawsze tak wyglądał.
„Chodź, ślamazaro” powiedział żartobliwie. „Nie chcemy przegapić spóźnionego i niezbyt wspaniałego alfy.”
Tata rzucił Hanowi ostrzegawcze spojrzenie z progu swojej sypialni.
„Uważaj na słowa, Han.”
Mama pociągnęła za jego krawat, próbując go utrzymać w ryzach.
Mick wyszedł ze swojego pokoju. Przeczesywał szczotką swoje rude włosy. Jego krawat wisiał luźno wokół szyi.
Uśmiechnął się do mnie, kiedy mnie zobaczył. Jego oczy spojrzały na moją sukienkę. Jego komplement tylko sprawił, że poczułam się bardziej nieswojo.
„Wszyscy, idziemy!”
Mama nas poganiała. Pchała nas w stronę samochodu jak stadko owiec. Rzadko używaliśmy starego SUV-a zaparkowanego z tyłu. Ale nie miało sensu przemieniać się po tym, jak wszyscy się wystroili.
Wpakowaliśmy się do bardzo gorącego samochodu. Stawaliśmy się coraz bardziej niespokojni, gdy tata z trudem próbował go uruchomić. Upał był nie do wytrzymania, a sześcioro z nas upchnięte w samochodzie nie pomagało.
„Przyjadę ugotowany” powiedział Han niezadowolonym głosem.
Twarz Micka była czerwona od gorąca. Kropla potu spłynęła mu po skroni. I tak się uśmiechnął.
„Nawet nie czuję upału” powiedział. „Wczoraj było goręcej.”
Nie było.
Samochód w końcu się uruchomił i wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. Ale potem zdaliśmy sobie sprawę, że klimatyzacja jest zepsuta.
Stary samochód nie jechał wystarczająco szybko, żeby zrobić porządny wietrzyk. Więc pociliśmy się przez całą drogę w górę góry.
Wyższa wysokość pomogła zmniejszyć wilgotne powietrze. Ale słońce wciąż nas prażyło, gdy zaparkowaliśmy samochód i zebraliśmy się przy bagażniku.
Ludzie kierowali się w stronę domu alfy. W powietrzu wisiało poczucie ekscytacji i oczekiwania.
Kiedy szliśmy, mój tata rozmawiał ze starszymi członkami stada, których dawno nie widział. Mama robiła to samo ze starszymi kobietami.
Mick znalazł grupę swoich przyjaciół. Libby była szczęśliwie u jego boku.
Han szturchnął moje ramię, kiedy szliśmy. Wyglądał równie nieswojo jak ja. Byłam na nowym terytorium Timbre tylko kilka razy. Połowa zapachów była dla mnie nowa.
„Przepraszam za wczorajszy wieczór” powiedział Han cicho. „Przesadziłem.”
Spojrzałam na brata.
„To ja przesadziłam. Nie powinnam była cię uderzyć. To było złe.”
„Było” zgodził się Han.
Po chwili oboje się roześmialiśmy.
Kiedy śmiech ucichł, moja twarz wróciła do zwykłego pustego wyrazu. Spotykałam wzrok każdego wilka, który na mnie patrzył. Unikałam jakiegokolwiek możliwego połączenia. Han robił to samo, więc trzymaliśmy się razem.
Po kilku minutach marszu dom alfy pojawił się w zasięgu wzroku. Był to okazały, nowoczesny budynek. Nikt jeszcze w nim nie mieszkał. Pełniący obowiązki alfa, Ryan Steller, nie miał pozwolenia.
Spojrzałam na dom. Zauważyłam, jak zasłona się porusza i pojawia się twarz. Zasłona opadła z powrotem zbyt szybko, żebym mogła zobaczyć, kto to był.
Moje oczy opadły na przedni ganek. Był używany jako scena. Stojąc przed wielkimi schodami był Ryan Steller.
„Witajcie, Stado Timbre! Dziękuję wszystkim za przybycie! Dzisiaj mam wielki zaszczyt powitać z powrotem nie tylko mojego przyjaciela, ale prawdziwego alfę tej ziemi, tego stada i naszych dziedzictw. Po służbie w Wojnie Dzikich, Alfa Trip wrócił do nas. Jest gotowy objąć swoją rolę przywódcy.”
Obok Ryana, trzeci w hierarchii, Rowan Moss, uśmiechał się szeroko. Rowan nie mógł być dużo starszy ode mnie.
Był wysoki i dobrze zbudowany. Miał gęste brązowe włosy, które opadały falami. Miał duże niebieskie oczy, które sprawiały, że wyglądał bardziej słodko niż strasznie.
„To był zaszczyt i przywilej służyć wam wszystkim jako pełniący obowiązki alfa. Mam nadzieję, że dobrze sobie poradziłem. Teraz ustępuję, żeby wrócić do mojej roli bety Stada Timbre. Przysięgam być lojalnym sługą naszego nowego alfy.”
Zebrane wilki klaskały, wyły lub robiły jedno i drugie.
Han popchnął mnie i szepnął mi do ucha:
„Bzdury.”
Tłum ucichł, gdy frontowe drzwi się otworzyły. Mężczyzna wyszedł na ganek.
Był wysoki, miał sześć stóp i trzy cale.
Jego szczęka była kwadratowa i pokryta zarostem. Jego włosy były krótkie, trochę potargane z przodu i bogatego brązowego koloru.
Jego oczy były piękne. Były tak zielone jak trawa pod naszymi stopami i godne zaufania.
Alfa Tyler Trip.












































