
Seria Księżycowy cień Książka 2
Autorzy
Lektury
258K
Rozdziały
58
Prolog
TRZY WIEKI WCZEŚNIEJ
Wieczór zaczął się jak każdy inny. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, znikając za łańcuchem górskim. Niebo płonęło czerwienią, stanowiąc złowrogi zwiastun tego, co miało nadejść.
Pewien mężczyzna wspinał się na górę, nie zwracając uwagi na ten oszałamiający spektakl. Minęły wieki, odkąd czerpał przyjemność z prostych radości życia; teraz zależało mu tylko na potędze. Potędze tak ogromnej, że przekraczała pojęcie jakiejkolwiek istoty, a on był zdeterminowany, by nad nią zapanować.
Kiedy przedzierał się przez skały i strumienie, wszystkie owady i małe zwierzęta uciekały w popłochu. Czuły bijące od niego zło, instynktownie wiedząc, że muszą trzymać się z daleka. Nagle zatrzymał się i spojrzał w górę.
Przed nim znajdowało się wejście do jaskini, zaledwie na tyle duże, by mógł się w nim zmieścić, a w środku panowała nieprzenikniona ciemność. Podniósł rękę, szepcząc kilka słów, po czym w jego dłoni zmaterializowała się kula ognia. Użył magii, by zawiesić ją w powietrzu, i zaczął zbliżać się do wejścia.
Światło kuli ognia rozjaśniło jaskinię, ukazując ścieżkę prowadzącą w dół, która dalej stawała się szersza. Bez wahania wszedł do środka.
Czuł wewnątrz starożytną moc i użył jej, by poprowadziła go do celu. Moc uderzyła w niego, próbując go odepchnąć. Każda inna istota zostałaby unicestwiona, ale on był najsilniejszy i potrafił znieść wszystko.
Tunel zaczął się rozszerzać, ukazując przed nim większą przestrzeń. Wspiął się po głazach, które ukształtowano tak, by służyły za schody. Jaskinia była zbyt rozległa, by kula ognia mogła ją w pełni oświetlić, więc wyrzucił ją w powietrze, szepcząc zaklęcie potęgujące jej światło.
Jaskinia ukazała się jego oczom, wypełniona głazami różnej wielkości, z których niektóre niepewnie zwisały z sufitu, gotowe spaść przy najmniejszym wstrząsie. Przebiegł wzrokiem po okolicy, czegoś szukając, gdy nagle skała na środku jaskini wzbudziła jego zainteresowanie. Miała taki sam ciemnoszary kolor jak inne, ale jej kształt był niezwykły.
Podszedł bliżej, aby jej się przyjrzeć, gdy ku jego zdziwieniu skała się poruszyła. Głaz otworzył się, ukazując ukrytą pod nim postać, która powoli wstała i wyprostowała się.
Chwilę później stała przed nim starsza kobieta. Jej włosy były rzadkie i białe jak śnieg, a twarz wychudzona, ze skórą mocno napiętą na kościach. Tam, gdzie powinny znajdować się jej oczy, widniały czarne pustki – bezkresna otchłań, która z łatwością mogła usidlić każdego.
„Kto śmie zakłócać mój sen?” Skrzekliwy głos rozszedł się echem po jaskini.
Mężczyzna podszedł bliżej, zafascynowany tym widokiem. „Wiesz, kim jestem, Widząca. Wiesz, czego szukam”, odpowiedział.
Zaśmiała się chrapliwie i podeszła do niego. „Wiedziałam, że w końcu do mnie przyjdziesz, ale nie mam tego, czego pragniesz.”
Zatrzymał się tuż przed nią, chwytając ją za gardło. „Powiedz mi, kim ona jest, zanim odbiorę ci życie.”
Czarne pustki wpatrywały się w niego, a jej twarz była pozbawiona emocji. „Mój drogi chłopcze. Jestem starsza niż ta ziemia. Nikt nie zdoła mnie zabić, nawet ktoś tak potężny jak ty.”
Na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmiech. „Może to i prawda, ale ból to uniwersalny język, który potrafi pojąć nawet taki zabytek jak ty.”
Oboje milczeli, nie ruszając się i oceniając nawzajem. W końcu puścił jej szyję, a ona osunęła się na ziemię.
„Ta, której szukasz, jeszcze się nie urodziła”, wyjaśniła, patrząc na niego. „Ale ta przepowiednia nie dotyczy ciebie. Ta moc nigdy nie będzie twoja.”
Głośny trzask rozszedł się echem, gdy jego dłoń uderzyła w jej twarz w wybuchu wściekłości. To nie była odpowiedź, którą chciał usłyszeć.
„Dobrze znam tę przepowiednię. Poświęciłem całe życie na jej zgłębianie, podobnie jak mój ojciec i jego ojciec przed nim”, wycedził z gniewem.
„Może i ją znasz, ale nigdy jej nie zrozumiesz. Zło zaćmiło twój wzrok.”
Zanim zdążyła odpowiedzieć, jej oczy rozbłysły jasnym światłem, a ciało uniosło się, lewitując nad ziemią.
W jaskini zaczął wirować porywisty wiatr, tworząc wokół nich chmurę pyłu. Otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Wiatr nagle ustał, a pył opadł.
Rozejrzał się zdezorientowany, nie rozumiejąc, co się dzieje, gdy nagle rozległ się cichy głos, który zdawał się dobiegać ze wszystkich stron.
Nadejdzie on, ten obdarzony mocą. Ani jednym, ani drugim, lecz obydwoma.
Potęga tak wielka, ani dobra, ani zła.
To on zdecyduje.
Ona będzie jego światłem, jego życiem, jego śmiercią.
Tylko dzięki jej krwi moc zostanie objawiona.
Wraz z jej śmiercią dokona się wybór.
Zło, niszczyciel.
Jej ciało upadło na ziemię, zmieniając się w pył przy zetknięciu ze skałami. Teraz naprawdę odeszła, a on nie mógł już jej torturować ani zabić. Jego plan zawiódł.
Wrzasnął, a jego wściekłość odbiła się echem po całej jaskini.
Znajdzie tę dziewczynę, o której mówiła przepowiednia, a potem ją zabije. Stanie się jedynym posiadaczem tej potęgi, ostatecznym niszczycielem, i będzie przeszukiwał ziemię, dopóki jej nie odnajdzie – zostawiając za sobą jedynie szlak zniszczenia.

















































