
Odrzutek Alfy
Autorzy
Dalila Rivera
Lektury
4,4M
Rozdziały
18
Prolog
W świecie wilkołaków każdy rodzi się z siłą, która przekracza wszelkie normy. Są stworzeni do walki, budowania i uprawy ziemi. Obdarzeni są wysoką inteligencją, która pomaga im rozwiązywać problemy, pomagać potrzebującym i planować strategie wojenne.
Przeciętny wilkołak płci męskiej mierzy co najmniej siedem stóp wzrostu, a przeciętna samica ma co najmniej sześć stóp i pięć cali.
Dzieci Alfy są najsilniejsze, ale od czasu do czasu w rodzinie rodzi się słabeusz. Nie są ani zawstydzani, ani zabijani, ani ukrywani.
Rodziny wciąż je kochają, ale nigdy nie pozwala im się na łączenie w pary, z obawy przed spłodzeniem kolejnych słabeuszy, co z perspektywy wilkołaków mogłoby osłabić watahę.
Ponieważ nie mogą się łączyć w pary, słabeusze zwykle umierają młodo. Najstarszy słabeusz, jaki kiedykolwiek żył, miał dwadzieścia dwa lata. Najmłodszy zmarł w wieku trzynastu lat.
Alfa James i Luna Jenna mają słabeusza wśród swoich trojaczków. Ich córki noszą imiona Aqua, Misty i właśnie słabeusz — Mira.
Gdy dziewczynki mają pięć lat, rodzi się syn, Destan.
W miarę jak dziewczyny rosną, stają się nierozłączne i robią wszystko razem. Gdy Aqua i Misty kończą czternaście lat, mierzą imponujące pięć stóp i dziesięć cali, podczas gdy Mira ma tylko pięć stóp i dwa cale.
W wieku dziewiętnastu lat Aqua i Misty przestają rosnąć przy sześciu stopach i pięciu calach, podczas gdy Mira zatrzymuje się na pięciu stopach i sześciu calach. Destan w wieku trzynastu lat ma imponujące sześć stóp i jest zbudowany jak wojownik.
Pewnego dnia Alfa i Luna otrzymują list informujący ich, że Alfa Phoenix Black — imponujące siedem stóp wzrostu i problemy z kontrolą gniewu — z Watahy Crystal Moon przybędzie, by szukać swojej Luny.
Jego wzrok skierowany jest na córki Alfy Jamesa i Luny Jenny.
Gdy wybierze swoją Lunę, zostanie ona naznaczona przed całą watahą i zabrana.
Co się stanie, gdy jego oczy spoczną na pięknej Mirze, słabeuszu, zakazanej wilczycy… obiekcie jego pożądania?
***
LIST
19 lat temu…
„Przyj, kochanie, przyj” – Alfa James trzyma rękę swojej żony, Luny Jenny, gdy ta pochyla się, by wypchnąć jedno z dzieci. – „Świetnie ci idzie, kochanie” – zachęca ją.
Luna Jenna opada na poduszki, by złapać oddech. Lekarz watahy i trzy położne mówią do niej słowa otuchy. Jedna z położnych ociera pot z czoła Luny Jenny.
Jej włosy są upięte w niestaranny, mokry od potu kok. Pochyla się ponownie, gdy bóle porodowe uderzają z całą mocą. Ściska dłoń Alfy Jamesa i przeć.
„Widzę główkę, Luno. Radzisz sobie wspaniale” – informuje ją lekarz.
Prze jeszcze raz i na świat przychodzi pierwsze dziecko. Lekarz szybko przecina pępowinę.
„To dziewczynka.” Podaje noworodka położnej Jackie, która zabiera małą, by ją oczyścić.
„Dobrze, kochanie, to było pierwsze. Jeszcze jedno przed nami.” Alfa James całuje Lunę Jennę w czoło. Ta tylko kiwa głową, przygotowując się do kolejnego parcia.
Jenna pochyla się ponownie i zaczyna przeć.
„Widzę główkę, Luno. Dalej, przyj!” – zachęca ją lekarz watahy.
Luna Jenna krzyczy, pchając z całych sił, i na świat przychodzi drugie dziecko.
„To kolejna dziewczynka.” Lekarz watahy przecina pępowinę i podaje dziecko drugiej położnej, Susan.
„Gratulacje, Alfo i Luno, z okazji narodzin bliźniaczych cór…” – urywa, gdy Luna Jenna znowu zaczyna ciężko oddychać.
„Co się dzieje, doktorze!” Alfa James trzyma żonę za rękę, gdy ta pochyla się ponownie i zaczyna przeć.
„Wygląda na to, że rodzi się trzecie dziecko.”
Brwi Alfy Jamesa wędrują w górę ze zdziwienia. Podczas wszystkich wizyt na USG widzieli tylko dwie dziewczynki. Nie trzecią.
„Widzę główkę.” Lekarz watahy prosi trzecią położną, Carrie, by stanęła przy nim.
Luna Jenna prze ostatni raz i na świat przychodzi kolejna dziewczynka.
Zarówno lekarz watahy, jak i położna Carrie wymieniają spojrzenia po tym, jak przecina pępowinę. Położna szybko owija dziecko i zabiera je, by oczyścić.
Luna Jenna w końcu opada na łóżko, wyczerpana po porodzie.
„Moje dzieci…” – szepcze ze zmęczeniem.
Położne Jackie i Susan wracają z pierwszymi dwiema dziewczynkami — czystymi, owiniętymi w różowe kocyki w paski i białe czapeczki z różowymi sowami.
Alfa James trzyma obie córki, a łzy spływają mu po policzkach. Jest przeszczęśliwy, że został ojcem.
„Gdzie jest moja trzecia córka, doktorze Pryce?” Alfa James patrzy na lekarza.
„Alfo, Luno… Wasza trzecia córka… jest słabeuszem.”
James i Jenna patrzą na siebie, a potem z powrotem na lekarza.
Luna Jenna odzywa się: „Przynieście mi moje dziecko. Chcę ją potrzymać.”
Doktor Pryce kiwa głową. „Poproszę położną Carrie, żeby ją przyniosła, ale tylko na chwilę. Musi być w inkubatorze przez co najmniej miesiąc.”
Łzy spływają po twarzy Jenny na myśl o tym, że nie będzie miała przy sobie dziecka przez cały miesiąc.
„Zaraz wrócę, dobrze?” Doktor Pryce zwraca się do świeżo upieczonych rodziców. „Gratulacje z okazji powiększenia rodziny.” Uśmiecha się i wychodzi.
„James” – szepcze Jenna.
„Wszystko będzie dobrze, kochanie.” Uśmiecha się do żony. „Musimy jeszcze nadać imiona tym dwóm tutaj.”
Jenna uśmiecha się i wskazuje na dziecko wtulone w prawe ramię Jamesa. „Aqua.”
James kiwa głową, po czym spogląda na dziecko, które czule trzyma w lewym ramieniu. „A ty będziesz miała na imię Misty.” Jego oczy są pełne miłości i podziwu, gdy patrzy na żonę. „Jestem z ciebie taki dumny, kochanie.”
Uśmiecha się do niego zmęczonym uśmiechem.
Drzwi się otwierają i położna Carrie wchodzi z ich najmłodszą córką. Jenna wyciąga ręce, a położna Carrie ostrożnie kładzie malutką dziewczynkę w ramionach matki.
Jenna uśmiecha się na widok czarnych włosków na główce dziecka. Przytula ją blisko serca, wdychając zapach noworodka, który na zawsze zapisze się w jej sercu.
Pochyla się lekko, by pocałować ją w czoło. W tej chwili dziecko otwiera oczy, a Jenna wciąga powietrze ze zdziwienia.
„Co się stało? Wszystko z nią w porządku?” James natychmiast wyraża swój niepokój.
Jenna tylko się uśmiecha, kręcąc głową. „Jej oczy mają kolor lawendy.”
Brwi Jamesa wędrują w górę ze zdumienia.
„Moja piękna dziewczynka.” Głos Jenny jest miękki, gdy całuje czoło dziecka. „Moja piękna Mira.”
***
Czas obecny
Alfa James siedzi w swoim gabinecie, trzymając list od Alfy Phoenixa Blacka. List mówi, że Phoenix szuka partnerki, która zostanie jego Luną i z którą założy rodzinę.
Jednej z córek Jamesa.
Kładzie otwarty list na biurku i masuje skronie.
Luna Jenna wchodzi do środka, wyczuwając niepokój swojego partnera. Podchodzi do niego od tyłu i zaczyna masować mu ramiona. James opiera głowę o jej pierś.
„Co cię trapi, kochanie?”
Wzdycha i podaje jej list do przeczytania. Jenna bierze go i siada, by go przeczytać.
Jej jasnozielone oczy spotykają jego spojrzenie, wyraźnie niezadowolona z tego, co właśnie przeczytała. „Cholera!” Jenna podchodzi do kanapy i siada, kręcąc głową.
„Nie możemy pozwolić, żeby ten wielki gbur poślubił Aquę albo Misty.” Kręci głową ponownie. „Ten mężczyzna jest… ogromny… przerażający… ogromny.”
James chichocze. „Powiedziałaś 'ogromny' dwa razy.”
„Tak powiedziałam, co?” Jenna śmieje się razem z nim. „Muszę skontaktować się z Radą, żeby urzędowo zatwierdzili jego wybór… jeśli w ogóle dokona wyboru.”
James przeczesuje palcami gęste czarne włosy.
Jenna wstaje i siada Jamesowi na kolanach. Jego ramiona oplatają ją w pasie. Wyczuwa jej nagły smutek.
„Co się stało, kochanie?”
Jenna powoli kręci głową, biorąc głęboki oddech. „Chodzi o Mirę… Od dwóch tygodni jest bardzo osłabiona.”
„Zauważyłem.” Brwi Jamesa marszczą się. „Jeszcze dzisiaj rano musiałem ją złapać, bo straciła równowagę, schodząc po schodach.”
Jenna odwraca się w jego ramionach, by na niego spojrzeć. „Dlaczego mi nie powiedziałeś, James?” – beszta go.
„Nie chciałem cię martwić, kochanie.” Wzdycha, wiedząc po jej spojrzeniu, że to była zła decyzja. „Przepraszam” – szybko dodaje. – „Gdzie teraz jest Mira?”
„Z Destanem.” Jenna uśmiecha się. „On tak bardzo kocha Mirę. Nie ma niczego, czego by dla niej nie zrobił.”
„Cóż, może dotrzymywać Mirze towarzystwa, kiedy Alfa Black będzie tu szukał Luny” – stwierdza James.
„Proszę cię. Destan nie pozwoli nikomu podejść do Miry na krok, a Alfa Black nie jest wyjątkiem.” Wstaje, odrzucając do tyłu jasne, miodowe włosy.
„No cóż, mam trochę przygotowań do zrobienia, a ty masz telefon do wykonania.” Jenna wychodzi z gabinetu, by porozmawiać ze swoimi dziewczynami.
James sięga do kieszeni po telefon komórkowy i wybiera numer Rady Wilków. Przy czwartym dzwonku ktoś wreszcie odbiera.
„Halo? Mówi Alfa James.” Ściska nasadę nosa.
„Witam, Alfo James. W czym mogę pomóc?” – pyta delikatny kobiecy głos po drugiej stronie.
„Tak, muszę porozmawiać z jednym z radnych.”
„W jakiej sprawie pan dzwoni?”
James pociera czoło, czując narastającą frustrację. „W sprawie urzędowego zatwierdzenia ewentualnego połączenia w parę.”
Kobieta chrząka. „Chwileczkę, proszę.”
Alfa James odchyla się na krześle, czekając, aż któryś z radnych z nim porozmawia. Po kilku minutach słyszy czyjeś powitanie.
„Witam, Alfo James, tu Radny Gregory. Rozumiem, że jedna z pańskich córek może zostać wybrana na partnerkę.” Brzmi bardzo wesoło. „Kto jest szczęśliwym Alfą?”
Alfa James bierze głęboki oddech. „Alfa Phoenix Black.”
Po drugiej stronie zapada cisza.
***
Mira jest w ogrodzie i zbiera świeże kwiaty do swojego pokoju. Zrywa fiołki i podnosi je do nosa, by powąchać.
„Hej, co robisz?”
Mira nie musi się odwracać, by wiedzieć, że to jej młodszy brat Destan. Siada obok niej, opierając się na dłoniach, z wyciągniętymi długimi nogami.
„Zbieram nowe kwiaty do pokoju.” Uśmiecha się do niego.
„Chcesz, żebym ci pomógł?”
Mira patrzy na swojego kochanego brata. Jego zielone oczy są zawsze ciepłe i pełne miłości, gdy na nią patrzy.
Ma potargane ciemnobrązowe włosy, tak jak jego siostry — z wyjątkiem Miry, która ma czarne jak smoła włosy. Jest dokładną kopią ojca, podczas gdy dziewczyny wyglądają jak ich matka.
Aqua i Misty mają szare oczy jak ojciec, a Mira ma lawendowe. Skąd w ogóle wziął się ten kolor, to przechodzi jej pojęcie.
Mirze to jednak nie przeszkadza. Jej wielkie lawendowe oczy wyróżniają ją z tłumu, zwłaszcza w połączeniu z kruczoczarnymi włosami.
Pamięta, jak Destan się urodził i jak pomagała mamie się nim opiekować. Zanim skończył siedem lat, już ją przerósł, ale ona wciąż traktowała go jak swoje maleństwo.
Są ze sobą bardzo związani, nawet teraz.
Łamie jej serce myśl o tym, jak bardzo będzie cierpiał, gdy odejdzie. A to nastąpi bardzo niedługo. Mira wie, co się dzieje ze słabeuszami takimi jak ona.
To, że udało jej się tak długo żyć z rodziną, jest samo w sobie błogosławieństwem.
Mira od dwóch tygodni czuje, jak życie z niej uchodzi. Straciła apetyt i schudła.
Wie, że Destan to zauważył i ostatnio kręci się wokół niej znacznie częściej niż zwykle.
„Mira? Wszystko w porządku?”
Patrzy w jego zatroskane oczy i uśmiecha się. „Nic mi nie jest, Destan.” Wstaje, trzymając kwiaty. „Jestem gotowa, wracajmy do domu.”
Destan wstaje i chwyta ją za rękę, gdy razem idą do domu. „Mama ma coś do ogłoszenia.”
„Aha, dobrze. Nie każmy jej czekać.”
Oboje wchodzą do salonu, gdzie Luna Jenna siedzi i czeka na nich razem z Aquą i Misty.
„Ach, jesteście. Siadajcie.” Wskazuje na dwa wolne miejsca. Gdy ma już uwagę wszystkich, chrząka.
„Wasz ojciec i ja otrzymaliśmy list od Alfy Blacka z Watahy Crystal Moon, w którym informuje, że przybędzie tutaj, by znaleźć Lunę wśród was, drogie panie.” Wskazuje tylko na Aquę i Misty.
Obie kobiety patrzą na nią wzrokiem, który mówi: „Nie jesteśmy zachwycone.”
Misty pierwsza daje upust irytacji. „Mamo” – wzdycha, a jej głos jest ciężki od frustracji. – „Nie chcę być jego Luną. Ani żadnego innego Alfy.” Zaciska zęby.
„Ja bym chciała, ale nie z nim” – wtrąca Aqua, równie poirytowana.
„Dziewczyny, posłuchajcie…” – zaczyna Luna Jenna, ale zostaje przerwana.
„Nie, mamo. To moja ostateczna odpowiedź.” Misty wstaje, emanując gniewem. Jest oszałamiającą wilczycą, ma umięśnione, wysportowane ciało — świadectwo jej umiejętności bojowych.
Aqua z kolei ma krągłości bardziej podobne do Miry.
„Aqua i ja powinnyśmy mieć coś do powiedzenia w tej sprawie. To, że jakiś wielki zły wilk postanowił tu wpaść i szukać sobie Luny, nie znaczy, że musimy ścielić mu dywan powitalny.” Już ma wyjść, gdy Luna Jenna kiwa głową.
„Masz rację, Misty. Masz.”
„Więc zadzwoń do Alfy Blacka i powiedz mu, żeby się nie fatygował” – proponuje Aqua.
„Chciałabym, żeby to było takie proste, ale on już jest w drodze. Będzie tu jutro wieczorem.” Luna Jenna wstaje, otrzepując dżinsy.
„Muszę porozmawiać z waszym ojcem.” Wychodzi, by znaleźć Alfę Jamesa.
„Miałaś szczęście, Mira” – mówi Aqua z lekkim uśmiechem na ustach.
„Może wcale nie jest taki zły” – śmieje się Mira. – „Nawet nie dałyście mu szansy.”
„Nie potrzebuje szansy, skoro nikt go tu nie chce” – dodaje Destan.
„Jestem po stronie Destana” – mówi Misty beznamiętnym głosem. – „Poza tym trenuję na wojowniczkę. Granie posłusznej Luny i wychowywanie dzieci to niezbyt moje wymarzone życie.”
Mira spuszcza wzrok na swoje dłonie, a smutek ściska ją za serce. Nigdy nie będzie dane jej zaznać życia, o którym zawsze marzyła.
Misty, widząc wyraz twarzy Miry, natychmiast żałuje swoich słów. Beztrosko odrzuciła to, czego Mira pragnie najbardziej.
„Przepraszam, Mira… Nie pomyślałam…”
„Nic się nie stało, Misty. Nie powinnaś ukrywać swoich uczuć przeze mnie.”
Destan posyła Misty ostrzegawcze spojrzenie, a Aqua robi to samo. Mira, zauważając tę wymianę spojrzeń, szybko zmienia temat, pytając Aquę o jej powody.
„Rozumiem, dlaczego Misty nie chce się z nim spotkać, ale co z tobą, Aqua?”
„Moje serce należy już do kogoś innego” – mówi rozmarzonym głosem, a jej twarz pasuje do tego tonu.
„Tata wie?” – pyta Destan, unosząc brew.
„A kto to?” – droczy się Misty.
Aqua odwraca się do Destana, rzucając mu spojrzenie w stylu „jesteś takim wkurzającym młodszym bratem”. „Nie” – przewraca oczami.
„I nie waż się nic mówić. Chcemy sami powiedzieć mamie i tacie o naszych planach na połączenie w parę.”
„Fuj… jak to tak ujmujesz, to brzmi… obrzydliwie.” Destan marszczy nos.
„Zamknij się, Destan.” Aqua rzuca w niego poduszką ze śmiechem, ale łapie ją, zanim trafi go w twarz.
„No coooo?” – śmieje się. – „O kurde!” Zrywa się do ucieczki, gdy Aqua rusza za nim w pogoń, a Mira i Misty kręcą głowami, patrząc na rodzeństwo, śmiejąc się razem z nimi.
***
Mira wdycha zapach fiołków, które ułożyła w wazonie napełnionym przez Destana świeżą wodą. Jest późno, gdy w końcu wślizguje się do łóżka.
Otwiera szufladę nocnej szafki i wyciąga pięć kopert. Każda zawiera list do jednego z członków jej rodziny. Postanowiła dopilnować, by dostali jej listy, zanim odejdzie.
Mira przyciska listy do piersi, a pojedyncza łza spływa jej po policzku. Modli się na głos do Bogini Księżyca. „Witaj, Bogini Księżyca. To ja, Mira, słabeusz.
„Chcę ci tylko podziękować, że pozwoliłaś mi żyć tak długo. Dziękuję za cudowną, kochającą i troskliwą rodzinę, w której przyszłam na świat.
„Proszę tylko o to, żeby moja rodzina nie cierpiała za bardzo, gdy mnie zabraknie. Chcę, żeby byli szczęśliwi. I proszę, czuwaj nad moim młodszym bratem, Destanem. Jest jeszcze młody i… cóż, ty już wiesz.”
Mira gasi lampkę i wślizguje się pod kołdrę. Jej wielkie lawendowe oczy obserwują księżyc, którego światło wlewa się do ciemnego pokoju.
Jej powieki zaczynają opadać, aż wreszcie zapada w głęboki sen.










































