
Okłam mnie
Autorzy
Shala Mungroo
Lektury
729K
Rozdziały
21
Rozdział 1
„Sloane, Uber będzie za pięć minut!” – zawołała z drugiego pokoju Heather, moja najlepsza przyjaciółka i współlokatorka.
„Zaraz wychodzę!” – odkrzyknęłam, szybko zapinając zamek w sukience i podbiegając do lustra, żeby rzucić ostatnie spojrzenie.
Oczy zrobiły mi się wielkie ze zdziwienia na widok odbicia.
Zwykle nie nakładałam tyle makijażu, ale skoro to było wieczorne wyjście z okazji urodzin Heather, postanowiłam zrobić coś innego.
Postawiłam na brązowy smoky eye, który sprawił, że moje duże, miodowe oczy wyglądały jeszcze lepiej. Gęste rzęsy jeszcze bardziej je podkreślały. Użyłam beżowej pomadki.
Czekoladowo-brązowa sukienka bez ramiączek, którą miałam na sobie, miała obcisły górę idealnie dopasowany do mojego ciała i kończyła się tuż nad połową uda.
Zaczesałam długie, ciemne włosy w wysoki, gładki kucyk sięgający do połowy pleców i dokończyłam stylizację bardzo wysokimi szpilkami na paseczkach.
Chwyciłam małą torebkę i zrobiłam dwa kroki w stronę drzwi, kiedy wspomnienie uderzyło mnie bez ostrzeżenia.
„Jesteś moja, Lauren” – powiedział szorstki głos, zaciskając dłoń na mojej szyi, przez co zaczęłam kopać i szarpać się na zimnej podłodze z płytek.
„Nigdy nie próbuj mnie zostawić, bo będziesz żałować”.
Moja ręka przesunęła się po zimnej podłodze, wyciągając się, sięgając, aż w końcu chwyciła korkociąg, który spadł na podłogę, gdy rzucił mną o blat kuchenny.
Palce zacisnęły się na rękojeści i ostatkiem sił sięgnęłam w górę i wbiłam go w bok jego szyi sekundę przed tym, jak straciłam przytomność.
Oparłam się o drzwi, gdy wspomnienie minęło. Minęło kilka miesięcy, odkąd ostatnio miałam te flashbacki. Czasami przychodziły nawet jako sny.
Myślałam, że w końcu zniknęły na dobre. Nie byłam pewna, co teraz je wywoływało.
Dziewięć lat temu Lauren Jamieson uciekła z domu, zmieniła stan i legalnie zmieniłam nazwisko, żeby nikt nie mógł mnie znaleźć.
Teraz byłam Sloane St. James. Nie miałam nikogo, żadnej rodziny. Nawet Heather znała tylko połowę mojej historii. Wiedziała, że uciekłam z domu, żeby odciąć się od byłego chłopaka w wieku siedemnastu lat.
Czego nie wiedziała, to że próbowałam zabić tego byłego chłopaka i teraz się ukrywałam.
Cóż, przestałam uciekać, odkąd pięć lat temu poznałam Heather. Wywiesiła ogłoszenie, że szuka współlokatorki, a ja odpowiedziałam.
Przyjmowała gotówkę za czynsz, a mojego nazwiska nie było w żadnych papierach, co było dokładnie tym, czego potrzebowałam. Polubiłyśmy się od samego początku i mieszkałyśmy razem od tamtej pory.
Mieszkając z Heather, mogłam w końcu zostać w jednym miejscu, skończyć prawo, jak zawsze chciałam, i rozpocząć staż w Logan, Foster and Kline.
Teraz byłam młodszym wspólnikiem i, miejmy nadzieję, na dobrej drodze do zostania partnerem.
Usłyszałam głośne trąbienie samochodu i odłożyłam myśli na bok, idąc spotkać się z Heather przy drzwiach.
***
Przepychałam się przez tłum spoconych, tańczących ciał, żeby dotrzeć do Heather na środku parkietu.
Była w ramionach swojego nowego chłopaka Justina, dużego faceta z tatuażami i bródką.
Tam gdzie ja byłam ciemna, Heather była jasna, z platynowymi blond włosami do ramion, jasnoniebieskimi oczami i małym nosem.
Wyglądała jak anioł, ale potrafiła się odgryźć, kiedy się wkurzyła, co nie zdarzało się często.
„Hej!” – pomachałam szybko, próbując zwrócić jej uwagę.
Rozplątała ramiona spod Justina i podeszła bliżej, żeby mnie usłyszeć.
„Spadam stąd. Wiesz, że mam to ważne spotkanie wcześnie rano” – powiedziałam, próbując przekrzyczeć głośną muzykę.
Skinęła głową i widziałam, że jej oczy były nieostre od wielu shotów, które wypiła tego wieczoru.
„Dzięki, że przyszłaś, Sloanee” – powiedziała pijanym głosem, całując mnie w policzek, a potem wracając tanecznym krokiem w czekające ramiona Justina.
Pomachałam Justinowi, który odpowiedział mi kciukiem w górę, a potem skierowałam się do grupy wind, żeby zjechać do lobby.
Klub znajdował się na najwyższym piętrze hotelu Aluxor, najelegantszego hotelu, w jakim kiedykolwiek byłam, i mieścił najlepszy klub w mieście.
To było ulubione miejsce Heather, ale byłam tu tylko kilka razy, bo zazwyczaj byłam tak zajęta pracą.
Nacisnęłam przycisk windy i wyciągnęłam telefon, żeby zamówić Ubera. Drzwi się otworzyły i ucieszyłam się, widząc, że winda jest pusta.
Po tym, jak właśnie byłam upakowana na parkiecie ze spoconymi pijanymi ludźmi, przydałaby mi się przestrzeń do oddychania.
Weszłam i byłam zajęta patrzeniem w telefon, więc musiałam szybko się cofnąć, gdy duża sylwetka wślizgnęła się do windy tuż przed zamknięciem drzwi.
Podniosłam wzrok odruchowo i spojrzałam dwa razy, widząc przystojną twarz, która otwarcie się na mnie gapiła. Powiedziałam „przystojna”? Miałam na myśli bardzo, bardzo atrakcyjną.
Szybko ukryłam zaskoczenie i wróciłam uwagą do telefonu, zerkając na niego spod rzęs, podczas gdy „Toxic” Britney wypełniało przestrzeń wokół nas.
Nagle zrobiło mi się gorąco, skóra mi płonęła, gdy piosenka wywoływała obrazy w mojej głowie – soundtrack tego momentu w czasie.
„Cześć” – powiedział. Jego miękki głos miał szorstkie brzmienie, które sprawiło, że palce u nóg mi się zwinęły.
Miał na sobie dopasowaną białą koszulę, rozpiętą przy szyi, odsłaniającą gładką, opaloną skórę pod spodem, i spodnie obcisłe na biodrach i udach.
Jego kawowe włosy były lekko potargane, ale to, wraz z ciemnym zarostem pokrywającym szczękę, sprawiało, że wyglądał nieco niebezpiecznie i nie jak mężczyzna, o którym czytałam w magazynach.
Sposób, w jaki sama jego obecność sprawiała, że się czułam, był dezorientujący, więc zdecydowałam, że biorąc pod uwagę sytuację, najlepszą rzeczą do zrobienia było zignorowanie go.
Dalej przesuwałam palcem po telefonie, starając się jak najlepiej udawać, że go nie słyszę.
Ale to była długa jazda w dół, a jego zapach wypełniał windę – mocna mieszanka burbona i drewna tekowego z nutą mięty.
Nie na tyle mocna, żeby to była woda kolońska. Może żel pod prysznic. Musiałam powstrzymać silną chęć, żeby go wciągnąć nosem.
Wydawało się, że nie odpuści.
„Jestem...”
„Wiem, kim jesteś” – powiedziałam, przerywając mu i w końcu chowając telefon, żeby poświęcić mu pełną uwagę. Robiłam dokładnie to, czego chciał.
Obserwowałam, jak jego usta unoszą się w uśmiechu, zadowolony, że teraz ma moją uwagę, i to natychmiast mnie zmobilizowało. Był zarozumiały. Nie znosiłam zarozumiałych facetów. Bardzo.
„Roman Braga. Biznesmen i playboy. Nie jestem zainteresowana, Braga” – dodałam.
Znałam takich mężczyzn jak on.
Nie zamierzałam być kolejną kobietą, z którą się przespał i o której zapomniał, nawet jeśli plotkarskie magazyny mówiły, że był zarówno bardzo czarujący, jak i niesamowity w łóżku.
Obserwowałam, jak przykłada dużą dłoń do piersi w teatralnym geście.
„Ranisz mnie, kochanie” – powiedział żartobliwie. „Chciałem tylko poznać twoje imię”.
Był czarujący.
W małej przestrzeni windy musiałam patrzeć na niego z dołu. Oceniłam jego wzrost na około sto osiemdziesiąt osiem centymetrów przy moich sto sześćdziesiąt pięć.
„Po co?” – zapytałam, zawsze ciekawa.
Wzruszył szerokimi ramionami, ale nawet gdy udawał, że mu to obojętne, jego oczy mówiły mi inną historię.
Przyglądały się każdemu drobnemu szczegółowi mojej twarzy, sprawiając, że byłam bardzo świadoma, że był całkowicie na mnie skoncentrowany. To było trochę przerażające.
„Pomyślałem, że może moglibyśmy napić się drinka w barze w lobby, poznać się trochę” – zaproponował swobodnie.
Szybko pokręciłam głową.
„Jak już mówiłam, nie jestem zainteresowana”.
Te zielone oczy przesunęły się po moim ciele, zatrzymując się na górnej części piersi, która była widoczna dzięki obcisłemu topowi, zanim zsunęły się na biodra i uda.
Czułam, jak rozbiera mnie wzrokiem i dreszcz przeszedł przez mnie na tę myśl.
Oczywiście to zauważył.
„Wszyscy są zainteresowani, za odpowiednią cenę” – powiedział cicho.
Szczęka mi opadła, a ciało zesztywniało.
Myślał, że jestem prostytutką? Czy to przez to, jak byłam ubrana? Niech go diabli wezmą.
Drzwi się otworzyły i bez słowa szybko wyszłam do lobby, ignorując spojrzenia, które za mną podążały.
Odebrałam płaszcz, który zostawiłam przy drzwiach, i wyszłam na wietrzną ulicę czekać na Ubera.
„Hej, przepraszam” – powiedział Roman, wychodząc na ulicę, żeby stanąć obok mnie, zakładając długi płaszcz. „Całkowicie źle zrozumiałaś moje słowa”.
Rzuciłam mu wściekłe spojrzenie, przez co się skrzywił.
„Och, wątpię” – powiedziałam ostro. Zaciągając płaszcz mocniej wokół siebie przed wiatrem, stanęłam twarzą do niego. „Żebyśmy byli jasni, nie jestem kurwą”.
Oczy mu się rozszerzyły, a potem wyglądał na lekko zawstydzonego.
„Nigdy nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało” – przyznał. „Po prostu mnie zaskoczyłaś”.
„Aha”. Spojrzałam z powrotem na ulicę. Wciąż żadnego Ubera. Zerknęłam na telefon. Pięć minut. Cholera.
„Słuchaj, może cię podwiozę? Tu jest cholernie zimno”.
Wtedy zauważyłam czarnego Town Cara z bardzo ciemnymi szybami, który był zaparkowany bezpośrednio przed nami z włączonym silnikiem.
Cofnęłam się od samochodu, jakby to była bomba, która zaraz wybuchnie, aż plecy dotknęły ściany.
„Nigdzie z tobą nie jadę”. Szybko pokręciłam głową, żeby jasno postawić sprawę.
Wydał z siebie dźwięk frustracji, zanim spróbował czegoś innego.
„Przynajmniej weź mój numer. Zadzwoń do mnie, jak dotrzesz do domu, żebym...”
„Po cholerę miałabym to robić?” – zapytałam, znowu mu przerywając i coraz bardziej się wkurzając. Po prostu było coś w tym facecie, co mnie denerwowało.
„Żebym wiedział, że dotarłaś bezpiecznie do domu” – powiedział, wyciągając ręce w przepraszającym geście. „Nie chciałem cię zdenerwować, kochanie”. Jego głos złagodniał.
Mój Uber pojawił się w tej chwili i odetchnęłam z ulgą.
„W porządku, Roman” – oderwałam się od ściany, otwierając drzwi Priusa i szybko wsiadając, żeby uciec przed zimnem.
Kiedy spojrzałam z powrotem przez okno, zobaczyłam Romana wciąż tam stojącego, obserwującego, jak samochód odjeżdża.














































