Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Oktawia: Ostatni Arktoriańczyk

Oktawia: Ostatni Arktoriańczyk

Autorzy
Iriond Prime
Lektury
18,5K
Rozdziały
37
Autorzy
Iriond Prime
Lektury
18,5K
Rozdziały
37
👑Rodzina królewska i arystokraci💍Zaaranżowane małżeństwo🧙‍♂️Paranormalne i fantasy

Noc uczty była pierwszym razem, kiedy ich ujrzałam. Horda reptilian wmaszerowała po pałacowych schodach i wtargnęła w nasze życie, prowadzona przez drapieżnego, zuchwałego przywódcę. W jednej chwili piłam popołudniową herbatę z matką, w następnej zostałam wyrwana z jedynego życia, jakie kiedykolwiek znałam.

Rozdział 1

Jej głos był cichy, o śpiewnym brzmieniu. „Będą tu inni; mają obrzydliwe nawyki i potrafią być dość dzicy”, ostrzegała mnie matka.
Jednak tego się nie spodziewałam. Nic tak naprawdę mnie na to nie przygotowało.
Ich obecność w wejściu była przytłaczająca, a wysokie sylwetki tłumiły światło padające na ściany.
Na czele gadziej hordy stał przerażający mężczyzna. Jego skóra lśniła jak złoto, gdy wchodził po oświetlonych blaskiem ognia schodach. Biały marmur pod jego ciężkimi, skórzanymi butami stanowił uderzający kontrast. Horda szeptała za nim, zbyt cicho, by można było cokolwiek usłyszeć.
Strój przywódcy był haniebny, składał się wyłącznie ze skór i plecionych materiałów. Jego klatka piersiowa i ramiona były całkowicie nagie. Jakie to nieprzyzwoite z jego strony. Kiedy dostrzegłam więcej nagich torsów pokrytych skomplikowanymi znakami, cofnęłam się o krok i zakryłam dłonią zaczerwienioną twarz.
Wstyd i gniew buzowały we mnie. Czy ci mężczyźni nie mają za grosz manier, by pokazywać się światu w taki sposób?
To nie był pierwszy raz, kiedy widziałam nagą klatkę piersiową, a jednak i tak mnie to zaskoczyło. Wszystkie zasady dobrego wychowania, o których mówiła moja matka, siostry i nauczycielki, powróciły do moich myśli.
Gorączkowo próbując się uspokoić, opuściłam dłoń z nadzieją, że moja twarz nie jest już purpurowa. Spuściłam wzrok i starałam się powitać ich jak najlepiej. Nie wiedziałam nic o ich kulturze i nie miałam pojęcia, jak należy ich powitać zgodnie z ich zwyczajami. Edukacja na temat tych istot była zabroniona, a przynajmniej w moim przypadku.
Matka nigdy o tym nie pomyślała.
„Dobry wieczór”, zaczęłam, opanowując głos. To było dziwne, witać gości, patrząc na ich stopy i spodnie. Matka najprawdopodobniej byłaby mną przerażona. Słuchali w ogłuszającej ciszy. „Jestem Lady Ósma, Octavia Arctorian. Witajcie w Ardalii”.
Wyciągnęłam dłoń do mężczyzny, który wydawał się przewodzić grupie. Czekałam w napięciu, aż zrobi to, co wszyscy inni szlachcice, i ucałuje moje knykcie.
Cisza się przeciągała, a ja nie potrafiłam podnieść wzroku. Wtedy szorstka, zrogowaciała dłoń chwyciła moją, zamykając ją w poznaczonych wojną palcach.
Moim naturalnym instynktem była ucieczka, jednak on ścisnął moją dłoń mocniej, a jego złote oczy przygwoździły mnie do miejsca. Pochylił się, by pocałować moją rękę. Jego broda drapała delikatną skórę moich palców, a usta pozostały na niej zdecydowanie zbyt długo, by można to było uznać za niewinne.
Z trudem łapałam oddech, gdy gorąco promieniujące od jego dotyku osadziło się w dole mojego brzucha. Gad puścił moją dłoń, co pozwoliło mi szybko się odwrócić i poprowadzić ich do sali w tempie równie szybkim, jak bicie mojego serca w ciasnych objęciach sukni.
Kiedy się zbliżaliśmy, z korytarza dobiegał gwar wielkiej sali. Stukanie moich obcasów zagłuszały rozmowy przebywających w niej gości. Ojciec jako pierwszy nas zauważył, a jego twarz wykrzywiła się, jakby dźwigał na barkach cały świat. Przez ułamek sekundy jego pomarszczone i znużone oczy spotkały się z moimi, po czym całkowicie mnie zignorował.
„Dowódco Sobek! To wielki zaszczyt, że pan do nas dołączył!”, krzyknął ojciec z szeroko rozłożonymi ramionami, witając potwornego mężczyznę za moimi plecami. Było jasne, że wypił znacznie więcej, niż powinien.
Splotłam dłonie przed moim sztywnym gorsetem. Moje palce bezwiednie bawiły się błyszczącymi guzikami, co nieco uspokoiło moje nerwy, gdy ruszyłam na poszukiwanie znajomych twarzy.
„Przestań, dziecko”. Matka szybko mnie skarciła, odsuwając moje dłonie od guzików sukni. Zabrała mnie stamtąd, bym mogła wmieszać się w tłum gości. „Dobrze sobie poradziłaś z powitaniem. Nadal nie rozumiem, dlaczego twój ojciec tak bardzo nalegał, żebyś to ty witała te wstrętne stworzenia”.
Jęknęłam. Jak na królową, z pewnością miała pewne niesmaczne poglądy. Przykleiła sobie uśmiech do twarzy. Przez cały tydzień wyraźnie podkreślała, jak ważne jest, aby dzisiejszy wieczór z gadzą hordą przebiegł bez zakłóceń.
W tym tygodniu częściej niż kiedykolwiek wcześniej widziałam u matki szklący się wzrok. W takich chwilach nie była królową ani matką; była po prostu przerażonym człowiekiem.
Człowiekiem, który został stworzony, by bać się każdego innego gatunku niż nasz własny. Migoczący strach na jej twarzy był wyraźny niczym wieczorne niebo. Ale kiedy otworzyła oczy, znów ujrzałam moją matkę, królową Aenor z Ardalii.
Jej rysy złagodniały, a na ustach zagościł permanentny uśmiech. To, co wyglądało na łagodną i ciepłą kobietę, było jedynie maską. Maską, którą przykleiła do twarzy specjalnie dla naszej dzisiejszej widowni. Nikt z nich, włączając w to mnie, nie wiedział, co kryje się za jej delikatnym spojrzeniem i łagodnym dotykiem.
Matka zawsze będzie tajemnicą.
Przechadzałam się z nią po sali, chłonąc widok przed sobą. Przed dzisiejszym wieczorem nigdy nie widziałam gadów. Słyszałam o nich tylko przerażające i brutalne historie, głównie od matki i mojego brata Magnusa. Doszłam do wniosku, że to gatunek, którego należy się bać, czuć do niego odrazę i nienawidzić.
I wyraźnie było to widać po wyrazach twarzy szlachty. Wielu unikało ich, trzymając kryształowe kieliszki przy ustach i rozmawiając przyciszonym szeptem o stworzeniach jedzących z nimi przy jednym stole.
Jeden z gadów opierał brudny, skórzany but na ławce, a służąca szybko podeszła, by zetrzeć pozostawiony przez niego brud, gdy tylko się odsunął. Inny jawnie ślinił się na widok przechadzających się w pobliżu kobiet.
Południowe Królestwo, a zwłaszcza jego stolica Ardalia, stanowiło nieskazitelny hołd dla naszych przodków. Nasz pałac był tego doskonałym dowodem. Marmurowe budowle, ścieżki wyłożone trawertynem, błyszczące srebrne latarnie na każdym rogu – wszystko w królestwie zostało zaprojektowane z myślą o naszych przodkach, z szacunku dla naszego czystego ludzkiego DNA.
Nie wolno nam było tego bezcześcić, a to oznaczało selektywne podejście do tego, którym mieszańcom pozwolono wejść do Południowego Królestwa.
Mój praprapradziadek rządził żelazną ręką, wygnawszy z Południowego Królestwa wszystkich mieszańców, którzy nie podporządkowali się naszym zwyczajom i tradycjom. Właśnie dlatego na Południu pozostało tylko kilku potulnych mieszańców.
Łatwo było rozpoznać ludzi, którzy nazywali nasze królestwo domem, ubranych w różne odcienie bieli, o skórze bladej jak księżyc i oczach mętnych jak chmury. Sprawiało to, że gady rzucały się w oczy jeszcze bardziej, niczym gnijąca ziemia na polu asfodeli.
Obserwowałam hordę gadów wśród zgromadzonej w sali szlachty, podczas gdy ich przywódca, Dowódca Sobek, rozmawiał z ojcem. Dłoń dowódcy spoczywała pod jego brodą, gdy w zrelaksowany sposób opierał się o stół.
Nie wydawał się zainteresowany tym, co mówił ojciec, a jego wzrok leniwie omiatał salę. Wyglądał zupełnie nie na miejscu pośród dekadencji wielkiej sali i wystawnych rodzin z wyższych sfer.
„Nie bierz z nich przykładu. Wiem, jak łatwo ulegasz wpływom mieszańców, Octavio”. Słowa matki wyrwały mnie z zamyślenia, a jej ton był ostry, gdy witała się z mężczyzną starszym ode mnie o kilka lat. Zrobiła krok w bok, a w jej perłowych oczach błysnęło ostrzeżenie, kiedy mężczyzna ujął moją dłoń.
„Lady Ósma, to ogromna przyjemność znów znaleźć się w pani towarzystwie”. Złożył pocałunek na moich knykciach. Lord Virnar starał się o moją rękę od trzech lat, czyli odkąd osiągnęłam pełnoletność. W ogóle mnie nie interesował, ale sama myśl o naganach ze strony matki wystarczyła, abym zdołała z siebie wydusić odpowiednie powitanie.
„Lordzie Virnar, cała przyjemność po mojej stronie”, odpowiedziałam z lekkim uśmiechem, a mój głos był zaledwie szeptem. Oczekiwano, że wszystkie damy z wyższych sfer będą mówić tak cichym głosem. Nienawidziłam tego.
Lord Virnar zaczął opowiadać o swoich interesach, a chodziło o coś związanego z kierowaniem nowym rynkiem w stolicy, dzięki hojności rodziny Delów, która zarządzała okręgiem rolniczym.
Niczym magnes, mój wzrok powrócił do dowódcy. Nie spodziewałam się, że on też będzie na mnie patrzył, więc wzdrygnęłam się, a moje nogi zachwiały się na wysokich obcasach. Jego niezachwiane oczy spoczęły na mnie, przerażając nawet z drugiego końca sali. Intensywność tego spojrzenia przyprawiła mnie o gęsią skórkę na karku, a w moim brzuchu uformował się nerwowy supeł.
Jeśli tak intensywne potrafi być jedno spojrzenie z drugiego końca sali, nie potrafię sobie nawet wyobrazić, z czym inni mierzyli się na polu bitwy.
Był przerażającym mężczyzną. Takim, który przyciągał uwagę wszystkich wokół siebie, w tym moją. Słowa lorda Virnara przestały do mnie docierać, gdy dowódca odepchnął się od stołu, a jego oczy skupiły się na mnie, jak u drapieżnika polującego na swoją ofiarę.
Głuche łup, łup, łup jego butów przypominało bicie mojego serca, kiedy kroczył prosto na mnie. Tłum rozstępował się przed nim niczym Morze Zachodnie, a jego kroki były pewne i stanowcze.
Stałam jak wryta, z trzęsącymi się nogami, obserwując coraz bliższego dowódcę. Znana mi postać zablokowała mu drogę – ktoś, kto miał w sobie dość pewności, by powstrzymać tego drapieżnika.
Magnus, mój najstarszy brat, stał wyprostowany, a jego lśniące białe włosy były potargane. Przeczesał je dłonią i cicho przemówił do dowódcy. Podał gadowi srebrny kielich, co stanowiło swego rodzaju dar pokoju.
Dowódca nadal nie spuszczał ze mnie wzroku znad głowy Magnusa, opróżniając ciemny płyn jednym haustem, po czym upuścił kielich na podłogę. Ostry, wysoki dźwięk tłuczonego szkła zaskoczył kilku szlachciców, a lord Virnar odwrócił się gwałtownie i jego ciągłe gadanie wreszcie ustało.
Szlachta wstrzymała oddech, w każdej chwili gotowa uciec z miejsca zdarzenia. Chór okrzyków ze strony gadów rozproszonych po sali sprawił, że cichy gwar w holu umilkł, a szlachta przyglądała się wszystkiemu z obawą.
Gady poszły w ślady swojego przywódcy i również roztrzaskały kieliszki o podłogę, a przez salę przeszedł dreszcz przerażenia, gdy napięcie wzrosło pod wpływem ich zachowania.
Śledziłam wzrokiem ruchy dowódcy; było jasne, że nie spodobało mu się to, co powiedział Magnus. Wykrzywił usta w warknięciu, a z jego gardła wydobył się głęboki pomruk. Jasny blask w jego oczach niebezpiecznie pociemniał, gdy rozluźnił ramiona i odwrócił się z moim bratem w stronę popielatych drzwi.
Za Dowódcą Sobkiem i przyszłym królem Ardalii podążyła zróżnicowana grupa ludzi; prawdopodobnie byli to wysoko postawieni urzędnicy, gotowi omówić to, w jakim celu się tutaj zebrali.
Matka miała rację; te stworzenia są naprawdę barbarzyńskie.

Odkryj Galateę

Odrzucona przez partneraW rękach alfy 2Carrero. Dodatkowa książka: Perspektywa Jake'aJemioła o północyWezwanie Alfy

Najnowsze publikacje

Róża diabła 2: Miłość w kajdanachZałamani 3: Złamani na zawszeLuna de Verano Księga 1: Mate AlfyZwiązani krwią i przeznaczeniemNasza miłość jest jak rzucanie po omacku

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 7

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 6

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 11

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 20

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 34

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 74

MOJA

by Vajlet e63

liczba książek: 8

Czekające

by Martita

liczba książek: 11