
Erotyczny One Shot: Fright Night
Autorzy
V. J. Villamayor
Lektury
15,7K
Rozdziały
2
Rozdział 1
„Tylko jeden, proszę”.
Kasjer w budce biletowej uniósł brew i szybko rozejrzał się dookoła. „To całkiem odważne z twojej strony” – zauważył, owijając świecącą w ciemności opaskę wokół jej lekko drżącej dłoni. „Przegrałaś zakład czy coś?”
„Albo coś...” Ivy przełknęła ślinę.
„Wchodzisz na własne ryzyko”. Zaśmiał się i nacisnął guzik zwalniający bramę, która otworzyła się z piskiem, ukazując świat horroru.
Przełknęła ślinę i pisnęła: „Dziękuję”.
Usłyszała to przed wejściem. Jak mogłoby być inaczej? Powietrze wypełniały krzyki, śmiech i tupot stóp uciekających w różnych kierunkach. Piekielne chichoty i piski mieszały się z uderzeniami metalu o metal oraz dźwiękiem pił łańcuchowych, które ryczały w nocy.
Dalej przy zepsutych, drewnianych bramach stała wysoka postać z założonymi rękami, nie ruszając się z miejsca. Mężczyzna górował tam jak część samej konstrukcji – celowy, nieruchomy. Był ubrany od stóp do głów w grube, czarne, podarte dżinsy i rozciętą kurtkę, która przylegała do jego szerokiego, nagiego torsu, nie będąc w stanie ukryć jego postury.
Poszarpana czarna maska zakrywała górną połowę jego twarzy, ale wcale nie ukrywała oczu.
Ciemnych oczu.
Wpatrzonych w nią.
Obserwujących. Czekających. Cichych.
Ivy wiedziała, że aktorom na Fright Night, na które zmusiła się pójść, płacono za straszenie gości, ale z zasady nie mogli ich dotykać. Mając tę wiedzę, nie powinna się bać, jednak atmosfera była tak dobrze zorganizowana, że aż ociekała strachem.
Nie dało się nie czuć zimnych dreszczy na plecach.
Ivy mocno ściskała torebkę, prześlizgując się obok cichego, czujnego Strażnika. Czekała, aż ją przestraszy, spodziewała się nagłego ruchu lub krzyku... ale on nic nie zrobił. Tylko patrzył. Z lekkim przechyleniem głowy nie spuszczał z niej wzroku i nie musząc nawet kiwnąć palcem, przyprawił ją o gęsią skórkę na całym ciele.
Gdy weszła głębiej do parku grozy, wydawało się, jakby wtopił się w cienie. Nagle po obu stronach znaku powitalnego wystrzeliły płomienie, zmuszając ją do krzyku i odskoczenia na bok. Ivy zachichotała nerwowo i spojrzała za siebie na Strażnika – ale już go tam nie było.
„Pewnie poszedł straszyć innych odwiedzających” – upewniła się Ivy.
Ivy nienawidziła wszystkiego, co straszne i zarezerwowała bilety tylko na urodziny swojego chłopaka – byłego chłopaka – poprawiła się w myślach.
Po dwóch latach prób udowodnienia sobie czegoś przed byłym i upewniania go, że lubi to samo co on, wyśmiał jej się w twarz i zerwał z nią przez SMS, gdy zasugerowała, że pójdą razem na Fright Night.
Odpuść sobie, Ivy.
Patrzenie, jak próbujesz dopasować się do mnie i moich kumpli, gdy robimy cokolwiek ekscytującego, jest męczące. Konieczność powstrzymywania się i ciągłego sprawdzania, co u ciebie, zabija całą ekscytację – to jak zabieranie wszędzie młodszej siostry, bo matka mi kazała.
Słuchaj, to po prostu nie działa. Fright Night byłoby spoko, ale za bardzo się boisz, żeby się tym cieszyć. Przepraszam... ale to koniec.
Więc co zrobiła? Przyszła na Fright Night – sama – aby udowodnić sobie, że jest odważna, a nie... nudna. Gdy tylko ta myśl wpadła jej do głowy, obłąkany klaun z piłą mechaniczną ruszył w jej stronę, a ona krzyknęła i rzuciła się do ucieczki.
Wokół niej wybuchnął śmiech, a ona spuściła głowę ze wstydu. Dopiero po chwili rozejrzała się i zauważyła, że śmiech nie był skierowany tylko na nią, ale ogólnie na wszystkich.
Obserwowała, jak tłumy patrzyły i śmiały się, gdy krwawe ghule i blade duchy skradały się do niczego nieświadomych ofiar, zaskakując je i goniąc po ścieżce.
W kącikach ust Ivy pojawił się uśmiech i dostrzegła potencjał na dobrą zabawę – o ile to nie ona była straszona! Założyła za uszy luźne pasmo swoich mysich, brązowych włosów, po czym wsunęła dłonie do kieszeni luźnej bluzy z kapturem, którą założyła na ten wieczór.
Uczucie, że ktoś ją obserwuje, owładnęło jej zmysłami, więc rozejrzała się, by odkryć, że uwaga wszystkich skupiona jest na zombie-rzeźniku kręcącym się wokół stoisk z jedzeniem.
Ivy skrzywiła się na samą myśl o tym, że były tu całe rzędy stoisk z jedzeniem i piciem. Wszędzie jedzenie podawała jakaś upiorna, przerażająca osoba, ale to raczej wszechobecne, sztuczne, krwawe odciski dłoni i części ciała sprawiały, że zastanawiała się, jak ktokolwiek mógłby w ogóle czuć głód.
Przechadzała się po parku grozy, podskakując, piszcząc i śmiejąc się z nieznajomymi, gdy obserwowali, jak inni się boją. Zaczęła się dobrze bawić, mimo że czuła się samotna, ale przy ciągłych nagłych strachach i płomieniach wybuchających na nocnym niebie, Ivy właściwie nie potrzebowała swojej bluzy.
Ivy zawsze uwielbiała połączenie spódniczki i luźnej bluzy z kapturem, ale wydawało się, że dzisiejszego wieczoru nie był to najlepszy wybór.
Zdjęła bluzę, ciesząc się, że pod spodem ma przynajmniej luźną koszulkę bez rękawów, i przewiązała ją w pasie. Właśnie gdy skończyła wygładzać spódniczkę, w jej stronę rzucił się tłum krzyczących nastolatków. Przesunęła się i zauważyła co najmniej dziesięć demonów, które za nimi goniły.
„Uciekać!” – krzyknęli nastolatkowie do wszystkich wokoło, a biorąc pod uwagę wąską przestrzeń, dołączyło do nich więcej osób. Młode dziewczyny z grupy śmiały się piskliwie i łapały ludzi, zachęcając ich do ucieczki, a Ivy wkrótce sama została pociągnięta, gdy jedna z nich złapała ją za łokieć.
Zaczęli wbiegać do osobnego obszaru, gdzie jasnych świateł było jeszcze mniej, choć wydawały się zastąpione przez błyskające czerwone światła i sztuczną mgłę, która gęsto pełzła po ziemi. Ivy nie widziała już swoich butów przez mgłę i zaczęła potykać się o własne stopy, w miarę jak tłum rósł.
Zauważyła alejkę między „tymczasowo zamkniętym” Nawiedzonym Domem Zabaw a udekorowanym, opuszczonym budynkiem. Szybko wślizgnęła się w zacienione przejście, odchodząc trochę dalej, aby nie została zauważona przez jednego z demonów goniących wszystkich.
Jej oddechy stawały się szybkie i krótkie, gdy z mroku obserwowała poruszający się tłum i postacie, próbując zwolnić.
Nagle włoski na karku stanęły jej dęba. Gęsia skórka po raz kolejny pokryła jej ciało, więc odwróciła się, szukając przyczyny. Zobaczyła go.
Jej Strażnik.
„Co ty tu robisz?” – pisnęła, odruchowo cofając się o krok.
Nie odpowiedział. Przechylił głowę i zrobił krok naprzód, dostosowując się do jej potknięcia w tył. Ivy cofnęła się. Znowu i znowu. Próbowała stworzyć przestrzeń między nimi i trochę miejsca na oddech, by wymyślić, dlaczego próbował uwięzić ją w alejce.
Niestety dla Ivy jego kroki były znacznie dłuższe i zanim się zorientowała, szybko zbliżył się do niej, aż jej plecy z głuchym uderzeniem oparły się o chłodną ścianę.
Sekundę później jego dłoń z hukiem uderzyła w ścianę obok jej głowy. „Cholera!” – Ivy sapnęła bez tchu.
Dyszała przez jego bliskość. Naruszył jej przestrzeń osobistą, a jego oczy wpatrywały się w nią. Był tak blisko, że widziała powolne unoszenie się i opadanie jego klatki piersiowej, która lekko ocierała się o nią przy każdym jej wdechu. Tak blisko, że czuła jego ciepło przez warstwy kostiumu i gęste powietrze.
Płomienie wystrzeliły w powietrze na zewnątrz ich alejki, a nagłe inferno tylko podkreśliło zarysy jego nagiego torsu pod ciężką kurtką.
Mijały sekundy i wydawało się, jakby krzyki i śmiech dochodzące spoza ich tajnej alejki zostały wyciszone. Dlaczego jej oddech był tak głośny? Czy słyszał jej przyspieszony puls?
Mogła się odsunąć.
Powinna się odsunąć.
Lekko przechylił głowę, a jego oczy ani na chwilę nie drgnęły. Zupełnie jakby ją badał. Czytał z niej.
Czekał.
Rzucał jej wyzwanie do ucieczki.
Ale tego nie zrobiła.
Na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu. Przysunął się, ale jej nie dotknął, tylko na tyle blisko, że jego oddech miękko musnął jej ucho.
„Nie boisz się?”
Jego głos był barytonem, tak głębokim i szorstkim, że niósł w sobie nutę pomruku, a ponieważ ich ciała dzielił zaledwie oddech, czuła się, jakby wibracja przechodziła przez jej własne ciało.
„Nie” – wyszeptała buntowniczo. Ze względu na swój drżący głos sama nie była pewna, czy wierzy własnym słowom.
„Taka urocza mała kłamczucha” – zachichotał. „Widzę stąd, jak drżą ci usta”. Jego dłoń, która nie więziła jej w miejscu, powoli się uniosła. Kciuk pieścił jej dolną wargę, przesuwając się po niej. Jej gorące sapanie omiotło jego kciuk, a z jej ust uciekło nieświadome, namiętne westchnienie.
Jego ciemne oczy zsunęły się z jej oczu na kciuk gładzący wargę. „A może... drżysz z innego powodu?” Spod połówkowej maski Strażnik przygryzł wargę i powoli opuścił dłoń, gładząc długą kolumnę jej szyi.
Chwycił ją za gardło, zakotwiczając mocne palce tuż pod jej szczęką, i powoli uniósł jej głowę. „Twój puls przyspiesza” – wyszeptał, a jego palec wskazujący spoczywał dokładnie nad tętnicą szyjną.
Co Ivy właściwie robiła? To było do niej zupełnie niepodobne. Powinna absolutnie... absolutnie...
Ivy zamknęła usta i przełknęła ślinę, otrząsając się w myślach. Powinna absolutnie odsunąć się od tego wysokiego, mrocznego i tajemniczego mężczyzny. Nic o nim nie wiedziała. I dlaczego on to robił? Z pewnością nie było to częścią Fright Night?
„Dlaczego to robisz?” – wyszeptała na głos swoją myśl.
Dłoń Strażnika, która pieściła jej gardło, zsunęła się i wślizgnęła w talię, przyciągając ją do jego rozgrzanego ciała. Zbliżając usta do małżowiny jej ucha, odpowiedział z głębokim warknięciem: „Ponieważ tego chcesz”.
Czy chciała? Ledwie docierało do niej, że jej ciało jest przyciśnięte do niego, ponieważ ona też się go trzymała. Kiedy jej dłonie zacisnęły się na szlufkach jego spodni? Kiedy straciła zmysły do tego stopnia, że nawet nie zorientowała się, iż jest mokra na myśl o tym, że ten niebezpiecznie wyglądający mężczyzna postawi na swoim?
Uszczypnął płatek jej ucha, a jej oczy wywróciły się do tyłu, gdy dreszcze jego ugryzienia rozprzestrzeniły się po jej ciele niczym płomienie.
„Spójrz na siebie” – zanucił Strażnik. „Nogi jak z waty i jesteś taka bardzo posłuszna”.
Lekko ją podciągnął, przyciskając do siebie tak, że opierała się palcami stóp o jego buty, po czym cofnął się jeszcze bardziej. Skrzypnięcie otwieranych drzwi przykuło jej uwagę, ale zatraciła się w głębi jego oczu.
Przysięgłaby, że ją hipnotyzował tym, jak zaglądał w głąb jej duszy. Ciepło zewnętrznej alejki ochłodziło się do tego stopnia, że przeszły ją dreszcze, a ciemność zakrzywiła się pod wpływem neonowych kolorów barwiących ściany.
Gdzie oni, do cholery, byli?
Czy uwięził ją tam, gdzie nikt ich nie znajdzie?
Nagle ją upuścił. Jej pięty dotknęły ziemi i potknęła się do tyłu, w końcu zyskując trochę przestrzeni między sobą a tym tajemniczym mężczyzną. Oczy Ivy rozejrzały się dookoła i uświadomiła sobie, że musieli wejść przez boczne drzwi do Nawiedzonego Domu Zabaw.
Było ciemno, ale neonowe światła fioletu, błękitu i zieleni chaotycznie przecinały początki labiryntu luster. Muzyka, krzyki i dźwięki Fright Night były wciąż na tyle głośne, by usłyszeć je wewnątrz Nawiedzonego Domu Zabaw, co dawało jej pocieszenie – przynajmniej nie panowała tam martwa cisza.
Ale kiedy ogarnęła wzrokiem otoczenie, zauważyła, że są wszędzie. Ich odbicia otaczały ich z ogromnymi różnicami. Ivy wyglądała tak drobnie i niewinnie w swoim eleganckim stroju, a jej Strażnik – mroczny, złowieszczy i wyglądał na tak głodnego, że z pewnością uosabiał mityczne stworzenie szykujące się do jej pożarcia.
Ta myśl przyprawiła ją o kolejne dreszcze – nie potrafiła tylko rozgryźć, czy trzęsła się ze strachu, czy z oczekiwania.
Szorstkie dłonie Strażnika powędrowały do paska, odpinając go i wyciągając jednym gwałtownym ruchem, po czym rozpiął guzik spodni. „O rany…” – Ivy przełknęła ślinę, przygryzając wrażliwą wargę, którą bawił się zaledwie kilka sekund wcześniej.
Kątem oka zauważyła przejście między lustrami i pomimo uczuć, które w niej narastały, wiedziała, że powinna wyjść.
Owijał pasek wokół swoich dłoni i nadgarstków, aż utworzył skórzane kajdanki, z którymi dyndał z ręki. „Uciekaj” – rzucił jej wyzwanie. Niemal jak z przebudzenia, Ivy odwróciła się i pobiegła w stronę lustrzanego przejścia.
To był bez wątpienia okropny pomysł. Adrenalina krążyła w jej ciele, gdy gubiła się coraz głębiej w lustrzanym labiryncie. Wizje jej zaczerwienionej i spanikowanej twarzy spotykały ją na każdym kroku, a błyski neonowych świateł prawie ją oślepiały.
Wokół rozlegał się mroczny śmiech, a błyski ciemnej sylwetki Strażnika wyglądały zza rogów luster.
„Cholera!” – krzyknęła Ivy, wpadając na samą siebie w kolejnym ślepym zaułku wypełnionym odbiciami jej wizerunku na suficie i każdej ścianie.
Oddychała ciężko, gubiąc bluzę w innym lustrzanym korytarzu, i opuściła głowę na lustro, które uważała za swoją ucieczkę.
Nagle otoczyło ją wielu Strażników, gdy wszedł w zasięg jej wzroku. Złapana. Znowu. Ivy odwróciła się i przełknęła ślinę. Jego kurtka zniknęła, a twarz wciąż była do połowy ukryta za pociętą maską, kiedy po raz kolejny zakręcił prowizorycznymi skórzanymi kajdankami.
„Czego ode mnie chcesz?” – ustąpiła Ivy. Dyszała ciężko i była tak wyczerpana byciem tchórzem, o co wszyscy ją oskarżali.
„Chcę” – przeciągnął – „żebyś się odwróciła”.
Ivy zamarła. „Co?”
Uderzył skórą o dłoń, domagając się jej uwagi. Domagając się jej. „Odwróć się”. Usłuchała, obracając się, by obserwować go w lustrze. „Ręce za plecy”.
„Co?!” – powtórzyła, gdy zaczęła się odwracać, tylko po to, by poczuć swoje włosy wkręcone w jego dłoń i głowę odciągniętą do tyłu.
„Ręce. Za. Plecy” – zażądał cicho.
Dlaczego do cholery ciężkiej zaciśnięcie jej włosów w jego dłoniach było tak kurwa dobre? Czuła się, jakby wkraczała na zakazane terytorium. Nie znała go. Nie powinna tego chcieć. Nie powinno jej się to podobać.
Ale podobało.
„Zrobisz mi krzywdę?” – wyszeptała. Poczuła mocne przełknięcie śliny na swojej odsłoniętej szyi.
Ivy poczuła, jak brzegi kajdanek ze skórzanego paska suną w górę jej uda i owijają się wokół nagiego pośladka pod spódniczką. „Tylko jeśli ty tego zechcesz”. Przebiegły uśmiech znów zagościł na jego ustach po desperackim jęku, który się jej wyrwał. „Nie będę powtarzał, Aniele. Ręce za plecy”.
Aniele?
Ivy powoli uległa, rozmyślając nad jego przezwiskiem, i podała mu ręce za plecami. Przesunął skórą po jej udzie, pozwalając spódnicy unieść się i opaść, po czym oplótł jej nadgarstki kajdankami.
Przysunął się blisko i znów pociągnął ją za włosy. Zmusił ją do przechylenia głowy na bok. „Taka dobra dziewczynka, Aniele” – zamruczał.
O, słodkie piekło...
Szarpnięcie za związane nadgarstki sprawiło, że odwróciła się twarzą do niego, a on znów nad nią górował. Co takiego było w byciu otoczoną przez tego mężczyznę, że wydawało się to naciskać u Ivy wszystkie właściwe guziki? „Masz jakieś bezpieczne słowo, Aniele?” – zanucił do jej ucha.
To było to. Jeśli zagra w tę pokręconą uwodzicielską grę, czy cokolwiek on robił, to on będzie wiedział, że jest chętna zrobić... to. Jej umysł pracował na najwyższych obrotach... bezpieczne słowo? Pierdolić bezpieczne słowo, powinna uciekać.
Ale przecież już próbowała, prawda?
Czy ona w ogóle chciała uciekać? Jej wzrok opadł na ostre zarysy jego muskulatury lśniące w neonowych przebłyskach. Przyszła tu nie bez powodu. Przyszła tu, aby udowodnić sobie, że się nie boi i potrafi się bawić. A on wyglądał na świetną zabawę.
„Anthony…” – wyszeptała. Myśli o byłym chłopaku przeszły przez jej zamglony umysł.
Jego dłoń wystrzeliła do jej gardła i chwyciła kąciki szczęki, aby skierować jej wzrok na siebie. Wyglądał na wściekłego, gorącego i zabójczego. „A dlaczego do diabła twoim bezpiecznym słowem jest »Anthony«?”
Minęła sekunda, zanim przyznała: „Ponieważ nie mam zamiaru go użyć”.










































