
W rękach alfy: Wilkołacze święta
Autorzy
Lektury
223K
Rozdziały
7
JEDEN
Owned by the Alphas Short Story: A Werewolf Christmas
„Nie rozumiem. Dlaczego musimy nosić te eleganckie ubrania?” – powiedział ze smutkiem RJ, pociągając za zawiązany kołnierzyk swojej jedwabnej koszuli. Uśmiechnęłam się do niego łagodnie i poprawiłam go, żeby był luźniejszy. Derik może go później zacisnąć, ale na razie było w porządku.
„Ponieważ to dzień przed początkiem zimy. Musimy uszanować tradycję i zostawić nasze dary przy świętym drzewie przed wielką ucztą”. Wyjaśniałam to już kilka razy, ale RJ za każdym razem mnie ignorował.
Podałam mu jego kamizelkę i odwróciłam się, by zobaczyć, że Zale jest już ubrany i pomaga Alaricowi poprawić krawat pod kołnierzykiem.
Uśmiechnęłam się na ten widok, a następnie poprawiłam guziki RJ-a, które krzywo zapiął.
Derik wszedł do pokoju, nienagannie ubrany w swoje najlepsze ubrania. Przyjrzał się uważnie każdemu z naszych chłopców. „RJ. Kołnierzyk powinien znajdować się na szyi, a nie zwisać z niej jak biżuteria”.
RJ zrobił kwaśną minę: „W ten sposób jest za ciasny. Wątpię, żeby drzewo w ogóle to zauważyło”.
„Nie obdarowujemy drzewa. Oddajemy szacunek Krainie. Robiliśmy to co roku, dzień przed zimą, w nadziei, że Kraina da nam środki potrzebne do przetrwania naszego zamknięcia”.
Zale podszedł do nas z Alarikiem. Alaric był tego samego wzrostu, choć był młodszy, a w wieku piętnastu lat z każdym dniem stawał się coraz bardziej podobny do Derika.
Zale miał teraz jaśniejszą skórę niż pozostali, jego włosy były bardziej siwe – w kolorze burzowej chmury – niż czarne, z jakimi się urodził. Były też długie, sięgające za ramiona. Jego białe oczy błysnęły, gdy mówił. „Ale mamy mamę. Ona pomaga wilkom zmieniać postać w czasie zimy i nigdy wcześniej nie potrzebowaliśmy honorowej ceremonii” – zapytał o wiele łagodniejszym tonem niż RJ.
Wtedy dołączył do nas Brax; koszula wystawała mu ze spodni, gdy podszedł, by pocałować mnie w policzek. Odwrócił się do Zale'a i Alarika. „Ponieważ zima wciąż bywa surowa. Nadal potrzebujemy upraw i żywych zwierząt, a waszą mamę wypala dbanie o nasz spokój podczas zimy. Dlatego postanowiliśmy, że w tym roku – i w każdym następnym – wrócimy do naszych tradycji i spróbujemy odciążyć ją z tego brzemienia”. Brax wyjaśnił to raz jeszcze, nie pozostawiając miejsca na dyskusje i rzucając Zale'owi ostrzegawcze spojrzenie.
Zale zacisnął wargi, a następnie podszedł do swojej komody.
Chłopców zawsze ciągnęło do pokoju Zale'a. Jemu zdawało się to nie przeszkadzać i uroczo było patrzeć, jak są ze sobą blisko – oczywiście, kiedy się nie kłócili.
Podniósł grzebień i zaczął zaczesywać swoje długie, falowane włosy do tyłu w kok. Brax podszedł, by mu pomóc.
Od strony drzwi dobiegł pisk, a ja odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam uśmiechniętą Enzi, która wbiegła w swojej aksamitnej, czerwonej sukience, trzymając spódnicę w garści, podczas gdy Alvira próbowała dotrzymać jej kroku.
Enzi zaciągnęła Alvirę za mnie, śmiejąc się i sapiąc. Alvira miała na sobie ciemnozieloną sukienkę i schowała się w moich białych spódnicach.
To oznaczało, że Kai nie był daleko w tyle.
I rzeczywiście, mój największy partner wpadł jak burza przez drzwi z szerokim uśmiechem, szukając naszych córek. Namierzył je za moimi plecami i przewrócił oczami.
„Ucieczka do matki to oszustwo”.
„Powinnyście się szykować, dziewczynki. To nie jest zabawa” – powiedział Derik swoim poważnym, ojcowskim tonem.
Enzi wskazała na Kaia. „Wujek Kai założył się z nami, że nie zdołamy przygotować się przed nim, bo jesteśmy dziewczynami. Powiedział, że jeśli wygramy, będziemy mogły dziś pójść spać, o której tylko zechcemy. Wygrałyśmy, a on teraz jest zły” – wzruszyła ramionami Enzi.
Alvira zachichotała i schowała się głębiej w moich spódnicach.
„Jak udało wam się wygrać, Enz?” – zapytał Brax, gdy Kai prychnął, podchodząc bliżej. Miał na sobie tylko białą bieliznę, więc domyślałam się, że miało to jakiś związek z tą sytuacją.
„Talent” – wzruszyła ramionami Enzi.
„Kradzież” – poprawił ją Kai.
Enzi uśmiechnęła się: „Wygrałyśmy, wujku Kai. Musisz to po prostu zaakceptować”.
„Wygrałyśmy, tatusiu!” – uśmiechnęła się Alvira.
Kai uśmiechnął się pod nosem i uklęknął, by spojrzeć na swoją córkę, która była małym cieniem Enzi.
„Ukradłaś ubrania tatusia i wrzuciłaś je do wanny. To nie jest wygrana, słoneczko”. Przeniósł wzrok na Enzi. „To oszustwo”.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. „To rozwiązywanie problemów. W najlepszym razie, wkalkulowane ryzyko”.
Kai spojrzał na mnie. „Wydaje mi się, Mała Luno, że twoje córki przejęły twoje metody gry” – uśmiechnął się łobuzersko. Zaśmiałam się i odwróciłam do Braxa, który tylko wzruszył ramionami.
Podszedł do Kaia i poklepał go lekko po ramieniu. „Nie powinieneś był zakładać się z dziewczynami, Kai. Są podopiecznymi naszej partnerki i znają wszystkie jej sztuczki”.
„Nikolai, idź się ubrać. Wataha przyniosła już wszystkie zebrane dary do głównej sali, więc musimy zejść na dół, żeby przygotować prezenty”.
„Dlaczego w ogóle dajemy drzewu dary?” – zapytał RJ, przeczesując włosy palcami do tyłu w prawdziwym stylu Kaia.
„Ponieważ” – zaczął Kai – „jeśli chcemy otrzymać cokolwiek od Krainy, musimy najpierw coś dać. Ofiarę”.
„Jakiego rodzaju dary?” – zapytał Alaric, stojąc prosto jak Derik. Jego granatowe oczy były równie mądre.
Derik odwrócił się do niego i podszedł, by upewnić się, że jest nienagannie ubrany. I tak właśnie było.
„Niektóre wilki dają kroplę krwi, co my zwykle robimy ze względu na naszą krew alfa. Inni dają magię, jak Cain i wasza matka. Jeszcze inni oddają ozdoby zrobione z darów natury Krainy”.
„Nadal tego nie rozumiem” – Alaric zmarszczył brwi.
„Kiedy już damy te rzeczy, umieszczając je pod naszym świętym drzewem, wracamy do domu, aby spać. Kiedy budzimy się rano, wracamy do drzewa i sprawdzamy, czy Kraina przyjęła nasze dary”.
„Skąd wiadomo, czy zostały przyjęte?” – zapytała Enzi, biorąc Alvirę na ręce i siadając na krześle przy biurku Zale'a, które było skierowane w stronę pokrywającego się już szronem okna.
Nie mieliśmy dużo czasu, zanim śnieg pokryje ziemię; zresztą już zaczynał padać.
„Będzie tam jedzenie i zioła, których potrzebujemy, by przetrwać zimę. Ich ilość będzie zależała od tego, co Kraina sądzi o naszych darach i ofiarach. Jeśli będzie zadowolona, otrzymamy wystarczająco dużo, by przetrwać”.
„A jeśli nie będzie zadowolona?” – zapytał Zale.
„Wtedy czeka nas bardzo trudna zima” – powiedział Derik z powagą.
Brax westchnął. „Ale to było przed waszą matką. Teraz robimy to, aby uszanować to, co Kraina dała nam wtedy, i pamiętać, jak bardzo wciąż polegamy na tej równowadze. Więc ubierzcie się porządnie, zrobimy kilka prezentów, zorganizujemy ucztę, a potem pójdziemy do świętego drzewa”. Brax nigdy nie zawodził, jeśli chodzi o rozładowywanie napięcia.
Pocałował mnie, gdy przechodził obok w drodze do drzwi.
Miał na sobie białą tunikę i luźne białe spodnie, a w długie, jasne włosy, upięte w zgrabny kok z tyłu głowy, wpleciony miał niebieski warkoczyk.
Zale wyszedł za nim w białym futrzanym płaszczu zarzuconym na białą tunikę i białe spodnie. Jego włosy stanowiły wyraźny kontrast, ale sposób bycia był identyczny jak u Braxa.
„Chodź, Vira. Chodźmy sprawdzić, jaki bałagan możemy zrobić z tymi ozdobami” – uśmiechnęła się Enzi, wyprowadzając Alvirę za drzwi.
Enzi upięła swoje długie, ciemne włosy w spirale z tyłu głowy; wyglądały bardzo starannie, a jej ciało zdobiła biżuteria z białych kamieni, która przypominała mi oczy jej brata bliźniaka.
Alvira miała na sobie bufiastą zieloną sukienkę i nosiła tiarę z czerwonymi kamieniami, o której wiedziałam, że pochodzi z kolekcji Enzi.
Alvira miała ciemne włosy, a jej oczy były głęboko zielone; nie tak jasne jak u Kaia i nie tak ciemne jak moje, lecz gdzieś pośrodku, co sprawiało, że wyglądały zupełnie inaczej za każdym razem, gdy na nią patrzyłam.
Uśmiechnęła się i skinęła głową, gdy wychodziły.
Rowan Jr. powłóczył nogami w stronę drzwi, ale Kai pociągnął go z powrotem. „Dąsanie się zostaw swojej siostrze, RJ. Ona ma trzy lata, a ty trzynaście”.
„Czy naprawdę musimy robić dary i dawać je jakiemuś drzewu?”
„Dajecie je Krainie” – odpowiedział szybko Derik, uprzedzając Kaia.
Ale Kai zignorował Derika i uklęknął przed RJ-em. „Czy jest ktoś inny, komu wolałbyś wręczyć prezent? Czy to jest ten problem?”
RJ zaczerwienił się, rozszerzając oczy i jąkając się, podczas gdy ja spojrzałam na Kaia i uśmiechnęłam się pod nosem; oboje wiedzieliśmy, kto to był.
„Wiesz co, RJ” – uśmiechnęłam się, podchodząc do nich. „W tym roku zaprosiliśmy także ludzi, bo oni również chcą oddać szacunek Krainie”.
Twarz RJ-a nagle pojaśniała. „Więc ludzie będą z nami na uczcie i na ceremonii?” – zapytał z uśmiechem.
Skinęłam głową. „Tak. Nana, Galen, Ryleigh, Vaughn”.
„I Althea?” – zapytał w pośpiechu.
„I Althea” – uśmiechnął się Kai, a RJ odwzajemnił uśmiech.
„Więc mógłbym przygotować coś dla niej i po prostu jej to dać, a potem dodać, że to z okazji ceremonii, żeby nie zabrzmiało to głupio” – paplał RJ. Kai i ja spojrzeliśmy na siebie, ale RJ już zniknął, żeby przygotować zimowy prezent dla swojej sympatii.
To było urocze, ale mogło też przynieść kłopoty.
„Myślałem, że Zale pytał Ryleigh i Vaughna, czy mógłby spotykać się z Altheą?” – Derik zmarszczył brwi.
Kai tylko wzruszył ramionami. „W takim razie Zale też lepiej niech przygotuje dla niej prezent, albo mój mały RJ mu ją sprzątnie sprzed nosa…”.
„Chyba ja też coś dla niej zrobię. Do zobaczenia na miejscu, tato, mamo, wujku Nikolai”. Alaric minął nas z zamyśloną miną, zostawiając nas z tymi słowami, jakby wcale nie wywołały w nas napięcia.
Derik wciąż marszczył brwi – ja zresztą też – kiedy Kai wybuchnął tubalnym śmiechem: „Będzie fajnie”. Wyszedł z pokoju, wciąż tylko w bieliźnie i chociaż miałam nadzieję, że idzie się ubrać, nie zdziwiłabym się, gdyby tak nie było.
Odwróciłam się do Derika, który podał mi ramię; wsunęłam swoją rękę w jego i oparłam się o niego, gdy szliśmy korytarzem do głównej sali.
„Obawiam się, że Althea może mieć pełne ręce roboty z naszą gromadką” – westchnęłam, a Derik tylko chrząknął, bo najwyraźniej nie brał pod uwagę myśli, że nasze dzieci mogłyby zacząć randkować przez co najmniej kolejnych pięć lat.
Chociaż Zale i Enzi mieli już po piętnaście lat, a Alaric czternaście, to wkraczali już w wiek, w którym zaczynali rozumieć, o co w tym chodzi.
„Skupmy się lepiej na honorowej ceremonii, zanim stwierdzę, że zimowe zamknięcie będzie jednak lepsze” – uśmiechnął się Derik, a ja zaśmiałam się i poszłam obok niego, nie drążąc już tematu, bo nie miałam pewności, czy naprawdę żartował.











































