
Pakt: Księga 2
Autorzy
Lektury
53,5K
Rozdziały
17
Rozdział 1
Tom 2: Niewłaściwy brat
TRZY LATA WCZEŚNIEJ
ALEXANDRIA
„Nie wiem, jak ci dziękować”.
„Nie musisz dziękować, Allie” – mówi z westchnieniem mój kuzyn, Christian. – „Jesteś rodziną. Zawsze jesteś tu mile widziana”.
„A my uwielbiamy naszego małego przystojniaka!” Frankie przytula mojego pięcioletniego syna, Noaha, wywołując u niego chichot.
Mieszkamy u nich w Nowym Jorku od dwóch miesięcy.
Christian i Francesca De Luca, wraz z dwiema córkami, Claudią i Elleną, dzielą swój czas między Nowy Jork a Sycylię, mieszkając po sześć miesięcy w każdym z tych miejsc.
Taki styl życia jest łatwy do utrzymania, kiedy jest się miliarderem.
„Mamo, czy musimy wracać do domu?” – pyta Noah, a jego włoski akcent sprawia, że słowa te brzmią jeszcze bardziej uroczo.
„Tak, kochanie. Twój dziadek potrzebuje nas w restauracji”.
Patrzę na mojego pięknego chłopca. Jest moją radością. Noah to mój świat. Nie był planowany, ale to nie znaczy, że kocham go mniej.
Nie pozwolę mu cierpieć przez moje złe decyzje. Decyzje, które obejmują przygodę na jedną noc z gorącym nieznajomym w Sylwestra, mężczyzną, którego imienia nawet nie pamiętam.
Pamiętam za to jego zniewalające zielone oczy, ale teraz widzę je wszędzie na Sycylii, w tym u mojego Noaha.
„Wyglądasz na zamyśloną” – zauważa Christian z zatroskaną miną.
„Czy postępuję właściwie dla jego dobra?” – pytam, a Christian wzdycha.
„Zdecydowanie. Jego ojciec był głupcem, który chciał przygody na jedną noc…”
„Ja też nie do końca…”
„Daj mi skończyć. Jest głupcem, bo nie dostrzegł, jaka jesteś wspaniała. Jesteś niesamowita, Allie. Fakt, że sama wychowujesz Noaha, to udowadnia”.
DWA LATA WCZEŚNIEJ
Zostawiwszy Noaha z Christianem i Frankie, ruszam do jedynego miejsca, w którym muszę teraz być. Do naszej rodzinnej restauracji, dumy i radości rodziny Romano.
„Och, tato” – wzdycham, opierając głowę na dłoniach na barze. Myślałam, że ojciec będzie żył wiecznie – był wystarczająco uparty – a jednak siedzę tu, powstrzymując łzy po jego pogrzebie.
Rozglądam się po cichej, pustej restauracji – mojej cichej, pustej restauracji. Z westchnieniem opieram czoło o bar.
Dzwoni dzwonek przy drzwiach wejściowych, ale nie podnoszę wzroku.
„Zamknięte” – mówię po włosku.
„Alexandria Romano?” – pyta męski głos.
„Mówiłam, że…”
„Zamknięte. Słyszałem”. Podnoszę głowę, by spojrzeć na intruza. „Jesteś Alexandria Romano?”
„Kto pyta?”
„Jestem Sylvester Ferraro” – wyciąga do mnie rękę, ale jej nie przyjmuję. Słyszałam o rodzinie Ferraro, i to nie tylko z powodu ich wielomilionowego biznesu czy luksusowych hoteli.
„Wyjdź”.
Sylvester podnosi ręce w geście poddania, a na jego ustach igra lekki uśmieszek.
„Nie mam złych zamiarów. Twój ojciec i mój mieli umowę, i, cóż, nadszedł ten czas w miesiącu”.
„Mój ojciec nie żyje”.
„To oznacza, że nasza umowa przechodzi na ciebie”.
„Nie”.
„Słucham?”
„Wyjdź” – powtarzam, ale Sylvester tylko się uśmiecha.
„Wrócę za kilka dni, panno Romano”.
Wychodzi bez słowa, a ja w oszołomieniu zamykam drzwi frontowe na klucz, mając nadzieję, że uniknę kolejnych niespodzianek.
„Coś ty narobił, tato?”
***
„Spałaś tutaj?” Głos Christiana wyrywa mnie ze snu i o mało nie spadam ze stołka barowego.
„Na to wygląda” – mamroczę.
„Co się stało, Allie?” – pyta, patrząc na pustą butelkę po szkockiej przede mną.
„Wiedziałeś, że tata miał problemy finansowe?”
„Nic nie wspominał”.
„Mnie też nie. Dlatego byłam zaskoczona, kiedy wczoraj wieczorem zjawił się Sylvester Ferraro”.
„Zrobił ci krzywdę?”
„Nie. Powiedział tylko, że wróci za kilka dni”.
Prowadzę Christiana do biura mojego ojca i zaczynamy przeglądać księgi rachunkowe. Restauracja nie tylko ma kłopoty – ona bankrutuje.
Powstrzymuję szloch, a Christian wzdycha.
„Nie wiedziałaś?”
„Nie, nigdy nic nie mówił”.
„Może był zbyt dumny”.
„Cóż, spójrz, do czego go to doprowadziło” – warczę. „Ty idioto, tato!” – krzyczę w sufit, pozwalając emocjom przejąć kontrolę.
„Potrzebujesz prawdziwego snu, Allie, a nie tylko pijackiego”.
„Ale muszę...”
„Spać. Restauracja nigdzie nie ucieknie. Otworzysz jutro wieczorem. Teraz musisz spać”.
„A co z rodziną Ferraro?”
„Ja się tym zajmę”.
Pozwalam Christianowi zaprowadzić się do samochodu, który zawozi mnie z powrotem do włoskiej rezydencji rodziny De Luca. Mój rodzinny dom zmieściłby się w niej ze sto razy.
„Miłego dnia, panno Romano” – mówi kierowca Christiana, otwierając mi drzwi.
„Dziękuję” – odpowiadam cicho i ruszam w stronę domu. Wewnątrz panuje cisza, co sprawia, że myślę, iż wszyscy jeszcze śpią.
„Christian kazał mi wysłać cię prosto do łóżka, kiedy przyjedziesz”. Głos Frankie mnie zaskakuje.
„Powinnam sprawdzić, co u Noaha”.
„Wszystko z nim dobrze”.
„Ale...”
„Do łóżka”.
„Przypominasz mi moją babcię”.
„Nie ma za co”. Frankie puszcza oko, po czym jeszcze raz wskazuje na górę. Wzdycham i idę w tamtą stronę.
Może rzeczywiście potrzebuję snu.
SYLVESTER
Alexandria Romano była niespodzianką. Dopóki stary Romano nie zmarł, nie miałem pojęcia, że ma córkę.
Mogłem się odwrócić, powinienem był się odwrócić. Dług Romano był groszowy, ale szukałem jakiegokolwiek powodu, by być blisko kogoś tak oszałamiająco pięknego.
W chwili, gdy wypowiedziałem swoje nazwisko, jej twarz wyraziła wszystko. Wiedziała dokładnie, kim jestem i kim jest moja rodzina. Wiedziała, co reprezentujemy, i nienawidziła tego.
Jej twarz się wykrzywiła, a nos lekko zmarszczył; byłoby to urocze, gdyby jej obrzydzenie nie było skierowane we mnie.
„Czy ta dziewczyna z rodziny Romano zapłaciła?” – pyta mój brat Jonathan, gdy wchodzę.
„Nie. Zrugała mnie”.
Mój drugi brat, Maximus, chichocze.
„Nie przejmuj się tym. Nie potrzebujemy ich. Jego dług był już prawie spłacony” – mówi Jonathan, wzruszając ramionami.
„Nie” – oponuję. – „Jaki to daje sygnał? Umierasz i twój dług po prostu znika? To zły precedens”. Moi bracia posyłają mi zaciekawione spojrzenia.
„Więc jak bardzo cię podnieciła?” – pyta Max.
„Co?”
„Po prostu jestem ciekaw, czy nie myślisz kutasem”. Max uśmiecha się złośliwie, a zanim zdążę go uderzyć, dzwoni telefon Jonathana, rozładowując napięcie. Wszyscy rozpoznajemy ten dzwonek.
Szef.
Marcello Morretti urodził się jako przywódca własnej frakcji, a kiedy poślubił naszą kuzynkę Annę, operacje się połączyły.
„Ferraro” – odpowiada Jonathan. Przytakuje na to, co mówi Marcello, po czym przełącza telefon na tryb głośnomówiący.
„Wszyscy tu jesteśmy” – mówi Jonathan po angielsku.
„Który z was kosztował mnie właśnie miliard dolarów?!” – ryczy Marcello przez telefon, a nasza trójka wymienia zdezorientowane spojrzenia.
„Eee... nie mamy pojęcia, o czym mówisz” – odzywa się cicho Max.
„Christian De Luca właśnie wycofał miliard dolarów z nowego kurortu Sparrow Industries, ponieważ my, cytując, »zadzieraliśmy z jego rodziną«. Kto jest za to odpowiedzialny?”
Ponownie wymieniamy spojrzenia.
„Żaden z nas nie zadzierał z rodziną De Luca” – mówię.
„Nie wiedziałem, że są w mieście” – dodaje Jonathan.
„Nie, nie z rodziną De Luca. Chodzi o rodzinę jego matki, Romano”.
„Kurwa” – mruczę, gdy bracia piorunują mnie wzrokiem.
„No i co?”
„Poszedłem tylko po odbiór. Stary pożyczył i nadszedł czas zapłaty” – wyjaśniam.
„Ile?”
„Kilka tysięcy”.
„Kosztowałeś mnie miliard za kilka tysięcy? Chyba sobie, kurwa, żartujesz, Sly?”
„Tylko wykonywałem swoją pracę”.
„Cóż, daję ci nową. Twoim głównym zadaniem jest zaprzyjaźnić się z Alexandrią Romano i sprawić, by przekonała Christiana do ponownej inwestycji. Nie obchodzi mnie, jak to zrobisz. Masz ją traktować jak pieprzoną królową!”
Marcello rozłącza się, zanim zdążę zaprotestować.
„A nie mówiłem” – mówi Jonathan, a Max wybucha śmiechem.
„Obaj możecie spierdalać”.
***
Restauracja Romano tętni życiem, kiedy przyjeżdżam. Wygląda na to, że po kilku dniach zamknięcia miejscowi znów wspierają rodzinny biznes. Gdy wchodzę, wita mnie młoda hostessa.
„Dobry wieczór panu, czy ma pan rezerwację?”
„Nie, ale miałem nadzieję porozmawiać z panną Romano”.
„Z Allie?” – upewnia się, a ja kiwam głową. – „Spodziewa się pana?”
„Nie”.
Waha się przez chwilę, po czym wyciąga telefon. Jej palce śmigają po ekranie, a po około minucie podnosi wzrok.
„Już idzie”.
„Dziękuję”. Odsuwam się na bok, pozwalając jej przywitać kolejnego klienta.
Obseruję, jak Alexandria wyłania się z zaplecza restauracji. Płynnie porusza się po sali, uśmiechając się do klientów. Jej uśmiech znika w chwili, gdy mnie zauważa.
„Nie jesteś tu mile widziany” – syczy cicho.
„Chcę tylko porozmawiać, Alexandrio”.
„Panno Romano” – poprawia mnie. Ignoruję ją.
„Czy możemy porozmawiać w twoim biurze?” Jej brwi się marszczą.
„Na zewnątrz”. Bez ostrzeżenia jej mała, zimna dłoń zaciska się na moim nadgarstku i wyciąga mnie z restauracji.
Uderza w nas chłodne powietrze i widzę, jak drży. Zaczynam ściągać kurtkę, by jej zaoferować, ale ona unosi dłonie, powstrzymując mnie.
„Nie próbuj”.
„Jest ci zimno”.
„Przeżyję”.
„Próbowałem być dżentelmenem”.
„To świetnie”.
„Nie lubisz mnie”.
„Bystrzak z ciebie. Czego chcesz?”
„Twoje długi zostały umorzone”.
„Słucham?”
„Nie jesteś już winna nic mojej rodzinie”.
Kiwa głową, a ja dostrzegam, jak kąciki jej ust lekko unoszą się do góry.
„Dobrze. Cóż, w takim razie do widzenia”. Rusza w stronę drzwi, ale chwytam ją za rękę.
„Zaczekaj”.
Spogląda na mnie z ciekawością w oczach. Nie rusza się, ale wyszarpuje dłoń z mojej i unosi brew, czekając, aż coś powiem.
„Kolacja”.
„Co z nią?”
„Pozwól mi zabrać cię na kolację”.
„Nie”.
„Obiad?”
„Nie”.
„Kawa?”
„Nie”.
„Chcę ci to wynagrodzić, Alexandrio. Chcę wszystko naprawić”.
„Panno Romano” – poprawia mnie ponownie. – „I nie ma takiej potrzeby. Nie chowam urazy”.
„Przyjaciele?” – pytam, posyłając jej szczery uśmiech, a ona odpowiada mi małym uśmiechem.
„Pewnie”.
„Mówisz to tylko po to, żeby się mnie pozbyć?”
„Tak”.
„Cóż, przynajmniej jesteś szczera”.
„Przynajmniej jedno z nas” – odgryza się, a to boli mnie bardziej, niż daję po sobie poznać.
„Przyjaciele mówią na mnie Sly”.
„Jakże trafnie”.
Stoimy w milczeniu, zanim Alexandria znów drży. „Powinnam wracać do pracy”.
„Macie wolny stolik?”
„Po co?”
„A co innego miałbym robić w restauracji, jak nie jeść?”
Alexandria przewraca oczami i widzę, że powstrzymuje irytację. Bez słowa odwraca się i wraca do środka.
Nie wiedząc, co innego mógłbym zrobić, idę za nią.
Kiedy przekraczam próg, widzę, że jest pogrążona w rozmowie z młodą hostessą.
„Lucy, dopilnuj, żeby pan Ferraro mógł wybrać sobie stolik”.
„Oczywiście, Allie”.
Stoję jak wryty, podczas gdy Alexandria znika w swoim biurze, zostawiając mnie z Lucy, młodą hostessą, która trzepocze rzęsami.
„Czy zechce pan pójść za mną?” Bierze do ręki menu i jak grzeczny chłopiec idę za nią na salę. Zerkam przez ramię w stronę, w którą poszła Alexandria, i wzdycham.
Dlaczego ta kobieta wyprowadziła mnie z równowagi?






































