
Patrzą na nas Książka 3
Autorzy
Rebeca Ruiz
Lektury
101K
Rozdziały
39
Rozdział 1
Księga Trzecia: Poza Zasięgiem Wzroku
Czy podobała wam się historia Laney i Ace'a? Przeczytajcie tę nową opowieść. Rozgrywa się ona w świecie Eyes on Us. Są w niej nowi bohaterowie, gorący romans i niebezpieczne sekrety...
Willow Adams ucieka z toksycznego związku. Ale wszystko zmienia się pewnej nocy. Perkusista zespołu rockowego, Grady O’Callaghan, wchodzi do restauracji, w której ona pracuje. Od razu wpadają sobie w oko. Jednak były mąż Willow nadal stanowi zagrożenie. Ona wie, że nie może zostać w Newland Beach na dłużej. Czy Grady przekona ją, że warto walczyć o ich miłość?
WILLOW
Cisza była przytłaczająca.
Nigdy wcześniej nie rozumiałam tego powiedzenia. Leżałam na podłodze i nie mogłam się ruszyć. Czekałam, żeby zobaczyć, czy on wróci. Bardzo chciałam, żeby ktoś mnie znalazł i uratował.
Ale to była tylko kolejna cicha noc na moim osiedlu w Arizonie. Nikt nie przyszedł, kiedy bardzo głośno krzyczałam. Na pewno nie przyjdą teraz, kiedy w końcu ucichłam.
Ocknięcie się zajęło mi chyba z godzinę. Głowa pękała mi od tych wszystkich kopniaków. Byłam pewna, że mam złamane żebro, a może i dwa. Bolał mnie każdy oddech. Bolało mnie samo to, że żyję.
Rozwód był sfinalizowany. Byłam pewna, że ten etap mojego życia się skończył. Po raz pierwszy od lat czułam się bezpieczna.
Przez kilka tygodni sprawiał wrażenie, że jestem od niego wolna. Dziś wieczorem usłyszałam pukanie do drzwi. Nawet się nie zastanowiłam przed ich otwarciem. Nie sprawdziłam, kto tam jest.
Nadzieja o mało mnie dziś nie zabiła. Nadzieja na to, że w końcu będę żyć normalnie.
Po trzech latach fizycznego i psychicznego znęcania się, powinnam być mądrzejsza. Myślałam, że uwolniłam się od niego tylko dlatego, że wzięliśmy rozwód.
Zgodził się na rozwód tylko dlatego, że go zmusiłam. Wykorzystałam zarzuty o przemoc domową. Dotyczyły one ostatniego razu, kiedy mnie pobił. Pobił mnie tak dotkliwie, że straciłam jego dziecko.
Nasze dziecko… moje dziecko.
Jego prawnik powiedział, że on podpisze papiery rozwodowe, jeśli ja wycofam zarzuty. Nie zdawałam sobie sprawy, że on będzie szukał zemsty. Ale wiedziałam też, że ma pieniądze, by zrujnować mnie kosztami sądowymi.
Wtedy wydawało się to słusznym wyborem. Co innego mogłam zrobić?
Zanim zdołałam wstać z podłogi, minęła kolejna godzina. Straciłam przytomność. To musiało go wystraszyć na tyle, że sobie poszedł. Jestem pewna, że uznał mnie za martwą. Albo pomyślał, że niedługo umrę.
Tylko raz wcześniej pobił mnie w ten sposób. To był ten ostatni raz, zanim wystąpiłam o rozwód.
Powoli poszłam do swojego pokoju. Starałam się pospieszyć. Nie chciałam, żeby wrócił. Nie chciałam, żeby zastał mnie tu wciąż żywą. Oddychanie sprawiało mi potworny ból. Ale każdy krok był najgorszym bólem, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam.
Klatka piersiowa po prostu mi płonęła. Czułam, że głowa pęknie mi od ciśnienia. Jakoś udało mi się utrzymać na nogach. Nie osunęłam się bezwładnie na podłogę.
Włożyłam moje czarne buty Vans. Chwyciłam czarną bluzę z kapturem. Kiedy przechodziłam obok lustra w pokoju, aż się przestraszyłam.
Miałam już siniaki na twarzy. Moja twarz była też mocno opuchnięta. Miałam rozciętą i krwawiącą głowę. Moja warga była mocno rozbita i gruba.
Niestety, wcześniej robił mi gorsze rzeczy. Zafundował mi już wstrząśnienie mózgu i dwa podbite oczy. Z tymi nowymi śladami mogłam sobie poradzić. Bardzo gruby makijaż ukryje to za tydzień lub dwa.
Znalazłam dużą żółtą kopertę. Było w niej wszystko, czego mogłam potrzebować. W tym telefon komórkowy, którego on nigdy nie namierzy.
Wysłałam swoją lokalizację do jedynego kontaktu w tym telefonie. Samochód miał przyjechać za dziesięć minut. Pospieszyłam się i spakowałam torbę, zanim zdołał podjechać.
Po pierwsze, zabrałam całą biżuterię i elektronikę, jaką udało mi się znaleźć. Później sprzedam to w lombardzie dla gotówki.
Nie mogłam zabrać niczego z mojego konta w banku. Były tam pieniądze z podziału majątku. To było zbyt ryzykowne. Nie chciałam, żeby mnie znalazł.
To był początek lata, koniec kwietnia. Spakowałam legginsy i szorty. Do tego tylko koszulki i bieliznę. Resztę rzeczy będę musiała kupić tam, gdzie ostatecznie wyląduję.
Zobaczyłam światła samochodu wjeżdżającego na parking. Od razu rozpoznałam w nim podwózkę, po którą zadzwoniłam. Założyłam bluzę, chociaż na zewnątrz był upał. W ciszy pożegnałam się ze wszystkim, co znałam.
***
Autobus wjeżdżał właśnie na stację. Jechałam tym autokarem od dwóch dni. Z Phoenix do Chicago. Chciałam już wysiąść z tego cholernego autobusu. Chciałam pooddychać świeżym powietrzem dłużej niż przez trzydzieści minut co kilka godzin.
Autobus się zatrzymał. Wszyscy ruszyli do wyjścia. Udało mi się wysiąść pierwszej. Musiałam biec na mój pociąg. Na szczęście nie było to zbyt daleko. Pociąg odjeżdżał z tej samej stacji.
Dwa dni temu zabrano mnie do schroniska dla kobiet. Przedstawiono mi moje opcje. Mogłam spróbować znowu wnieść oskarżenie. Albo mogłam się ukryć.
Myślałam o pójściu na policję. Ale wiedziałam, jak by to wyglądało w oczach innych.
Wcześniej już raz wycofałam zarzuty. Czy uwierzyliby mi drugi raz? Prawda była taka, że raczej by mi nie uwierzyli.
Zdecydowałam się ukryć. W pełni akceptuję zostawienie tamtego starego życia za sobą. Kiedy patrzę wstecz, widzę tylko ból. Poza tym istnieje szansa, że on w końcu odpuści i da mi spokój.
Dali mi farbę do włosów. Pofarbowałam moje blond włosy na brązowo. Potem dali mi bilet autobusowy do dowolnego miejsca w kraju.
Wybrałam wyjazd do Illinois. Konkretnie do Newland Beach. Mają tam zaprzyjaźnione schronisko dla kobiet.
Zgodzili się już, żebym tam zamieszkała. Mogę tam zostać, dopóki siniaki i rany na mojej twarzy się nie zagoją. Wtedy będę mogła poszukać pracy.
To było moje nowe życie. Niski profil. Miałam nadzieję, że John już nigdy mnie nie znajdzie. Albo że o mnie zapomni. Modliłam się do Boga, żeby po prostu poszedł swoją drogą i o mnie zapomniał.
GRADY
„Zdecydowałeś, czy zostajesz z nami na lato?” pyta mnie Ace.
Siedzimy przy stole w jadalni Addie i Erica. Wszyscy są zajęci rozmową. Jest głośno, i to bardzo przyjemny dźwięk.
Straciłem oboje rodziców, gdy byłem bardzo młody. Zostałem wychowany przez ciocie i wujków razem z moimi kuzynami. Ale nigdy nie czułem, że czegoś mi brakuje.
Pociągam łyk piwa i odstawiam je na stół. Patrzę na mojego kuzyna, Ace'a. On nadzorował pracę nad tą nową płytą. Zazwyczaj wszyscy robiliśmy to po kolei.
To on organizował piosenki, które mieliśmy nagrywać. Wybierał też brzmienie naszego kolejnego albumu. Chciał, żebyśmy zostali w Newland Beach, abyśmy wszyscy mogli nagrywać na miejscu.
„Jeszcze nie zdecydowałem.”
Miałem domy w LA i w Nowym Jorku. Ciągle krążyłem między nimi. Ace ustatkował się z Laney w Chicago. Zrobił to, bo ona stamtąd pochodzi. Lubiłem Chicago. Ale nie wiem, czy dałbym radę spędzić tam całe lato.
„Po prostu wpadnij w maju. Zakończymy twoje nagrania. Zrobimy też coś fajnego z Laney i dzieciakami.” Uśmiecham się. Kilka tygodni brzmi nieźle. Nie miałbym nic przeciwko.
Mógłbym nawet zdążyć wrócić do LA. Spotkałbym się z przyjaciółmi, których nie widziałem od zeszłorocznej trasy.
„W porządku. Zjawię się w maju.”
Ace się uśmiecha. „Twój brat napisał kilka naprawdę dobrych piosenek na tę płytę. Pokazał ci je już?” Mój brat, Kieran, był niesamowity, jeśli chodziło o pisanie muzyki. Pisał świetnie dla zespołu i dla każdego innego.
„Nie, on nigdy tego nie robi.” Zazwyczaj nie słyszę piosenek, dopóki nie zaczniemy ich nagrywać.
„Dziwię się, że jeszcze nas nie zostawił dla kariery solowej. Zawsze miał do tego talent.” Patrzę na mojego brata. Siedzi po drugiej stronie stołu.
Rozmawia z Addie. To żona Erica. Jest supermodelką. Nawet po urodzeniu dwójki dzieci nadal wygląda świetnie.
Za to mój brat jest w tej chwili bardzo mocno naćpany i pijany. Ale gdyby go zapytać, powiedziałby, że prawie nic nie pił.
„Zbyt mocno kocha ten zespół, żeby nas zostawić” mówię do Ace'a. To była prawda. Kierana trzeba by wyciągać siłą, gdybyśmy kiedykolwiek chcieli go wyrzucić. Choć nigdy byśmy tego nie zrobili. Był świetnym basistą.
„Co powiedział?” pyta Kieran. Przysięgam, że ma szósty zmysł do wiedzy, kiedy ludzie o nim rozmawiają. Przewracam oczami.
„Przestań podsłuchiwać, Kieran” mówi do niego Ace. „Właściwie, skoro już się wtrąciłeś, twój brat zgodził się przyjechać w maju do Newland Beach. A co ty powiesz na to, żeby też wtedy wpaść?”
Kieran przesiadł się, żeby nie musieć krzyczeć. „Czy wolno mi robić to, na co mam ochotę?” pyta Ace'a.
„Do pewnego stopnia. Mam w domu dwójkę dzieci. Nie chcę, żebyś sprowadzał przypadkowe laski na pieprzenie. I nie chcę, żebyś palił w domu.” Kieran zastanawia się nad tymi słowami.
„Ale alkohol wchodzi w grę?” Ace cicho się śmieje.
„Pewnie.” Na to Kieran wzrusza ramionami. On zawsze podchodzi do wszystkiego na luzie. Jest moim starszym bratem. Strasznie go podziwiam.
Nigdy nie mówię tego na głos. My, chłopcy z rodziny O’Callaghan, jesteśmy zbyt dumni, by to powiedzieć. Ale wiem, że on o tym wie.
„Zatem umowa stoi.” Podają sobie ręce.
„Ace mówił, że napisałeś niezłą muzykę” zagaduję do niego.
Kieran wpatruje się we mnie przez chwilę. Postanawiam po prostu mówić dalej.
„Skąd czerpiesz inspirację? Rzadko widuję cię z tą samą dziewczyną dwa razy. A już na pewno nie na tyle długo, byś napisał o niej piosenkę miłosną.” Kieran przewraca oczami.
„To prawda. Jedyną dziewczyną, z którą kiedykolwiek widziałem cię częściej niż raz, jest Bizzy” odzywa się Ace. To nasza przyjaciółka z dzieciństwa.
W życiu Kierana był czas, kiedy przez rok przebywał w ośrodku wychowawczym. Tam właśnie poznał Bizzy. Od tamtej pory są nierozłącznymi przyjaciółmi.
„Wy dwaj nie znacie mojego życia prywatnego. Nie muszę się tłumaczyć przed żadnym z was” mówi Kieran.
Zanim zdążyliśmy cokolwiek dodać, on wstaje od stołu i wychodzi do innego pokoju. Patrzę na Ace'a. Chyba uderzyliśmy w czuły punkt.
„Jest pijany i naćpany. Daj mu trochę czasu, żeby ochłonął” mówi do mnie Ace. Ja tylko kiwam głową.
Kieran potrafił o siebie zadbać. Była to jedna rzecz, której byłem pewien na jego temat. Zawsze dawał sobie radę. Z naszej dwójki to on był tym stabilnym.
Biorę głęboki oddech. Kontynuuję rozmowę z Ace'em na temat nadchodzącej płyty. Nadszedł czas, by się na tym skupić.
















































