
Seria Ever: Mój Na Zawsze Naprawdę?
Autorzy
E. Adamson
Lektury
324K
Rozdziały
22
Rozdział 1
Ember Morrissey siedziała na łóżku, wpatrując się w stare zdjęcie w ramce.
Dziś kończyła szkołę średnią. Niestety, jak wiele innych rzeczy w ciągu ostatnich dwóch lat, jej przyjaciela z dzieciństwa nie będzie obok, żeby ją wesprzeć.
Tak bardzo za nim tęskniła. Brakowało jej jego uścisków i tego, jak potrafił ją rozśmieszyć, kiedy było jej smutno. Brakowało jej tego, że mogła mu powiedzieć wszystko, a on nigdy nie mówił, że się myli.
Cicho się roześmiała. Po prostu za nim tęskniła, nic więcej.
Odłożyła zdjęcie i spojrzała przez okno. Wzięła głęboki oddech. Nie miało sensu nad tym płakać. Co się stało, to się nie odstanie.
Wciąż czasami widywała Rykera – w szkole i w mieście. Nigdy jednak do niej nie mówił i szybko odchodził w przeciwnym kierunku, kiedy ją zauważał.
Wzięła zdjęcie z powrotem do ręki. Ember dotknęła palcem jego twarzy. Ryker Hollington... samo wypowiedzenie jego imienia w myślach wywoływało w niej smutek i tęsknotę.
Był od niej dwa lata młodszy, ale nigdy im to nie przeszkadzało. Odkąd tylko mógł się z nią bawić, był jej najlepszym przyjacielem.
Gdy dorośli, stali się dla siebie powiernikami. Wiedzieli o sobie rzeczy, których nikt inny nie znał, i brakowało jej tego poczucia zaufania, jakie zawsze dla siebie mieli.
Teraz nie miała nikogo.
„Ember! Chodź już, spóźnimy się!” krzyknął Emerson ze schodów.
Wypuściła powietrze. Odstawiła zdjęcie przedstawiające Emersona, siebie i Rykera z powrotem na komodę. Potem pocałowała czubek palca i przycisnęła go do jego słodkiej twarzy.
„Szkoda, że już nie jesteś moim przyjacielem i nie możesz dziś przy mnie być” powiedziała cicho, po czym szybko wyszła z pokoju.
„Przysięgam, Ember, im jesteś starsza, tym wolniej się ruszasz!” warknął na nią Emerson, gdy schodziła po schodach.
Przewróciła oczami i odwarknęła:
„Jak będę chciała cię słuchać, to potrząsnę twoją klatką!”
Emerson był jej bratem bliźniakiem i odziedziczył gen alfy po mamie. Gdy skończyli szesnaście lat, zaczął próbować go na niej używać.
Dlaczego? Bo ona dostała gen omegi po tacie. Emerson uważał, że to oznacza, iż jest dwa razy słabsza – bo jest zarówno dziewczyną, jak i omegą.
Ale Ember stawiała mu opór z równą siłą – przynajmniej jeśli chodzi o Emersona. Gdy inni ją dręczyli, zazwyczaj się poddawała.
To, że nie robiła tego, co jej kazał, tylko go bardziej wkurzało, co szczerze mówiąc, przez większość czasu uważała za zabawne.
„Nie pyskuj mi, Ember!” wrzasnął Emerson.
„Dzieci, już wystarczy. Chodźcie zjeść śniadanie i spróbujcie być dla siebie mili” zawołał tata z kuchni.
Ember tylko wypuściła powietrze i poszła za bratem. Tęskniła za tym, jaki był Emerson przed ich szesnastką. Nie podobała jej się ta nowa, zrzędliwa wersja.
Tata mówił, że to dlatego, że Emerson nie znalazł swojej bratniej duszy. Ona uważała, że alfa w nim sprawiała, iż był bardziej wkurzony i potrzebował bratniej duszy, żeby go uspokoić.
Bez względu na powód, nie ułatwiało to wspólnego życia.
„Ember, zaprosiłaś kogoś oprócz Deanny na swoje przyjęcie za dwa tygodnie?” zapytał tata, stawiając przed nią talerz.
Ember spuściła wzrok.
„Nie, tato. Nie mam kogo zaprosić.”
Była trochę samotnicą i trudno było jej nawiązywać przyjaźnie, bo była mniej towarzyskim bliźniakiem.
Może to przez jej gen omegi, a może po prostu przez jej osobowość. Cokolwiek to było, miała dwóch przyjaciół... właściwie teraz jednego przyjaciela i w zasadzie tyle.
„Nie zaprosisz przynajmniej Rykera?” zapytał ją łagodnie tata.
Ember pokręciła głową, nie podnosząc wzroku. Tata nie wiedział, dlaczego Ryker nagle przestał do nich przychodzić, co oznaczało, że gdy działo się coś ważnego w życiu Ember, zawsze pytał, czy powiedziała o tym Rykerowi.
Ember tak naprawdę nie wiedziała, co się stało, że ją zostawił. Jedyne, co przychodziło jej do głowy, to rozmowa, którą Ryker odbył z Emersonem.
Po rozmowie z jej bratem wyszedł i od tamtej pory się do niej nie odzywał.
***
„Twój tata robi najlepsze ciasto, Ember!” powiedział głośno trzynastoletni Ryker, oblizując wargi.
Siedzieli we dwoje na huśtawce na ganku po zjedzeniu kawałka tortu urodzinowego.
„Tak, robi” zgodziła się Ember, wtulając się sennie w jego bok.
To było dziwne, ale dziś, gdy Ryker przyszedł na szesnaste urodziny jej i Emersona, Ember poczuła, że coś się w nim zmieniło.
Po pierwsze, gdy go przytulała, trudno jej było go puścić. Potem zdenerwowało ją, gdy uśmiechnął się do jej przyjaciółki Deanny.
Teraz chciała tylko zostać przy nim i zatrzymać cały jego czas dla siebie.
Ember nie wiedziała, co się z nią dzieje. To nie była sprawa bratniej duszy, bo nie czuła mrowienia, a jego zapach się nie zmienił.
Od jakiegoś czasu miała na niego lekką crush, więc może to było tylko to. Jej nastoletnie hormony zaczynały działać.
Nie zamierzała jednak działać zgodnie ze swoją crush, bo oboje mogliby się zranić, gdy jedno z nich znajdzie swoją prawdziwą bratnią duszę.
„Hej, Ryker, chodź tu na chwilę” zawołał Emerson. „Muszę z tobą pogadać.”
Ember o mało nie wydała smutnego dźwięku, gdy Ryker się odsunął.
„Cicho, śpiochu! Nie powinnaś spać na własnym przyjęciu urodzinowym” powiedział żartobliwie, szturchając ją w czubek nosa.
„Nieważne” burknęła do niego Ember, patrząc, jak odchodzi. Położyła się na huśtawce i zamknęła oczy. Nie była jednak już senna, tylko zmarznięta i samotna.
Czuła się zdezorientowana, próbując zrozumieć, dlaczego tak się czuje.
„Co ze mną jest?” jęknęła Ember, w końcu wstając i wchodząc do środka pół godziny później. „Mamo, widziałaś Rykera?”
„Wyszedł pewnie dwadzieścia minut temu. Myślałam, że wiesz” odpowiedziała mama.
Wyciągnęła telefon i próbowała do niego zadzwonić, ale wszystkie połączenia trafiały na pocztę głosową. Potem wysłała SMS-y, ale on nigdy na nie nie odpowiedział.
Unikał jej przez resztę lata, a gdy zaczęła się szkoła, ignorował ją też tam.
Po tym dała sobie z nim spokój i z ich przyjaźnią.
***
Słysząc, jak ktoś chrząka, Ember wyrwała się ze wspomnień i zobaczyła Emersona patrzącego na nią z niezadowoleniem zza stołu. Zignorowała go i odwróciła się do taty, który obserwował ich uważnie.
„To takie smutne, że wasza przyjaźń się skończyła. Byliście kiedyś tak blisko we trójkę” powiedział tata ze znaczącym spojrzeniem.
Ember nie wiedziała, jak sprawić, by zrozumiał coś, czego nawet ona nie rozumiała, więc wzruszyła ramionami i nic nie powiedziała.
„To było dawno temu” warknął Emerson.
„Taka przyjaźń po prostu nie znika, synu. Trzeba ją wyrzucić. Pytanie brzmi: kto z was trójga ją wyrzucił?” zapytał tata.
Potem, rzucając jeszcze jedno spojrzenie „wiem więcej, niż myślicie”, wyszedł.
Emerson warknął, po czym wstał i głośno odszedł.
Ember wypuściła powietrze. To pytanie, na które chciałabym znać odpowiedź. Niestety Ryker ze mną nie rozmawia, a relacja między mną a Emersonem tak się pogorszyła, że nie mogę go zapytać.
„Chodźcie, dzieci” zawołała mama. „Nie chcecie się spóźnić na swoją maturę.”
Ember wstała i wyprostowała niebieską sukienkę bez rękawów, po czym ruszyła do drzwi. Lepiej mieć to już za sobą.
Nie chodziło o to, że będzie tęsknić za szkołą, ale będzie tęsknić za szybkimi spojrzeniami na Rykera, które dawało jej chodzenie do szkoły.
Urodziny Rykera były dwa tygodnie po jej, a ponieważ dopiero skończył szesnaście lat, zostały mu jeszcze dwa lata szkoły.
Ember tęskniła za jego przyjaźnią i myślała, że zawsze będzie. W głębi serca wciąż miała nadzieję, że pewnego dnia znów będą przyjaciółmi, i niektóre dni to właśnie ta nadzieja pozwalała jej iść dalej.
„Chodź już, Ember” wrzasnął wkurzony Emerson zza samochodu.
Ember warknęła w odpowiedzi, spieszą się ścieżką do samochodu. Gdy wsiadła, tata odpalił silnik i ruszyli.















































