
Perfekcyjne przyłożenie
Autorzy
Lektury
772K
Rozdziały
23
Rozdział 1
RYLEE
„Nie sądzę, żebym dała radę”, mówi moja najlepsza przyjaciółka, Isabelle. Jej zielone oczy są szeroko otwarte za ciemnobrązową grzywką. Pociąga za brzeg swojej krótkiej bluzki. Potem obciąga postrzępione krawędzie swoich krótkich dżinsowych szortów.
Z domu bractwa dudni głośna muzyka, a w powietrzu niesie się echo krzyków i wiwatów.
Właśnie na to czekałam. To moja szansa, żeby wyrwać się ze skorupy grzecznej dziewczynki. Chcę przeżyć moje pierwsze studenckie doświadczenie. Do tej pory robiłam wszystko zgodnie z zasadami. Zapierdalałam, żeby się tu dostać.
W tym semestrze wciąż planuję dostać się na listę najlepszych studentów, a za dwa lata zostać kapitanem cheerleaderek. Jednak dzisiaj nadszedł czas, żeby cieszyć się życiem. A dokładnie, cieszyć się chłopakami.
„Daj spokój, nie ma się czym martwić”. Obejmuję Isabelle i mocno ją ściskam. „Mój brat i Aiden tam są”.
Isabelle zagryza wargę, a jej policzki oblewają się rumieńcem. „To mnie stresuje jeszcze bardziej. Wiesz, od jak dawna podoba mi się Aiden”.
„Fuj, obrzydliwe. Nie mów tak. On jest praktycznie jak mój brat”. Wyskakuję przed nią i łapię ją za rękę. „Chodź, będzie fajnie”. Ciągnę ją w stronę drzwi wejściowych. Kiedy wchodzimy do środka, głośny bas prawie wyrzuca mnie z powrotem. Podłogi drżą, a po moich plecach przechodzą wibracje.
Dom jest wypchany po brzegi, a moja ekscytacja rośnie z każdym uderzeniem muzyki. Moje oczy nie potrafią skupić się na jednej rzeczy. Przeskakują od chłopaków pijących piwo prosto z beczki, przez grupę grającą w beer ponga, aż po tłum zebrany wokół telewizora.
Grają w Mario Kart?
„Prawda, że jest super?” Posyłam Isabelle szeroki uśmiech. Ku mojej uldze wydaje się być bardziej zrelaksowana, bo uśmiecha się w odpowiedzi.
„Hej, Ry, Izzy! Dotarłyście!”, woła mój brat, Avery, z jakiegoś miejsca w kółku graczy. Kiedy go zauważam, podchodzi do mnie i mocno mnie przytula. Następnie wciska mi do ręki drinka. „Witamy na Florida State University, gdzie wszystko jest możliwe”.
Avery szeroko rozkłada ramiona. Jego figlarny, głupkowaty uśmiech przenosi mnie prosto do czasów dzieciństwa. Wciąż ma te same sprężyste, złote loki. Jednak w przeciwieństwie do tamtego małego chłopca, teraz ma prawie metr dziewięćdziesiąt wzrostu i szczupłą, umięśnioną sylwetkę rozgrywającego.
Isabelle parska za moimi plecami. „Wszystko. Czy to obejmuje zatrucie alkoholem?”, mruczy pod nosem.
Kiedy posyła jej żartobliwe spojrzenie, ona uśmiecha się nieśmiało i przytulają się do siebie.
„Oj, Izzy”, mówi. „Nigdy bym nie pozwolił, żeby coś takiego stało się pod moją opieką. Dziewczyny, dzisiejszej nocy nie macie się czym martwić”.
„Mocne słowa jak na zwykłego studenta drugiego roku”, droczę się z nim. „Osiągnąłeś już jakieś ze swoich wielkich ambicji?” Biorę łyka drinka i wzdrygam się, czując, jak bardzo jest mocny.
Avery cicho się śmieje. „Nie do końca. Wszystko w swoim czasie. Trener docenił moje umiejętności i gram jako rezerwowy. Ale nie sądzę, żeby widział we mnie materiał na kapitana. Jeszcze nie. Mam na to kolejny rok”. Macha ręką. „Podekscytowane tygodniem rekrutacji?”
Ugh, tydzień rekrutacji. „Tak, chyba tak”. Wzruszam ramionami i biorę kolejny haust ognistego płynu, po czym podaję kubek Isabelle.
Chociaż pomysł dołączenia do siostrzeństwa nigdy do mnie nie przemawiał, Avery powiedział, że to pomoże mojej pozycji w drużynie cheerleaderek. Większość z nich należy do Delta Phi. Więc właśnie tam Isabelle i ja obrałyśmy nasz cel.
„Tylko uważajcie na Leah Palmer”. Avery wskazuje na chudą blondynkę grającą w beer ponga. „Jest ambitna i wredna. Będziecie musiały ją do siebie przekonać, żeby mieć jakiekolwiek szanse na dołączenie do Delta Phi”.
Och, dobrze o tym wiem, myślę. Przypominam sobie te wszystkie razy, kiedy krzyczała na mnie podczas treningów przed sezonem. Teraz jednak wygląda tak miło. Ale kiedy patrzę, jak się uśmiecha i śmieje, nadal emanuje swoją zwykłą, fałszywą aurą. Zyskanie jej przychylności jest łatwiejsze w teorii niż w praktyce.
Ale dzisiejsza noc nie jest o tym. Chodzi o to, żeby wrzucić na luz, dobrze się bawić i trochę poflirtować.
„Zmieńmy temat. Gdzie jest Aiden?” Rozglądam się po pokoju, ale nigdzie go nie widzę. „Umieram z chęci, żeby go zobaczyć. I poimprezować z nim”.
„Hej! Przecież ja imprezuję”, mówi Avery.
„Pff, jasne”. Przechylam głowę. „»Przyszli prezesi bractw nie upijają się do nieprzytomności«, pamiętam, jak tak mówiłeś”. Unoszę brwi wyzywająco, a na jego twarzy pojawia się uśmiech.
„Nieważne. Chodź, Izzy”. Obejmuje ją ramieniem za ramiona. „Przedstawię cię moim braciom z bractwa, podczas gdy Ry poszuka swojego”. Pokazuje mi język, po czym odciąga ją na bok.
Po powolnym obejściu parteru domu zauważam Aidena. Podchodzi do stołu do beer ponga. Zastygam w bezruchu na widok tego, jak bardzo zmienił się od naszego ostatniego spotkania rok temu.
„Cholera”, łapię się na tym, że mówię to na głos, po czym myślę: Wow, ale wydoroślał.
Jego szersza, ale szczuplejsza i wyższa sylwetka góruje nad kobietami wokół niego. A kiedy przybija piątki z kolegami z drużyny, jego biceps się napina. To pokazuje, jak bardzo schudł. Aiden w końcu przypomina skrzydłowego, którym zawsze chciał być.
I wygląda dobrze.
Isa oszaleje, kiedy go zobaczy. Ta myśl wywołuje u mnie uśmiech. Jednak druga myśl sprawia, że moja wewnętrzna swatka skacze z radości. A on oszaleje, kiedy zobaczy ją.
W zeszłym roku Isabelle przeszła własną fizyczną przemianę. Dzięki poradnikom o makijażu i modzie, które na niej wypróbowałam przed przyjazdem tutaj, jest nie do poznania. W niczym nie przypomina Isabelle z liceum. Wygląda jak bogini seksu.
Właśnie gdy mój umysł zaczyna planować ich wspólną przyszłość, jasnoniebieskie oczy Aidena łapią moje spojrzenie.
„Ryles, jesteś tu!” Na jego twarzy pojawia się znajomy, krzywy uśmiech. Podbiega do mnie, tryskając swoją zwykłą, radosną energią. „Nie wierzę!” Podnosi mnie i kręci mną w kółko. Kiedy stawia mnie na ziemi, jego jasnobrązowe włosy opadają mu na czoło.
Te dwa łyki drinka w połączeniu z obrotem Aidena sprawiają, że kręci mi się w głowie. Łapię go za ramię, żeby złapać równowagę.
„Przepraszam, trochę się ekscytowałem”. Aiden się śmieje. „Wyglądasz świetnie, Ryles! Tak się cieszę, że też tu studiujesz. Bez ciebie było dziwnie”.
„Dzięki, Aiden”. Uśmiecham się, a potem przesadnie mierzę go wzrokiem od stóp do głów. „A ty. Minęło tyle czasu, a wciąż wyglądasz tak samo. Z wyjątkiem tego”. Podskakuję, żeby poklepać go po głowie. „I tego”. Mierzę jego ramiona dłońmi. „Oraz tego”. Ściskam mięśnie jego ramion.
Znów się śmieje i ma właśnie odpowiedzieć, kiedy z tyłu woła jakiś chłopak: „Hej, Reed, twoja kolej!”
Aiden wskazuje kciukiem na stół do beer ponga. „Zapamiętaj tę myśl i patrz, jak pokonuję tych gości”.
Właśnie to robię, a on absolutnie ich pokonuje.
Futbol na studiach naprawdę pomógł mu wyćwiczyć koordynację rąk i oczu. Trafia rzut za rzutem, wygrywając grę praktycznie w pojedynkę. Aby to uczcić, wypija piwo do dna. Następnie zgniata puszkę na boku swojej głowy.
O mój Boże, co za ziomek. Przewracam oczami i chichoczę. Zaczynam rozumieć, jak bardzo za nim tęskniłam. Potrafi być naprawdę zabawny. Minęło dużo czasu, odkąd tak dobrze się bawiłam. Przed oczami przelatują mi liczne wspomnienia, które stworzyliśmy razem z nim i Averym w dzieciństwie.
Ponieważ oboje potrzebujemy drinka, Aiden i ja idziemy do kuchni. Znajduje się ona po przeciwnej stronie domu niż głośniki. To pomieszczenie wydaje się być miejscem spotkań dla tych, którzy chcą porozmawiać. Jest tu bardzo tłoczno.
Aiden przeciska się do lodówki. Łapie dwie puszki i wpatruje się w dwie dziewczyny stojące przy wyspie kuchennej, aż te się przesuwają. „W porządku”, mówi. Wręcza mi piwo i opiera się o blat. „Na czym skończyliśmy? Ach, racja, zmiany. Co tam u ciebie nowego?”
„Cóż, niewiele. Skończyłam szkołę, letnie treningi cheerleaderek, no i nowy semestr tutaj”. Wzruszam ramionami i biorę łyka, chociaż wciąż nie jestem fanką piwa. „Bardziej interesuje mnie, jak wygląda życie na uczelni”. Rozglądam się po pokoju. „Wydaje się fajne”.
Aiden się śmieje. „Nie jest tak ekscytująco, jak myślisz. Nie każda noc będzie tak wyglądać, Ryles. W końcu to wciąż uczelnia. To nie może być jedna wielka impreza”.
Przewracam oczami i otwieram usta, żeby powiedzieć: „Dobra, tato”, ale w holu wybucha głośny okrzyk radości.
Wszyscy ludzie przed kuchnią patrzą w stronę drzwi wejściowych. Wydają się podekscytowani tym, kto właśnie wszedł. Chwilę później w moim polu widzenia pojawia się grupa chłopaków. Mają na sobie koszulki futbolowe. Przybijają piątki i przytulają każdego, kogo zobaczą.
Facet znajdujący się najbliżej mnie jest wysoki, dobrze zbudowany i ma krótkie, kruczoczarne włosy. Odwraca się w stronę kuchni. Kiedy widzę jego twarz z przodu, czas zwalnia.
Moje oczy najpierw padają na jego olśniewająco biały uśmiech. Potem na jego idealnie równe, gęste brwi. A na koniec na jego uderzające orzechowe oczy, które podkreślają długie, ciemne rzęsy.
Kim on jest?













































