
Potomek 4: Sebastian
Autorzy
Lektury
947K
Rozdziały
44
Rozdział 1
SEBASTIAN
Czuję jej zapach, zanim w ogóle wejdę do księgarni. Przyspieszam kroku, niemal rzucając się do biegu. Całe życie spędziłem w granicach królewskich ziem, ukryty przed społeczeństwem i czającymi się niebezpieczeństwami, które zawsze łakną choćby spojrzenia na mnie – ostatniego Potomka.
Nie potrafię tego ukryć. Nie potrafię stłumić mocy, która pulsuje pod moją skórą. Wszyscy wiedzieli, że urodzę się jako najpotężniejszy król i Potomek w naszym nadprzyrodzonym świecie. Nie wiedzieli tylko, do jakich ostateczności będą musieli się posunąć, by chronić mnie przed tymi, którzy od dnia moich narodzin pragną mnie unicestwić.
Moja matka również jest Potomkiem. Ma dar przewidywania przyszłości, ale nigdy nie dzieli się swoimi wizjami. Nie bez powodu wysłała mnie do mojej najlepszej przyjaciółki i kuzynki, Scarlett, do zamku króla Alarica. Rozumiem potrzebę ochrony, ale mama nie jest jedyną osobą obdarzoną zdolnościami. Może nie widzę nieskończonej przyszłości, ale mam smykałkę do wyczuwania, co dzieje się we wnętrzu innych ludzi. Nazywaj to moim szóstym zmysłem, moim trzecim okiem. A Scarlett nie jest jedynym powodem, dla którego tu jestem.
Alaric to przeznaczony Scarlett. Oddałby za nią życie i niemal to zrobił. Są nierozłączni, a teraz spodziewają się pierwszego dziecka – wampira. To dzięki niemu poznałem smak wolności. Zawdzięczam temu wampirowi więcej, niż kiedykolwiek zdołam spłacić. Nie przypomina Xaviera i jest wszystkim, czego Scarlett potrzebuje. Dał mi możliwość niezauważalnego poruszania się, ukrywając moje moce i tożsamość. Owszem, za pomocą ohydnego, brązowego płaszcza przesiąkniętego magią, ale kim jestem, by narzekać?
Dech więźnie mi w piersi. Czuję, że moje oczy zaczynają świecić. Nie mogę tak do niej podejść. Nie potrafię nawet normalnie oddychać. Zmuszenie instynktu do uległości wymaga ode mnie całej siły, ale zapanowanie nad sercem to zupełnie inna sprawa. Cholernie mocno tłucze mi się w klatce piersiowej i przysięgam, że jeśli zaraz się nie ogarnę, to po prostu wybuchnie.
„W czymś pomóc? Wyglądasz, jakbyś musiał usiąść, zanim zemdlejesz”.
Chichocze. Bogini, ona chichocze. Ten dźwięk trafia prosto tam, gdzie najmniej tego potrzebuję. Całe szczęście, że mam na sobie ten płaszcz.
„Umm... tak, jasne. Posiedzenie brzmi teraz jak dobry pomysł”.
Odwraca się, żeby poprowadzić mnie do stolika, a jej długie włosy falują na wietrze. Szlag by to, Sebastian, wstrzymaj oddech. Po prostu wstrzymaj ten cholerny oddech. Chrzanić to. Biorę głęboki oddech, a moje oczy stają się elektryzująco niebieskie – to kolor, jaki przybierają, gdy budzi się moja moc.
Pachnie liliami i jaśminem. Jeśli zaraz nie usiądę, zrobię z siebie idiotę i prawdopodobnie przy okazji ją przerażę. Kto, u licha, podnieca się samym zapachem?
Jestem jednocześnie nieszczęśliwy i wniebowzięty. Teraz rozumiem te wszystkie zimne prysznice, na które narzekał Alaric, zanim on i Scarlett się połączyli. Z chęcią wziąłbym teraz jeden i z pewnością bym nie narzekał. Rozpaczliwie go potrzebuję.
„Przynieść ci coś?”
„Zimny prysznic”.
„Słucham?”
„Wodę... zimną wodę, dużo lodu”.
Znów chichocze, a ja jęczę.
„Jasne. Przysięgałabym, że powiedziałeś: zimny prysznic. Musiało mi się przesłyszeć”.
Patrzę, jak odchodzi. Bogini, jaka ona jest piękna. Najpiękniejsza dziewczyna, jaką w życiu widziałem. Jej długie, białe włosy spływają do połowy pleców i kręcą się na końcach. Podskakują w rytm jej kroków, przyciągając mój wzrok do jej tyłka.
Szlag, to wcale nie poprawia mojej sytuacji. Muszę odwrócić wzrok, zanim przyłapie mnie na gapieniu się. Jej skóra jest nieskazitelna, niczym kremowa satyna. Ale jej oczy to najlepsza część. Mają jasny, akwamarynowy kolor, który kompletnie mnie zaskoczył. Nigdy wcześniej nie widziałem oczu w takim odcieniu. Są w kolorze najpiękniejszych oceanów, jakie widziałem na zdjęciach. Pewnego dnia zobaczę je na żywo.
„Proszę bardzo, przystojniaku. Woda z dużą ilością lodu”.
„Sebastian”.
„Słucham?”
„Mam na imię Sebastian”.
„Och. Miło cię poznać, Sebastianie. Jestem Rhea”.
Przychodzę tu prawie codziennie, żeby sprawdzić, czy ona tu jest. W niektóre dni jej nie ma, a w inne po prostu siedzimy i rozmawiamy między jednym klientem a drugim. Próbuję zorientować się, czy ona cokolwiek czuje. Zaskakuje mnie to, że ja coś czuję.
Nie obudziłem jeszcze swojego wilka. Bycie Potomkiem sprawia, że mój wilk ukrywa się głęboko, dopóki nie znajdę swojej przeznaczonej. Mama mówiła, że czuła zapach taty i mrowienie między nimi, ale więź przeznaczenia nie pojawiła się, dopóki nie przebudził się jej wilk. Ja jednak wiedziałem, kim ona jest, w chwili, gdy tylko poczułem zapach lilii i jaśminu.
„Jesteś tu dla mnie, czy tylko dla książek?”
Spoglądam na nią, uśmiechając się szeroko.
„Szczerze mówiąc, nie przepadam za czytaniem”.
„To dobrze, bo inaczej to byłoby trochę dziwne”.
Wyciąga rękę, wyjmując książkę z moich dłoni. Zdążyłem już zapomnieć, że w ogóle ją wziąłem z zamiarem odłożenia na półkę, zanim ona podeszła i usiadła.
„Naturalny poród, krok po kroku?”
„Och, szlag. Wziąłem nie tę co trzeba”.
Jej śmiech dźwięczy głośno – uwielbiam ten dźwięk.
„Tak też myślałam, kiedy z hukiem ją zatrzasnąłeś i zrobiłeś się blady. Więc, Sebastianie, gdzie się zatrzymałeś?”
„Na razie u mojej najlepszej przyjaciółki i kuzynki. Jest w ciąży i ostatnio nie spędzaliśmy razem zbyt wiele czasu. Ale w końcu będę musiał wrócić do domu”.
„To miłe, że jesteś tak blisko z rodziną”.
„A co z tobą?”
Spuszcza wzrok, a jej palce nerwowo skręcają materiał spódnicy. Spódnica unosi się do połowy uda, a ona nawet tego nie zauważa. To, co rzuca mi się w oczy, to nie jej gładka skóra, ale świeży siniak wystający spod materiału. Siniak tak duży, że swymi czarno-niebieskimi barwami pokrywa górną część jej uda.
„Rhea, kto ci to zrobił?”
Podnosi wzrok, zaskoczona, a jej akwamarynowe oczy szeroko się otwierają. Uświadamiając sobie, co właśnie odsłoniła, szybko obciąga spódnicę. Wyciąga dłoń, dotykając mojej ręki, po czym cofa ją równie szybko.
„Och, przepraszam. Nie chciałem cię wystraszyć”.
Nie potrafię powstrzymać uśmiechu. Ona to czuje. Czuje tę iskrę między nami.
„Możesz mnie straszyć w każdej chwili”.
Wstaje, odwracając wzrok z lekkim uśmiechem. Widzę, że jej policzki przybrały różowy odcień.
„Potrzebujesz czegoś jeszcze? Muszę obsłużyć innych klientów”.
„Wszystko w porządku... na razie”.
Mam do zrobienia dwie rzeczy. Najważniejsze to dowiedzieć się, kto skrzywdził moją przeznaczoną, i kazać mu za to zapłacić. Sprawić, by poczuł ten sam ból, co ona. Nikt nie dotyka mojej przeznaczonej i nikt jej nie rani bez konieczności zmierzenia się ze mną.
Druga rzecz to rozmowa z moim ojcem, królem alfą. Unikałem tego zbyt długo. Potrzebuję jego mądrości, jego rad. Jest dobrym człowiekiem. Silnym mężczyzną, który żelazną ręką rządzi wszystkimi wilkami, a one i tak go kochają. Podążają za nim bez słowa sprzeciwu. Dobrze mnie wychował, ale nie wiem, jak zareaguje, gdy powiem mu, że znalazłem swoją przeznaczoną.
I że jest człowiekiem.













































