Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Dom na farmie

Dom na farmie

Autorzy
Kylie Wynter
Lektury
1,1M
Rozdziały
40
Autorzy
Kylie Wynter
Lektury
1,1M
Rozdziały
40
💕Romantyczne🏡Codzienność💪🏻Obrońca🎭Dramatyczne🏙️Współczesne🤠Kowboje

Kiedy Wren podejmuje pracę na rozległej farmie w Montanie, odkrywa, że jej ponury szef, Lance Teller, skrywa sekretną pasję pod szorstką kowbojską powierzchownością. Wkrótce nieśmiała Wren zostaje wciągnięta w jego świat BDSM, gdzie surowe pożądanie spotyka się z nieodpartym poddaniem. Za dnia łapią cielęta na otwartym pastwisku; nocą Lance wiąże ją tym samym lassem, wplatając zaufanie i namiętność w każdy węzeł. Jednak Wren wkrótce przekona się, że nie tylko oni mają tajemnice na tej farmie...

Rozdział 1.

WREN

Rozglądam się dookoła, wysiadając z mojego starego Chevroleta. Przede mną rozpościera się ogromna Farma i Ranczo Rodziny Tellerów.
Próbuję ogarnąć wzrokiem wszystkie zwierzęta, maszyny rolnicze i ludzi krzątających się po zielonych polach.
To trochę onieśmiela, ale ma sens. Nazwa Teller widniała na wszystkim w małym miasteczku w Montanie, przez które właśnie przejechałam.
Słyszałam też, że dobrze płacą pracownikom sezonowym.
Mój pies, Puck, zeskakuje z ciężarówki na żwir obok mnie. Zamykam skrzypiące drzwi i opieram się o ciepły przód, zastanawiając się, gdzie iść i z kim najpierw porozmawiać.
– Mogę w czymś pomóc? – słyszę za sobą.
Odwracam się i widzę młodego chłopca z piegami i blond włosami. Wygląda na jakieś 12-13 lat.
– Może. Słyszałam, że potrzebujecie rąk do pracy na lato?
Uśmiecha się.
– Tak, możesz pogadać z moją mamą albo tatą. – Spogląda na Pucka. – Hej, mogę pogłaskać twojego psa?
– Jasne. – Patrzę na mojego border collie. – Idź się przywitać, Puck.
Puck zdaje się rozumieć, jak zawsze. Macha ogonem i podchodzi do chłopca, który klęka, by objąć Pucka i pogłaskać go po pysku.
– Fajny pies. Puck, tak?
– Tak, i jest naprawdę grzeczny – mówię. – Chyba cię polubił.
– Jest super! W każdym razie, mama jest w domu. Chodź za mną.
Chłopiec prowadzi mnie do dużego białego domu, przed którym zaparkowałam.
Jest równie duży i zadbany jak farma przed nim. Wygląda na stary, ale jest ogromny i bardzo dobrze utrzymany.
Na ganku odwracam się do Pucka.
– Leżeć – mówię. Puck natychmiast kładzie się. – Czekaj tu, aż wrócę.
Puck kładzie głowę między łapami i macha ogonem na znak, że rozumie.
– Wow, dobrze słucha, co? Jestem Jeremy, a ty?
– Wren – mówię, uśmiechając się do Jeremy'ego. Nie spędzam dużo czasu z dziećmi i zawsze bawi mnie ich szczerość.
– Miło cię poznać. Mam nadzieję, że dostaniesz tu robotę, żebym mógł więcej bawić się z Puckiem.
Śmieję się. Dzieci zawsze mówią, co myślą.
– On by to lubił.
– Naprawdę?!
Wchodzimy do domu, który jest bardzo przestronny, z wysokimi sufitami z czarnymi drewnianymi belkami i drewnianymi ścianami. Szerokie drewniane podłogi prowadzą do dużego salonu po jednej stronie i ogromnej kuchni po drugiej.
Wchodząc do kuchni, nie mogę się powstrzymać od gapienia. Wygląda jak z magazynu o francuskich kuchniach wiejskich.
Ma piękne białe szafki, duży zlew i wielką kuchnię gazową w starym stylu. Stary żyrandol oświetla pomieszczenie.
– Hej, mamo, mamy kolejną osobę szukającą pracy! – krzyczy Jeremy.
Kobieta wychodzi z bocznych drzwi, których wcześniej nie zauważyłam. Byłam zbyt zajęta podziwianiem reszty domu.
– Cześć, jestem Meredith. – Kobieta podchodzi z wyciągniętą ręką. Jest starsza i bardzo ładna.
Jej siwe włosy są splecione w prosty warkocz, a rękawy flanelowej koszuli podwinięte, odsłaniając dłonie ze starymi pierścionkami i brudnymi paznokciami.
Ma jasne niebieskie oczy i emanuje gracją. Rzadko podziwiam ludzi, ale ona jest wyjątkowa.
Ściskam jej dłoń i zauważam, że ma silny uścisk.
– Wren, miło panią poznać. Ktoś w warsztacie samochodowym powiedział, że szukacie pracowników na lato. Mam nadzieję, że to wciąż aktualne.
Puszcza moją dłoń i wzdycha.
– Cóż, wszystkie początkujące stanowiska są już zajęte. Czy kiedykolwiek pracowałaś na farmie? – pyta, podchodząc do kuchenki i stawiając na niej miedziany garnek.
Przekręca pokrętło i po kilku kliknięciach palnik zapala się niskim, niebieskim płomieniem.
– Tak, proszę pani – odpowiadam.
– Jakieś specjalne umiejętności? Trening koni? Pszczelarstwo? – pyta szybko.
– Nie, przepraszam – mówię niezręcznie. – Ale dziękuję za poświęcony czas.
– Zaczekaj – mówi.
Odwracam się z powrotem do niej.
– Usiądź, proszę.
Normalnie powiedziałabym, że nie chcę jej przeszkadzać, ale ona wygląda na kobietę, która oczekuje, że zrobisz to, co mówi.
– Skąd jesteś?
To pytanie zawsze wprawia mnie w zakłopotanie. Moja przeszłość jest... skomplikowana. Zbyt skomplikowana, by opowiadać o niej potencjalnemu pracodawcy.
– Szczerze mówiąc, z różnych miejsc. Byłam dzieckiem wojskowych, a przez ostatni rok podróżowałam po kraju, znajdując pracę gdzie się dało. Lubię pracować na świeżym powietrzu – mówię.
Meredith nalewa dwie filiżanki herbaty i podaje mi jedną, przyglądając mi się.
– Co cię sprowadziło do Bryxton?
Dmucham na herbatę, dając sobie czas do namysłu.
– Wyjechałam z Kalifornii kilka tygodni temu. Przez kilka tygodni sprzątałam po pożarach lasów.
Kiwa głową, rozważając to. Widzę, że jest pod wrażeniem. Brzmi to bardziej... heroicznie niż było w rzeczywistości.
– Co robiłaś w warsztacie samochodowym?
– Kupowałam pasek rozrządu do mojej ciężarówki. Zauważyłam, że mój się zużywa – mówię.
Meredith zastanawia się przez chwilę, przyglądając mi się.
– Znasz się na maszynach? – pyta.
Unoszę brwi.
– Tak, trochę – to wszystko, co mówię. Pracowałam przy kilku ciężarówkach w obozie strażackim, ale zawsze z innymi.
– Mój syn zwykle zatrudnia własnego mechanika na lato, ale właśnie wrócił po, um, trudnym rozstaniu. Więc myślę, że to będzie dobra praca na początek dla ciebie.
– Naprawdę?! – pytam, nie kryjąc radości.
– Tak, ale zanim się za bardzo podekscytujesz, wiedz, że Lance Teller nie jest... najbardziej przyjazną osobą. Będziesz miała trudne zadanie – mówi z lekkim uśmiechem.
– Miałam wielu trudnych szefów – mówię, mając to na myśli. Biorę łyk herbaty. Wciąż jest za gorąca, ale nie daję tego po sobie poznać.
– Gdzie planujesz się zatrzymać, Wren?
– Mam sprzęt kempingowy. To łatwiejsze, bo mam psa. Czy jest w pobliżu jakiś kemping?
Pije herbatę i kręci głową.
– To byłby długi dojazd każdego dnia. Mamy barak, ale jest bardzo pełny. Jest małe mieszkanie w stodole. Możesz je wynająć za 250 dolarów miesięcznie.
– Nie jest luksusowe, ale lepsze niż codzienne pokonywanie pięćdziesięciu mil – proponuje.
– Nie chcę sprawiać kłopotów – mówię.
– Nie bądź głupia. Ktoś wynajmuje je każdego lata, ale większość ludzi zostaje w hostelach w mieście. Czy twój pies jest dobrze wychowany? – pyta.
– Tak. Wiem, że wielu właścicieli psów tak mówi, ale on naprawdę bardzo dobrze słucha. Kiedyś zaganiał zwierzęta, więc jest przyzwyczajony do takiego miejsca - i nie może mieć szczeniąt.
Uśmiecha się do mnie, co z jakiegoś powodu sprawia, że czuję się szczęśliwa.
– Brzmi świetnie. W takim razie nie widzę żadnych problemów. Witaj na farmie, kochana. – Znowu wyciąga rękę.
Ściskam ją i odwzajemniam uśmiech.
– Dziękuję bardzo, pani Teller – mówię.
– Proszę, mów mi Meredith.
Rozmawiamy z Meredith jeszcze przez kilka minut, zanim dzwoni jej telefon.
– Naprawdę muszę odebrać, kochana. Możesz poczekać chwilę? Niedługo zaprowadzę cię do mieszkania, żeby ci je pokazać.
Macham ręką.
– Nie ma problemu, będę na ganku.
Gdy zamykam za sobą drzwi, znajduję Jeremy'ego siedzącego z Puckiem dokładnie tam, gdzie go zostawiłam.
– Cześć, Wren. Właśnie dotrzymywałem Puckowi towarzystwa.
– Dzięki, Jeremy, jestem pewna, że mu się to podobało.
– Dostałaś pracę?
– Wygląda na to, że tak. Będę też mieszkać w stodole – mówię.
– O, super! Będę mógł bawić się z Puckiem cały czas!
Śmieję się.
– Zgadza się!
Nagle Puck szczeka. Tylko raz, ale daje mi znać, że ktoś nadchodzi. Patrzę w późnopopołudniowe słońce i staram się nie otworzyć ust ze zdziwienia.
Bardzo przystojny mężczyzna idzie w stronę ganku. Od kowbojskiego kapelusza po buty wygląda jak z seksownego kalendarza dla mężczyzn.
Flanelowa koszula zwisa z jego szerokich ramion, a biała koszulka jest pokryta kurzem i potem. Jest na tyle obcisła, że widać jego duże mięśnie na klatce piersiowej i ramionach.
Idzie lekko kulejąc. Jasne włosy pokrywają dolną część jego twarzy, a oczy ma w kolorze oceanu.
Nawet gniewny wyraz jego twarzy jest ekscytujący.
– Czyj to pies?
Moje brwi marszczą się, ale Jeremy odpowiada, zanim zdążę to zrobić.
– Wren. – Wskazuje na mnie. – Ale to dobry pies, Lance, nie musisz się o niego martwić.
O nie, to jest Lance? Mój nowy szef?
– A kim jest Wren? – Lance kieruje swoje gniewne spojrzenie na mnie, mówiąc o mnie, jakby mnie tu nie było. Teraz jestem bardzo zirytowana, oprócz tego, że jestem pod wrażeniem tego pięknego mężczyzny.
– To ja. Meredith właśnie mnie zatrudniła – mówię, życząc sobie, żebym brzmiała pewniej.
Lance wchodzi na ganek i podchodzi blisko mnie. Jest wyższy ode mnie o jakieś 12 centymetrów.
Jego silny zapach dezodorantu i potu wypełnia moje nozdrza, a jego niebieskie oczy wpatrują się we mnie. Nagle czuję się bardzo odsłonięta.
– To ja zajmuję się zatrudnianiem, i nie mam miejsca na farmie dla psa, którego nie znam i któremu nie ufam – mówi.
Widzę, że próbuje mnie zastraszyć, i szczerze mówiąc, to działa. Mrużę oczy i prostuję się.
– Słuchaj, rozumiem, że chcesz chronić swoje rzeczy, ale zasługuję na szansę jak każdy inny. Naprawdę myślisz, że zatrudniłaby mnie, gdybym nie była godna zaufania? – Przechylam głowę na bok, pytająco.
Patrzy na mnie jeszcze bardziej gniewnie.
– Co tu się dzieje? Lance?!
Drzwi trzaskają, gdy Meredith wychodzi na ganek i odpycha Lance'a o krok, dając mi trochę przestrzeni. Wypuszczam powietrze, o którym nie wiedziałam, że je wstrzymuję.
– Zatrudniłaś kogoś bez rozmowy ze mną? Kogoś z psem?
Meredith unosi brwi i krzyżuje ramiona na piersi.
– Owszem, zrobiłam to. Wciąż jestem właścicielką, Lance, i szczerze mówiąc, nie możesz robić wszystkiego sam. Ona ma doświadczenie i wynajmie też małe mieszkanie. Więc po prostu – pogódź – się – z – tym.
Między każdym z ostatnich słów dźga Lance'a w jego szeroką pierś.
– Mamo, nawet nie znasz tego psa, ani tej kobiety! Mamy zwierzęta hodowlane, nie możemy ryzykować.
– To się nazywa instynkt, synu. Tylko dlatego, że twój raz czy dwa cię zawiódł, nie znaczy, że nie powinieneś go słuchać – odpowiada. Widzę, jak szczęka Lance'a się zaciska.
Meredith, cokolwiek ma na myśli, właśnie rozgniewała Lance'a.
Lance spogląda na mnie.
– Dobra. Ale jeśli będzie choć jeden błąd, oboje stąd wylecicie.
Lance odwraca się i schodzi z ganku w kierunku domku gościnnego. Meredith przewraca oczami i zwraca się do mnie.
– No cóż, chodźmy zobaczyć twój nowy dom!

Odkryj Galateę

Litość DiabłaCień i BlaskZabójcze róże 1Wilki z Wildwood Tom 1: Kusząc mojego AlfęPrzygoda na jedną noc

Najnowsze publikacje

Nasza miłość jest jak rzucanie po omackuWrzące żądzeNa cienkim lodzieŁotry z Blackwood 3: BeauPrzekroczyć granicę

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Kidnapped by my Mate

by LamiaNoctalis

liczba książek: 9

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Hot

by goshka

liczba książek: 100

Aktualne

by Magdalena gajewska

liczba książek: 277

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Fajne, ale na raz

by Panna Anna

liczba książek: 28

Magdalena

by Sloneczko97

liczba książek: 68

2LidosFavoritos❤️

by Carla_DragonFruit

liczba książek: 20

Chętnie wrócę

by Panna Anna

liczba książek: 54

My Library

liczba książek: 4

Kidnapped by My Mate

by classy_broccolini_852

liczba książek: 5

Kidnapped By My Mate

by LouiseC93

liczba książek: 5

Annie Whipple

by Kricketlyn

liczba książek: 5

Kidnapped By My Mate

by Devilzpanda

liczba książek: 5

Kidnapped By My Mate

by RoyalQuestion

liczba książek: 5