
Pstryk Księga 2
Autorzy
Lektury
79,6K
Rozdziały
45
Prolog
Księga 2: Stitch
COURTNEY
Del Mar nie było moim pierwszym wyborem, ale nie powiem, żebym nie cieszyła się, że tu jestem.
Przystojniak siedzący niebezpiecznie blisko mnie przy barze ocenia mnie wzrokiem, wywołując falę przyjemnych dreszczy w klatce piersiowej. „Mogę postawić ci drinka?” pyta.
Layla chichocze i po posłaniu mi bardzo wymownego mrugnięcia ucieka pogadać ze znajomymi, których zauważyła po drugiej stronie sali. Skoro mam jej pozwolenie…
„Tak, poproszę! Wódkę z żurawiną?”
„Już się robi.”
Prostuje się na stołku, żeby zwrócić uwagę barmana, i podaje mu błyszczącą czarną kartę, dając mi idealny widok na jego luksusowy zegarek.
Jestem prawie pewna, że ten elegancki jak cholera facet nosi zegarek Michael Kors, co nie jest wielką sprawą, biorąc pod uwagę, że jesteśmy dorośli, ale trochę chcę go przelecieć — z zegarkiem, oczywiście.
Jest po prostu coś w mężczyznach w markowych ciuchach, co mnie nakręca.
Minęło trochę czasu.
„Podoba mi się twój zegarek” wyrzucam z siebie, gdy barman podaje mi coś, co mam nadzieję jest pierwszym z wielu drinków.
Ku mojemu zaskoczeniu, wzdycha na ten komplement. „Dziękuję” mówi w końcu.
Jeśli go nie chce, chętnie oddam go mojemu bratu Brady'emu na Boże Narodzenie. „Nie podoba ci się?” pytam.
„Nie, podoba. Moja dziewczyna — przepraszam, była dziewczyna — mi go dała i nie mogę się zmusić, żeby go zdjąć.”
Ojej.
„Och, przykro mi.”
Pewnie powinnam mu powiedzieć, żeby mi go oddał i ruszył dalej, ale wątpię, żeby docenił moją radę. Posyłam mu niezręczny uśmiech i zaczynam zsuwać się ze stołka barowego. Czas znaleźć Laylę.
To był długi tydzień i nie chcę być terapeutką tego faceta, jakkolwiek atrakcyjny by nie był.
„Jestem Jake” mówi, wyciągając rękę.
No dobra, niech będzie. „Courtney” odpowiadam.
„Cóż, Courtney, chyba nigdy nie widziałem, żeby ktoś pił wódkę z żurawiną tak szybko jak ty. Chcesz jeszcze jedną?”
Uśmiecham się z satysfakcją, stawiając pustą szklankę na ladzie. „To wyćwiczona umiejętność. I tak, poproszę.”
Mogę pograć w terapeutkę za darmowe drinki.
Po kolejnej wódce z żurawiną nie mam nic przeciwko byciu terapeutką — w końcu uwielbiam dramaty, a pijana ja jest super miła — ale na szczęście Jake wypił wystarczająco dużo whiskey, żeby jej już nie potrzebować.
„Jesteś piękna” mówi cicho.
Czuję, jak policzki mi płoną. „Dziękuję. Sam też jesteś bardzo przystojny.”
Mówię serio. Jake jest gorący.
Jego ciemnobrązowe włosy są zaczesane do tyłu, ale nie w ten przesadnie wyżelowany sposób, a jego rzęsy są jednym słowem — wspaniałe. Gdyby kiedykolwiek powstał męski tusz do rzęs, ten facet mógłby go reklamować.
Pochyla się do przodu, a szczerze mówiąc, nie całowałam się z nikim od co najmniej miesiąca, więc pozwalam mu się pocałować. Cholera, ale dobrze całuje. Jego dłoń obejmuje moją twarz, a nasze usta poruszają się zachłannie w idealnej synchronii. Wow.
Mogłabym to robić całą noc, choć chyba wolałabym skończyć to w moim łóżku. Z Jakiem. Totalnie mogę być pocieszycielką po rozstaniu. To zazwyczaj oznacza, że nie muszę już gadać z facetem, co jest idealne.
Nie jestem fanką związków, ale jestem fanką seksu.
W pobliżu rozbija się szkło, ale jestem zbyt pochłonięta naszym pocałunkiem, żeby zobaczyć, co się stało. A to naprawdę coś mówi, bo jestem cholernie wścibska.
Wtedy krople lodowatej wody pryskają mi na twarz, a Jake wydaje z siebie dziwny okrzyk-jęk, wzdryga się, gdy dźwięk opuszcza jego lekko opuchnięte wargi. Jego drgająca ręka uderza w szklankę, która z hukiem spada na podłogę.
„R-Rae?” jąka się.
Drobna, oszałamiająca brunetka z lśniącymi, długimi włosami i najdoskonalszym smoky eye stoi przed nami, gapiąc się z niedowierzaniem na Jake'a, jej błyszczące usta rozchylone w szoku.
Fizycznie czuję fale czystego bólu promieniujące z całej jej istoty.
O. Mój. Boże. Mdłości zaczynają się kłębić w moim żołądku. Czy ten dupek kłamał o rozstaniu ze swoją dziewczyną?
Kobieta — Rae, jak sądzę — pochyla się i łapie kolejną kostkę lodu.
„To, eee… Kochanie, to nie jest to, na co wygląda. Proszę, pozwól mi wyjaśnić.”
Unosi brwi, czekając.
Ja również wymagam wyjaśnień.
Może powinnam poczekać, aż odpowie na pytanie Rae, ale jestem wkurwiona. „Masz dziewczynę?” wykrzykuję.
„Ja, eee…” Jake urywa, bawiąc się nerwowo rękawem od J.Crew.
„Tak, ma” warczy Rae, krzyżując ręce na jedwabnym czarnym topie.
Pierdolę tego faceta.
Wylewam nieetyczną wódkę z żurawiną na jego wcześniej atrakcyjną — a teraz odrażającą i lepką — głowę, uśmiechając się z satysfakcją.
Szklanka wyślizguje mi się z palców, a jej odłamki dołączają do resztek drinka Jake'a na podłodze. Kurwa. Jeśli Del Mar stosuje zasadę „zbijesz, płacisz”, mam nadzieję, że Jake będzie musiał zapłacić. To jego wina.
„Rae, proszę. Pozwól mi wyjaśnić” błaga Jake swoją teraz szlochającą dziewczynę.
Patrzy na niego z gniewem, ocierając łzy. „Wyjaśniaj.”
„Przysięgam, ja nie…„
Zanim zdąży powiedzieć cokolwiek więcej, wściekła blondynka w obcisłej sukience podchodzi szybkim krokiem i wali Jake'a pięścią w głowę.
Szczęka mi opada. Nie mówię, że na to nie zasłużył, ale o matko.
„Chcę spotykać się z innymi ludźmi” mamrocze Jake, akurat na tyle głośno, żebyśmy z Rae usłyszały. Nawet nie przeprasza swojej dziewczyny. Nie.
Ten dupek po prostu odchodzi, podczas gdy ochroniarze wyciągają Rae i wrzeszczącą blondynkę na zewnątrz.
„Layla!” wołam.
Podchodzi szybkim krokiem. „Co jest?”
„Musimy iść. Muszę przeprosić” mówię tak szybko, jak pozwalają mi na to pijane struny głosowe. Muszę przeprosić Rae, zanim jej szalona koleżanka walnie mnie w głowę.
Layla rusza za mną, potykając się, nie zadając żadnych pytań. Właśnie dlatego jest moją najlepszą przyjaciółką.
Drżę w chłodnym nocnym powietrzu, ale teraz nie czas żałować, że nie wzięłam kurtki. Teraz czas na przeprosiny.
„Co jest z tobą, kurwa, nie tak?” wrzeszczy blondynka, trzymając swoją szlochającą przyjaciółkę.
Rae podnosi głowę i kręci nią na boki, prawdopodobnie szukając swojego chłopaka.
Nie. Poprawka. Byłego chłopaka. I to wszystko moja wina.
Alkohol, zimno i poczucie winy łączą siły i sprowadzają łzy do moich oczu i szloch na moje usta.
Zanim zdążę się powstrzymać, rzucam się do przodu, ignorując strach przed tą szaloną osobą, i przytulam biedną Rae, mówiąc jej, że przepraszam.
„To nie twoja wina” mówi pocieszająco, klepając mnie po plecach.
Właśnie zniszczyłam związek tej kobiety, a ona mnie pociesza. Muszę się natychmiast ogarnąć.
„Jestem Courtney.” Wyciągam rękę. „Pozwól mi to odkupić.”
Rae mruga, zdezorientowana, więc interweniuje jej koleżanka, warcząc: „No. Jesteś nam winna.”
Nam?
Layla daje nam chusteczki do demakijażu — niech będzie błogosławiona jej przezorna duszyczka — i ruszamy w stronę Smash, mojego ulubionego klubu w Salt Lake City.
Atmosfera jest tam dziesięć razy lepsza niż w Del Mar. Co ważniejsze, Jake poszedł w przeciwnym kierunku.
Pierdolę Jake'a.
Rae zasługuje na dużo lepszego. Niestety, nie mam żadnych kandydatów, z którymi mogłabym ją umówić, ale mam kartę kredytową.
„Pozwól mi postawić ci drinka” proponuję.
Uśmiecha się. Jej usta wciąż drżą, ale wygląda na trochę szczęśliwszą. Wódka z żurawiną często ma taki efekt, nawet zanim zostanie podana. „Pieprzyć to” oznajmia.
Barmanka podaje nam zamówienia i nasze oczy się spotykają. Ciche porozumienie przechodzi między nami. Siła kobiet. Pierdolić facetów — i nie w ten przyjemny sposób.
Kiwamy głowami w tym samym momencie i opróżniamy nasze drinki. W kilku łykach znikają.
Rae odkłada kubek na bok, uśmiechając się ironicznie.
„Postawię ci jednego” mówi. Zanim zdążę nalegać, że to ja stawiam następną kolejkę, jest już przy barze, wyciąga gotówkę z portfela, a potem wraca, podając mi kolejny plastikowy kubek.
Nie najekologiczniejsze naczynie do picia, ale Del Mar powinno pewnie zainwestować w jakieś. Biedna dusza, która musi posprzątać nasze potłuczone szklanki, na pewno by się zgodziła.
Rae i ja znowu spotykamy się wzrokiem i opróżniamy drugie drinki.
Chichrając się histerycznie, idziemy — dobra, potykamy się — w stronę baru po więcej wódki z żurawiną. „Całowałam się z jej chłopakiem, ale teraz jesteśmy przyjaciółkami” mówię barmance.
Uśmiecha się i pyta, czy chcemy otworzyć rachunek.
„Tak” odpowiadamy z Rae jednocześnie.
Właśnie kiedy myślisz, że energia kobiecej solidarności nie może być silniejsza, z głośników dudni Rihanna. Po raz trzeci tego wieczoru nasze oczy się spotykają. „Tańczmy!” krzyczę.
Rae przygryza wargę.
„Tak, ale bez chłopaków.”
„Pierdolić chłopaków” zgadzam się.
Podnosimy drinki nad głowy i kołyszemy się, mniej więcej w rytm Riri, posyłając mordercze spojrzenia każdemu facetowi, który się zbliża, a jest ich mnóstwo. Rae jest gorąca, więc to rozumiem, ale wow. Tylu. Facetów.
Gość we flanelowej koszuli, który równie dobrze mógłby być drwalem, podchodzi do nas zdecydowanie zbyt pewny siebie. „Spadaj” wrzeszczy Rae, podczas gdy ja oznajmiam „Nie jestem zainteresowana!” odrobinę za głośno.
Robimy to samo jeszcze trzy razy, za każdym razem innemu facetowi.
Wtedy słyszę znajomy głos.
„Hej, dziewczyny.”
Czemu Logan jest w Smash?
Rae zaciska usta. „Nie, dziękuję. Żadnych mężczyzn” mówi grzecznie.
„Hej, Court!”
Podnoszę głowę z ramienia Rae. „Logan?”
Uśmiecha się szeroko. „No jasne.”
Wymieniamy uścisk i uznaję, że powinnam przedstawić moją nową przyjaciółkę, mimo że słusznie jest wściekła na jego płeć. Zasady grzeczności i w ogóle. Poza tym Logan jest miły. Nie sądzę, żeby go nie lubiła w jakichkolwiek innych okolicznościach.
„To jest Rae. Nienawidzi mężczyzn” mówię mu.
Logan unosi brwi. „Wszystkich?”
„Co do jednego” odpowiada Rae. Dopija wódkę z żurawiną i wzdycha.
„Jedyny facet dla mnie to Tito.”
Brwi Logana marszczą się i dostrzegam niesforny włos sterczący w stronę jego czoła. Będę musiała mu to wypominać później.
„Chodzi jej o wódkę” wyjaśniam. „Całowałam się z jej chłopakiem.”
Rae wyrzuca pusty kubek do kosza, ściska moją dłoń i podnosi wolną rękę w powietrze, jakby znała odpowiedź na lekcji. „Byłym!” krzyczy.
„Court” sapie Logan. „Całowałaś się z czyimś chłopakiem?”
Przewracam oczami.
Jakbym kiedykolwiek zrobiła coś takiego celowo. Zanim zdążę się obronić, Rae wyjaśnia: „Byłym. To nie jej wina. Skłamał.”
Chcę być przyjaciółką Rae na zawsze.
Logan uśmiecha się kącikiem ust. „Dobrze. Courtney jest jak moja młodsza siostra. Musiałbym ją ukarać.”
Gdyby mój drink nie był pusty, wylałabym go na jego głowę. Jest ode mnie cztery lata starszy. Nie ma prawa mnie karać. Poza tym chyba próbuje podrywać Rae. Wewnętrznie się krzywię.
Dziwne, ale Rae chyba nie ma nic przeciwko. Wydaje z siebie absurdalnie dziewczęcy chichot, od którego policzki Logana różowieją. Trzyma ją w swoim spojrzeniu z tym intensywnym wyrazem w oczach. Rae podskakuje na piętach, niczego nieświadoma.
Pewnie powinnam przypomnieć Loganowi, że moja nowa przyjaciółka nienawidzi mężczyzn, ale jest urocza, a Logan naprawdę powinien ruszyć dalej, zanim Taylor znów wbije w niego pazury.
Decydując się to po prostu zostawić, obracam się na pięcie i wpadam na Thora.
Nie, nie dosłownie, ale moja ofiara wygląda jak Thor. Wysportowany Thor, nie ten z Endgame. Nie żebym narzekała na tamtego. On też jest uroczy.
„Cześć” wykrzykuje Thor, zaskoczony.
„Przepraszam!” Powinnam sprawdzić, gdzie jest Layla, ale Chris Hemsworth jest taki cudowny…
„Jestem Courtney.”
„Drew.”
Podajemy sobie ręce.
„Co tu robisz dziś wieczorem, Courtney?” pyta Drew.
Koniecznie muszę komuś opowiedzieć tę historię.
„Więc byłam w klubie i całowałam się z takim facetem, tak? No i wtedy wchodzi jego dziewczyna, Rae, i zrywają ze sobą, ale teraz jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Ja i Rae, nie ja i Jake, oczywiście.”
„Pierdolić Jake'a” zgadza się Drew.
Kiwam głową. „No więc Rae i ja tańczyłyśmy, ale wtedy przyszedł mój znajomy Logan, i popatrz na nich.” Wskazuję i Drew odwraca głowę.
„Totalnie mu się podoba” komentuje.
„Zdecydowanie. No więc, ponieważ jest moją nową przyjaciółką, pozwoliłam im działać.”
„Jesteś dobrą przyjaciółką” mówi Drew.
Ma rację, ale jestem zbyt skromna, żeby to otwarcie ogłaszać, więc dzielę się drugą myślą, która chodzi mi po głowie. „Wyglądasz jak Thor.”
Drew odrzuca głowę do tyłu, zanosząc się śmiechem. „Thor, tak? Superbohater, a i tak jesteś poza moją ligą.”
Ble.
Thor jest banalny jak cholera, ale jestem napalona, a on jest gorący. „Nie zgadzam się” mówię mu.
Robi krok bliżej. Ja też robię krok bliżej. Nasze oczy się zamykają. Nasze wargi się dotykają i rozchylają.
O. Mój. Boże. Thor fenomenalnie całuje. Lepiej nawet niż Jake.
Oplatam ramionami jego szyję i wtulam się w jego bohaterską sylwetkę, uznając, że to jest lekarstwo, którego potrzebuje mój napalony, obarczony poczuciem winy umysł. Gorący facet z językiem w moich ustach zwykle rozwiązuje wiele problemów.
Po cudownie długiej sesji całowania odsuwamy się od siebie, uśmiechając się nieśmiało.
„Powinnam znaleźć znajomych” wzdycham.
Drew też wzdycha. „Szkoda. Miło było cię poznać, Courtney.”
„Ciebie też.”
Layla i blond koleżanka Rae ocierają się o dwóch facetów, których następnego ranka będą żałować. Obie pokazują mi kciuk w górę, jakby ta blondynka nie wrzeszczała na mnie godzinę temu. Odwracam się z powrotem do Thora. „Właściwie, chcesz się gdzieś wybrać?”
Uśmiecha się szeroko.
„Prowadź.”
I tak oto, panie i panowie, przeleciałam Boga Piorunów.

















































