
Gdy zapadnie noc. Święta
Autorzy
Lektury
73,5K
Rozdziały
14
Rozdział 1
Świąteczny: mający lub wywołujący radosne uczucia, odpowiedni na święto lub inną specjalną okazję.
JASMINE
„Mamo, czy mogę zjeść cukrową laskę?” zapytałam moją matkę, która już zaczynała marszczyć brwi na widok małego woreczka we wzór ostrokrzewu, który niosłam.
„Skąd to masz?” zapytała ostro.
„Dostałam w szkole…” wyznałam. „Nauczycielka dała po jednej każdemu dziecku w naszej klasie. Wszystkie inne dzieci zjadły swoje na lekcji, ale wiedziałam, że muszę poczekać, aż wrócę do domu, żeby cię zapytać”.
Moja matka pokręciła głową i zabrała mi ją z ręki.
„Jasmine, wiesz, że nie wolno ci jeść takich rzeczy. Widziałam, gdzie jest twoja zakładka w Biblii. Masz duże zaległości w czytaniu wersetów. Musisz iść to nadrobić, zamiast myśleć o cukierkach i słodyczach”.
Skinęłam jej głową i wróciłam do swojego pokoju.
Czasami chciałabym po prostu spędzić wesołe Święta, tak jak reszta dzieci w moim wieku.
***
Ciepły zapach słodkich, korzennych pierniczków unosił się w pałacowym powietrzu. Z trudem powstrzymywałam się, by radośnie za nim nie podążać, tańcząc i uśmiechając się szeroko.
Ostatnio dużo czytałam o królowej Marii Antoninie, naszej pierwszej Madame Miele. Byłam bardzo ciekawa wydarzeń, które kiedyś organizowała w tym pałacu.
Podobno uwielbiała wydawać przyjęcia. Organizowała mnóstwo wydarzeń i atrakcji dla osób w każdym wieku.
Skupiała się na detalach i niczego nie pomijała w swoich planach.
Wszystko musiało być idealne i zgodne z jej wysokimi standardami.
Miała nienaganny gust i chciała, by wszyscy się nim cieszyli.
Zainspirowana moimi odkryciami, postanowiłam zorganizować festiwal pieczenia pierniczków dla naszych bliskich przyjaciół, ich rodzin i współpracowników.
Duch Świąt wypełniał całe moje ciało, chociaż do Bożego Narodzenia zostało jeszcze kilka tygodni.
Co roku, w połowie listopada, zaczynałam czuć w brzuchu to dziwne uczucie. Przypominało ono mieszankę motyli i dzwoneczków z sań.
Z trudem powstrzymywałam radosny śmiech i nucenie kolęd.
Kiedy szłam korytarzem po Theę i Emricha, minęłam nasze wielkie lustro. Zatrzymałam się na chwilę, żeby spojrzeć na swoje odbicie.
Miałam na sobie jedwabną suknię ze szmaragdami i rubinami na brzegach, które nadawały jej świąteczny charakter. Materiał delikatnie opadał mi na ramiona.
Theodore zawsze najbardziej lubił mnie w tym kolorze.
Moje długie, kasztanowe włosy spływały kaskadą na plecy. Na czubku głowy miałam wpięte delikatne, błyszczące, złote gwiazdki.
Małe rubinowe kolczyki w moich uszach lśniły w ciepłym świetle naszych świec o smakowitym, waniliowym zapachu.
Nieczęsto miałam okazję ubierać się tematycznie. Kiedy więc nadarzyła się okazja, w pełni ją wykorzystałam.
Szczególnie w okresie świątecznym.
Nałożyłam na usta odrobinę jagodowej pomadki. Następnie skręciłam za róg, aby upewnić się, że Thea i Emrich są już prawie gotowi.
Kiedy uchyliłam drzwi, na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, ale szybko zniknął.
Zobaczyłam, że się ociągają, grając na podłogowej macie w grę planszową.
„Ktoś ma ochotę na pierniczki?” spróbowałam ich skusić, chcąc sprawić, by zaczęli szybciej się ruszać.
„Możemy pograć jeszcze pięć minut, mamo?” błagał Emrich. Jego wielkim, jasnym oczom prawie nie dało się odmówić.
Ale w drodze było mnóstwo gości, którzy w każdej chwili mogli pojawić się w progu pałacu.
„Nie, skarby, przykro mi. Powinniście być już gotowi. Znajdźcie swoje świąteczne swetry i przyjdźcie do głównego holu, dobrze? Pamiętajcie tylko, żeby tu posprzątać!”
Na ich twarzach malowało się lekkie zrezygnowanie. Pokiwali jednak głowami i posłuchali. Niechętnie podnieśli się z podłogi i ruszyli w stronę drzwi szafy.
Wiedziałam, że będą zachwyceni, kiedy zobaczą to wszystko, co przygotowaliśmy. Szybko zapomną o swojej grze.
„Dziękuję, kochani” powiedziałam, po czym odwróciłam się i wyszłam.
***
Kiedy dzieci weszły do sali, zakryłam dłońmi usta. Czułam, że moje policzki przybierają kolor jaśniejszy niż ich urocze swetry.
Uwielbiałam, kiedy mieli na sobie pasujące ubrania.
Mocno ich przytuliłam, a potem wypuściłam z objęć, żeby mogli zobaczyć wszystko, co działo się w sali.
Uśmiechnęłam się pod nosem, obserwując, jak chłoną gwar rozmów i muzykę, która nas otaczała.
Naprawdę włożyłam mnóstwo wysiłku w to wydarzenie. Każdy centymetr przestrzeni został starannie zaplanowany.
„Chodźcie, chodźcie!” jeden z kucharzy poprowadził dzieci w stronę sali bankietowej.
Elegancka i wytworna sala była pełna dzieci w wieku Thei i Emricha, które piszczały z zachwytu.
Stoły były po brzegi zastawione różnymi dodatkami do dekoracji domków z piernika.
Leżały na nich żelki, miętówki, lizaki, jadalny brokat, błyszczące posypki i cukrowe laski. Były tam też rękawy cukiernicze z lukrem w każdym kolorze, jakiego tylko można by zapragnąć.
Już widziałam, jak będzie rozpierać ich energia po tych słodyczach.
„Thea, chodź, usiądź obok mnie!” zawołała jedna z dziewczyn w moim wieku. Moja córka natychmiast radośnie do niej podbiegła.
Oprowadziłam Emricha, przeciskając się przez tłum ludzi. W końcu znaleźliśmy małą grupkę jego przyjaciół, którzy już dobierali się do słodkich dekoracji.
Stanęłam na środku długiego stołu bankietowego, który musiał mieć kilkanaście metrów długości.
Otaczali mnie wszyscy moi przyjaciele. Każdy z nich był ubrany w czerwień, zieleń i inne zimowe kolory.
Chciałabym, żebyśmy mogli ubierać się tak codziennie.
Wszyscy komplementowali przygotowania i dekoracje, a moje serce rosło z radości.
Uwielbiałam dawać prezenty, ale najbardziej kochałam zapewniać innym wspaniałe przeżycia. Chciałam być świetną gospodynią.
Budowanie mojego domku z piernika szło mi bardzo szybko i sprawnie. Prawdę mówiąc, planowałam ten projekt już od jakiegoś czasu i byłam pewna każdego, najmniejszego szczegółu.
Miał trzy piętra i cztery małe ludziki z piernika w środku. Reprezentowały one Theę, Theodore'a, Emricha i mnie, siedzących tuż obok kominka zrobionego z lukrecjowych cegieł i płomieni z waty cukrowej.
Kiedy nanosiłam ostatnie poprawki na balkon drugiego piętra mojego dzieła, podeszła do mnie dziennikarka. Jej oczy błyszczały, gdy przyglądała się temu wszystkiemu.
„Dzień dobry! Chciałaby pani usiąść i zbudować domek z nami?” zapytałam ją.
Na jej policzkach pojawił się delikatny rumieniec. Wyjęła z kieszeni mały, bezprzewodowy dyktafon.
„Dziękuję, Wasza Wysokość. To jest absolutnie niezwykłe! Mogę?” zapytała, wyciągając w moją stronę dyktafon i trzymając w pogotowiu długopis i notes.
„Oczywiście” odpowiedziałam.
„Skąd wziął się pomysł na zorganizowanie czegoś takiego? To bardzo kreatywne!” uśmiechnęła się dziennikarka, a ja postanowiłam dodać trochę żelków na brzegach fasady mojego domku.
„Cóż…” zaczęłam. „Nasza rodzina naprawdę uwielbia spędzać Święta tutaj, w Wersalu”. Mój wzrok powędrował na Theę i Emricha, którzy już nas obserwowali.
Uśmiechnęli się i pokazali mi kciuki w górę.
„Widzi pani? Oni to uwielbiają!” wskazałam na nich gestem, a oni nieco niezgrabnie pomachali dziennikarce.
„Domek z piernika ma dla mnie ogromne znaczenie” kontynuowałam. „To wydawało się idealnym, praktycznym zajęciem, którym moglibyśmy podzielić się z naszą rodziną i przyjaciółmi.
„I bardzo mi się podoba, jak bardzo wszyscy się w to angażują! Doceniam pani miłe słowa i gorąco zapraszam do dołączenia do zabawy!” zachęciłam ją.
Dziennikarka zaśmiała się cicho, a jej wzrok błądził po wszystkich dekoracjach i detalach.
Wsunęła notes do tylnej kieszeni, a dyktafon schowała do torebki.
„Dziękuję, królowo Jasmine! Może skorzystam z tej propozycji” odpowiedziała, zajmując miejsce przy stole.
***
Po długim dniu w roli gospodyni moje obowiązki wciąż się nie skończyły.
Siedziałam na łóżku, a na jedwabnej pościeli leżało mnóstwo rozsypanych dokumentów, czasopism i notatników.
Miałam dużo świątecznego planowania i układania harmonogramów. Na szczęście była to moja ulubiona „praca” każdego roku.
Pomiędzy świątecznymi zakupami, akcjami charytatywnymi, szkolnymi wycieczkami dzieci i kilkoma innymi wydarzeniami, zapowiadała się długa noc.
Około godziny później moje oczy stawały się coraz cięższe. Wtedy, jak na zawołanie, drzwi do naszej sypialni lekko się uchyliły.
Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, gdy zza nich wyłonił się Theodore.
„Witaj, kochanie… Jak ci tu idzie?” uśmiechnął się, odkładając dokumenty i zdejmując marynarkę.
Zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów. Wyraźnie podobała mu się czerwona, jedwabna koszulka nocna z białą koronką, którą miałam na sobie.
„Idzie mi całkiem nieźle. Tęskniłam za tobą. Witaj w domu” uśmiechnęłam się, poprawiając na nosie czerwone okulary do czytania.
„Wierz mi, to ja tęskniłem za tobą. Ktoś tu wygląda na zapracowanego” zaśmiał się. Podszedł do łóżka i ukląkł obok mnie.
Spojrzałam na niego i odgarnęłam z oczu lok moich włosów.
Coś w jego zalotnym głosie wciąż sprawiało, że czułam motyle w brzuchu. W jego oczach było widać pożądanie.
„Bardzo zapracowanego” wyszeptałam, wskazując na wszystkie papiery wokół mnie.
„Hmm… Myślę, że zasługujesz na przerwę, nie uważasz?” odmruknął cicho. Założył mi kosmyk włosów za ucho i odetchnął tuż obok niego.
Moje policzki zapłonęły rumieńcem.
Szybkim ruchem zrzucił wszystkie moje rzeczy na podłogę. Znalazł się na mnie, wsuwając ramię pod dolną część moich pleców.
„Tak lepiej” westchnął i zdjął okulary z mojej twarzy.
Pocałował mnie w nos, potem w policzek, a następnie w szyję.
Całe moje ciało pokryło się gęsią skórką.
Byłam tak zajęta przez cały dzień, że nie miałam czasu pomyśleć o relaksie. A teraz byliśmy tu… a reszta świata zaczynała już znikać z naszych oczu.
„O wiele lepiej” przytaknęłam z zamkniętymi oczami.
Wypchnęłam biodra w jego stronę i pociągnęłam jego dłoń w dół, na moją bieliznę.
Potrzebowałam go.
Jego palce lekko przesunęły się po moich różowych majtkach. Czułam już, że zaczynam być mokra.
Jego ciało zawisło nad moim. Pochylił się, by przycisnąć swoje usta do moich.
Jego język wsunął się do moich ust, a ja prawie jęknęłam na sam jego smak.
„Zdejmijmy to” wyszeptał. Sięgnął w dół i zsunął majtki z moich nóg.
„I to też” dodał, ściągając mi koszulkę przez głowę.
Moje sutki natychmiast stwardniały, a po moich piersiach przebiegły delikatne dreszcze.
Byłam już gotowa na to, by we mnie wszedł. Cieszyłam się, że on zdaje się być równie spragniony co ja.
Przyciągnęłam do siebie jego biodra, zapraszając go do środka. Moje wargi były mokre z pożądania.
Wsunął się we mnie, a całe moje ciało wezbrało ciepłem; właśnie tu chcę teraz być.
Obsypał pocałunkami moje ciało, a potem jego usta dotknęły moich sutków. Jego biodra rytmicznie się we mnie poruszały.
„Jesteś idealna” jęknął, po czym spojrzał mi prosto w oczy. „I taka piękna”.
Wypuściłam z ust jęk rozkoszy, odchylając głowę do tyłu.
Jego dłoń wsunęła się pod moją głowę. Wypełniał moje wnętrze, a po chwili wysuwał się do samego końca i zanurzał we mnie z powrotem.
Czułam na sobie ciężar jego ciała i miałam wrażenie, że mogłabym się po prostu rozpłynąć.
Wypływały ze mnie fale ciepłej wilgoci, przez co jego kutas stał się śliski i z łatwością poruszał się we mnie tam i z powrotem. Oplotłam go mocno swoimi nogami.
„Zaraz dojdę” wyszeptałam, ledwie wydobywając z siebie słowa.
Wiedziałam, że za chwilę czeka mnie wybuchowa rozkosz.
„Zrób to” odpowiedział, unosząc mój podbródek, abym na niego spojrzała.
W tym samym momencie puściły mi wszystkie hamulce. Moje pole widzenia przypominało kalejdoskop z otaczającego nas ciepłego światła świec.
Wszystko wokół nas zniknęło. Wszystko oprócz Theodore'a, który wlał swoje ciepło prosto w moje wnętrze.
Doszliśmy w tym samym czasie. Opadliśmy z sił i mocno wtuliliśmy się w siebie.
„Odpocznijmy już od pracy przez resztę nocy, co?” zapytał.
„Dla mnie brzmi idealnie” odpowiedziałam, wtulając brodę w jego klatkę piersiową.
***
Gdy następnego ranka otworzyłam oczy, delikatnie zdjęłam z siebie ramię Theodore'a i wyślizgnęłam się z łóżka.
W pałacowych wnętrzach panowała niezwykła cisza. Chciałam upewnić się, że Thea i Emrich już nie śpią.
Mieliśmy dziś mnóstwo rzeczy do zrobienia.
Założyłam szlafrok i ruszyłam korytarzem. Moje kapcie cicho sunęły po marmurowej podłodze.
Gdy zbliżyłam się do drzwi, usłyszałam szepty.
„Szkoda, że w Święta mamy tyle do roboty” usłyszałam głos Thei zza drzwi.
„Chciałbym, żebyśmy mieli normalną przerwę świąteczną, jak wszystkie inne dzieci…” przyznał mu rację Emrich.
„Cóż, sam wiesz, że mama jest bardziej szczęśliwa, kiedy wszystko jest wielkie i ekscytujące.
„Będziemy mieli zaplanowaną każdą minutę, zupełnie tak, jak co roku, Emrich”.
„Wiem. Po prostu chciałbym, żebyśmy zrobili coś mniejszego. I żeby mama nie biegała w kółko przez cały czas” wyszeptał chłopiec.
„Tak. Ale mama to uwielbia. A my kochamy ją. Więc zróbmy to dla niej. Dobrze?” zachęciła go.
„Dobrze” burknął Emrich.
Natychmiast odwróciłam się na pięcie i ruszyłam z powrotem wzdłuż korytarza. Nie chciałam zawieść ich zaufania i dać im odczuć, że podsłuchuję.
A jednak, gdy odchodziłam, zrobiło mi się ciężko na sercu.
Moje dzieci nie lubią moich Świąt!















































