
Piętno Reapera: Finał
Autorzy
Simone Elise
Lektury
608K
Rozdziały
16
Rok później
Żniwiarz
Sypialnia była wypełniona miękkim, delikatnym światłem w kolorze świeżych cytryn.
Obudziłem się pierwszy. Nie zdarzało się to zbyt często.
Zazwyczaj to Abby wstawała wcześnie. To ona też kładła się późno. Z nas dwojga to ja sypiałem w normalnych godzinach.
Jej oddech był miękki i równomierny, taki jak u kogoś, kto śpi głęboko.
To dobrze.
Był to długi rok, pełen zmian. Może nawet zbyt wielu.
Ale kiedy poranne światło dotykało jej piegowatej skóry albo rozświetlało jej długie, cienkie rzęsy, jedyne, czego pragnąłem, to przesunąć dłońmi po jej miękkich włosach.
Pozwoliła im odrosnąć do naturalnego miodowego blondu. Później wyblakną pod gorącym słońcem outbacku. Na razie nosiła je krótko. Tak krótko, że musiałem używać maszynki z nasadką numer dwa, kiedy prosiła, żebym je jej obciął.
To nie był mój ulubiony wygląd, ale mówiła, że dzięki temu włosy nie przeszkadzają jej podczas celowania. Jeśli to uszczęśliwiało Abby, uszczęśliwiało mnie i resztę gangu motocyklowego.
Zrobiłbym dla mojej wiceprezeski Satan's Sons wszystko.
Wszystko.
Oprócz... może pozwolenia jej się wyspać.
Abby miała na sobie czarne koronkowe majtki i mój ulubiony podkoszulek bez rękawów. Jeden z jej różowych sutków wyślizgnął się na zewnątrz, kusząc mnie. Wyciągnąłem rękę, obejmując jej pierś, delikatnie pocierając ją kciukiem. Całowałem i przygryzałem jej szyję.
Poruszyła się i odwróciła ode mnie, przyciskając biodra do mojego krocza. Mój kutas, już na wpół twardy od samego patrzenia na nią, stężał całkowicie. Jej oddech się zmienił i sięgnęła do tyłu, przesuwając dłonią po moich włosach.
Zauważyłem, że jej przedramię było pokryte zaschniętą farbą.
Aha, dlatego nie spała. Malowała.
Dobrze.
Cóż, to mogła być jej nagroda.
Przyciągnąłem ją bliżej, a Abby zahaczyła nogą o moją, łącząc nas. Pocierała się wzdłuż mojego penisa. Miękkość jej majtek na moim kutasie była niesamowita, ale gdy jej majtki przesiąkły wilgocią, straciłem kontrolę. Sięgnąłem w dół, zahaczyłem palcem o pasek i uwolniłem Abby od bariery między nami.
Jęknęła, a ja wsunąłem się w jej ciasną cipkę.
Ciepła i ciasna, poruszała się przeciwko mnie, sprawiając, że serce waliło mi w piersi. A może to było jej bicie serca? Nasz rytm był łatwy i słodki. Całując długość jej szyi, sięgnąłem przez szerokie wycięcie podkoszulka i ścisnąłem jej jedwabiste piersi.
Poruszaliśmy się szybciej. Abby wygięła się w łuk, jej kręgosłup zakrzywił się, gdy odpychała się ode mnie, podczas gdy ja pchałem do przodu. Dźwięki, które wydawała, pchały mnie dalej, jak ryk silnika na otwartej drodze.
Jakim szczęściarzem byłem, że mogłem budzić się do tego pięknego widoku każdego ranka?
Czuć się tak żywym?
Poruszaliśmy się szybciej, ale to nie wystarczało. Musiałem usłyszeć, jak krzyczy moje imię. Wysunąłem się powoli, prawie do końca, a Abby jęknęła z niezadowoleniem.
„Nie. Waż. Się teraz przestać” powiedziała, ciężko dysząc.
Roześmiałem się i wbiłem się z powrotem jeszcze wolniej.
„Kade” powiedziała Abby, ciężko dysząc. „Proszę...”
Poruszałem biodrami w kółko, wypełniając każdy jej centymetr. Ale chciałem usłyszeć moje imię jeszcze raz. Musnąłem wargami tył jej szyi i kołysałem się tam i z powrotem, obserwując, jak jej kręgosłup znów się wygina.
„Boże, Kade...” sapnęła Abby, a ja przyciągnąłem ją bliżej, łącząc nas w jedno. Pompowałem szybciej, gdy dalej wykrzykiwała moje imię. „Kade! Kade! KADE!”
Doszliśmy razem, zdyszani z rozkoszy i ulgi.
Zostaliśmy tak jeszcze przez chwilę, delektując się przyjemnym uczuciem po seksie.
Potem Abby wstała, wymykając się z mojego uścisku.
Pozwoliłem jej odejść, ale czułem z tego powodu smutek.
Taka była Abby. Im mocniej ją trzymałeś, tym bardziej walczyła, żeby odejść, bez względu na to, jak bardzo ona czy ja chcieliśmy, żeby została.
Patrzyłem, jak przeszukuje komodę, aż znalazła pudełko, którego szukała. Abby wycisnęła tabletkę antykoncepcyjną z opakowania i włożyła do ust.
Złapała moje spojrzenie w lustrze, popijając z butelki z wodą.
„Nie patrz tak na mnie” powiedziała ze złością.
Trudno było nie patrzeć.
Jej ciało. Jej wybór.
Ale to wciąż bolało.
Bo to był też mój wybór... czyż nie?
Zrobiła coś takiego już raz, kiedy miała aborcję i zrzuciła to na poronienie. Wiedziałem o ciąży i choć myśl o dziecku była przerażająca, gdzieś głęboko była też ekscytująca.
„Daj spokój, Kade.” Abby skierowała się do łazienki. Skrzypienie i odgłos lecącej wody towarzyszyły jej. Wystawiła głowę ponownie. „Mamy rajd do zaplanowania, pamiętasz? Im szybciej to skończymy, tym lepiej.”
***
Są trzy rzeczy, które sprawiają, że serce bije mi szybciej: mruczenie i równomierny warkot silnika pod moimi rękami. Widok mojej nagiej żony. I początek rajdu. Nie w żadnej szczególnej kolejności.
Doświadczyłem już dziś dwóch pierwszych, a trzeciego? Cóż, to miało się właśnie zacząć. Godzina była późna, noc gęsta od oczekiwania. Ekipa, którą Abby i ja złożyliśmy na dzisiejszą operację, była niewielka, ale wykwalifikowana. Dobrzy z motocyklami i jeszcze lepsi z bronią.
Musieli tacy być, skoro mieli zmierzyć się z HellBound.
Dowiedzieliśmy się od innych ludzi, że gang motocyklowy Blake'a będzie przewozić jakiś ładunek przez Avoca, co było po prostu głupie. Avoca, podobnie jak Snake Valley, było terytorium Satan's Sons.
Naszym terytorium.
A jakby tego było mało, ci idioci nie przewozili broni ani narkotyków. Nie. Przewozili ludzi.
A tego nie mogliśmy zaakceptować.
Musieliśmy zostawić nasze motocykle na Pyrenees Highway, kilka kilometrów od kempingu Avoca Reserve. Miejsce było z dala od wszystkiego i nie chcieliśmy, żeby ryk naszych silników nas zdradził. Więc szliśmy przez krzaki i akacje rezerwatu. Wysokie korony drzew były pomocne w ciągu dnia, ale w nocy stanowiły problem, pogrążając nas i naszą dwudziestoosobową ekipę w ciemności.
„Jak daleko jeszcze?” szepnęła Abby po mojej prawej stronie.
Jej oczy błyszczały w ciemności, pełne ekscytacji na myśl o wreszcie schwytaniu jej największej zdobyczy: Blake'a Campbella, lidera HellBound.
Spojrzałem na GPS w moim taktycznym zegarku.
„Jesteśmy blisko” odszepnąłem.
Wtedy to usłyszeliśmy — głośny, dudniący bas okropnej muzyki.
Dobrze. Jeśli byli zajęci imprezowaniem, nie zobaczą, jak nadchodzimy.
„Kto puszcza muzykę tak głośno, kiedy jest na robocie?” narzekał Ox. To było dobre pytanie, biorąc pod uwagę, że Ox był najsilniejszym facetem w Satan's Sons, ale nie najmądrzejszym.
„Tylko idiota” odpowiedziała Abby.
„Pieprzeni idioci” zgodził się Ox. „Zdradzają swoją lokalizację, myśląc, że są bezpieczni tylko dlatego, że są w rezerwacie leśnym.”
Abby spojrzała na mnie.
Nawet w ciemności jej skóra zdawała się świecić i miałem ochotę jej dotknąć. Mógłbym zedrzeć z niej szorty tu i teraz i przelecieć ją pod okryciem liści i gwiazd.
„W porządku, tutaj się z wami rozstaję.” Głos Abby sprowadził mnie z powrotem do rzeczywistości. „Napisz do mnie, jak będziesz gotowy.”
„Ale tu nie ma zasięgu” zaprotestowałem. Nawet współrzędne na moim taktycznym zegarku były w najlepszym razie zgadywanką, gdy weszliśmy między drzewa.
„Nie martwię się. Coś wymyślisz” powiedziała, puszczając do mnie oko. „Zawsze wymyślasz.”
Potem zniknęła w ciemności ze swoim karabinem.
Dałem znak reszcie ekipy i ruszyliśmy dalej. Drzewa zaczęły się przerzedzać, ukazując główną świetlicę obozu. Był to duży, parterowy budynek z mnóstwem okien i trzema wyjściami. Plamy przyćmionego światła wydobywały się przez potłuczone szkło jak uśmiech z brakującymi zębami. Stara, zniszczona okładzina trzęsła się od basu.
Wysłałem kilku ludzi dookoła z tyłu do wyjścia z kuchni. Kolejną grupę do głównych drzwi, a resztę rozproszył się, kucając pod oknami z wyciągniętą i gotową bronią.
Ox i ja cicho podeszliśmy do bocznego wejścia, zostawiając za sobą tylko kłęby kurzu.
Zajrzałem przez brudne szkło bocznych drzwi. Wewnątrz głównej sali była mieszanka nowicjuszy z HellBound i Stonefish. Nikt nie był na warcie. Wszyscy albo pili, albo coś wciągali. Powietrze było gęste od mgły dymu papierosowego i mdło słodkiego vape'a. W dalekim rogu głównej sali dostrzegłem małą grupę dziewczyn.
Żadna z nich nie mogła mieć więcej niż czternaście lat. Wszystkie miały związane nadgarstki opaskami zaciskowymi i zakneblowane usta taśmą klejącą.
W co, do cholery, Blake się wpakowywał?
Odwróciłem wzrok, ściskając strzelbę tak mocno, że kolba zaskrzypiała pod naciskiem.
„Szefie?” zapytał Ox. „Co chcesz zrobić? Nie możemy po prostu wejść z bronią w dłoni. Nie teraz.”
„Wiem...” Wtedy zauważyłem duży przewód elektryczny prowadzący do generatora i pomysł zrodził się w mojej głowie. Abby potrzebowała sygnału, prawda? Cóż, właśnie go znalazłem.
Wskazałem przewód Oxowi. „Widzisz generator?”
Skinął głową.
„Podążaj za nim, odetnij go na trzy, potem wrzucamy granaty hukowe. Czekamy, aż wybiegną i ich załatwiamy.”
Ox przekazał rozkazy reszcie ekipy i miał już ruszyć, ale nagle się zatrzymał.
„Co?” zapytałem.
„Reaper, myślisz, że Blake jest w środku?” szepnął Ox.
„Nie” odpowiedziałem wprost.
Ox zrobił podwójne spojrzenie.
„Myślisz, że Abby by inaczej przyszła?” zapytałem.
„Nie.” Ox pokręcił głową. „Będzie wściekła.”
„A czym to się różni od zwykłego stanu rzeczy?”
„Niczym” prychnął Ox.
„Dokładnie.”
Ox dotarł do generatora, gotowy odciąć zasilanie. Uniosłem jeden palec, żeby rozpocząć odliczanie. Potem dwa. Ale nigdy nie doszedłem do trzech.
„Hej, chłopaki” głos Abby odbił się echem w sali. „Tu jest impreza?”
Zajrzałem do środka i żołądek mi się ścisnął na widok tego, co zobaczyłem. Abby wisiała na wahadłowych drzwiach salonowych między kuchnią a główną salą, gdzie wszyscy faceci z HellBound pili. Wpatrywali się w nią z podejrzliwością w oczach.
Potem jeden odważny (albo głupi) facet wstał. „Kim jesteś?”
„Karmą” odpowiedziała Abby, po czym wyciągnęła broń boczną i strzeliła mu prosto między oczy.
„Wyłączcie to!” krzyknąłem, ale czułem się, jakbym poruszał się w zwolnionym tempie.
Kopnąłem drzwi, ale nie zanim Abby zastrzeliła dwóch kolejnych motocyklistów z HellBound. Jednego w klatkę piersiową, a drugiego w szyję. Krew trysnęła i rozprysnęła się na krzyczące dziewczyny.
W końcu szum elektryczności i dudniąca muzyka ucichły, pogrążając wszystkich w ciemności. Dziewczyny krzyczały głośniej. Szkło się roztrzaskało, a po nim nastąpiło światło strzałów.
„Chronić dziewczyny!” rozkazałem, biegnąc w stronę Abby i przewracając ją na ziemię. Przeturlaliśmy się i szarpnąłem, żeby zaciągnąć ją za wahadłowe drzwi, lądując w kuchni.
Usłyszałem, jak stoły walą o ziemię, gdy zostały przewrócone, by służyć jako osłony.
„Co jest, kurwa, Reaper?” krzyknęła Abby, wyrywając się z mojego uścisku. „Miałam to pod kontrolą.”
„Miałaś czekać na sygnał.”
„Zajęło ci to za długo” argumentowała. „A co, jeśli Blake by uciekł?”
„Blake?” powtórzyłem. „Widziałaś go?”
Abby nie odpowiedziała mi.
„Przysięgam, Abby.” Wpatrywałem się w nią, nawet jeśli nie mogłem jej zobaczyć w tej cholernej ciemności. „Będziesz moją śmiercią, kobieto.”
Gdy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, posłała mi całusa i puściła oko, wsuwając pistolet między wahadłowe drzwi na ślepo.
„Nie.” Odbiłem broń na bok, przyciskając ją do podłogi. „Możesz trafić dziewczyny.”
Szczęka Abby zacisnęła się, jakby powstrzymywała ostrą odpowiedź. Ale przełknęła ją, jej klatka piersiowa unosiła się i opadała z wysiłkiem.
„Czego ode mnie oczekujesz?” zapytała zamiast tego. „Żebym grzecznie poprosiła, by opuścili broń?”
„Czekaj.” Przycisnąłem pocałunek do jej czoła, sprawiając, że zadrżała ze złości. „Po prostu czekaj.”
Potem wydałem wysoki, krótki gwizd.
Granaty hukowe wylądowały na podłodze z głuchymi, ciężkimi łomotami, wypełniając salę mętnym obłokami dymu. Wszyscy zaczęli kaszleć, ich gardła wydawały chrapliwe dźwięki, a nawet moje oczy zaczęły łzawić.
Abby szarpnęła swoją koszulkę, używając materiału jako prowizorycznej maski. Posłałem jej aprobujące mrugnięcie, nawet gdy zmarszczyła brwi z irytacją. Była chętna do działania, ale usiadłbym na niej, gdyby to było konieczne, żeby zmusić ją do czekania.
„Na zewnątrz!” zdołał wykrztusić jeden z facetów z HellBound. „Wszyscy na zewnątrz!”
„To nasza kolejka.” Wziąłem Abby za rękę, prowadząc ją z kuchni. Ale gdy przekroczyliśmy drzwi, przywitały nas lufy wymierzone w nasze klatki piersiowe.
„Spokojnie” rozkazał Ox. „To Reaper i Abby. Opuśćcie broń.”
Zrobili to, a gdy tylko byliśmy bezpieczni, Abby wyrwała rękę z mojej.
„Ty draniu” syknęła Abby. „Wiedziałeś, że Blake'a tu nie ma.”
Nie odpowiedziałem na jej złość. Musiałem sprawdzić moich ludzi i dziewczyny. Rozglądając się po świetlicy, widziałem, że mój plan zadziałał.
„Reaper” Abby krzyknęła moje imię. „Okłamałeś mnie. Obchodzi cię w ogóle Blake? Kim nic dla ciebie nie znaczy?”
Na to odwróciłem się.
„Nie używaj tak Kim” warknąłem. „Zasługuje na coś lepszego niż bycie pionkiem w twoim planie zemsty.”
To ją uciszyło.
„Powinnaś być szczęśliwa.” Westchnąłem, pocierając nasadę nosa. „Właśnie uratowaliśmy wszystkie te dziewczyny przed handlem seksualnym. Nikt z naszej ekipy nie został poważnie ranny. To zwycięstwo. Dlaczego zachowujesz się, jakbyś przegrała?”
Warga Abby zadrżała.
„Bo przegrałam” powiedziała Abby drżącym głosem. Nie mogłem stwierdzić, czy to ze smutku, czy ze złości. Może z obu. „I będę przegrywać każdego dnia, dopóki nie znajdę Blake'a i nie dam mu zakończenia, na które zasługuje.”
Z tymi słowami odwróciła się na pięcie i odeszła ode mnie wściekła.
„Miałem rację” powiedział Ox za mną. „Jest wściekła.”
Patrzyłem, jak jej piękna sylwetka znika między drzewami.
„A kiedy to się różni?” zapytałem szorstko.
„Nigdy” powiedzieliśmy jednocześnie.














































