
Requiem City Książka 5
Autorzy
Lektury
20,5K
Rozdziały
30
Zapach nocy
HAZEL
„Ty głupia”, szepczę do siebie w mieszkaniu zniszczonym przez moje maniakalne bazgroły. Oficjalnie traciłam zmysły.
Na samym środku najtańszego mieszkania do wynajęcia w Requiem City zaczęłam się modlić, do jasnej cholery. Nawet nie wierzyłam w zjawiska nadprzyrodzone, ale jakimś cudem zmieniłam się w samozwańczą wiedźmę.
Powód? Dość krwawy.
Na środku mojego pustego salonu leży zdjęcie, na którym jestem ja i on. Nick. Nasz dzień ślubu na jednej fotografii, reprezentujący naszą idealną przeszłość.
Na zdjęciu wyróżniają się moje lśniące, srebrne włosy sięgające talii, a moje szare oczy błyszczą z radości. Trzymam w dłoni miecz, ubrana w gładką, białą suknię w średniowiecznym stylu, stojąc obok męża przebranego za rycerza.
Moje ulubione zdjęcie.
W zeszłym roku Nicka znaleziono w naszym domu z odciętą głową.
Wyszłam za niego z miłości, ale tak się dogodnie złożyło, że Nick był bogaty tak samo jak ja. Pochodziliśmy z zamożnych rodzin. Takich, w których nie zostajesz, kurwa, zamordowany we własnym domu.
Moje całe życie było idealne, aż do dwudziestego ósmego roku życia. Teraz miałam dwadzieścia dziewięć lat. Teraz odcięłam się od rodziny.
Uciekłam od potwornego wspomnienia o znalezieniu martwego męża. Uciekłam z rodzinnego miasta w poszukiwaniu rozwiązania.
Przyjechałam do Requiem City. Nie wiem właściwie dlaczego, poza tym, że we śnie wydało mi się to dobrym pomysłem. Czułam, że odpowiedzi, których szukałam, mogą znajdować się właśnie tutaj. Znane miasto. Pełne magii.
Może uda mi się znaleźć spokój.
Część mnie zastanawiała się, czy nie szukałam również śmierci. To dość makabryczne – ha, taa. Ale byłam w trakcie żałoby, która wydawała się nie mieć końca.
Moje niespójne zapiski na ścianie to próba stworzenia zaklęcia wskrzeszenia.
Muzyka, która gra w tle, jest mroczna i przerażająca, aby nadać odpowiedni nastrój.
Mam zapaloną świecę. Popielatą świecę o zapachu „Nocy”. Wydrapałam imię Nicka w wosku.
„Hazel”, szepczę na głos swoje imię, a potem szybko odwracam się do lustra opartego o ścianę. To tak, jakbym wezwała samą siebie, by spojrzeć na własne odbicie.
Wstaję, owijając się ciaśniej puszystym, czarnym szlafrokiem i otrząsam się z tego absurdalnego transu.
Myślałam, że mogłabym być wiedźmą. Myślałam, że jakimś cudem przez czyste szaleństwo uda mi się rozwiązać zagadkę morderstwa mojego męża. Musiałam skończyć z tymi złudzeniami.
Policja badała sprawę morderstwa, ale wszystkie tropy prowadziły donikąd.
Wyłączam muzykę na telefonie, bo ktoś puka do moich drzwi. „Ścisz to gówno, powaliło cię? Próbujemy tu spać!”
Czuję skok adrenaliny. Chcę tej konfrontacji. Chcę walczyć, w tej samej chwili.
Podchodzę do drzwi. Przekręcam klucz i gwałtownie je otwieram, ale nikogo nie widzę.
Wystawiam głowę na pusty korytarz, rozglądając się po pomazanych graffiti ścianach i zniszczonych drzwiach. Ktokolwiek to był, wrócił do siebie.
Te mieszkania nie bez powodu były najtańsze w Req City. Ściany były cienkie jak papier. A zapach w środku był wręcz starożytny.
Cofam się do pokoju, gotowa zamknąć drzwi, kiedy nagle wszystkie włosy na karku stają mi dęba.
Nie mogę pozbyć się nagłego przypływu niepokoju, więc jeszcze raz wyglądam na korytarz. Kroki, a po nich cienie idącej grupy nastolatków, pojawiają się na górze schodów.
Obserwuję, jak wchodzą na to piętro, i wszyscy zatrzymują się, by posłać mi wrogie spojrzenia, podczas gdy ja gapię się na nich. Idą dalej w stronę pierwszych drzwi.
To byli studenci, którzy wspólnie wynajmowali mieszkanie.
Patrzę w drugą stronę korytarza i moje podejrzenia znów rosną. Czy ktoś mnie obserwował? Czy po prostu zwariowałam? Odwracam się z powrotem w stronę studentów, po tym jak ich drzwi zatrzaskują się i zostają głośno zamknięte na klucz.
To przerażające uczucie wciąż we mnie rośnie. Chcę poczekać i zobaczyć, co się stanie.
W krótkiej chwili ciszy z ostatnich drzwi dobiega huk, jakby ktoś na nie upadł. W następnej sekundzie drzwi otwierają się ze skrzypieniem.
Instynktownie się cofam, żeby tylko wyjrzeć zza swoich drzwi. Widzę kobietę bladą jak duch. Jest ubrana w kabaretki i niewiele więcej poza krótką, czarną gotycką sukienką, która odsłania brzuch.
Kobieta wychodzi na korytarz, oszołomiona.
Jej długie czarne włosy nie są w stanie ukryć czerwonej smugi na szyi.
Zanim przestaję się gapić, obserwuję, jak odchodzi. Potyka się niczym zombie, patrząc przed siebie w stronę schodów. Nawet mnie nie zauważa.
Kiedy spoglądam na mieszkanie, z którego właśnie wyszła, widzę potężny cień majaczący w środku, ale samego mężczyzny nie dostrzegam.
Do tego czasu zdążyłam już niepostrzeżenie wycofać się do swojego mieszkania i zamknąć drzwi.
Zerkam przez ramię na bałagan, który zrobiłam, i wypuszczam drżący oddech. Opieram czoło o drzwi i zaczynam liczyć oddechy.
Nie byłam głupcem. Nie byłam szalona. Byłam po prostu wściekła.
Byłam, kurwa, taka wściekła.
Chciałam odzyskać mojego męża. Chciałam odzyskać moje życie. Chciałam, żeby wróciło moje szczęście.
Ale to nigdy nie nastąpi. I nigdy nie wymażę z pamięci wspomnienia, kiedy znalazłam go bez głowy. A jego głowa nigdy się nie odnalazła.
Nigdy nie dojdę do siebie!
Krzyczę wniebogłosy wprost w zamknięte drzwi.
A potem przestaję.
Czułam się martwa w środku. Nic nie sprawi, że znów poczuję, że żyję.
DEVOREX
Słyszę przeraźliwy krzyk dobiegający zza jej drzwi po tym, jak zatrzasnęła mi je przed nosem.
Kiedy podchodzę w ich stronę, przekrzywiam głowę, nasłuchując jakichkolwiek innych dźwięków.
Słyszę obłąkany szept i staram się nie uśmiechać.
Pukam do drzwi, ale nikt nie odpowiada. Czekam, aż szepty ucichną, po czym odwracam się i wracam do swojego mieszkania.
Kolejny dzień, kolejne ciało.
Wewnątrz mojego tymczasowego mieszkania na linoleum w kuchni znajduje się kałuża krwi. Wypieprzyłem tę dziwkę, wypiłem jej krew, zapłaciłem jej i sobie poszła. To był po prostu kolejny mroczny dzień przetrwania dzięki krwi.
Byłem wampirem. Cóż... Smokiem. Dawno, dawno temu.
Przez ostatnie tysiąclecie wiecznego czekania nauczyłem się być spokojnym i odizolowanym drapieżnikiem.
Czy miałem emocje? Żadnych, które chciałbym czuć.
Gdzie on jest, gdzie on jest, kto to zrobił, dlaczego już cię ze mną nie ma.
Szept wielu zrozpaczonych myśli przenika przez moją głowę. Ten jeden brzmi zupełnie jak ona. Nigdy jej nie zapomniałem.
Po wieczności... już nie była moja.
Cóż.
Przynajmniej jeszcze nie.
Zapalam cygaro i zaciągam się, a moje nozdrza rozszerzają się. Ona jest w ruchu. Niedługo wyniesie się z tej dziury.
Dokładnie tego chciałem. Żeby się wyniosła.
Dzielnica Szkieletów w Requiem City stała się zbyt nijaka, odkąd Smoki wyruszyły, by wędrować poza zniszczonymi granicami. Nie były już w pułapce.
Podczas ich podróży, miasto pełne nadprzyrodzonej aktywności stało się teraz martwe w porównaniu do wcześniejszego chaosu. Obserwowałem, jak to wszystko się rozwijało sześć miesięcy temu. Przełamanie Klątwy Freesii. Na jej miejsce pojawił się odpoczynek i nudny spokój.
Łamanie tej klątwy było czymś, co uważnie obserwowałem, choć z pewnym dystansem. Klątwa tej suki nigdy mnie nie zabiła.
Tylko wszystkich tych, których w tamtym czasie, kurwa, kochałem.
Dzięki moim wyostrzonym zmysłom, gdy świeża krew wreszcie dociera do mojego mózgu, czuję, jak ona śpi. Traci przytomność z wyczerpania.
„Motylku”, uśmiecham się, czując smak dymu z mojego cygara.
Hazel mnie czuła.
Mogła poczuć moje szalone serce, które krwawiło i krzyczało. Cicho. To doprowadzało ją do szału. Powodowała to moja bliska obecność. Pozwalałem, by działo się to powoli.
Wstaję i wchodzę do łazienki. W rozbitym lustrze widzę moje czerwone oczy, czarne włosy, kwadratową szczękę, krwistoczerwone usta po moim niedawnym pożywianiu się oraz szerokie ramiona z tatuażem motyla.
Wiele trenowałem, by wygrać każdą walkę. To był marny sposób na poczucie kontroli. Znaki na moim ciele nie były dla przyjemności. Wytatuowałem sobie motyla, ponieważ ona była zegarem odmierzającym czas do tego spotkania.
Nikt naprawdę nie znał tej historii poza mną.
Wtedy. Dawno, bardzo dawno temu, Freesia miała siostrę bliźniaczkę. Miała na imię Hazel. Były Krwawym Krukiem i Tancerką Miecza, dwiema partnerkami dla czterech Smoków. Niezwykle rzadkie czworaczki.
Miałem trzech braci: Herculę, Versę i Korseratha. Wszyscy nie żyją.
Nazywałem się Devorex, ale możesz mi mówić Rex.
Rex to było imię Króla. W Mrocznym Ringu nazywano mnie więc Królem Krwi. Walka była moim wybawieniem.
Fantazjuję o tym, jak pocałuję usta mojej odrodzonej Królowej i skradnę jej serce.
Niestety, moja natura nie była delikatna.
Jej umysł nie uniknąłby kary. Bycie partnerką takiego potwora jak ja sprawiłoby, że by krwawiła, więc moim celem było po prostu utrzymanie jej przy życiu.
Patrzę na brudny zlew. Moje wyraźne żyły pompują krew przez zaciśnięte dłonie.
Kiedy patrzę na swoje odbicie, szczerzę wszystkie zęby. Szerokie, nikczemne kły.
Nie, nie zabiłbym jej. Chciałem tylko ją kochać.
Łzy, które w rezultacie spływają mi po policzkach, są czarne z powodu tego kłamstwa w mojej duszy.
Moje karmazynowe oczy, będące niczym dwa bliźniacze płomienie śmierci i piekła, są nieszczere, kiedy próbuję wmówić sobie, że potrafię być dla niej ciepły.
Nie potrafiłem udawać, że czuję miłość. Ale wiem, że już jej współczułem. Biedny motylek.
Byłem zrujnowany. Nic nie mogło ocalić mojej duszy.












































