Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Rozkaz

Rozkaz

Autorzy
Zainab Sambo
Lektury
474K
Rozdziały
107
Autorzy
Zainab Sambo
Lektury
474K
Rozdziały
107
💕Romantyczne🔒Wymuszona bliskość🎭Dramatyczne🏙️Współczesne💰Miliarderzy🤑Miliarderzy🖤Mroczne

Świat Beth lega w gruzach, gdy zostaje porwana przez mężczyznę, którego wszyscy nazywają potworem. Rogue jest chłodny, bezlitosny i złamany w sposób, którego ona nie potrafi jeszcze pojąć. Ale im dłużej jest uwięziona w jego cieniu, tym więcej dostrzega rys na jego pancerzu – a jej strach zaczyna płonąć, przeradzając się w coś, czego nie potrafi nazwać. Pożądanie. Bunt. Niebezpieczną czułość. On pragnie mieć ją na własność; ona pragnie po prostu przy nim przetrwać. Jednak gdzieś pomiędzy nienawiścią a tęsknotą, ich serca piszą zasady na nowo. Teraz Beth musi zdecydować: uciec od mężczyzny, który ukradł jej wolność, czy zostać z tym, który pokazał jej, co to znaczy naprawdę czuć, że się żyje.

Rozdział 1

Jestem królową. To mój zamek. Dajcie mi tron, a na nim usiądę.
Wtorkowa mantra była najlepsza. Lepsza niż poniedziałkowe Rób to, aż ci się uda. To wkurzało, gdy człowiek próbował osiągnąć poniedziałkowy cel, a na koniec i tak czuł tylko rozczarowanie.
Dlatego, kiedy poniedziałek mnie wkurwiał, wtorkowa mantra zawsze dodawała mi energii. Patrzyła mi prosto w oczy i mówiła dokładnie to, co chciałam usłyszeć.
We wtorki czułam się jak bogini i dbałam o to, by odpowiednio się ubrać. Może ktoś patrzył na mnie i myślał, że trochę przesadzam, ale miałam to w nosie.
Każdy dzień miał swój własny klimat. Nikt nie miał prawa zepsuć mojego wtorku. Nawet plany Boga wobec mnie musiały zejść na dalszy plan.
Nawet ten pies, który ciągle szczekał w mieszkaniu sąsiada, wreszcie dał mi spokój.
Ubrałam się na żółto. I wcale nie mam na myśli jakiegoś wyblakłego odcienia.
To był taki żółty, od którego ludzie mrużyli oczy i się gapili. A do tej żółtej sukienki i szpilek założyłam jeszcze ogromne, niebieskie kolczyki koła.
Całość dopełniały wielkie, kręcone włosy. Krzywiłam się na samą myśl o tym, że będę musiała to później rozczesać. Ale było warto.
Nauczyłam się, że nie można iść przez życie, próbując zadowolić innych i tracąc przy tym siebie. Amerykanie uwielbiali wtrącać się w nie swoje sprawy. To była jedna z rzeczy, których się o nich dowiedziałam. Skoro tak, równie dobrze mogłam dać im ciekawy temat do rozmów przy obiedzie.
W uszach dudnił mi ryk trąbiących samochodów. Z tym miastem nigdy nie było pod tym względem lepiej.
Zawsze było tylko gorzej. Powinnam już do tego przywyknąć. Mieszkałam tu od ponad roku i wciąż tego nienawidziłam.
Tęskniłam za zimną pogodą w Londynie. Tęskniłam za przyjaciółmi, ale mimo wszystko kochałam Nowy Jork.
Byliśmy ze sobą jak stare małżeństwo. Czasem świetnie się dogadywaliśmy, a czasem wcale, tak jak na przykład dzisiaj.
Kierowcy w Nowym Jorku to był zupełnie inny gatunek. Gdyby musieli, przejechaliby cię bez mrugnięcia okiem. Albo ochlapaliby cię brudną wodą z kałuży. Nie mieli też problemu z tym, by wystawić głowę przez okno i po prostu na ciebie wrzeszczeć.
Czasami pokazywali mi środkowy palec. Wtedy bez wahania odwdzięczałam się tym samym.
„Czy kiedykolwiek chciałaś czegoś tak bardzo, że nie wyobrażałaś sobie życia bez tego?” W moim życiu były dwie takie rzeczy. Poranna kawa i dzień, w którym szef naszej firmy wreszcie wyleci z roboty.
Musiałam wierzyć, że ten dzień nadejdzie. Dzień, w którym wyleci na zbity pysk. Musiałam tylko ignorować fakt, że właściciel firmy był bratem naszego szefa. Ale to przecież żaden problem, prawda?
Tylko o tym myślałam, gapiąc się na jego opuchniętą twarz. Gadał po prostu bzdury. Wszyscy nazywali to czasem wolnym Roberta. To, o czym mówił, nie miało absolutnie nic wspólnego z naszą firmą.
Nie żartuję. Musieliśmy grzecznie czekać, aż skończy paplać o głupotach. Dopiero wtedy mogło się zacząć oficjalne zebranie. I tak ledwo zwracał na nie uwagę.
Poważnie, kto w ogóle dał temu facetowi pracę?
Robert Sinclair stał na czele stołu w sali konferencyjnej i ciągle marudził. Opowiadał o tym, jak jego kumpel kupił sobie trzeci jacht, bo sam Robert kupił taki w zeszłym tygodniu. Potem zaczął się chwalić swoimi bogatymi znajomymi. Twierdził, że mamy wielkie szczęście, będąc biedakami. Dzięki temu nie musieliśmy rywalizować z innymi biedakami.
Ledwo powstrzymywałam się przed uderzeniem głową w blat. Mieliśmy przecież inne priorytety. Nasza sprzedaż spadała od tygodni i musieliśmy coś z tym zrobić. Najlepiej było znaleźć jakąś markę, która pomogłaby nam zwiększyć zyski.
Bez premii z firmy nie miałam kasy na comiesięczne zakupy kosmetyków Fenty. To uzależnienie trochę mnie kosztowało. Czasami myślałam o mojej starej pracy i zastanawiałam się, „co by było, gdyby”. Słuchanie tych durnych przechwałek Roberta to chyba była moja kara za błędy z przeszłości.
Zerknęłam na Kena, mojego sąsiada z biurka obok. Leżał przed nim jakiś magazyn. Bez pytania przysunęłam go w swoją stronę. Przynajmniej miałam zajęcie na kilka minut.
Na okładce prężył się Rogue Slade. Szok i niedowierzanie. Tia, jasne. Ten facet był na każdej okładce i w każdym cholernym kanale w telewizji.
To było irytujące i obrzydliwe. Traktowano go tu jak amerykańskiego księcia z bajki. Jeszcze rok temu myślałam, że nikt nie przebije w popularności Masona Campbella. Okazało się jednak, że każdy kraj ma swojego własnego Campbella. A przynajmniej kogoś w tym stylu.
Samo patrzenie na twarz Rogue'a Slade'a przyprawiało mnie o dreszcze. Drogi garnitur od Armaniego tylko podkreślał jego szerokie ramiona i wielkie mięśnie.
Trudno było na niego nie patrzeć. Ale jeszcze trudniej było oderwać od niego wzrok. Gdyby ktoś mi powiedział, że ten facet jest jakimś demonem, uwierzyłabym bez wahania.
Sposób, w jaki patrzył na człowieka, nawet z okładki głupiej gazety, sprawiał, że włosy stawały dęba na karku. Jego wzrok dosłownie wypalał dziurę w głowie. Był tak skupiony i zimny. Widziałam takie spojrzenie tylko u zmarłych z otwartymi oczami.
Szybko odwróciłam gazetę, żeby więcej na niego nie patrzeć. Wytrzymałam zaledwie kilka sekund, choć miałam wrażenie, że minęło co najmniej dziesięć minut.
Jeszcze chwila, a chyba by mnie opętał. Mówię poważnie. Opętania naprawdę się zdarzają. Wolałam nie kusić losu.
Zacisnęłam dłonie i wymieniłam spojrzenia z Hanną Sinclair. To była moja najlepsza przyjaciółka z pracy. Gdyby wybuchła apokalipsa zombie, Hanna jako jedyna potrafiłaby ożywić ten martwy świat.
„Słyszałaś?” – zapytała podekscytowana. Jej głos wyrwał mnie z zamyślenia. Jej niebieskie oczy aż błyszczały z radości.
Znałam tylko dwa powody takiej radości. Albo stało się coś świetnego, albo wręcz tragicznego.
„Niby co?” – zapytałam. Dopiero teraz zauważyłam, że atmosfera w sali nagle się poprawiła. Wszyscy wyglądali na bardzo zadowolonych.
Ludzie szeptali między sobą, ale nie mogłam zrozumieć ani słowa. Skupiłam więc wzrok z powrotem na Hannie.
„Z czego oni wszyscy tak się cieszą?”
„Zaczynamy współpracę z Mogue” – wyjaśniła. Od razu się odwróciła, żeby podzielić się tą nowiną z osobą obok.
Przy okazji oberwałam w twarz jej ciemnymi włosami. Panna pachniała owocowym szamponem, który aż połaskotał mnie w nos.
Mogue była najpopularniejszą marką bielizny na świecie. Kobiety oddałyby lewą rękę za ich ciuchy. Faceci za to sprzedaliby nerkę, żeby tylko ich partnerki w nich chodziły.
Ja tam wolałabym wpłacić te pieniądze na schronisko. Nie miałam zamiaru kupować absurdalnie drogiej i średniej jakości bielizny. Ludzie kupowali te rzeczy tylko i wyłącznie ze względu na właściciela.
To była stara, dobra strategia. Wystarczyło przypiąć do marki przystojną twarz, a wszystko sprzedawało się w mgnieniu oka.
Jeśli jeszcze nie domyśliliście się, o co chodzi, to już tłumaczę. Rogue Slade był właścicielem Mogue. Miał też kilka innych firm, o których wolałam nic nie wiedzieć. Pewnie brzmiałam w tym momencie jak zgorzkniała hejterka. Uwierzcie mi, wcale tak nie było.
Po prostu nie kupowałam rzeczy tylko dlatego, że reklamowała je jakaś ładna buzia. Jeśli coś było kompletnym gównem, to nie zamierzałam na to wydawać kasy.
I jakim cudem temu głąbowi Robertowi udało się nawiązać współpracę z Mogue? Nasza firma, zaszczytnie wpisana na listę Fortune 500, miała teraz spore kłopoty finansowe. Może nie działo się u nas tragicznie. Jednak Sinclair radził sobie o wiele lepiej, zanim Robert ukradł stołek, który od początku należał się Hannie.
Moim zdaniem to ona idealnie pasowała na to stanowisko. Uwielbiała makijaż. Sinclair sprzedawał kosmetyki. Odhaczone. Kochała zakupy. Sinclair sprzedawał ciuchy. Odhaczone. Znała się na butach i torebkach. Sinclair sprzedawał skórzane buty i torby. Odhaczone.
Czego tu nie rozumieć, panie Sinclair?
Zebranie dobiegło końca. Ja po prostu kiwałam głową na wszystko, co tam powiedziano. Kiedy inni zaczęli zbierać swoje notatki, wstałam z krzesła i ruszyłam w stronę wyjścia.
Głos Roberta dobiegający z tyłu zatrzymał mnie w pół kroku.
„Tak, szefie?” – zapytałam. Odwróciłam się powoli i oparłam dłonie o oparcie krzesła.
Robert posłał mi zadowolony z siebie uśmiech. Jak zwykle wyglądał na zadufanego w sobie palanta.
„Jak się dziś miewasz, Beth?”
To pytanie kompletnie zbiło mnie z pantałyku. Odchyliłam lekko głowę, by wymyślić jakąś bezpieczną odpowiedź. W końcu wypaliłam: „Wszystko dobrze, dziękuję”.
I naprawdę mówiłam to szczerze. W końcu był wtorek. We wtorki wprost tryskałam nadmierną energią.
„To świetnie” – skinął głową z aprobatą. Facet zbliżał się do pięćdziesiątki, ale na moje oko wyglądał raczej na sześćdziesiąt lat.
„Zatrzymałem cię, bo muszę z tobą porozmawiać o współpracy z marką Mogue. To dla naszej firmy ogromna szansa”.
Skinęłam głową na znak zgody.
Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wyglądał, jakby spodobała mu się moja milcząca odpowiedź.
„Nie możemy tego zepsuć. Mogue nie może dostać żadnego powodu do niezadowolenia. Dlatego postanowiłem oddelegować jednego z pracowników na spotkanie z ich zespołem. Chcę, żeby omówił z nimi wszystkie formalności”.
„Wybrałem właśnie ciebie, Beth. Chcę, żebyś tam pojechała. Masz zadbać o to, żeby pod żadnym pozorem nie pożałowali tej współpracy”.
„Że co proszę?” – wypaliłam, zaciskając dłonie na oparciu krzesła. „Ale dlaczego ja?”
„Bo świetnie wykonujesz swoją pracę i wiesz, jak rozmawiać z ludźmi. Jesteś po prostu idealną kandydatką na to stanowisko”.
Z trudem dobierałam jakiekolwiek mądre słowa.
„A… ale czy pytał pan o to Hannę? Może ona by się tego podjęła? Proszę pana, ja naprawdę nie jestem odpowiednią osobą do tej pracy”. Wpadałam w panikę. Byłam gotowa nawet błagać go na kolanach o zmianę zdania. Na samą myśl o przebywaniu w pobliżu Rogue'a Slade'a srałam w gacie ze strachu.
Robert tylko zbył moje obawy machnięciem ręki. To wkurzyło mnie jeszcze bardziej.
„Tak się składa, że to Hanna cię poleciła. Ja tylko przystałem na jej świetny pomysł”.
Moja twarz zalała się szkarłatem, a on tylko zaśmiał się pod nosem na moją reakcję.
„Nie martw się, poradzisz sobie śpiewająco. Wierzę w ciebie” – powiedział podekscytowanym głosem. „A teraz zmykaj do pracy. Zaraz wyślę ci wszystkie potrzebne dokumenty”.
„Dziękuję” – mruknęłam pod nosem. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie. Zatrzymałam się na chwilę przy drzwiach. Wzięłam głęboki oddech, by zebrać resztki odwagi i wyjść z sali.
Kiedy dotarłam do swojego boksu, zastałam Hannę rozwaloną na moim krześle. Przeglądała coś w telefonie. Gdy tylko spojrzała na moją wściekłą minę, wybuchnęła śmiechem.
„Nie wierzę, że mi to zrobiłaś” – syknęłam cicho, żeby inni pracownicy nas nie usłyszeli. „Zrobiłaś to specjalnie, prawda?”. Oparłam biodro o biurko i posłałam jej mordercze spojrzenie.
Roześmiała się tylko.
„Może troszkę?” – wymamrotała, próbując powstrzymać kolejny wybuch śmiechu. „Wiem, że masz jakiś dziwny problem do tego całego Rogue'a. Kiedy tylko nadarzyła się okazja, po prostu musiałam rzucić cię na pożarcie”.
„Nie mam żadnego problemu z Roguem!”.
Jej idealnie wyregulowane brwi powędrowały do góry.
„To dlaczego wyglądasz tak, jakbyś chciała kogoś pobić?” – zapytała z cwanym uśmieszkiem. „Mnie nie oszukasz, kochana”.
„A ty nie zepsujesz mi tego wtorku” – odgryzłam się. Zrzuciłam ją z mojego krzesła i sama na nim usiadłam.
Wzięłam kilka głębokich wdechów, żeby trochę się uspokoić. Całe to denerwowanie się nowym zleceniem było potwornie głupie. Zachowywałam się jak jakaś paranoiczka.
„Przestań panikować bez powodu. Rogue jest teraz w Kanadzie i wraca dopiero za cztery dni. Do tego czasu będziesz już po spotkaniu z ludźmi z Mogue. Więc wyluzuj cyce”. Zachichotała cicho, widząc moją złą minę.
„Poza tym facet ma ważniejsze sprawy na głowie. Nie będzie tracił czasu na spotkania w Mogue, skoro zatrudnia do tego całą armię ludzi”.
„A ty skąd niby o tym wiesz?” – zapytałam podejrzliwie.
Hanna tylko wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się z cwaniacką miną. Zwinęła czekoladkę z mojego biurka i ruszyła w stronę swojego biura.
„Jesteś podłą suką!” – krzyknęłam za nią. Kilkoro pracowników odwróciło się w moją stronę. Nie wydawali się jednak zbytnio przejęci. Słyszeli już z moich ust o wiele gorsze wiązanki.
„Tylko nie zmuszaj mnie, żebym wykorzystała moją wyższą pozycję” – odparła głośno. Po chwili zniknęła za przeszklonymi drzwiami swojego biura.

Odkryj Galateę

Snowred 3: VulkinPrezesPoważana Prequel: W niebie nie ma demonówTajemny Świat Magii Książka 1: GeniuszSeria You Książka 2

Najnowsze publikacje

Związani krwią i przeznaczeniemNasza miłość jest jak rzucanie po omackuPrzygoda na jedną nocDobrzy, źli i upiorniWrzące żądze

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 7

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 10

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 20

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 33

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 74

MOJA

by Vajlet e63

liczba książek: 8

Czekające

by Martita

liczba książek: 11