
Seria Drugie Wrażenia
Autorzy
M.C. Capocci
Lektury
985K
Rozdziały
51
Rozdział 1: Ollie
OLLIE
„Zmieniłam zdanie. Nie jadę” – powiedziałam, licząc oddechy i nerwowo się kręcąc, czekając na odpowiedź.
Po drugiej stronie telefonu panowała cisza.
Powinnam się martwić? Czy moja roześmiana siostra po raz pierwszy w życiu straciła mowę?
„Co?!” – głos Sarah był głośny w moim uchu. Ostry i bolący.
Musiałam odsunąć telefon, gdy ze słuchawki popłynął potok niezrozumiałej paplaniny.
Już wiedziałam, że będę musiała nakłamać z trzy po trzy, żeby się z tego wykręcić. Ale po pierwsze, kłamanie przychodziło mi z łatwością od piątego roku życia. A po drugie, nie ma mowy, żebym spędzała święta z rodziną nowego chłopaka Sarah.
„Niestety odmówiono mi urlopu”.
„Myślałam, że załatwiłaś to, kiedy przyjmowałaś tę pracę!” – warknęła. „Kłamiesz! Ty. Wielka. Gruba. Kłamczucho”.
„Nie wiem, o czym mówisz” – odparłam, unikając jej oskarżenia.
„Naprawdę potrzebuję, żeby ta praca się udała. Nie mogę stracić kolejnej. Bardzo mi przykro” – powiedziałam, starając się brzmieć, jakby naprawdę zależało mi na mojej zmyślonej posadzie.
„Wiem, że kłamiesz, Olivio”.
Oczywiście, że kłamałam.
Kłamanie było lepsze niż przyznanie się, że siedziałam w kawiarniach, udając, że szukam pracy.
Powiedzieć, że ostatnio nie szło mi najlepiej, to jak nic nie powiedzieć.
Moje życie było kompletną katastrofą.
Więc wymyśliłam tę bajkę o świetnej nowej pracy jako redaktorka w małym wydawnictwie.
„Już się zgodziłaś. Nie możesz mnie zostawić w ostatniej chwili!”
Cholera! Wiedziała, że kłamię, tylko nie wiedziała dlaczego.
A jak pies, który nie puszcza kości, jej umysł będzie przetrawiał każdy możliwy powód, aż odkryje prawdę.
„O nie. Wróciłaś do niego, prawda?” – powiedziała, wywołując mdłości w moim żołądku.
„Nie!” – Moje palce dotknęły miejsca, gdzie kiedyś był pierścionek zaręczynowy, jak czegoś brakującego, co wciąż mogłam wyczuć.
Cisza.
Przysięgam, że słyszałam przez telefon, jak myśli.
„Jesteś z nim z powrotem” – zaśmiała się do siebie. „Dlaczego inaczej byś nie przyjechała?”
Dlaczego, dlaczego, dlaczego tak bardzo chciała grzebać w moim nieudanym związku i biznesie?
„Słuchaj, wiem, że to dla ciebie trudny czas. Nie powiedziałaś mi żadnych szczegółów, ale jestem twoją siostrą. Po prostu uważam, że najlepiej będzie, jeśli spędzimy razem święta” – powiedziała stanowczo.
O, na miłość boską! Chciałam tylko siedzieć sama, jeść lody i płakać nad filmami Hallmark.
„Słuchaj, siostrzyczko”. – Wypuściłam długi oddech. „Rozumiem i uwierz mi, że naprawdę, naprawdę chciałabym się z tobą spotkać i o tym porozmawiać”.
Kłamałam. Olivio, dlaczego to robisz?
Bo nie mam bogatego chłopaka, który rozwiąże wszystkie moje problemy jak ty? Bo boję się, że kiedykolwiek dowiesz się, że jestem spłukana i nie mam pracy zaraz po bałaganie z Rogerem? Bo nie chcę stać się projektem charytatywnym twojej nowej bogatej rodziny.
Jedno wiedziałam o Sarah na pewno – gdyby wiedziała, co się dzieje, próbowałaby wszystko naprawić pieniędzmi.
Co gorsza, pieniędzmi, które nie były jej! Nie żeby jej nowy bardzo-bogaty-spadkobierca-funduszu-powierniczego chłopak miał coś przeciwko rozdawaniu kilku tysięcy dolarów, jestem pewna.
„Mogę porozmawiać z Alexandrem, z przyjemnością by pomógł” – dodała.
Westchnęłam ze smutkiem.
Nigdy w życiu! Słyszałam dzwony piekielne wzywające mnie ze wstydu, gdybym kiedykolwiek coś od niej przyjęła.
Za kogo się uważała? Matkę Teresę?
„Nie wszystko kręci się wokół pieniędzy, Sarah. Mówię poważnie o pracy. Nie mogę sobie pozwolić na utratę kolejnej posady” – odpowiedziałam zirytowana.
Kiedy chciałam wrzasnąć bardzo głośno, że się boję, że zaraz stracę to mieszkanie, i że po raz pierwszy od lat tracę kontrolę – w sensie załamania nerwowego – i żeby było jeszcze straszniej, radziłam sobie z tym wszystkim, leżąc nieruchomo na kanapie.
„Dlaczego musisz być taka? Nigdy nie pozwalasz mi ci pomóc” – błagała.
Dlaczego w ogóle tak jej zależało?
Moja słodka młodsza siostra była idealna. Solidna dziesiątka, podczas gdy ja byłam... no cóż, mną – zwykłe brązowe włosy, przeciętne ciemne oczy i tak chuda, że mogłabym użyć płatka Cheerios jako paska.
Mama mawiała: „Gdybyś połknęła klopsika, ludzie mogliby pomyśleć, że jesteś w ciąży”.
Haha, wcale nie śmieszne.
Wtedy wredne dzieciaki ze szkoły wołały na mnie Skeletollie albo Skinniollie, co brzmiało bardziej jak włoskie danie niż obelga.
A teraz? Cóż, wiele się zmieniło, odkąd stałam się kobietą.
Moje ciało było bardziej atletyczne i szczupłe niż krągłe ciało Sarah w stylu Marilyn Monroe.
Wciąż byłam chuda, ale lubiłam myśleć, że mam swój własny styl.
I tak, przez lata porównywałam się do idealnej Sarah, ale kto by tego nie robił?
Była piękna, krągła, elegancka, blond i w sam raz egzotyczna.
Ale najgorsze ze wszystkiego – była miła. Albo udawała miłą. Jeszcze nie byłam pewna.
Co naprawdę mnie wkurzało, tak bardzo, że nie mogłam tego odpuścić?
Cholera, uwielbiała dłubać tam, gdzie bolało.
Miała talent do grzebania w moich porażkach, a to w połączeniu z faktem, że szła przez życie dzięki swojemu wyglądowi i cyckom, wystarczało, żeby moja krew zawrzała.
W tym momencie trzymanie siostry z daleka wydawało się jedyną bezpieczną opcją dla jej przetrwania.
Tak więc otwarcie ją oceniałam, choć wiedziałam, że to złe.
Była moją młodszą siostrą, jedyną stabilną rzeczą w moim życiu, tą, która zawsze mnie wspierała.
„Więc jeśli to nie pieniądze, to na pewno chodzi o to, jak cię zdradził” – zgadła, a ja poczułam, jak powietrze ucieka z moich płuc.
Choć tego nie pokazałam, wciąż mnie to bolało.
Gdyby tylko wiedziała, co naprawdę się stało.
„Proszę, daj spokój”.
„Przestań być taka defensywna? Wiesz, że jestem po twojej stronie, prawda? To znaczy, wciąż nie mogę uwierzyć, że Roger byłby zdolny do...”
„Możemy nie?” – przerwałam jej, wypowiadając każde słowo powoli.
Ostatnią rzeczą, jakiej chciałam, było kontynuowanie tej rozmowy na ten temat.
Wdech, wydech. Nie trać zimnej krwi.
„Porozmawiamy o tym osobiście, za kilka godzin” – dodała.
„Powiedziałam, że nie jadę do Hamptons, Sarah”. – Mówiłam przez zaciśnięte zęby, wpatrując się w swoje odbicie w jednym z luster mojego nędznego mieszkania.
„Już zaczęłam się pakować”.
„Ale on już prawie tam jest, żeby cię odebrać! To Alexan...”
Rozłączyłam się, a cisza odepchnęła poczucie winy i krzyki.
Zwłaszcza krzyki.
Moje marzenia o spędzeniu spokojnych świąt samej, szukając pracy, która płaci prawdziwe pieniądze, były tuż za rogiem, a ja byłam na fali zwycięstw.
Niebo było blisko. Czułam to! Niemal słyszałam dźwięk czeków wystawianych na moje nazwisko, i wreszcie nikt nie zakłóci mojego spokoju.
Wtedy wyskoczyła wiadomość e-mail z listy niegrzecznych dzieci Świętego Mikołaja.
SKYWARD BANK.
Dział Usług Finansowych /203 West St, New York, NY 10282
Pani Olivia Summer
3107 E 25th St Unit N56, Brooklyn, NY 11226 Flatbush–Ditmas Park
Grudzień 2021
Szanowna Pani Summer
OSTATECZNE PRZYPOMNIENIE
W nawiązaniu do mojego pisma z dwudziestego ósmego listopada nie otrzymaliśmy płatności miesięcznych za ten półrocze, a pozostałe saldo pani prywatnej pożyczki do spłaty wynosi siedemdziesiąt osiem tysięcy dziewięćset osiemdziesiąt dolarów i dwadzieścia sześć centów.
Jeśli płatność za te zaległe raty nie wpłynie w ciągu najbliższych siedmiu dni, pani konto zostanie zamrożone, a podjęte zostaną dalsze kroki.
Z poważaniem,
Ben Attewell
Kierownik ds. Kont Klientów
Przeczytałam list ponownie, słowo po słowie.
Oddychaj, przełknij, oddychaj. Nie panikuj.
To się działo. To było prawdziwe. Byłam spłukana i nie miałam nic do zaoferowania poza ogromnym długiem za niedochodową karierę i nieudany biznes, który mnie wyssał do sucha.
Zamknęłam oczy, raniąc się ponownie prawdą: byłam spłukana i samotna.
Czynsz był niedługo do zapłaty, a moje konto bankowe się wyczerpywało.
Mój żołądek zaczął burczeć, utrudniając jasne myślenie.
Widziałam te programy survivalowe w telewizji. Mogłam nauczyć się żyć, jedząc korę drzew i wodę deszczową. O mój Boże... Czy ja zwariowałam?
Sprawdzałam, czy zostało mi jeszcze wino, kiedy ktoś zapukał do moich drzwi.
„Olivia Summer” – zawołał głęboki męski głos zza drzwi – „jestem tu, żeby panią odebrać”.
Sarah nie odprawiła kierowcy? Ta podstępna suka!
Moje oczy przesunęły się od drzwi do listu Bena Attewella.
Czy to był znak od wszechświata?
I wtedy stało się jasne.
Psychiczne wyczerpanie, którego doświadczę w towarzystwie tej snobistycznej rodziny, przyprawiało mnie o mdłości, ale nie mogło być gorsze niż moje nędzne mieszkanie czy radzenie sobie z moim osobistym finansowym koszmarem.
Ja, Olivia Summer, straciłam rozum.
Moje nogi już się poruszały w stronę drzwi.
Rodzina Rothschildów, nadchodzę...
Otworzyłam drzwi i szczęka mi opadła, gdy zobaczyłam, co było przede mną – wysoki, dobrze ubrany, bardzo atrakcyjny mężczyzna stojący u moich drzwi.
Był ubrany lepiej niż model z okładki magazynu, a jego ostre szare oczy i męskie rysy były tak atrakcyjne, że moje serce przeskoczyło uderzenie.
Myślę, że moje serce w ogóle przestało bić, gdy moje oczy przesunęły się po gładkiej oliwkowej skórze i ciemnych włosach tego greckiego boga.
Jeśli to był kierowca, to ja teraz identyfikuję się jako pojazd czterokołowy.















































