Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Sekrety ukrytej dziedziczki

Sekrety ukrytej dziedziczki

Autorzy
A For Anonymous
Lektury
17,9K
Rozdziały
30
Autorzy
A For Anonymous
Lektury
17,9K
Rozdziały
30
💕Romantyczne👩🏽‍🎓Studenci🎭Dramatyczne🏙️Współczesne😊Niewinne🤑Miliarderzy

Akademia Blackthorne góruje nad pełną blasku Riwierą — to królestwo bogactwa, ambicji i skandali przekazywanych szeptem. Stypendystka przybywa z jedną zasadą: pozostać niewidzialną. Prawie jej się to udaje… dopóki cieszący się złą sławą szkolny złoty chłopiec nie bierze jej na celownik. Jest czarujący, nieustępliwy i przyzwyczajony do dostawania tego, czego chce. Ona ukrywa sekrety, które mogłyby zarysować nieskazitelną fasadę Blackthorne. Ciekawość przeradza się w przekomarzanie, przekomarzanie w namiętność, a wkrótce każde spojrzenie staje się jak wyzwanie. W miejscu, gdzie plotki rozchodzą się w mgnieniu oka, pragnienie go jest niebezpieczne — a wyjście z cienia może okazać się druzgocące. Bo w Blackthorne prawda to władza… a niektóre sekrety nie pozostaną w ukryciu.

Rozdział 1: Przyjazd i sekrety

ARIA

Akademia Blackthorne, Monako
Pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłam, gdy samochód skręcił za róg, były bramy.
Czarne, z kutego żelaza, wyższe niż cokolwiek, pod czym kiedykolwiek stałam. Wykrzywiały się w górę niczym szpony chwytające niebo, a pozłacany herb odbijał blask późnego słońca Riwiery. Akademia Blackthorne.
Widziałam tę nazwę już wcześniej — wydrukowaną w błyszczących broszurach, na których dotknięcie ledwo było mnie stać, szeptaną w internetowych artykułach o wybrykach dziedziców miliarderów, czy trafiającą na skandaliczne nagłówki, gdy któryś z uczniów rozbił jacht albo wytoczył się z klubu w Monte Carlo o trzeciej nad ranem. Ale widok tego miejsca na żywo niemal zaparł mi dech w piersiach.
To nie była po prostu szkoła. To była forteca. Pałac dla bogatych, potężnych i nietykalnych.
I ja — dziewczyna, której nie powinno tu być.
Poruszyłam się na tylnym siedzeniu eleganckiego, czarnego samochodu, przyciskając dłonie do plisowanej spódnicy mojego nowego mundurka. Pachniał zbyt świeżo, zbyt czysto i zupełnie nie jak ja. Moje odbicie w przyciemnianej szybie wyglądało jak obca osoba: staranny warkocz, wypolerowane buty i usta pogryzione do krwi z nerwów.
Aria. Pod takim imieniem będą mnie tu znali. To była bezpieczna wersja mnie. Wersja, która nie niosła ze sobą skandalu przypisanego do każdej sylaby.
Nie Arabella Laurent, dziedziczka w ukryciu, odkąd imperium mojej rodziny upadło w niesławie. Po prostu Aria.
Nikt nie mógł poznać prawdy. Nie tutaj.
Kierowca zwolnił i się zatrzymał. W jego głosie brzmiał elegancki, francuski akcent, gdy odwrócił się lekko w moją stronę. „Mademoiselle, jesteśmy na miejscu”.
Skinęłam głową i zmusiłam się do uprzejmego uśmiechu, którego wcale nie czułam. „Merci”.
Drzwi się otworzyły i ogarnęło mnie gorąco. Wrześniowe słońce w Monako było bezlitosne, oblewając marmurowe schody Blackthorne złotym blaskiem. Samego budynku nie dało się zignorować — łukowate okna, bluszcz pnący się po kamiennych ścianach i iglica zwieńczona zegarem, który zdawał się obserwować dziedziniec w dole. To było miejsce, w którym pokolenia bogaczy wpisywały swoje nazwiska do historii.
Uczniowie roili się na brukowanym dziedzińcu niczym morze skrojonych na miarę marynarek, lśniących włosów i markowych butów. Śmiech rozlewał się jak brzęk kieliszków z szampanem, jasny i beztroski. Walizki toczyły się po ziemi, kufry miały wygrawerowane złote inicjały, a damskie torebki były warte więcej niż cała moja garderoba.
Ciaśniej otuliłam się marynarką, a moje palce otarły się o sztywny materiał. Nieważne, że mój mundurek wyglądał dokładnie jak ich. Wciąż czułam się jak fałszywy banknot wciśnięty w plik świeżych pieniędzy.
Wtop się w tłum. Miej głowę spuszczoną. Uśmiechaj się, kiedy musisz. Nie pozwól nikomu niczego podejrzewać.
Powtarzałam to jak modlitwę, choć puls walił mi zdradziecko. Bo bez względu na to, jak ostrożnie grałam swoją rolę, nie było ucieczki przed tym, czym byłam. Ani przed tym, kim byłam.
A potem go zobaczyłam.
Nie było trudno go zauważyć.
Stał na schodach głównego budynku, oprawiony przez słońce niczym jakiś niedbały obraz. Był wysoki i miał szerokie ramiona, a jego ciemne włosy były potargane w ten drogi sposób, który wyglądał na przypadek, ale nigdy nim nie był. Krawat wisiał luźno na jego szyi, a górny guzik miał odpięty, jakby nawet zasady Blackthorne ustępowały mu miejsca.
Wokół niego tłoczyły się dziewczyny z nogami jak z okładki, zbyt głośnym śmiechem i oczami błyszczącymi jak monety rzucane do studni życzeń. Brylował w towarzystwie bez żadnego wysiłku, a ich uwaga była walutą, której nawet nie musiał wydawać.
Mój wzrok zatrzymał się na nim, a ja nienawidziłam się za to.
Może powinnam była odwrócić wzrok. Może mogłam zmusić się do skupienia na stole rejestracyjnym przede mną. Może mogłam przypomnieć sobie, że tacy chłopcy to dokładnie to niebezpieczeństwo, na które nie mogłam sobie pozwolić.
Ale tego nie zrobiłam.
A potem, jakby to poczuł, odwrócił głowę.
Nasze oczy się spotkały.
Na jedno uderzenie serca hałas na dziedzińcu przycichł. Moje płuca zapomniały, jak pracować, a skóra mrowiła, jakby każdy mój sekret został przypięty do mojej klatki piersiowej neonowymi literami. Jego lodowato niebieskie, ostre i przenikliwe oczy pochwyciły moje spojrzenie z daleka z precyzją, która uniemożliwiała udawanie, że mnie nie zauważył.
Potem, równie szybko, jego wargi się wykrzywiły. Ale nie w uśmiechu. W ironicznym uśmieszku.
Nie był on życzliwy. Nie był gościnny. To był ten rodzaj uśmieszku, który mówił, że już umieścił mnie w jakiejś prywatnej grze, do której tylko on znał zasady.
Gorąco oblało moją szyję. Gwałtownie odwróciłam wzrok i z walącym sercem zmusiłam stopy do marszu. Stół rejestracyjny majaczył w pobliżu fontanny, gdzie nowi uczniowie ustawiali się w kolejce po przydział do pokoju. Moje ręce drżały, gdy sięgnęłam po długopis, by nabazgrać swoje imię drukowanymi literami na formularzu rejestracyjnym:
Aria Laurent.
Imię wyglądało dziwnie na papierze, jakbym je ukradła. To nie było imię, które lata temu pojawiło się w skandalach finansowych. To nie było imię szeptane jak przekleństwo w salach konferencyjnych i sądowych. To była tylko skrócona wersja. Kłamstwo.
Za mną przez dziedziniec niósł się śmiech — niski, władczy, spleciony z czymś ostrym, co sprawiło, że włosy zjeżyły mi się na karku.
Nie musiałam się odwracać, by wiedzieć, że to on.
I co gorsza — jakimś cudem wiedziałam, że wciąż mnie obserwuje.

Odkryj Galateę

Odwrócone roleJupiter's MC Książka 1: DuchAlfa EmmelineNeonUniwersum Dyskrecji: Legenda

Najnowsze publikacje

Wrzące żądzeNa cienkim lodzieŁotry z Blackwood 3: BeauPrzekroczyć granicęTak, panie Knight. Księga 4: Część druga

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 6

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 60

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 155

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 67

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 79

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 10

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 19

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 70

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 32

MOJA

by Vajlet e63

liczba książek: 8

Fajne, ale na raz

by Panna Anna

liczba książek: 28