Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Zestawienie: Glass & Grit

Zestawienie: Glass & Grit

Autorzy
Lektury
19,4K
Rozdziały
60
Autorzy
Lektury
19,4K
Rozdziały
60
🏈Historie sportowe📸Celebryci💪🏻Obrońca🏃🏿‍♂️Sportowcy🏙️Współczesne💕Romantyczne🏳️‍🌈LGBTQ🔒Wymuszona bliskość

Juxtaposition: Glass & Grit to historia dwojga sportowców stworzonych do wytrzymałości – aż do momentu, gdy kamera zażąda ich krwi.

Ash to słynna łyżwiarka figurowa z reputacją skandalistki, której życiem zarządza się niczym własnością. Ethan jest bokserem walczącym o uznanie, ukrywającym chorobę neurologiczną, która może przekreślić wszystko. Zmuszeni do bliskości na potrzeby prestiżowego dokumentu, stają się jednocześnie podmiotami i spektaklem, uwięzieni w sieci kontraktów, zdrad i starannie zredagowanej prawdy.

Gdy ich prywatne pęknięcia wychodzą na jaw, wrogość przeradza się w instynkt opiekuńczy, a intymność staje się jedyną rzeczą, która wydaje się prawdziwa.

Niepunktowane programy

ASHTON

Śniadanie powinno być świętością. To słowo Annie, wypowiadane tak, jakby błogosławiło stół i chroniło to, co się przy nim dzieje. W tym domu „świętość” oznacza głównie to, że jest zaplanowane, kontrolowane i używane jako karta przetargowa, gdy ktoś chce, żebyś był posłuszny przed południem.
Zjadłem już połowę jajek, kiedy otworzyły się drzwi. Moją pierwszą myślą była irytacja z powodu tej pory, a nie ciekawość. Znowu jajka sadzone, nie dlatego, że je lubię. Ktoś po prostu uznał, że moje preferencje nie mają znaczenia.
Żółtka już powoli rozlewały się po białkach, kiedy weszła Annie. Miała w sobie tę spokojną pewność siebie, którą zawsze emanuje. Zachowywała się tak, jakby cały budynek czekał, aż przyjdzie i powie mu, czym jest. Rzuciła na stół gruby plik magazynów. Żadnego powitania. Żadnego ostrzeżenia.
Dźwięk był na tyle ciężki, że wydawał się celowy. Błyszczący papier uderzył o drewno niczym wyrok. Następnie Annie z dużą ostrożnością odsunęła mój talerz na bok. Zrobiła to tak, jakby robiła miejsce do rozłożenia dowodów. Na szczycie stosu leżała brązowa teczka z naderwanym zamknięciem.
Nie tak to powinno wyglądać, co oznaczało, że otwarto ją celowo. „Co to jest?” – zapytałem, sięgając po sok z gujawy.
Zimny. Cierpki. To jedyna część poranka, która wciąż smakuje tak, jakby należała do mnie.
„To są” – powiedziała, krzyżując ręce na piersiach niczym zamykane drzwi – „wszystkie magazyny sportowe, w których o tobie w tym roku wspomniano.”
Wspomniano, wypowiedziane jak oskarżenie.
Spojrzała znowu w dół, przeliczając to w myślach bez cienia przeprosin. „Właściwie to w ciągu pięciu miesięcy.”
Spojrzałem na stos. Ona spojrzała na mnie. Annie zawsze patrzy tak, jakby czekała, aż przyznasz się do winy. Robi to, nawet jeśli ma już dowody i po prostu chce mieć satysfakcję z tego, że w końcu to do ciebie dociera.
„Sam wiesz, w jakim świetle cię przedstawili” – powiedziała.
„Mogę się domyślić.” Wziąłem łyk i potrzymałem sok w ustach dłużej, niż to było konieczne. Jakbym mógł przedłużyć tę chwilę, zachowując smak. „Więc co to za teczka?”
„To propozycja.”
„Czy Maeve oficjalnie postradała zmysły?”
Wyraz twarzy Annie się nie zmienił. „To nie jest tego rodzaju propozycja, Ash. I bardzo bym chciała, żebyś potraktował ją poważnie.”
„Próbuję” – powiedziałem, wskazując na bałagan, który zrobiła na stole, jakby śniadanie było tylko przeszkodą, którą trzeba przesunąć. – „Dajesz mi same okruchy i zachowujesz się tak, jakbym miał się domyślić całej reszty.”
Pochyliła się odrobinę do przodu. Wystarczyło to, by zmienić atmosferę w pokoju. „To od Briana Kenny'ego.”
To nazwisko sprawiło, że zamarłem z otwartymi ustami. Mój uścisk na szklance zacisnął się mimowolnie. „Brian Kenny.”
„Tak” – powiedziała Annie. Była już zniecierpliwiona moją potrzebą potwierdzenia rzeczywistości, zanim na nią zareaguję. – „Ten reżyser. Sleeper Cell. You, In My Sight. As the Wind Blows.”
„Nie interesuje mnie aktorstwo.”
„To nie jest aktorstwo.” Jej głos stał się ostry. „To film dokumentalny. Chce cię obserwować. Ciebie i pewnego boksera.”
„Boksera” – powtórzyłem, ponieważ mój mózg odmówił przyjęcia tej informacji tak po prostu.
Annie stuknęła w teczkę paznokciem. „Tytuł roboczy to Glass and Grit. To projekt dokumentalny.”
Wpatrywałem się w teczkę, jakby mogła zmienić kształt, gdybym wystarczająco długo unikał patrzenia na to, co jest w środku. Moje imię było nabazgrane na froncie grubym markerem. Litery były nierówne i ciężkie. Wyglądało to tak, jakby ktoś pisał to w irytacji.
„Dlaczego miałbym się na to zgodzić?” – zapytałem. Nienawidziłem tego, jak słabo zabrzmiał mój głos, jakby to pytanie wymknęło się mojej kontroli.
Annie nie odrywała ode mnie wzroku. Spojrzała tym swoim menedżerskim wzrokiem. Używa go zawsze wtedy, gdy chce sprawić, by moje wybory wydały się mniej ważne niż jej plan.
„Ponieważ ludzie uważają, że jesteś śmieciem.”
Prosto z mostu. Koniec. Żadnego dramatyzmu. Żadnego owijania w bawełnę. Te słowa padły tak, jakby oszczędzała je na moment, w którym wyrządzą największe szkody.
Prychnąłem, bo prychanie jest łatwiejsze niż przyznanie, że cokolwiek w mojej piersi drgnęło. „Nie mylą się.”
„Śmieci nie przyciągają sponsorów” – powiedziała. – „Śmieci nie przynoszą pieniędzy. A ja mam rodzinę na utrzymaniu.”
Posłałem jej gniewne spojrzenie. „Sama zdecydowałaś się być moją menedżerką. Nigdy nie prosiłem, żebyś się w to angażowała. Nigdy nie prosiłem nikogo z was o pomoc.”
„To rozmowa na inny dzień” – powiedziała i usiadła. Zachowała się tak, jakby temat można było odłożyć na półkę, bo ona już z nim skończyła.
Jej głos nieco złagodniał. Zawsze tak robi, gdy chce, by kontrola przypominała troskę. „Posłuchaj. To twoja szansa, by przypomnieć ludziom, że zasługujesz na miejsce wśród najlepszych. Brian wraca po przerwie. Branża pragnie czegoś szczerego. Jeśli pojawisz się na tym ekranie, ludzie spojrzą na ciebie inaczej.”
Wpatrywałem się w mój sok z gujawy. Nie smakował już świeżo. Smakował jak strategia. Jak plan, który wymagałby ode mnie bycia człowiekiem w sposób, z którym nie potrafię sobie bezpiecznie poradzić.
„Za godzinę mam trening” – mruknąłem, wstając zbyt szybko. Nogi krzesła zazgrzytały o podłogę. – „Wstrzymaj się z tym.”
„Ash.”
Nie zostałem. Ruszyłem korytarzem, mijając oprawione w ramki zdjęcia rodzinne. Wyglądały one mniej jak obraz miłości, a bardziej jak spis inwentarza.
W moim pokoju nadal panował bałagan po wczorajszej nocy. Przeszedłem nad bluzą z kapturem, chwyciłem torbę sportową i nie sprawdziłem, co jest w środku. Jeśli czegoś zapomniałem, trudno. Wszystko można zastąpić. W tej rodzinie można zastąpić wszystko z wyjątkiem wizerunku, który kazali ci utrzymać.
Głos Annie i tak podążył za mną. Nie odwróciłem się. Pchnąłem drzwi wejściowe i pozwoliłem im zatrzasnąć się za mną.
Słońce uderzyło we mnie mocno. Było zbyt jasne. Zbyt pewne siebie.
Wsiadłem do samochodu, wcisnąłem przycisk zapłonu, a silnik obudził się z cichym warkotem. Brzmiał tak, jakby był zirytowany, że go potrzebuję. Wycofałem wystarczająco szybko, by zarysować krawężnik. Wystarczająco, by zostawić dowód na to, że tu byłem i wyjechałem w złym humorze.
Dobrze.
Ludzie uważają, że jestem śmieciem. Powiedziała to jak diagnozę.
Gdybym chciał historii o odkupieniu, mógłbym ją kupić. Mógłbym usiąść w świetle reflektorów, założyć sweter sugerujący pokorę i pozwolić, by mój głos zadrżał w odpowiednich momentach. Powiedzieć, że dojrzałem. Powiedzieć, że się uczę.
Ludzie traktują wyuczony żal jak dowód na głębię charakteru. Jestem kiepski w kłamaniu.
A Annie ma rację. Jestem śmieciem. Bez dramatyzowania. Tak po prostu. Zepsutym owocem na blacie, który wszyscy wytykają palcami. Mijają go, będąc jednocześnie zdegustowanymi i rozbawionymi.
Nagłówki w gazetach nie dotyczą jazdy na łyżwach. Nigdy ich to nie obchodzi.
Nakrzyczałem na mojego trenera podczas międzynarodowych zawodów. Mikrofon był włączony. Kamery nagrywały. To stało się filmikiem, który ludzie odtwarzali bez końca. Dzięki niemu czuli się moralnie czyści.
Pojawiła się też plotka o sponsorce. Nie spałem z nią. Nie zaprzeczyłem też temu. Byłem pijany i zmęczony, a ona lubiła uwagę. Prawda wymagała wysiłku. Nauczyłem się, że świat nie nagradza wysiłku, chyba że można go dobrze sprzedać.
Jest też nagranie zza kulis. Ja wymiotujący podczas wywiadu dla prasy, zgarbiony, jakby coś obrzydliwego w końcu wypłynęło na wierzch. Wszyscy założyli, że to narkotyki, bo taka historia dobrze się sprzedaje. Nikt nie zapytał, dlaczego nic nie jadłem.
Więc teraz jestem po prostu chodzącym skandalem, który przypadkiem jeździ na łyżwach. Zbiorem złych decyzji, ubranym w cekiny. W tym wszystkim nie ma już mowy o krawędziach łyżew, pracy nóg, tabelach wyników, ani o godzinach treningów, które wyryłem w swoim ciele, dopóki nie zaczęło działać jak broń. Liczą się tylko plotki. Hałas. Brokat i popiół.
Rola złoczyńcy jest już obsadzona. Złoczyńcy przynajmniej nie muszą błagać.
Kiedy dotarłem na miejsce, na lodowisku było cicho, a ta cisza wydawała się zasłużona. Pchnąłem boczne drzwi i pozwoliłem, by zimno wgryzło się w moje płuca. To ten rodzaj czystego dyskomfortu, który nie udaje, że dba o twoje uczucia.
Lód nie dba o to, co ludzie o mnie myślą. Reaguje tylko na to, co ja z nim robię.
Rzuciłem torbę przy ławkach, wciągnąłem buty i zacząłem je sznurować. Ciasno. Zawsze ciasno. W tym ucisku jest pewien komfort. W myśli, że możesz pociągnąć coś na tyle mocno, by powstrzymać to przed wyślizgnięciem się.
Kiedy wszedłem na lód, moje myśli stały się lżejsze. Moje ciało przejęło kontrolę. Obrót. Odepchnięcie. Łuk. Skok. Lądowanie.
Jeszcze raz. Szybciej.
Wykonywałem program, dopóki moje nogi nie zaczęły mówić tym znajomym językiem pieczenia i wysiłku. Słuchałem go, bo to jedyny głos w moim życiu, który nie próbuje mną manipulować. Jazda na łyżwach to jedyne miejsce, w którym mogę istnieć bez konieczności tłumaczenia się. Żadnych wywiadów. Żadnych przeprosin. Żadnych nakładających się na siebie głosów rodziny, które zachowują się, jakby były właścicielami mojej krwi. Ruch jest szczery. Ruch należy do mnie.
Upadłem raz przy skoku, a wstrząs po uderzeniu rozszedł się po moim kręgosłupie. To był ten rodzaj uderzenia, który sprawiłby, że widownia wstrzymałaby oddech, gdyby ktokolwiek na to patrzył. Właśnie dlatego lubię puste lodowiska. Zignorowałem to.
Wstałem, poprawiłem wejście w skok i wykonałem go ponownie. Ostrzej i mocniej.
Perfekcja zawsze najpierw żąda krwi.
Wycierałem się ręcznikiem w pobliżu barierek, gdy za mną zazgrzytały płozy. „Cóż” – odezwał się głos. – „To było dramatyczne.”
Nie odwróciłem się od razu. Nie musiałem. Maeve nigdy nie wchodzi nigdzie cicho.
Kiedy w końcu na nią spojrzałem, stała na skraju lodu. Jej czapka była zbyt czysta. Loki wysypywały się spod niej niczym ozdoba, a grzywka układała się sztywno i celowo. Jej oczy obserwowały mnie z umiarkowanym zainteresowaniem. Wyglądałem dla niej jak nagłówek, w który kliknęłaby z nudów.
„Spóźniłaś się” – powiedziałem.
„Nie miałam w planach treningu” – odpowiedziała. Podjechała bliżej z kontrolowaną swobodą, a jej płozy szumiały cicho. Zachowywała się tak, jakby chciała wydawać się niegroźna.
Maeve i ja mamy tę samą agencję. Dzielimy też tę samą historię, kiedy zarząd chce bajki dla kamer i sponsorów. Czasami nadal gramy w tę grę.
Czasami odgrywamy w prywatności inne wersje, gdy oboje pragniemy tarcia bardziej niż rozmowy.
Nie jest złą łyżwiarką. Jest dobra technicznie, dopracowana i ładna w taki sposób, jaki lubią sędziowie. Drażni mnie tylko pustka, która się za tym kryje. Mam wrażenie, że robi to dla aprobaty, a nazywa to kunsztem artystycznym.
Przejechała po mnie wzrokiem. „Wyglądasz, jakbyś spał pod mostem.”
„Spałem dobrze.”
Mruknęła nieprzekonana. Następnie spojrzała w stronę ławek, jakby zastanawiała się, czy usiąść, czy zostać, czy w ogóle zaangażować się w bycie tutaj. Maeve zawsze wykonuje takie drobne kalkulacje, nawet w stosunku do ludzi, przed którymi już wcześniej się rozbierała.
„Co się stało?” – zapytała. Te słowa zabrzmiały niemal jak wyuczone, jakby mówiła je wcześniej komuś innemu.
„Moja siostra chce sprzedać moją duszę” – powiedziałem.
Kącik ust Maeve drgnął. „To na tyle mgliste, że może być prawdziwe.”
„Brian Kenny” – dodałem.
To przykuło jej uwagę. Uniosła podbródek. „Ten Brian Kenny.”
„Tak.”
Zrobiła to, co zawsze. Jej wyraz twarzy stał się zamyślony w sposób, który obcym wydaje się pełen empatii. „Więc mówisz, że zyskasz sławę w innej dziedzinie.”
„Mówię, że ludzie będą na mnie patrzeć pod innym kątem.”
Maeve zwolniła w pobliżu barierki. „Nienawidzisz, gdy na ciebie patrzą.”
Znowu wytarłem ręce, chociaż były już suche. „Każdy i tak myśli, że mnie zna.”
Przyglądała mi się jeszcze przez chwilę, po czym jej ton się zmienił na lżejszy i bezpieczniejszy. „Jeśli to zrobisz, przynajmniej będziesz miał lepsze oświetlenie.”
Spojrzałem na nią, a ona uśmiechnęła się, jakby zrobiła coś miłego. To nie była uprzejmość. To było odwrócenie uwagi. Specjalność Maeve.
Jedyny moment, w którym wydaje się prawdziwa, to czas w łóżku. Wtedy ta idealna powłoka pęka i pojawia się w niej coś egoistycznego. Ta Maeve jest głodna. Bez ocen. Ta Maeve nie wymaga od ciebie bycia dobrym, wymaga tylko obecności.
Ta Maeve nigdy nie pojawia się na lodowisku.
***
Szyby samochodu zaparowały do tego stopnia, że świat na zewnątrz stał się tylko niewyraźnym zarysem.
Maeve usiadła na mnie okrakiem na fotelu kierowcy. Zachowywała się tak, jakby to miejsce należało do niej. Oparła dłonie na mojej szyi. Jej uścisk był mocny, pozbawiony czułości. Powietrze zrobiło się gęste od gorąca i perfum. Słodycz różanego balsamu mieszała się z zapachem potu i gumy. Jej ruchy były celowe. Dążyła do tarcia z takim skupieniem, jakiego nigdy nie wkłada w rozmowę.
Jej wilgotne loki zmierzwiły się wokół twarzy. Szminka starła się w kącikach ust. W tym wydaniu wyglądała bardziej ludzko. Wiedziałem, że chciała, abym to zauważył. Jakby niedoskonałość mogła być darem. Jakby mogła kupić intymność, po raz pierwszy rezygnując z idealnego wyglądu.
Jej ciało dokładnie wiedziało, co robić. Moje po prostu za nim podążało, ponieważ naśladowanie jest łatwiejsze niż czucie.
Moja dłoń wsunęła się w górę jej uda, pod spódnicę. Ciepła skóra spotkała się z moimi opuszkami palców. Zadrżała. Albo to ja zadrżałem. To nie miało znaczenia. Samochód trzeszczał pod nami. Jakby narzekał, że musi znosić coś tak napiętego.
Wyszeptała moje imię, szorstko, ledwie wyduszając z siebie ten dźwięk. Nie odpowiedziałem.
Skroplona para spływała po przedniej szybie powolnymi strugami. Jej paznokcie wbijały się w moje ramię, by utrzymać równowagę, a nie z czułości. Nie patrzyła na mnie, lecz bardziej przeze mnie. Jakbym był narzędziem, do którego nie chciała się przywiązywać.
Moja głowa i tak odtwarzała głos Annie. Spokojny i okrutny. Ludzie uważają, że jesteś śmieciem.
Oddech Maeve uwiązł jej na moment w gardle. To była drobna rysa w jej kontroli. Jakby chciała ode mnie czegoś, co nie pasowało do naszego układu. Potem pęknięcie znowu się zasklepiło. Jakby usłyszała samą siebie i jej się to nie spodobało.
Kiedy było po wszystkim, nadal na mnie siedziała. Łapała oddech. Oparła dłonie na mojej klatce piersiowej, jakby to było ich miejsce. Nie czułem, jakby to były dłonie. Przypominały element układu, ułożony z myślą o choreografii. Coś, co jej zdaniem wyglądałoby dobrze, gdyby ktoś mógł nas zobaczyć.
„Było dobrze” – mruknęła. – „Dobrze z tobą było.”
Gapiłem się ponad nią na sufit mojego samochodu. Patrzyłem na małą, plastikową zawieszkę w kształcie kwiata, zwisającą z lusterka. Była radosna w sposób, który wydawał się obraźliwy. Cisza, która nastała potem, niczego nie złagodziła. Sprawiła tylko, że pustka stała się jeszcze bardziej wyraźna.
Dwoma palcami pod moim podbródkiem skierowała moją twarz ku sobie. Zrobiła to powoli, celowo. Jej paznokcie wbijały się w moją kość policzkową. Wystarczająco ostro, by przypomnieć mi, że ona zawsze czegoś chce, nawet gdy udaje, że tak nie jest.
„Było ci dobrze?” – zapytała. Jej głos próbował brzmieć kokieteryjnie i lekko.
Pozwoliłem ciszy trwać. Nie po to, by ją ukarać. Po prostu moje usta odmawiają dawania pocieszenia, w które nie wierzą.
„Było w porządku” – powiedziałem. – „Możesz się teraz przesunąć?”
Jej szczęka drgnęła. Zsunęła się ze mnie bez słowa. Sięgnęła do torebki i wyciągnęła z niej chusteczki, jakby to była kolejna rutynowa czynność przed sprzątnięciem i wyjściem. Sprawnie. Precyzyjnie.
„Chcesz jedną?” – zapytała. Resztki ciepła zdążyły już wyparować.
Sięgnąłem po pudełko z chusteczkami i wytarłem się bez odpowiedzi. Wyrzuciłem papier przez okno. Dowody zatarte.
Ustawiłem fotel, wciągnąłem z powrotem spodnie i uruchomiłem samochód. „Gdzie mam cię podrzucić?”
Zapięła pas bezpieczeństwa i sprawdziła grzywkę w lusterku kosmetycznym. Poprawiła usta, jakby znowu przygotowywała się na to, by ktoś ją zobaczył.
„Do mojego mieszkania” – powiedziała.
Żadnego podziękowania. Żadnej czułości. Żadnej ciągnącej się historii, by udawać, że to było coś więcej, niż w rzeczywistości. Po prostu cel podróży.

Odkryj Galateę

Miasto Bez PamięciZakochani przyjacieleWojownicy ToriiKarmazynowy KielichUniwersum Dyskrecji: Metaman

Najnowsze publikacje

Nasza miłość jest jak rzucanie po omackuPrzygoda na jedną nocWrzące żądzeNa cienkim lodzieŁotry z Blackwood 3: Beau

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

RM

by proud_fox_575

liczba książek: 188

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 6

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 61

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 10

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 20

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 72

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 33

Czekające

by Martita

liczba książek: 11