
Klątwa Lyanny
Autorzy
Lektury
246K
Rozdziały
14
Układ
Prequel Przeklętego Partnera: Klątwa Lyanny
LYANNA
Od chwili, gdy go poznałam, wiedziałam, że to pewnie nigdy nie będzie miłość.
Miałam obowiązek do spełnienia, a on także.
Wpatrywałam się w niego w milczeniu, podczas gdy pastor między nami kontynuował swoją przemowę o miłości i duszy. Przestałam go słuchać, bo wiedziałam, że miłość nie była powodem dzisiejszego dnia.
Nagle poczułam się nieswojo i rozejrzałam się wokół. Wszyscy patrzyli na mnie bez wyrazu. Odwróciłam się do Johna i zobaczyłam jego szeroko otwarte oczy. Patrzył na mnie i ponaglał do odpowiedzi.
„Och...” Spojrzałam na pastora z uśmiechem. „Tak.”
Odwróciłam się z powrotem do Johna. Próbowałam znaleźć w nim coś dobrego. Miałam nadzieję, że nie sprzedałam właśnie swojego życia dla ambicji mojej rodziny. Był potężnym mężczyzną o twardych rysach twarzy od lat ciężkiej pracy w naszej osadzie. Jego szarobrązowe włosy i matowe, szare oczy wyglądały na zmęczone, jak u każdego w tej okolicy.
Tak teraz wyglądało życie na świecie. Minęło prawie dziesięć lat od zakończenia wojny, ale nadal przyzwyczajaliśmy się do życia w ukryciu. Po pojawieniu się wilczych potworów przywódcy naszego kraju zaczęli wojnę ze stadami. Od razu stali się oni wrogami. Mieliśmy ciężkie maszyny i broń. Oni byli jednak silniejsi, szybsi i prawie niezniszczalni.
Teraz było ciężko, żyjąc w ukrytej osadzie, po spędzeniu większości życia w wygodzie.
John powiedział szybkie „tak”. Następnie krótko pocałował mnie w usta, gdy ceremonia dobiegła końca. Odwróciliśmy się i uśmiechnęliśmy uprzejmie. Cała osada wiwatowała i poszła za nami z zimnego kościoła na miejsce wesela.
Pod koniec dnia nasi rodzice przeszli z nami przez miasteczko. Zatrzymali się przed dużym, piętrowym domem.
„Witajcie w waszym nowym domu, nowożeńcy!” powiedział ojciec Johna i zarazem szef rady wioski, gdy staliśmy przed wielkim budynkiem.
„Rozpiera nas dziś duma z waszej dwójki. Nasze rodziny są teraz połączone. Pewnego dnia staniesz na czele rady”, powiedziała dumnie jego matka. Poklepała go po ramieniu, po czym odeszła.
„To za wiele, nie powinniście byli...”, powiedziałam nieśmiało.
„Bzdura”, zaprzeczyła moja matka. „To dom godny radnego i jego rodziny. Moje gratulacje dla waszej dwójki”. Sztywno ścisnęła mnie za ramiona, zanim odeszła.
Przez chwilę patrzyłam w milczeniu na dom. Potem odwróciłam się do Johna. Zmarszczyłam brwi, gdy zignorował mnie i wszedł do środka bez słowa.
Weszłam za nim i stanęłam zaraz za progiem. Moje oczy błądziły po domu, który od teraz miałam nazywać swoim własnym.
Było tam ciepło i pełno ładnych rzeczy. Wiedziałam, że te przedmioty zostały zabrane z innych domów dziesięć lat temu, gdy nasi ludzie nie mieli nic. Weszłam do salonu i spojrzałam na duże lustro w złotej ramie na ścianie. Moje długie, czarne włosy były wplecione w krótki welon. Moje zielone oczy patrzyły na mnie z lustra. Były pełne smutku, ale też iskierki nadziei, że to małżeństwo skończy się dobrze.
„Wygląda na to, że rozpalili dla nas w kominku...”
Odwróciłam się zdziwiona jego słowami. Następnie spojrzałam za niego na jasny ogień w kominku.
„To miło z ich strony”, odpowiedziałam, nie wiedząc, jak mam się przy nim zachować.
„Słuchaj... Lyanna...”, powiedział. Zrobił krok do przodu i nerwowo potarł dłonią kark. „Oboje wiemy, że to było małżeństwo z rozsądku... ale chcę, żebyś wiedziała, że traktuję mój obowiązek wobec naszej społeczności bardzo poważnie”.
„A twój obowiązek wobec mnie?” zapytałam. Zastanawiałam się, jakie miejsce zajmuję na jego liście priorytetów.
„Mój obowiązek wobec naszych ludzi to mój obowiązek wobec ciebie”, odpowiedział szorstko.
„Rozumiem”, powiedziałam chłodno. Odwróciłam się z powrotem do lustra i mojego odbicia. Nie wiedziałam, dlaczego jego odpowiedź mnie zdenerwowała, skoro właśnie tego się spodziewałam.
„Jesteś zmęczona?” zapytał niepewnie. Oboje rozumieliśmy, co musieliśmy teraz zrobić.
„Troszkę...”, odpowiedziałam, po czym odwróciłam się do niego z uśmiechem. „Chyba powinniśmy się przebrać”.
Pokiwał w milczeniu głową, a następnie zaprowadził mnie na górę do sypialni. Wszystkie nasze rzeczy zostały już przyniesione i rozpakowane. Zapewne zrobiły to nasze matki. Rozpięłam zamek z tyłu sukienki. Trzymałam ją tak, aby nie spadła, gdy niezgrabnie poruszałam się po pokoju w poszukiwaniu swoich ubrań.
„Masz”, powiedział i podał mi dużą koszulę.
„Dziękuję”, odpowiedziałam. Założyłam ją przez głowę i zdjęłam sukienkę. Odwróciłam się do lustra i zaczęłam wyciągać wsuwki z włosów. Powoli rozplatałam warkocze, aż moje długie, czarne włosy opadły na ramię. Nadal były pofalowane od splotów.
Podeszłam do łóżka. Moje oczy otworzyły się szerzej, gdy zobaczyłam rozebranego do pasa mężczyznę, który siedział już pod pościelą. Szybko weszłam pod grubą kołdrę i naciągnęłam ją aż po samą brodę. Chłonęłam ciepło, które chroniło mnie przed zimowym powietrzem.
Przekręciłam się, by na niego spojrzeć. Widziałam, że całe jego ciało było napięte.
„John?” powiedziałam cicho, zastanawiając się, co się stało.
Odwrócił się do mnie, a ku mojemu zaskoczeniu, jego oczy były pełne nowych emocji, których wcześniej u niego nie widziałam. Było to coś gorącego i dzikiego. Przez chwilę patrzył na mnie w milczeniu. Potem pochylił się i odgarnął włosy z mojego ramienia. Odsłonił w ten sposób skórę spod dużej koszuli, która zsunęła się na bok.
Zamarłam na ten dotyk. Był delikatny i nieśmiały, a po moich plecach przeszły dreszcze. Prawie w ogóle nie znałam tego mężczyzny. A jednak to uczucie sprawiło, że chciałam więcej. Takie zainteresowanie było zaskakujące. Przecież przez cały dzień zamienił ze mną ledwie kilka zdań.
Zanim zorientowałam się, co robię, przysunęłam się bliżej i przycisnęłam swoje usta do jego warg. Położyłam dłonie na jego nagiej klatce piersiowej, podczas gdy jego duże, szorstkie ręce chwyciły mnie za ramiona. Całował mnie coraz dłużej, gdy oddaliśmy się naszemu pragnieniu, rozpoczynając nasze wspólne życie.















































