
Żar
Autorzy
Arri Stone
Lektury
307K
Rozdziały
28
Przystojni strażacy
DANNI
Ziemia drżała, gdy dwa wozy strażackie pędziły ulicą. Syreny wyły głośno, a światła odbijały się od okien pobliskich budynków. Wychodziłam z pracy, trzymając klucze w ręku, gdy je zobaczyłam. Przyglądałam się im przez chwilę.
„Hej, widzisz to? Jadą w stronę naszej ulicy” mówi Alison. Chwyta mnie za ramię. Ona też skończyła pracę. Ma stanowisko tuż obok mnie, co jest naprawdę fajne.
Alison jest moją najlepszą przyjaciółką i mieszkamy razem. Trochę bałaganimy i ciągle coś się dzieje, ale nigdy nie chciałabym tego zmieniać.
„Chodź” mówi i pobiegłyśmy do mojego samochodu.
Jedziemy do domu, ale kiedy skręcamy w naszą ulicę, pojawia się problem. Lokalna kawiarnia płonie. Jest zaledwie kilka domów od nas.
Wszędzie pełno ludzi. Niektórzy mają wyciągnięte telefony. Inni po prostu patrzą. Wszyscy wyglądają na zaniepokojonych albo zaciekawionych.
Wozy strażackie blokują drogę, więc muszę zaparkować dwie ulice dalej. Resztę drogi idziemy pieszo, ale nie możemy dojść do naszego budynku.
Dym unosi się w powietrzu. Jest gęsty i szary. Smród spalenizny jest bardzo intensywny.
„Myślisz, że da się tam jakoś przejść?” pytam. Obserwuję strażaków przy pracy. Cieszę się, że nasz dom jest trochę dalej.
Alison bierze mnie pod ramię. „Zapytajmy któregoś z nich”.
Stałyśmy nadal w miejscu. Udawałyśmy, że przejmujemy się pożarem, ale tak naprawdę przyglądałyśmy się strażakom. Kto nie lubi facetów w mundurze?
Odpływam myślami. Wyobrażam sobie, jak jeden z nich mnie ratuje. Jego dłonie trzymają mnie za tyłek. Przyciska mnie do ściany, żeby mnie chronić. Robi mi się gorąco.
Alison robi to samo. Macha do jednego z facetów. „Przepraszam! Możemy przejść? Mieszkamy tam dalej”.
Strażak, który do nas podchodzi, jest wysoki i umięśniony. Pot lśni na jego czole. Wypuszcza powietrze. „Sprawdzę najpierw, czy to bezpieczne”. Odchodzi, żeby porozmawiać z innym strażakiem. Widzę, jak obaj patrzą w naszą stronę.
„Kurczę, ale z niego przystojniak” szepcze Alison. Wachluje się ręką.
Śmieję się i mam czerwoną twarz. „Nie ma szans, żeby był singlem. A jeśli jest, to pewnie stoi do niego długa kolejka kobiet”.
Alison przewraca oczami. „Twój ex naprawdę cię zniszczył. Nie każdy facet to dupek. Powinnaś z nim poflirtować”.
„A czemu ty tego nie zrobisz?” odpowiadam.
Uśmiecha się. „Mam na oku tamto ciacho”. Oblizuje wargi.
Śmieję się głośno. „O kim mówisz?”
Wskazuje grupę strażaków. Jeden z nich jest starszy. „Wiesz, że lubię starszych facetów. To ten. Sprawia, że już jestem mokra”.
„Alison! Ogarnij się!” Opuszczam jej rękę i zaczynam się śmiać.
Stoimy w miejscu jak kołki. Dlaczego nigdy wcześniej nie wpadłam na to, żeby umawiać się ze strażakiem?
HAYDEN
Dostajemy zgłoszenie – pożar w kawiarni. Wsiadamy do wozów i jedziemy na miejsce zdarzenia. Syreny wyją głośno.
Na szczęście to niedaleko.
Kiedy docieramy na miejsce, blokujemy całą ulicę. Pożar jest poważny, ale ogień nie zajął innych budynków.
Całe szczęście.
Podchodzi do mnie Rocky. Uśmiecha się. Spogląda na tłum gapiów, po czym dotyka mojego ramienia.
„Te dziewczyny chcą przejść. Mieszkają tu obok” klepie mnie w plecy. „Powinieneś z nimi pogadać”.
Kręcę głową.
„Nie interesuje mnie to”.
Rocky od jakiegoś czasu próbuje mnie zeswatać.
Przewraca oczami.
„Daj spokój, minął już rok, nie? Twoja ex była absolutną wiedźmą, ale nie wszystkie laski takie są” jego głos łagodnieje.
Wzdycham.
„Po prostu nie wiem, czy jestem na to gotowy”.
To kłamstwo i dobrze o tym wiem.
Moja poprzednia partnerka bardzo mnie zraniła, a nadal pojawia się na moich koncertach tylko po to, żeby mnie dalej dobijać.
Rocky się uśmiecha.
„Patrz – one cały czas się na nas gapią”.
Śmieję się.
„Wszyscy się na nas gapią, kiedy się pojawiamy”.
Zostaliśmy ogłoszeni jako jeden z najseksowniejszych zespołów strażackich w stanie i szczerze mówiąc, zaczynało nam to schlebiać.
Rocky wzdycha.
„Racja. Mam im powiedzieć, że mogą przejść?”
„Pożar ugaszony. Został tylko dym, nic im nie będzie, jeśli przejdą po drugiej stronie ulicy” wskazuję na dwie kobiety, o których mówi.
„Twoja strata, stary. Jedna z nich jest naprawdę słodka. Mówię serio, naprawdę, naprawdę słodka” Rocky uśmiecha się, klepie mnie w plecy i odchodzi.
Idzie prosto do dziewczyn. Nie widzę ich twarzy.
Czuję ucisk w piersi – moja była nadal mnie prześladuje i nie jestem pewien, czy jestem gotowy na nową relację.
Rocky rozmawia z dziewczynami. Jedna z nich jest bardziej towarzyska. Bawi się włosami i śmieje się ze wszystkiego, co mówi.
Typowy Rocky – jest tak swobodny, że ludzie od razu go lubią.
Dziewczyny przechodzą za wozami strażackimi, a kiedy wychodzą po drugiej stronie, w końcu mogę dobrze im się przyjrzeć. Jedna z nich przyciąga mój wzrok.
Ma słodki mały nosek i wygląda niewinnie, co sprawia, że serce zaczyna mi walić jak szalone. Może Rocky miał rację.
Spogląda w moją stronę, posyła mi krótki, figlarny uśmiech, a jej policzki robią się różowe, zanim odwraca się z powrotem do koleżanki.
Czy ona właśnie się do mnie uśmiechnęła?
Żołądek mi się ściska.
Ten uśmiech – to było jak słońce, które pojawia się po burzy. Czuję napięcie w spodniach.
Serio? Weź się w garść.
Nie czułem tego od… no cóż, minęło sporo czasu.
Moja ex też tak na mnie działała, ale ta dziewczyna? To zupełnie coś innego.
Patrzę, jak dziewczyny idą w stronę domu. Mój wzrok nie odrywa się od tej z cudownym uśmiechem.
Tuż przed wejściem do środka podnosi wzrok. Nasze oczy spotykają się na krótką chwilę, a jej uśmiech jest tak cudowny, że aż zapiera mi dech.
Potem znika.
Co to, kurwa, było?
Szepczę. Może Rocky ma rację. Może czas puścić w niepamięć wszystkie nieprzyjemności, które moja ex mi fundowała.
Może naprawdę powinienem kogoś poznać.
Kiedy w końcu kończymy gaszenie pożaru i szykujemy się do powrotu na remizę, nie mogę się powstrzymać i spoglądam na rząd domów. Szukam błysku tych blond włosów.
To wszystko nie ma trochę sensu. Jak miałbym ją w ogóle odnaleźć? Nie mogę przecież pukać do losowych drzwi.
Gdy docieramy do remizy sprzątamy wóz i powoli kończymy zmianę. Nagle Rocky przekazuje mi swoją nowinę.
„Powiedziałem dziewczynom, że grasz w zespole”.
„Co zrobiłeś?!”
Gapię się na niego. Jestem jednocześnie wkurzony i zaciekawiony.
Rocky śmieje się i znowu klepie mnie po plecach.
„Wiem, że nie podszedłbyś do niej, więc trochę ci pomogłem” puszcza do mnie oko.
Kręcę głową i śmieję się.
„Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś”.
Po zakończonej zmianie wracam do domu. Muszę wstać wcześnie rano, a moje myśli nadal krążą wokół tej dziewczyny.
Piątkowy poranek jest wyjątkowo spokojny. Ale nie mogę przestać o niej myśleć.
Siedzi mi w głowie cały dzień, a kiedy zmiana się kończy, jestem zdenerwowany i podekscytowany.
Po raz pierwszy od roku naprawdę chcę wyjść na scenę i zagrać.
Ale jedyne co mnie zastanawia – czy ta dziewczyna pojawi się tu dziś wieczorem?















































