
Seria Lity Kamień: Książka 2
Autorzy
Lektury
196K
Rozdziały
70
Rozdział 1
VIOLET
Tik-tak małego, starego zegara przycichło, gdy zakleiłam taśmą kolejny karton. Ekipa przeprowadzkowa miała się wkrótce zjawić.
Cholera! Zdjęcie mojej mamy w srebrnej ramce wysunęło się z pudła, gdy przesunęłam je w stronę dyspensera do taśmy. Szybko wystawiłam stopę, a biały gumowy czubek mojego trampka uchronił je przed katastrofalnym spotkaniem z drewnianą podłogą.
Odetchnęłam z ulgą i uśmiechnęłam się, owijając je z powrotem w cienki papier. Ten sobotni poranek nastroił mnie nostalgicznie.
Z dłonią na biodrze powoli przeszłam się po mieszkaniu, próbując zapamiętać rzeczy, za którymi mogłabym tęsknić. Miękkie, szałwiowe zasłony, skrzypiącą, starą drewnianą podłogę tuż za moją sypialnią.
Stół — za nim na pewno będę tęsknić. Był miejscem wielu głębokich rozmów z moją mamą i Ann. No i ten jeden raz z Adamem...
Moje ciało zaiskrzyło jak przewód pod napięciem na samo wspomnienie, jak stół poruszał się przy każdym jego pchnięciu. Jak jego wyrzeźbione bicepsy napinały się za każdym razem, gdy chwytał za krawędzie blatu.
Nagle zaschło mi w ustach, zmuszając mnie do przełknięcia śliny.
Bycie z Adamem wiązało się z ogromnymi emocjami i było też trochę przerażające. Pokonaliśmy jedną przeszkodę, ale ile kolejnych wciąż na nas czekało?
Moje serce zabiło szybciej na myśl o nim, a ponieważ poprosił mnie, żebym z nim zamieszkała, miałam teraz jeszcze więcej do przemyślenia. Czy miałam w sobie siłę i determinację, żeby być z kimś takim jak on?
Zrobiliśmy wielki krok naprzód — to był dobry znak. Razem mogliśmy stawić czoła wszystkiemu, prawda? Musiałam wierzyć, że to prawda.
Kochałam go jak lato, jak gorący wiatr, ciepłe słońce. Kiedy był w pobliżu, wydawało się, że nigdy nie pada. Ostatnio jego oczy wydawały się nawet bardziej niebieskie. Może mgła się rozwiewała? Czy była dla nas nadzieja?
Otrząsając się z myśli, ściągnęłam ze stołu mój kremowy obrus. Kiedyś zakrywał stół w kuchni mojej mamy. Znowu się uśmiechnęłam. Myśl o niej zawsze wywoływała uśmiech na mojej twarzy.
Po starannym złożeniu spakowałam go do kartonu. Nagle zadzwonił domofon.
„Halo” – powiedziałam do słuchawki.
„Hej, to ja”.
Wcisnęłam przycisk, by wpuścić Ann, i usłyszałam dźwięk otwieranego zamka. Przywitałyśmy się w progu, obie ubrane w czarne spodnie do jogi, koszulki i bluzy z kapturem.
Po długim uścisku weszła do środka. „Kawy?” – zaproponowałam.
„Tak, brzmi super”. Ann rozejrzała się po prawie pustym salonie. Brakowało w nim wszystkich tych rzeczy, dzięki którym to miejsce było moje.
Podając Ann kubek z kawą, powiedziałam: „Niewiele tu zostało. Tylko moje ubrania i kilka osobistych drobiazgów. Nawet meble zostają. Brian i Dennis wprowadzają się w przyszły weekend”.
Podnajmowałam im swoje mieszkanie. Zanim pojawił się Adam, to Brian miał być moim nowym współlokatorem. Ale wszystko się zmieniło, gdy mój związek z Adamem zrobił się poważny, i mieszkanie z Brianem nie wydawało się już dobrym pomysłem.
Znalezienie Brianowi nowego współlokatora było łatwe. Ten układ w rzeczywistości był dla mnie lepszy — mogłam zaoszczędzić więcej pieniędzy i zamieszkać z Adamem.
Ann skinęła głową, popijając kawę i wciąż rozglądając się dookoła, może też czując się trochę nostalgicznie. Ona również miała tu wspomnienia. Wzięła głęboki oddech i wydawała się rozchmurzyć. „Ta kawa jest niesamowita”.
„Dzięki. Dodałam cynamonu, to sztuczka, której nauczyłam się od Adama”.
Pokiwała głową z uznaniem. Wiedziałam, że cieszy się z mojego szczęścia. „Okej, to co jeszcze zostało?” – zapytała, nagle pełna zapału do pracy.
„Może spakujesz regał z książkami, a ja skończę w sypialni?”
Wzięła karton i dyspenser do taśmy, a ja wróciłam do sypialni, żeby dokończyć pakowanie ubrań. Ekipa przeprowadzkowa przywiozła trzy duże pudła na odzież, ale ja potrzebowałam tylko jednego.
„Stresujesz się?” – zawołała Ann z salonu.
Wróciłam z trzema książkami w dłoni. „Trochę, ale jestem też podekscytowana. Nie sądziłam, że tak szybko zamieszkam z Adamem, jednak gdy to zaproponował, zgodziłam się bez wahania. Czy ja zwariowałam?”
Ann uniosła brew. „Wcale nie. To dla ciebie nowy rozdział, Vee. Powinnaś się cieszyć”.
„Pewnie masz rację”.
Zadowolona, zakleiła pudło taśmą. Domofon znów zadzwonił, sygnalizując przybycie ekipy przeprowadzkowej.
Patrzyłyśmy, jak wynoszą kartony z mojego mieszkania, a potem pojechałyśmy za nimi do domu Adama. Ann prowadziła szybko, więc dotarłyśmy na miejsce przed ciężarówką.
Zanim weszłyśmy do środka, spojrzałam na dom. Wciąż imponował mi swoimi czystymi liniami i męskim klimatem.
Po wpisaniu kodu do alarmu weszłyśmy do przedpokoju. W domu panowała cisza. Adam wyjechał z miasta i miał wrócić dopiero w połowie tygodnia.
Mój telefon zawibrował. To była wiadomość od Adama.
Adam
Cześć mała. W przyszłym tygodniu wracam do ciebie. Nie mogę się już doczekać. Jesteś już w domu?
Szybko odpisałam.
Violet
Chyba czytasz mi w myślach. Ciężarówka będzie tu lada chwila. Tęsknię za tobą. Buziaki.
Odpowiedział mi od razu.
Adam
Jeśli chodzi o ciebie, zawsze jestem czujny. Bądź grzeczna.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
W mgnieniu oka wypakowałyśmy moje ubrania, zostawiając na razie książki i zdjęcia w kartonach. Ann i ja podzieliłyśmy się pizzą i wypiłyśmy butelkę wina z piwniczki Adama.
„On naprawdę ma najlepsze wino” – powiedziała Ann. Uniosła swój kieliszek. „Za nowe początki”.
„I za odkrywanie nowych rzeczy” – dodałam.
Ann uniosła brew. Po chwili jednak się uśmiechnęła. Stuknęła swoim kieliszkiem o mój.
Stojąc u progu tego nowego rozdziału w moim życiu, nie miałam pojęcia, dokąd mnie on zaprowadzi. Ale zaczynałam rozumieć, czego chcę i czego mi potrzeba.




