
Odkrywając siebie Spin-off: Niespodziewana ciąża
Autorzy
Lektury
137K
Rozdziały
16
Pierwsze USG
Spin-off: Nasza niespodziewana ciąża
VIOLET
Jak w przypadku każdej ciąży, chłopcy nie mogli się doczekać, żeby zobaczyć dziecko na USG. Nie potrafili nawet poczekać, aż moi znajomi z pracy znajdą dla mnie czas. Więc Tyler umówił nas na wizytę w najbliższym gabinecie. I to w sam drugi dzień świąt.
Jestem zachwycona, ale też zdenerwowana. Moje dwie ostatnie ciąże nie były czymś, co można by nazwać zabawą.
Ciąża z bliźniakami była wysokiego ryzyka i czułam się okropnie, a ciąża z Antalyą nadeszła po długiej drodze i kolejnej stracie. Nie potrafiłam cieszyć się ani jedną, ani drugą. Ta gorzka myśl siedziała mi w głowie przez całą noc.
Myślę, że fakt, że nie mamy pojęcia, w którym tygodniu ciąży jestem, jeszcze bardziej pogorszył moje obawy. Ale mam silne przeczucie, że to może być zaawansowana ciąża. Moją ostatnią miesiączkę miałam ponad dwadzieścia tygodni temu.
Mogły być pewne znaki, które zignorowałam: lekkie mdłości tu i tam, bardzo częste uczucie zmęczenia. Ale bardzo małe szanse, że którykolwiek z chłopców mógłby zostać ojcem, kazały mi wierzyć, że po prostu... się starzeję.
Poza tym moje cykle nigdy tak naprawdę nie wróciły do normy po narodzinach Antalyi. Byłam zaskoczona, bo nigdy nie wróciłam do tabletek antykoncepcyjnych. Ale pomyślałam, że może Bóg uznał, że mamy już wystarczająco dużo dzieci.
Proszę mnie źle nie zrozumieć. Przez ostatnie dwanaście lat wiele razy myślałam o jeszcze jednym dziecku. Chciałam użyć zarodków, których żadne z nas nie potrafi wyrzucić. Ale zawsze lądowałam w tym samym martwym punkcie.
Jeśli Bóg chciałby, żebym miała więcej dzieci, to bym je miała.
Kobieta w recepcji rzuca naszej czwórce dziwne spojrzenie, kiedy wchodzimy do środka. Szczególnie, gdy opowiada nam o wszystkich dodatkowych opcjach USG, które zależą od etapu ciąży. Tyler i Zach jednogłośnie zdecydowali, żeby najpierw sprawdzić, jak duża jest ciąża. Dopiero potem zdecydują, czy chcemy obraz w czterech wymiarach. Bądźmy szczerzy. Na pewno się na to zdecydują.
Czekanie nie trwa zbyt długo. Ale nasza wielka ekscytacja całkowicie pochłania naszą czwórkę. Wszyscy chłopcy cały czas mnie gdzieś dotykają. Tyler trzyma mnie za rękę, Zach trzyma moją nogę, a Callum sięga za Tylera, żeby chwycić mnie za ramię.
To tak, jakbym była ich punktem uziemienia. W tej chwili wolałabym nim nie być, bo ludzie się gapią. Tak, wiem. Niech się gapią. Ale jasna cholera, nawet po tylu latach nie przyzwyczaiłam się do tej uwagi. Zawsze ją przyciągamy, kiedy całą czwórką gdzieś razem wychodzimy.
„Państwo Henderson?” Młoda kobieta wchodzi na korytarz, żeby nas przywitać. Rozgląda się po poczekalni z radosnymi i podekscytowanymi oczami.
Znam to uczucie. Myśl o robieniu USG przyszłej matce...
Wstaję, a chłopcy idą za mną. Tyler ani na chwilę nie puszcza mojej ręki. Ludzie znowu się gapią, co mnie denerwuje. Ale radość z tego, co ma się zaraz wydarzyć, jest silniejsza niż ten strach.
„Bardzo miło mi państwa poznać. Proszę, chodźcie ze mną. Mam na imię Natalie” – mówi spokojnie, kiedy idziemy korytarzem i wchodzimy do jej gabinetu.
Wydaje się tu bardzo przytulnie. To miejsce jest zupełnie inne niż nasza kanapa w domu czy klinika leczenia niepłodności. Zdaję sobie sprawę, że to dla nas pierwszy raz. Nigdy wcześniej nie robiliśmy tego w taki sposób. Rozglądam się po pokoju. Zauważam kanapę z jednej strony i łóżko na środku. Maszyna do USG stoi po lewej stronie łóżka. Na ścianie wisi duży ekran z projektorem, który pokazuje to samo, co komputer.
„Proszę usiąść. Pani Henderson, zapraszam na łóżko. Wpiszę tylko informacje, które podała pani w formularzu, a potem zaczniemy” – proponuje.
Szepczę, że się zgadzam. Nagle czuję się onieśmielona. Zaraz dowiem się, jak długo noszę w sobie to cudowne dziecko, którego nie powinno tu być.
„Czy wszystkie pani dane na ekranie się zgadzają?” – pyta mnie Natalie. Przesuwam się na łóżku, żeby było mi wygodnie.
Kiwam głową, więc kontynuuje.
„Więc na podstawie wielkości ciąży zdecydujemy, jakie to będzie dla was doświadczenie. Czy to wasze pierwsze dziecko?” – pyta. Wyciska żel do USG na mój brzuch.
Śmiech Zacha mnie rozprasza i zmusza, bym na niego spojrzała. Reszta chłopców uśmiecha się w milczeniu. Oczywiście uważają jej pytanie za ironiczne i bardzo zabawne.
„Nie, to będzie moje siódme” – mówię jej, żeby załagodzić niezręczność. To sprawia, że kobieta mocno się czerwieni z powodu swojej wielkiej pomyłki. Ale zaciska usta i kiwa głową, ponownie przybierając obojętny wyraz twarzy.
„To dużo dzieci. Musicie mieć pełne ręce roboty.”
„Nasz najmłodszy syn ma trzynaście lat. Myśleliśmy, że ominą nas nieprzespane noce i pieluchy, ale Bóg pobłogosławił nas kolejnym” – uśmiecha się Zach.
Natalie nic nie mówi. Przesuwa głowicą po moim brzuchu. Na początku nic nie pojawia się na ekranie, ponieważ nie włączyła jeszcze podglądu z projektora. Szkoda, że tego nie zrobiła. Chciałabym zobaczyć to samo co ona i sama ocenić swoją ciążę. Ale to nie ja tu rządzę. Tym razem jestem po prostu pacjentką.
„Wspaniale, to na pewno żywa ciąża. Proszę spojrzeć” – mówi Natalie. Chwyta pilota, żeby uruchomić projektor.
Ekran budzi się do życia i pokazuje obraz mojej macicy. Witają nas dwa okrągłe pęcherzyki z dzieckiem w każdym z nich. Dwa. Są dwa. Znowu bliźniaki?
„Bliźniaki?” – mruczę na głos. Ogarnia mnie lęk na myśl o przechodzeniu przez ciążę taką jak z Asherem i Atticusem.
Chwytam mocno krawędź łóżka. Bardzo się martwię. Nadchodzi fala mdłości i czuję, że zaraz znowu zwymiotuję.
„Tak, powiedziałabym, że dwujajowe. Każde z nich ma swój własny pęcherzyk i łożysko. Gratulacje” – mówi Natalie z uśmiechem.
Ale ja już to widziałam. Już zauważyłam fizyczny podział między płodami. Każde z nich ma zdrowy pęcherzyk i solidne łożysko. Potwierdza to tylko moment, kiedy Natalie mierzy przepływ krwi w pępowinie. Potem sprawdza wymiary każdego dziecka po kolei.
Dziecko B jest ukryte za jednym z moich żeber. Przez to trudniej jej je zmierzyć. Widać, że zmaga się z kątem, pod jakim leży maluch. Od razu wiem, co za chwilę się stanie.
Każe mi zmienić pozycję. Przewracam się na bok, żeby zachęcić dziecko do ruchu. Dzięki temu odsuwa się od żeber, dając jej lepszy widok. Wtedy z pomiarów wynika, że Dziecko B jest mniejsze o kilka dni. Ale w tych okolicznościach nie ma się czym martwić.
„Wszystko w porządku?” – pyta Zach, prawdopodobnie z powodu napiętej ciszy.
„Przy bliźniętach dwujajowych nie ma się czym martwić” – mruczy Natalie. Jest zbyt pochłonięta pracą, żeby spojrzeć i odpowiedzieć na to pytanie.
„Chcielibyście poznać płeć i spróbować obrazu w 4D?” – pyta nas.
„Bardzo chętnie” – zgadza się Zach. Z powodu swojej wielkiej ekscytacji podejmuje decyzję za nas wszystkich.
Śmiejąc się, wszyscy patrzymy na ekran. Ona przełącza obraz na widok czterowymiarowy. Wszystko zmienia się z płaskiego na przestrzenne. Od razu widzę rysy twarzy moich dzieci. Są tak różne od pozostałych naszych dzieci. Ale mają też do nich podobne cechy.
To przynosi bardzo trudną myśl o tym, czyje to mogą być dzieci. Moje myśli sprawiają, że patrzę na każdego z chłopców z zastanowieniem. Negatywne próbki nasienia Zacha i Tylera pewnie oznaczają, że to nie są ich dzieci. Ale z drugiej strony Callum miał tak słabe plemniki. Musieliśmy przejść leczenie niepłodności, żeby począć Antalyę.
Szanse każdego z nich są dziwnie wyrównane...
„No proszę, to jest coś niesamowitego... prawda?” Głos Zacha przyciąga moje spojrzenie do niego. Potem znów patrzę na ekran i moje dzieci.
Wow, dwa kolejne małe skarby.
„Nie spodziewałam się, że będą dwa. Dopiero co oswoiłam się z myślą o jednym” – mruczę. Ale w sercu jestem szczęśliwa i pełna radości.
„Cóż, przynajmniej nie musimy się martwić, że zabraknie im towarzysza do zabaw...” – dodaje chytrze Callum.
Wszyscy patrzymy wyczekująco na Tylera. Chcemy, aby potwierdził, że on również uważa te dzieci za cud, tak samo jak nasza trójka.
„Myślę, że tym razem może być nam trudniej. Nie jesteśmy już tacy młodzi. Ale na pewno będzie równie cudownie. I masz rację, Callum. Nie musimy się martwić, że będą samotne. Zawsze będą miały siebie nawzajem” – zauważa Tyler.
„Czyli odwrócenie wazektomii odpada. O to ci chodzi?” – żartuje Zach.
„Najpierw zobaczmy, jak poradzimy sobie z tą dwójką, Zach” – śmieję się. Nie jestem pewna, czy chcę jeszcze więcej dzieci.
Myślałam, że doszliśmy do momentu, w którym mamy prawie dorosłe dzieci. To oznaczało więcej czasu tylko dla nas.
Ale Bóg miał wobec nas inne plany.














































