
Stado Ridge Mountain 3: Najwyższe poświęcenie
Autorzy
Lektury
951K
Rozdziały
53
1: Czasy się zmieniają
MELANIE
Spoglądałam w lustro. Moje włosy były ułożone idealnie, sukienka leżała bez zarzutu, a makijaż był perfekcyjny. Dla każdego obserwatora byłam uosobieniem młodej, spełnionej kobiety sukcesu.
Jednak pod tą maską krył się kłębek nerwów i przejmująca samotność.
Dzisiaj odbywała się ceremonia zaślubin Maxa i Ginger, a za dwa tygodnie Max miał objąć stanowisko alfy, z Ginger u boku jako jego luną. Wiatr zmian wiał przez watahę Ridge Mountain.
Ostatnie trzy miesiące były prawdziwym wirem przygotowań.
Kiedy Max odnalazł swoją przeznaczoną, nasz ojciec przyspieszył plany przekazania mu przywództwa. Do nadejścia lata Max miał zostać naszym alfą, a ojciec miał cieszyć się emeryturą.
Cóż, nie do końca emeryturą. Wyjeżdżał na kilka lat do Włoch, aby upewnić się, że wataha Venice rozwija się dobrze i jest gotowa, by Jaydon pewnego dnia przejął nad nią stery.
Choć moja własna przyszłość była już zaplanowana, nie mogłam pozbyć się poczucia zagubienia. Za miesiąc miałam zostać w pełni wykwalifikowanym lekarzem, gotowym do objęcia funkcji medyka watahy.
Wciąż jednak nie podjęłam ostatecznej decyzji, czy będę służyć watasze Ridge Mountain, czy przeniosę swoje umiejętności gdzie indziej.
Brock wciąż przebywał w Irlandii, pomagając swojej rodzinie. Przez ostatnie trzy miesiące udało nam się porozmawiać zaledwie dwa razy.
Ze względu na jego napięty grafik i różnicę czasu, było to trudne. Mój własny czas wolny również był bardzo ograniczony, zwłaszcza z powodu przygotowań do ceremonii zaślubin Maxa i Ginger.
Pukanie do drzwi wyrwało mnie z zamyślenia. Zawołałam, żeby wejść.
„Melanie, musimy pomóc Ginger w przygotowaniach, skarbie”, powiedziała moja matka, zaglądając przez uchylone drzwi.
„Och, wyglądasz absolutnie olśniewająco”. Posłała mi promienny uśmiech, podeszła i założyła mi niesforny kosmyk włosów za ucho.
„Moja piękna córko, nie mogę się doczekać, aż odnajdziesz swojego przeznaczonego. Ale na razie nie możemy kazać tym alfom czekać”. Odwróciła się i ruszyła w stronę wyjścia, a ja poszłam w jej ślady.
Ginger była zamknięta w pokoju na końcu korytarza, podczas gdy Max został wygnany na ostatnie dwa dni. Zaszył się w baraku z samotnymi wojownikami i miał zakaz wstępu do głównego domu watahy, chyba że doszłoby do nagłego wypadku.
Początkowo trochę na to narzekał, ale dla Ginger zrobiłby wszystko. Bardzo pragnął uczynić ją swoją i naznaczył ją zaledwie dwa dni po tym, jak odkryli, że są dla siebie przeznaczeni.
Czekali na ten dzień tak długo, że byłam szczerze zaskoczona, iż Max zdołał powstrzymać się aż do teraz. Ta myśl wywołała cichy śmiech na moich ustach.
Gdy zbliżyłyśmy się do pokoju Ginger, zapukałyśmy lekko, a ona zaprosiła nas do środka. Dziewczyna siedziała przed toaletką, podczas gdy jej matka układała jej włosy.
Ojczyma Ginger nie było na miejscu, ku jej wielkiej uldze. Jej matka nie zabrała go ze sobą.
To alfa watahy Phoenix miał poprowadzić Ginger do ołtarza. Znał ją od dziecka, ponieważ jej biologiczny ojciec był jego betą.
Rozpierała go duma na myśl, że Ginger połączy się w parę z Maxem. Traktował ją jak własną córkę, a teraz, gdy miała zostać luną, był po prostu wniebowzięty.
„Dobrze, Ginger, czas ubrać cię w suknię”, powiedziała moja matka.
„Później ktoś przyjdzie zająć się twoim makijażem”. Uniosła dłoń, by powstrzymać ewentualne protesty z jej strony.
„Wiem, nie chcesz mocnego makijażu i przekazałam to wizażystce. Chcesz jedynie podkreślić swoje naturalne piękno. Tak naprawdę w ogóle nie potrzebujesz kosmetyków, Ginger, ale to wyjątkowy dzień. Nie każdy ma szansę odnaleźć swojego przeznaczonego, a ty za chwilę oficjalnie staniesz się częścią naszej rodziny”.
Moja matka z ekscytacją klasnęła w dłonie i ruszyła w stronę szafy, by przynieść suknię Ginger.
Godzinę później Ginger była gotowa. Miałam być jej świadkiem, czy też starszą druhną, jak określają to ludzie.
Byłam tak wzruszona, kiedy mnie o to poprosiła, że zalałam się łzami. Nie mogłam być bardziej szczęśliwa z powodu mojego brata i jego przeznaczonej.
Ginger była wspaniałą kobietą o dobrym sercu i wiedziałam, że będzie doskonałą luną.
Rozległo się ciche pukanie do drzwi i moja matka uchyliła je, by sprawdzić, kto to. Nie ufała Maxowi i wolała się upewnić, że nie próbuje podglądać.
W drzwiach stał Alfa Bronson. „Nadszedł czas. Czy Ginger jest gotowa?”. Alfa Ginger z watahy Phoenix miał na sobie czarny garnitur z głęboko bordowym krawatem, dopasowanym do sukienek druhen.
„Jestem w pełni gotowa, Alfo”, krzyknęła Ginger.
Wszyscy zaśmialiśmy się z jej entuzjazmu.
„W takim razie, drogie panie, musimy wyjść i przetrzeć szlak. Melanie i Claro, jesteście obie gotowe?”, zapytała moja matka.
Clara była drugą druhną Ginger i jej wieloletnią przyjaciółką z watahy. Obie pokiwałyśmy głowami i wyszłyśmy za mamą przez drzwi.
Mama Ginger szła za nami, po uprzednim powiedzeniu córce, jak pięknie wygląda i pocałowaniu jej w policzek.
Ruszyłyśmy w stronę świątyni, tej samej, w której nasi rodzice wzięli ślub prawie dwadzieścia pięć lat temu. Obie matki zajęły miejsca z przodu.
Clara i ja stanęłyśmy na końcu świątyni, czekając na naszą kolej. Kiedy najwyższy kapłan dał znak, powietrze wypełniła muzyka, a my zaczęłyśmy iść do ołtarza w towarzystwie dwóch świadków Maxa.
Max poprosił Becka i Dereka z watahy Half Moon, by towarzyszyli mu w tym dniu. Beck był moim partnerem, a Derek szedł z Clarą.
Kiedy szliśmy przejściem, Beck pochylił się i szepnął: „Wyglądasz pięknie. Brock będzie miał wielkie szczęście, jeśli kiedykolwiek wróci do domu”.
Nie byłam pewna, jak odpowiedzieć. To był miły komplement, ale zabolało mnie, że wspomniał o nieobecności Brocka.
Wiedziałam, że obaj nie pałali do siebie sympatią, ale miałam nadzieję, że Beck zapomniał już o dawnych urazach, odkąd znalazł swoją przeznaczoną. Po prostu mu podziękowałam i nie powiedziałam nic więcej.
Dzisiejszy dzień należał do Maxa i Ginger, i nie zamierzałam pozwolić, by cokolwiek zepsuło mi humor.
Dotarliśmy na przód świątyni i zajęliśmy nasze miejsca. A potem pojawiła się Ginger.
Wyglądała zapierająco dech w piersiach, a Alfa Brandon prezentował się niezwykle elegancko, stojąc prosto i z dumą. Poprowadził ją do ołtarza, jakby była jego własną córką.
Wiedziałam, że Ginger było smutno, że jej rodzony ojciec nie mógł być z nią w tej chwili. Znała jednak tego alfę przez całe swoje życie i był on najlepszym z możliwych zastępców.
Usłyszałam, jak Max bierze głęboki wdech. Spojrzałam na niego i zobaczyłam, jak wpatruje się w swoją piękną przeznaczoną, a z wrażenia dosłownie opadła mu szczęka.
Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. To miał być jeden z najpiękniejszych dni w jego życiu, a ja byłam z jego powodu niezmiernie szczęśliwa.
MAX
Zaparło mi dech w piersiach, gdy spojrzałem na Ginger, moją bratnią duszę. Była tak niewiarygodnie piękna, że aż zabrakło mi słów. Kiedy z gracją szła w moim kierunku, miłość, którą do niej czułem, wezbrała w mojej piersi.
Czekałem na ten moment chyba całą wieczność, by ostatecznie potwierdzić, że to właśnie ona jest moją przeznaczoną, chociaż mój wewnętrzny wilk wiedział o tym od samego początku.
Alfa Brandon zatrzymał się kilka kroków dalej, a potem odwrócił się do Ginger. Obdarzył ją delikatnym uśmiechem i puścił jej ramię. Następnie spojrzał na mnie i głosem niewiele głośniejszym od szeptu, polecił mi jej chronić. Potem zajął swoje miejsce.
Teraz Ginger i ja staliśmy trzymając się za ręce przed naszymi bliskimi. Cała ceremonia minęła jak sen, a wypowiadane słowa były tymi samymi, których zwykle używa się podczas takich rytuałów. Jedyną różnicą było to, że ja byłem alfą, wkrótce miałem zostać przywódcą tej watahy, a ona miała być moją luną.
Gdy tylko najwyższy kapłan zakończył modlitwę do Bogini Księżyca, prosząc o błogosławieństwo dla naszej przyszłości, dosłownie wybiegliśmy ze świątyni. Ledwo przekroczyliśmy próg, gdy wziąłem ją w ramiona, a ona wydała z siebie cichy, słodki śmiech i złożyła pocałunek na moim policzku.
„Kocham cię, Max”, wyszeptała Ginger, a jej zielone oczy błyszczały.
„Ja ciebie też kocham, a teraz jesteś moja na zawsze”.
Delikatnie postawiłem Ginger na ziemi, kiedy dotarliśmy do czekającego na nas czarnego Suburbana. Otworzyłem dla niej drzwi i pomogłem jej wsiąść do SUV-a, a następnie usiadłem obok niej. Droga powrotna do domu watahy nie była długa, ale w końcu mieliśmy na sobie stroje ślubne.
Przyjęcie, które zorganizowała moja matka, było wystawne, co idealnie pasowało do jej stylu. Tym razem jednak zawiesiła nad nami tysiące migoczących lampek, co było naprawdę imponującym wyczynem, biorąc pod uwagę rozmiar naszego podwórka. Zespół grający na żywo był niespodzianką, podobnie jak drewniany parkiet do tańca.
Przygotowano dla nas specjalny stół, do którego od razu się udaliśmy.
Podano kolację i wszyscy cieszyli się koktajlami. Przetańczyliśmy całą noc, trzymając się blisko siebie, jakbyśmy nigdy nie chcieli się puścić. I tak naprawdę, wcale nie chciałem jej wypuszczać z ramion.
Bogini Księżyca pobłogosławiła mnie wszystkim, czego kiedykolwiek mógłbym pragnąć od swojej przeznaczonej.
W miarę upływu nocy, zacząłem rozglądać się za moją siostrą. Nie widziałem jej zbyt wiele po zakończeniu ceremonii. Zjadła z nami kolację, zatańczyła ze mną, a potem z naszym ojcem.
Ale potem wydawała się po prostu zniknąć. Zastanawiałem się, gdzie mogła pójść, ale znając ją, prawdopodobnie siedziała już w swoim pokoju, pochłonięta czytaniem książki.
Zabrałem Ginger na jeszcze jeden obrót na parkiecie, szepcząc jej do ucha: „Moja miłości, myślę, że nadszedł czas, abyśmy opuścili to przyjęcie i zaczęli nasze własne”.
Powietrze wypełnił radosny chichot Ginger.
„Czas dokończyć naszą więź, moja miłości. Nie mogę się doczekać, by mieć cię tylko dla siebie. Moją na zawsze”.
Przestaliśmy tańczyć i wymieniliśmy namiętny pocałunek. Usłyszeliśmy okrzyki i gwizdy od zebranych wokół nas ludzi. Następnie życzyliśmy wszystkim dobrej nocy, a ja wziąłem ją na ręce i pośpiesznie zaniosłem do naszej sypialni.
Oczekiwanie na zbliżenie z moją przeznaczoną sprawiało, że mój wewnętrzny wilk był bardzo niespokojny. Musiałem mu przypomnieć, że jego czas nadejdzie wkrótce i żeby był cierpliwy. Mój wilk, Bo, warknął cicho w odpowiedzi. Zamknął oczy i pozwolił mi utrzymać nad nami kontrolę.















































