
Tajemnice
Autorzy
S. Fern
Lektury
391K
Rozdziały
25
Rozdział 1
SHAY
W uszach jej dzwoniło. Shay wytoczyła się ze swojego samochodu i próbowała złapać równowagę. Otworzyła szeroko oczy, kiedy zauważyła drugie auto, które brało udział w zderzeniu. Leżało na dachu zaledwie kilka kroków od niej.
Potykając się, podeszła do drugiego samochodu. Kucnęła, aby sprawdzić, czy z kierowcą wszystko w porządku. To była kobieta i miała ranną głowę.
Dzwonienie w jej uszach nie ustępowało. Zmrużyła więc oczy, a potem zaczęła szybko mrugać, próbując odzyskać ostrość widzenia.
„Proszę pani, nic pani nie jest?” – powiedziała, próbując zwrócić uwagę kierowcy. Shay na chwilę zamknęła oczy. Poczuła pulsujący ból głowy, gdy dzwonienie zaczęło słabnąć.
„Proszę pani?” – powtórzyła. Sięgnęła po dłoń kobiety i ją ścisnęła. Była bardzo zimna. Shay przeniosła wzrok na tylne siedzenie, żeby sprawdzić, czy w aucie jest ktoś jeszcze.
„Nic ci nie jest?” – zawołał jakiś głos za jej plecami.
„Ktoś tu jest!” – Shay spróbowała krzyknąć. Potrzebowali pomocy! Ale z jej gardła wydobył się tylko chrypliwy szept.
„Zadzwoniłam pod 911. Już jadą” – poinformowała ją inna osoba. Była to starsza kobieta, która pomogła Shay wstać z ziemi.
Shay pokiwała głową, a kobieta uważnie się w nią wpatrywała.
„Kochanie, usiądź sobie” – powiedziała kobieta, widząc, że Shay wciąż kiwa głową.
Shay podeszła do krawężnika i usiadła. Wpatrywała się w rozbite samochody. Nie miała pojęcia, jak to się stało. Wszystko potoczyło się tak szybko.
W jej oczach stanęły łzy. Przypomniała sobie zimną dłoń, którą trzymała zaledwie minutę temu. Czuła ucisk w żołądku i obawiała się najgorszego.
Kiedy dzwonienie w uszach ustało, Shay spojrzała na drugą stronę ulicy. Starsza kobieta na krótką chwilę nawiązała z nią kontakt wzrokowy, po czym szybko odwróciła wzrok.
Shay poczuła silny niepokój z powodu całej tej sytuacji. Odwróciła się i zwymiotowała na trawę za sobą.
Nie wiedziała, jak długo siedziała na krawężniku. Patrzyła, jak starsza kobieta pomaga kierowcy z drugiego samochodu. Nie rozumiała, co się dzieje, ale mogła tylko się modlić.
Głośne syreny rozległy się dokładnie wtedy, gdy zaczęło padać. Za miejscem wypadku tworzył się korek. Shay opuściła głowę, a po jej twarzy spływały łzy.
Migające czerwone i niebieskie światła pojawiły się zaraz po tym, jak zaparkowała karetka. Ratownicy medyczni ruszyli na pomoc drugiemu kierowcy. Policja przekierowała ruch i rozmawiała ze starszą kobietą.
„Proszę pani?” Policjant próbował zwrócić na siebie uwagę Shay.
„Mhm?”
„Niech ratownicy medyczni panią obejrzą” – powiedział policjant. Chwycił ją za łokieć i pomógł jej wstać. Jeden z ratowników zauważył ich i podbiegł do niej. Następnie owinął ją kocem.
Kiedy posadzili ją na tyle karetki, zorientowała się, że przyjechały dwa ambulanse. Patrzyła przed siebie, podczas gdy ratownicy opatrywali jej ranę i sprawdzali parametry życiowe.
Nie potrzebowała badań ratowników ani wizyty w szpitalu. Studiowała kierunek medyczny, a jej brat i ojciec byli lekarzami. Dobrze wiedziała, co się z nią dzieje. Była w szoku i prawdopodobnie miała lekkie wstrząśnienie mózgu.
„Wie pani, jak się nazywa?” – zapytał jeden z ratowników.
„Shay Zaia Haze” – odpowiedziała.
„Czy wie pani, jaki dziś dzień?”
„Znam swoje imię, wiek i dzisiejszą datę. Mam lekkie wstrząśnienie mózgu i jestem w szoku. Widzę dobrze, choć obraz jest trochę zamazany. Ale dzwonienie w uszach już ustało” – powiedziała, czym całkowicie zaskoczyła ratownika.
Zadawał jej kolejne rutynowe pytania. Shay odpowiadała najszybciej, jak to możliwe. Jej myśli wciąż krążyły wokół wypadku. Nie mogła przestać martwić się o drugiego kierowcę.
„Panno Haze?” – zawołał policjant, podchodząc do niej.
Był najprzystojniejszym gliną, jakiego kiedykolwiek widziała. Wydawał się tylko o kilka lat starszy od niej. Przeczytała jego identyfikator. Nazywał się Van Acker.
Funkcjonariusz ponownie wypowiedział jej nazwisko.
„Tak?” – odezwała się i mocniej owinęła się kocem.
„Nazywam się Van Acker. Jestem policjantem, ale może mi pani mówić Adam. Czy może pani wyjaśnić, co się stało, panno Haze?”
„Proszę mi mówić Shay” – zaproponowała, wciąż patrząc przed siebie. Obserwowała, jak ratownicy zajmują się ciałem i potwierdzają zgon kobiety. Zrobiło jej się niedobrze.
„Możesz mi powiedzieć, co się stało, Shay?” – zapytał ponownie Adam.
„Tesla wzięła się znikąd. Pamiętam tylko, że nagle samochód się zatrzymał, a mi dzwoniło w uszach”. Zrobiła przerwę i spojrzała przystojnemu policjantowi prosto w oczy. Przełknęła ślinę, a po jej policzkach spłynęły łzy. „Chyba ją zabiłam”.
Kolejne minuty minęły bardzo szybko. Shay odcięła się od otoczenia i wpatrywała się w ziemię.
Kiedy podniosła głowę, zobaczyła, jak ratownicy zakrywają twarz zmarłej. Następnie podnieśli ciało i je zabrali. Deszcz padał coraz mocniej, a policjanci badali miejsce wypadku.
„Shay, musimy zabrać cię na komisariat” – poinformował ją Van Acker. „Zostaniesz oskarżona, ale jeśli pójdziesz z nami dobrowolnie, nie założę ci kajdanek”.
Shay pokiwała głową. Powoli zeszła z karetki i puściła koc. Policjant zaprowadził ją do radiowozu.
Kiedy wsiadała na tylne siedzenie, czuła się otępiała. Kiedy jednak zauważyła kraty oddzielające pasażerów od przodu, natychmiast poczuła klaustrofobię. Mocno zacisnęła oczy i skupiła się na oddychaniu.
Z przodu usłyszała głosy. To oznaczało, że nie była sama. Oparła głowę o zimną szybę i zastanawiała się, co się stało z jej beztroskim wieczorem.
Wszystko zaczęło się wspaniale. Spędzała czas z siostrą bliźniaczką i dobrze się bawiła. Shay rzadko pozwalała sobie na luz. Jej życie składało się z nauki i kariery modelki na Instagramie.
Jej siostra bliźniaczka, Sky, była jej kompletnym przeciwieństwem. Codziennie imprezowała, brała narkotyki i sypiała z kim popadnie. Tymczasem Shay wciąż była dziewicą. Czekała na mężczyznę, za którego w przyszłości wyjdzie za mąż.
Sky z jej platynowymi, farbowanymi włosami i wielką charyzmą była prawdziwą seksbombą. Shay była szarą myszką, zawsze bardzo wycofaną.
Nie wstydziła się jednak swojego ciała. Była to jedna z niewielu rzeczy, która łączyła ją z siostrą. Oczywiście poza byciem identycznymi bliźniaczkami.
Shay uczyła się niemal codziennie. Jednocześnie zbudowała karierę jako modelka na Instagramie. Zdobywała obserwujących dzięki prowokacyjnym zdjęciom. Podjęła też współpracę reklamową z kilkoma firmami.
Z kolei Sky nie wiedziała, co zrobić ze swoim życiem. Przez ostatnie lata podróżowała po świecie. Ilekroć wracała, Shay natychmiast korzystała z okazji, by spędzić czas z bliźniaczką.
Okazje do wspólnego spędzania czasu zdarzały się bardzo rzadko. Obie miały zupełnie inne zainteresowania. Łączyło je jednak to, że nie bały się mówić tego, co myślą.
Choć wielu uważało Shay za nieśmiałą, wcale taka nie była. Podobnie jak jej brat, brała udział w szkolnych debatach. Była świetną cheerleaderką i nie bała się publicznych wystąpień.
Prawda była taka, że to Shay była odważna, a Sky nieśmiała. Choć Sky zachowywała się jak szalona, to wstydziła się wyrażać swoje uczucia. Ciągle chowała się przed światem, a nawet miała tremę przed publicznością.
W szkole nikt nie potrafił ich odróżnić. Właśnie dlatego Sky zaczęła farbować włosy. Choć uwielbiały być bliźniaczkami, nienawidziły, gdy ktoś je mylił. Chciały być postrzegane jako dwie różne osoby.
Ten wieczór rozpoczął się od kolacji i drinków. Po prostu imprezowały i nadrabiały zaległości. Taka była ich rutyna, odkąd matka zabrała je na drinka z okazji osiemnastych urodzin.
Matka pokazała im, jak smakują koktajle i powiedziała, czego powinny unikać. Cieszyły się jej beztroskim podejściem.
Jednak Shay piła alkohol tylko wtedy, gdy była ze Sky. Prawda była taka, że nienawidziła jego smaku. Nie znosiła tego, jak palił w gardło i jak po nim pachniała.
Shay poczuła wstrząs i otworzyła oczy. Zrozumiała, że radiowóz ruszył. Spojrzała w lusterko wsteczne i napotkała wzrok Adama. Policjant posłał jej współczujący uśmiech.
Odpowiedziała mu lekkim uśmiechem. Następnie wyjrzała przez okno, gdy mijali znajome budynki. Nadal czuła się otępiała. Nie wiedziała, jak inaczej ma zareagować na tę sytuację.
Ktoś zginął. Ktoś był martwy. Miała przed oczami twarz tej kobiety. Wciąż czuła na swojej dłoni dotyk jej skóry.
Samochód się zatrzymał, a policjanci z niego wysiedli. Shay bardzo się denerwowała. Nie była pewna, co zaraz nastąpi. Nie wiedziała nawet, czy zostanie aresztowana, czy tylko przesłuchana.
Wszystko wydawało się zamazane. Jedyne, czego teraz chciała, to zadzwonić do brata. Jej brat na pewno wiedziałby, co robić.
Czekała cierpliwie, aż policjant otworzy jej drzwi. Kiedy wysiadła, spojrzała na duży szyld nad wejściem do komisariatu. Była mocno onieśmielona. Pozwoliła, by policja wprowadziła ją do środka.
Kiedy przechodzili przez zatłoczony hol, zauważyła ludzi. Siedzieli i czekali na obsługę oraz rejestrację. Zobaczyła kobiety w krótkich spódniczkach, prześwitujących bluzkach i mocnym makijażu. Dokładnie wiedziała, jaki jest ich zawód.
Funkcjonariusze policji wchodzili i wychodzili.
Zaprowadzono Shay do pokoju na zapleczu. Wyglądał dokładnie jak pokój przesłuchań w telewizji. Okropne, jarzeniowe światło, wielkie lustro weneckie i stół z czterema krzesłami. To było proste pomieszczenie, ale bardzo przerażające.
Shay usiadła na chłodnym krześle i spróbowała się na nim wygodnie umościć. Dwaj policjanci, z których jednym był Adam, usiedli naprzeciwko niej. Spojrzała nerwowo na tego drugiego i głośno przełknęła ślinę.
„Czy chcesz nam opowiedzieć, co się stało?” – zapytał Adam. Pochylił się do przodu, a ona mogła dostrzec żyły na jego ramionach.
„Tesla wyjechała prosto na nas. Nie pamiętam niczego więcej” – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
„Bardzo wygodne” – zauważył chłodno drugi policjant.
Policjant Adam odchrząknął. „Czy piłaś dziś alkohol?”
„Mogę wykonać telefon?” – zapytała, unikając tematu. „Chcę rozmawiać z prawnikiem”. Nie podobało jej się, w jakim kierunku zmierza ta rozmowa.
„Pewnie”. Adam westchnął i wstał z krzesła. Następnie szturchnął drugiego policjanta, żeby też się podniósł.
Obaj wyszli z pokoju, a Shay natychmiast się załamała. Czuła, jak narasta w niej potężne poczucie winy. To wszystko było po prostu wypadkiem! Jej wieczór nie miał się tak skończyć! Obraz martwego kierowcy wypalił się w jej umyśle.
„Proszę” – usłyszała czyjś głos. Otarła łzy i podniosła wzrok. Zobaczyła Adama, który podawał jej telefon. Wzięła urządzenie i od razu wpisała numer, który znała na pamięć.
Sygnał.
Sygnał.
Sygnał.
„Halo?” – odpowiedział zaspany głos.
„Ian…” Jej głos się załamał. Łzy płynęły swobodnie po jej policzkach. Usłyszała głos brata i poczuła delikatną ulgę.
„Shay?”
„Ian, potrzebuję pomocy. Potrzebuję adwokata”.
„Co się stało?” – zapytał. Zauważyła niepokój w jego głosie. Wiedziała, że w tej chwili jest już w pełni rozbudzony.
„Miałam wypadek samochodowy i ktoś zginął” – szlochała. „Teraz jestem na komisariacie i chcą mi postawić zarzuty. Proszę, Ian. Proszę”.
„Będę za pół godziny. Do tego czasu nie mów ani słowa” – polecił.
„Dziękuję”. Odetchnęła z ulgą.
„Bądź spokojna, Shay. Już jadę” – powiedział, zanim się rozłączył.
Oddając telefon policjantowi, nie przestawała płakać. Czuła wielkie poczucie winy w głębi duszy. Modliła się, aby to był tylko koszmar. Chciała się jak najszybciej obudzić.
Do pokoju wszedł ten drugi policjant. „Chodź za mną” – rozkazał.
Pokiwała głową, wstała i poszła za nim. Bała się tego, dokąd mogą ją zaprowadzić. Wiedziała jednak, że nie ma innego wyboru. Szczególnie dlatego, że była osobą rasy mieszanej. Obawiała się, że jej kolor skóry wywoła stereotypowe reakcje policjantów.
„Włóż to do ust i dmuchaj” – powiedział policjant. Szorstkim ruchem podał jej alkomat.
Zgodnie z jego instrukcją umieściła plastikowy ustnik między wargami, a następnie mocno dmuchnęła.
Na ekranie natychmiast pojawił się wynik 0,10%. Shay poczuła, jak zamiera jej serce. Nie wiedziała, jaki jest dozwolony limit, ale podczas kolacji wypiła zaledwie dwa drinki. Potem nie piła już niczego.
Nie była pijana. Była tego absolutnie pewna. Nigdy nie pozwoliłaby sobie, aby być wstawioną, a co dopiero pijaną.
Funkcjonariusz pokręcił głową i ciężko westchnął. Podeszła do nich inna policjantka ze ściśle spiętym kokiem i posępną miną. Shay trzymała głowę spuszczoną. Nie chciała zwracać na siebie większej uwagi.
„Chodź za mną” – poinstruowała ją kobieta.
Shay skinęła głową i wykonała polecenie. Przy następnym stoliku poproszono ją o zdjęcie całej biżuterii i oddanie telefonu. W milczeniu poddała się tym instrukcjom.
Następnie poprowadzono ją do pobrania odcisków palców. Musiała zanurzyć w tuszu wszystkie dziesięć palców. Potem zmierzono jej wzrost i dano do trzymania tabliczkę. Dopiero wtedy do niej dotarło, że oficjalnie ją aresztują.
Policjantka wskazała na ścianę w paski. Shay stanęła na jej tle. Czuła się potwornie brudna i nie mogła powstrzymać łez.
Błysk.
„Obróć się w lewo” – rozkazała funkcjonariuszka.
Błysk.
„Teraz w prawo”.
Błysk.
„Zatrzymamy cię w celi, dopóki nie zjawi się twój prawnik” – poinformowała ją policjantka.
Shay pokiwała głową. Funkcjonariuszka brutalnie chwyciła ją za nadgarstki. Poczuła zaciskające się metalowe kajdanki, a potem usłyszała kliknięcie.
Mocno pchnięto ją w ramię, żeby nadać jej odpowiedni kierunek. Shay trochę się potknęła. Próbowała odzyskać spokój, kiedy prowadzono ją na tyły budynku.
Na skutek nagłej zmiany temperatury przeszły ją dreszcze. Zauważyła inne kobiety zamknięte w celach. Niektóre były prawie nagie. Inne miały podarte ubrania i wyglądały na bardzo zaniedbane. W rogu każdej celi znajdowała się też metalowa toaleta.
„Kajdanki” – powiedziała policjantka, a Shay uniosła ręce.
Drzwi jej celi na krótko się otworzyły. Potem Shay znów poczuła silne pchnięcie w plecy, przez co wpadła do środka.
Metalowa krata zatrzasnęła się za nią, więc Shay odwróciła się i spojrzała na wyjście. Inne kobiety rozmawiały ze sobą, jakby był to zwyczajny dzień. Jedyne co Shay mogła teraz zrobić, to mieć nadzieję, że jej brat szybko się zjawi.

















































