
Gra o dominację Księga 2
Autorzy
Lektury
85,3K
Rozdziały
27
Prolog
ADIRE
Moje oczy były czerwone, gdy weszłam do pokoju mamy w bożonarodzeniowy poranek.
Lucy siedziała na krześle. Moja mama robiła na drutach jaskraworóżowy koc. Obie z uwagą oglądały film A Christmas Story na małym telewizorze.
Kiedy weszłam, od razu spojrzałam na Lucy. Odłożyła program telewizyjny. Wiedziała, że muszę z nią porozmawiać na osobności.
Moja mama jednak nie zauważyła napięcia w pokoju. „Kotku! Wesołych Świąt” – przywitała się. Jej głos brzmiał nienaturalnie wesoło, co zdarzało się teraz coraz częściej.
Pochyliłam się, żeby pocałować ją w czoło. Wciąż miałam na sobie ubranie z kolacji, zabrudzone na kolanach od szukania zapasowego klucza Allie.
Schowałam opuchniętą dłoń za plecami. Nie chciałam, żeby zobaczyła, jak się zraniłam. „Wesołych Świąt, mamo. Miałaś dobry poranek?” – zapytałam.
Jej włosy były upięte w kucyk. Lubiła tę fryzurę w luźniejsze dni. Ale nawet podczas odpoczynku wyglądała bardzo elegancko i spokojnie.
„O tak. Lucy zrobiła mi dziś rano kolorowe naleśniki. I zgadnij, co zrobiła z syropem?” – zapytała bardzo podekscytowanym głosem.
„Nie wiem, co?”
„Podgrzała syrop klonowy w mikrofalówce. Potem dodała kawałek masła!” Zaśmiała się radośnie. „To najlepsza rzecz, jaką w życiu jadłam” – powiedziała mi zadowolonym głosem.
„Wow, to brzmi bardzo pysznie, mamo. Nie mogę się doczekać, aż zrobi je dla mnie” – odpowiedziałam. Pocałowałam jej idealnie ułożone włosy.
Lucy wstała. Wzięła swoje papierosy z kuchennego blatu. „Loretta, kochana, wyjdę na chwilę zapalić.
„Nie chcę przegapić momentu, w którym stawiają lampę w oknie” – powiedziała do mojej mamy. Skierowała się do drzwi.
Delikatnie dotknęłam ramienia mamy. „Mamo, czy mogę wyjść z Lucy na świeże powietrze?” – zapytałam cicho.
Była zbyt zajęta naszym ulubionym świątecznym filmem. Nie zwróciła uwagi na moje słowa. Znów zaczęła robić na drutach i śmiała się do telewizora.
„Ależ skąd, kotku. Śmiało” – mruknęła. Cały czas patrzyła w ekran.
Lucy była już na zewnątrz. Zauważyłam, że wzięła bandaż na moją dłoń. Wcześniej dostrzegła opuchliznę.
Kiedy weszłam na mały dziedziniec, spojrzała na mnie z góry na dół. Potem pokręciła głową. „Wciąż masz na sobie ubranie z wczoraj. I gdzie jest twoja kurtka? Jest tu strasznie zimno!”
Zapaliła papierosa i podeszła. Chciała obejrzeć moją opuchniętą dłoń. „Chyba ją złamałaś, słoneczko. Jak to się stało?” – zapytała.
Pokręciłam głową. Nie byłam jeszcze gotowa, żeby opowiedzieć jej o wszystkim.
„Chodzi o to, że zabieram twoją mamę do Georgii? Wiem, że ją kochasz, A.B. Ale ja też ją kocham.
„Powiedziałam już moim dzieciom, że przeprowadzamy się do Savannah. Nie mają nic przeciwko, obiecuję. Będą kochać twoją mamę tak samo mocno. A ty możesz ją odwiedzać, kiedy tylko zechcesz”.
Skinęłam głową. „Mama jest chora, prawda?” – szepnęłam. Bałam się prawdy, ale musiałam wiedzieć.
„Tak, obawiam się, że tak, słoneczko”.
Powstrzymałam szloch. Próbowałam zapanować nad emocjami. „Tak myślałam. Czy to tylko Alzheimer, czy coś więcej?”
„Myślę, że to coś więcej. Ale tak, Alzheimer na pewno jest częścią tego wszystkiego” – powiedziała. Jej głos był pełen smutku.
Spojrzałam na nią. Odwzajemniła moje spojrzenie, ostrożnie bandażując moją dłoń.
„Lucy, czy jesteś pewna, że chcesz to zrobić? To duży obowiązek. Czy powinnam rzucić pracę i przeprowadzić się z wami do Georgii? Jestem tu, a poza tym jestem jej córką” – szepnęłam.
„Wiem, że nią jesteś. Dlatego myślałam, że będziesz na mnie zła, że ci ją zabieram. Wiem, jak bardzo ją kochasz”. Puściła moją dłoń i zaciągnęła się papierosem.
„Jestem z nią od jedenastu lat, Adire. I bardzo ją kocham.
„Chcę się nią opiekować. Ale musisz podpisać pewne dokumenty. Mówią one, że jestem jej opiekunką i mogę podejmować decyzje medyczne w jej imieniu. Zgadzasz się na to?” – zapytała.
Przycisnęłam dłoń do piersi, żeby złagodzić pulsujący ból.
„Podpiszę wszystko, co trzeba i kiedy tylko trzeba. Wystarczy, że zadzwonisz” – zapewniłam ją, trzęsąc się z zimna.
Potarła moje ramiona, żeby mnie ogrzać. „Chodźmy do środka” – zaśmiała się cicho.
Pokręciłam głową. Musiałam jej powiedzieć, po co tak naprawdę przyszłam.
Wzięłam od niej papierosa i zaciągnęłam się głęboko. „Chcę, żebyś zabrała stąd mamę... już teraz. Chcę, żebyście wyjechały z Revere i z Massachusetts do jutra rano.
„Nie obchodzi mnie, co powiesz mamie. Musisz ją po prostu stąd zabrać. Myślę, że Georgia to idealne miejsce” – powiedziałam.
„Jeśli potrzebujesz pomocy w przeprowadzce, daj mi znać. Pokryję wszystkie koszty. Jeśli musicie tylko spakować walizki, a resztę zabierze firma przeprowadzkowa, to w porządku. Za to też zapłacę”.
Ciemnobrązowe oczy Lucy rozszerzyły się ze zdziwienia. Nie spodziewała się, że bez kłótni zgodzę się na wyjazd mojej mamy do innego stanu.
„A.B., co tu się w ogóle dzieje?” – zapytała, odbierając mi papierosa.
Moje dłonie drżały. Zacisnęłam w pięść tę zdrową, starając się zachować spokój. „Spotkałam kogoś dzisiaj u Davisa” – powiedziałam cicho.
„Kogo spotkałaś, że aż tak cię to wytrąciło z równowagi?”
Z oka popłynęła mi łza. Szybko ją otarłam. „Spotkałam ojca Davisa” – szepnęłam.
Zmrużyła oczy. Nie do końca rozumiała, co w tym takiego ważnego. „I co z tego...”
„Lucy, ojciec Davisa to człowiek, który skrzywdził mamę”.
„Słucham?!” – krzyknęła na pustym dziedzińcu.
„Mówię ci, to on” – upierałam się ściszonym głosem.
„Kochanie, to było wieki temu. Jak możesz być tego pewna po tak długim czasie?” – zapytała. Ale widziałam to w jej oczach. Miała wielką nadzieję, że się mylę.
Zaśmiałam się gorzko. „Jeśli pamiętam cokolwiek z tamtej nocy, to to, jak wyglądałam zza rogu. Widziałam, jak łapie ją za tyłek i mówi do niej obrzydliwe rzeczy”.
Znowu się zaśmiałam, ale był to śmiech pełen bólu. „Wygląda na to, że ten stary drań wcale się nie zmienił” – powiedziałam ze złością, przypominając sobie, co właśnie widziałam.
Lucy opadła na ławkę. „Och, Boże, kochanie! Nigdy nie myślałam, że to usłyszę” – powiedziała, zamyślona.
„I teraz chcesz, żebyśmy przeprowadzili się do Savannah przez niego?”
Podeszłam bliżej i ciężko usiadłam obok niej. Oplotłam się ramionami, żeby się ogrzać.
„Tak, i to jak najszybciej. Ostatnie, czego nam trzeba, to żeby ojciec Davisa zaczął jej szukać. Albo żeby mama wpadła na niego na ulicy.
„Możesz sobie wyobrazić, co by było, gdyby nagle się pojawił, żeby z nią porozmawiać albo jej grozić?” – powiedziałam stanowczo.
„Ale dlaczego w ogóle miałby jej szukać?”
„Przeze mnie, Lucy. Przez to, co dzisiaj powiedziałam. Przez to, o co oskarżyłam go na oczach całej jego rodziny. Dałam mu do zrozumienia, że mama nadal tu jest. A ja jestem narzeczoną Davisa.
„Teraz wie, że jest ktoś, kto zna prawdę o tym, co zrobił. Boję się tego, do czego może być zdolny” – powiedziałam ze złością.
Zadrżałam, a ona objęła mnie ramieniem. „Chcesz mi powiedzieć, że zamierzasz wyjść za tego chłopaka?” – zapytała.
Pokręciłam głową. „Nie! Jak mogłabym teraz za niego wyjść? Jest synem człowieka, który próbował zabić moją matkę... Nie potrafię. Po prostu nie mogę!” – szepnęłam, wycierając cieknący nos rękawem.
Lucy podała mi chusteczkę. „W porządku, kochanie. Spakuję nas do wieczora, a o świcie już nas tu nie będzie”. Skinęła głową, zaciągając się papierosem po raz ostatni.
„Więc co teraz zrobisz?”
Wzięłam głęboki oddech lodowatego powietrza. Poczułam, jak kłuje mnie w płucach, zanim się odezwałam. „Wyjeżdżam. Zostawiam jego, mój dom i całe Massachusetts. Planuję zniknąć na jakiś czas.
„Przyjadę do was do Savannah, kiedy skończę kolejne zlecenie w pracy”.
Czułym gestem położyła swoją ciemną dłoń na mojej. „A ten chłopak?” – zapytała łagodnie.
Kiedy jestem z Lucy, zawsze czuję się znów jak piętnastolatka. Wzruszyłam ramionami, dokładnie tak, jak robiłam to w tamtych czasach.
„Życie znowu rzuca mi kłody pod nogi. Jak mam zignorować to, kim jego ojciec jest dla mojej mamy?”
„Grzechy ojców, kochanie. Nie powinny spadać na synów” – zasugerowała. Odwróciła głowę i spojrzała na mnie. „Wczoraj wieczorem powiedziałaś Loretcie, że go kochasz. Czy to prawda?”
„Tak. Wciąż go kocham, mimo że nie powinnam”. Spojrzałam na swoją dłoń, uświadamiając sobie, że przed wyjazdem będę musiała pojechać na pogotowie.
„Tak czy inaczej, przyjdę zobaczyć się z tobą i mamą, zanim dziś wyjadę.
„Mam trochę prywatnych spraw do załatwienia. Ale kupię wam dwa nowe telefony, żebym mogła się z wami skontaktować w każdej chwili” – powiedziałam jej.
Skinęła głową. „Jedziesz do szpitala, żeby ktoś obejrzał twoją dłoń?”
Przygryzłam wargę. Ból wciąż mocno pulsował. „Tak. Tym zajmę się w pierwszej kolejności”.
„Nawet nie powiesz swojemu chłopakowi, że go zostawiasz? Nie uważasz, że zasługuje na to, żeby wiedzieć o twoich planach?” – zapytała, z głębokim zmarszczeniem brwi.
„Nie, i nie zamierzam mu mówić” – odpowiedziałam.
„Więc zamierzasz teraz po prostu uciec?”
„Lucy, kiedy to się wreszcie dla mnie skończy? Obie wiemy, że ilekroć zaangażuję się w poważny związek, kończy się to fatalnymi skutkami dla mojego życia i dla mojej rodziny.
„Czy to nie czas, żeby wreszcie nazwać rzeczy po imieniu?” – zapytałam, wzruszając ramionami.
„Przyjęłaś jego oświadczyny?”
„Tak, przyjęłam”.
„Nie sądzę, żeby tak zakochany w tobie mężczyzna po prostu o tobie zapomniał, A.B.” – odpowiedziała.
„Na pewno ułoży sobie życie na nowo, Lucy. Wszyscy faceci tak robią, prawda?” – mruknęłam smutno.
Pokręciła głową. „Wyglądało na to, że ma wobec ciebie poważne plany, dziewczyno. Musisz się w końcu ustatkować, A.B., założyć rodzinę” – przekonywała mnie.
Ale ja też pokręciłam głową, niezadowolona z tego, w jakim kierunku zmierza ta rozmowa. „Sprawy się skomplikowały. A takie komplikacje nie pasują do kobiety, Lucy.
„Odpuściłam go sobie i wracam do pracy. To by było na tyle”.
„Dlaczego wyglądasz tak smutno, skoro to takie proste?” – zapytała, gładząc mnie uspokajająco po plecach.
Podniosłam się z ławki i ruszyłam w stronę drzwi, ale potem odwróciłam się w jej stronę.
„Są rzeczy, Lucy, które po prostu nie są nam pisane. Nawet jeśli pragniemy ich bardziej niż czegokolwiek innego na świecie.
„Zawsze miałam praktyczne podejście do życia i wyborów, których musimy dokonywać.
„Zawsze brałam na klatę to, co przynosił mi los. Teraz czas wrócić na właściwe tory i iść naprzód. Zawsze tak robię” – powiedziałam wprost.
Następnie skierowałam się z powrotem do drzwi, które prowadziły do wnętrza domu.
„Adire, Adire...” – zawołała za mną.
Zatrzymałam się i odwróciłam w jej stronę.
„Ludzie się zmieniają, słoneczko. Czasami nie można już wrócić do tego, kim się było, kiedy raz wyszło się z utartych schematów” – powiedziała.
„Niezależnie od tego, czy ci się to podoba, czy nie, widzę w tobie zmianę. Będą tego konsekwencje, jeśli nie stawisz czoła swoim uczuciom i zostawisz mężczyznę, którego kochasz”.
Jej słowa sprawiły, że zmarszczyłam brwi, ale ona kontynuowała. „Pamiętaj tylko, że kiedy potkniesz się przez tę decyzję, a twoje kolana będą posiniaczone i obolałe, zawsze możesz się podnieść, słoneczko”.
Przez chwilę patrzyłyśmy sobie w oczy z tą kobietą, która była dla mnie jak druga matka.
„Idę pożegnać się z mamą. W ciągu godziny zorganizuję wam bilety lotnicze i samochód w Savannah.
„Podrzucę wam telefony, zanim dziś wyjadę”. Wyrzuciłam z siebie te słowa, nie chcąc słyszeć prawdy, która w niej brzmiała... Nie byłam jeszcze gotowa, żeby przyznać się do niej samej sobie.















































