
Opuszczona i jej alfa Książka 2
Autorzy
Lektury
64,5K
Rozdziały
21
Rozdział 1
Księga 2
Kiedy Lunas Mortis trafili w nasze ręce, rozpoczęło się wielkie śledztwo. Był to wspólny wysiłek watah i rady, mający na celu wykrycie innych potencjalnych wspólników. Brad i mój ojciec odbyli z Jamesem wiele sesji, maglując go, by wyciągnąć z niego informacje. Poza ludźmi złapanymi przez straż, znaleźliśmy jeszcze kilku zamieszanych strażników i jednego administratora.
Myślałam o tym, żeby samej z nim porozmawiać, ale Brad się na to nie zgodził. Chciał mnie bardziej chronić, odkąd dowiedział się o ciąży. Traktował mnie, jakbym była ze szkła. Po przesłuchaniach oddaliśmy więźniów radzie. Musieliśmy uporać się ze skutkami wojny, głównie z wyborem nowych dowódców straży.
Zaczęliśmy też projekt powiększenia firmy drzewnej. To była miła odskocznia od problemów. Jednak sprawdzanie i organizowanie wszystkiego, razem z moimi obowiązkami luny, bardzo mnie wyczerpywało. Poranne mdłości nie dawały mi spokoju. Byłam dopiero w drugim miesiącu ciąży. Moja matka obiecała mi, że w trzecim miesiącu poczuję się lepiej. Odliczałam dni do tego momentu.
Moje hormony szalały, przez co byłam bardziej nerwowa. I, cóż, miałam większą ochotę na seks. Mówiąc prościej, byłam chora, zmęczona albo napalona. Lilian była wielkim darem od losu, kiedy pomagała mojej matce w kuchni. Przez poranne mdłości i moją pracę ledwo dawałam sobie radę.
Po południu mieliśmy zaplanowane spotkanie ze strażą. Dlatego pojechałam na budowę wcześniej, żeby nadzorować pracę, a później zająć się obowiązkami luny. Oglądałam drewniane belki pierwszej części budynku. Zamieniłam trampki na kalosze i założyłam kask ochronny. Nagle poczułam znajomy zapach sosny. Zanim zdążyłam się ruszyć, czyjaś dłoń objęła mnie w talii i przyciągnęła do twardego ciała. Brad odwrócił mnie przodem do siebie, uniósł mój podbródek i złożył miękki pocałunek na moich ustach.
„Przyszedłem zobaczyć się z moją ulubioną panią inżynier”, mruknął cicho. Jego ramiona wciąż obejmowały mnie w pasie.
„Uwielbiam twoje wizyty, ale powinieneś nosić kask”, odpowiedziałam. Odciągnęłam go na bok, kiedy maszyna podnosiła kolejną belkę tuż obok nas. „Chodźmy do biura”. Wskazałam na moje biuro w kontenerze. „Czy to wizyta alfy, który chce raportu z budowy, czy mojego przeznaczonego, który chciał mnie zobaczyć?”
Przeszliśmy przez plac budowy. Omijaliśmy przeszkody i ledwo uniknęliśmy wejścia w błoto.
„Jedno i drugie”, odpowiedział, kiedy dotarliśmy do biura, i znowu przyciągnął mnie do siebie. „Nawet po dwóch miesiącach uwielbiam, kiedy nazywasz mnie swoim przeznaczonym”. Pocałował mnie ponownie, tym razem znacznie mocniej. Moje dłonie powędrowały na jego kark i przyciągnęłam go bliżej do siebie. Wiedziałam, że był zaskoczony moją reakcją, ale objął mnie ramionami. Moje hormony dały o sobie znać i nagle ogarnęło mnie pożądanie. Potrzebowałam go tu i teraz. Moje ręce zsunęły się do jego spodni. Ścisnęłam jego twardego kutasa przez materiał. Przerwał pocałunek z jękiem i spojrzał na mnie gorącym wzrokiem. Miałam właśnie rozpiąć jego spodnie, kiedy drzwi do biura się otworzyły. Szybko cofnęłam się o krok. Brad w tej samej chwili odwrócił się tyłem do drzwi.
„Luno Alice, trzy belki zostały ułożone…”, zaczął mój brygadzista, Mike. Zamilkł jednak, kiedy zobaczył Brada. „Alfo”, przywitał się z nim.
Brad próbował ukryć swoje podniecenie. Usiadł na moim biurku i odpowiedział na powitanie. „Mike”.
„Świetnie, Mike. Masz jakieś wieści o cegłach? Przyjadą jutro?”, zapytałam, biorąc do ręki fakturę ze stołu. Spojrzałam na Brada przez ramię z figlarnym uśmiechem.
„Prawdopodobnie tak, ale zadzwonię, żeby to potwierdzić. Nie wrócisz tu po południu, prawda? Muszę zorganizować naradę jeszcze dziś rano”.
„Zgadza się, nie wrócę po obiedzie. Zrób tę naradę, Mike. Porozmawiamy później”, odpowiedziałam. Mike skinął głową i wyszedł z kontenera.
„Myślałem, że pojedziesz ze mną do domu watahy, kochanie”, powiedział Brad i wstał.
„Też tak myślałam, ale muszę wziąć udział w tej porannej naradzie. Spotkamy się w domu watahy na obiedzie. Będziemy mogli dokończyć to, co zaczęliśmy, podczas naszej przerwy przed spotkaniem ze strażą”, zaproponowałam i podeszłam bliżej niego. Przyciągnęłam jego twarz, żeby go pocałować. On jednak złożył na moich ustach tylko szybki pocałunek i delikatnie mnie odepchnął.
„Muszę stąd wyjść tak, żeby nie robić z siebie pośmiewiska, Alice…”
Roześmiałam się głośno i puściłam go. Wyszedł z mojego biura, zręcznie omijając drewniane deski. Patrzyłam, jak odchodzi, i podziwiałam każdy centymetr jego ciała. Wypuściłam ciężko powietrze i delikatnie potarłam swój brzuch.
„Mamy wielkie szczęście, że z nami jest…”, szepnęłam do naszego nienarodzonego dziecka. Potem wyszłam z biura, żeby dołączyć do Mike'a na naradzie.
















































