Cover image for Królowa Lykanów: Wydanie Świąteczne

Królowa Lykanów: Wydanie Świąteczne

Rozdział: 104

AARYA

Język zwisał z moich ust, gdy dyszałam ciężko, moje futro było mokre od potu. Wbiłam pazury w ziemię, rozdzierając trawę, wyjąc nieszczęśliwa do nieba.
Adonis leżał umierający w naszym pokoju, a ja nie mogłam nic z tym zrobić.
Przedarłam się przez kolejnego manekina treningowego, drzazgi leciały na najdalsze krawędzie pola treningowego. To było za mało. To nie była krew i ciało, kość i ścięgna.
Potrzebowałam wroga.
Potrzebowałam mojego towarzysza.
Gdyby zginął, rozerwałabym świat na strzępy. Rozdzierałabym, gryzła i drapała pazurami, dopóki niebo nie pogrążyłoby się w ciemności, a wokół mnie zostały tylko kości i popiół.
Moje uszy drgnęły. Ktoś się do mnie zbliżał. Ostatniego odesłałam ze szwami. Kto śmiałby mnie niepokoić? Ktokolwiek to jest, dopilnuję, by tego pożałował.
Warknęłam, a intruz odskoczył do tyłu, ledwo unikając moich kłów. Zręczny, ale nie wystarczająco. Przykucnęłam, gotowa do skoku, przygwożdżenia do ziemi i zmiażdżenia.
– Aarya, przestań, to ja! To Sophia! Nie chcę z tobą walczyć, chcę tylko porozmawiać – krzyknęła, upadając na kolana.
Ledwo mogłam ją dostrzec przez czerwoną mgiełkę, która zmąciła mój wzrok, ale zapach, który się pojawił, był znajomy, a jej uległa postawa mnie uspokoiła. Zbliżyłam się powoli.
Sophia przycisnęła swoje czoło do mojego. Wyczułam łzy i desperację. – Proszę, Aarya, posłuchaj mnie. Oni chcą cię zamknąć! Czy rozumiesz?
Pozwoliłam, by ryk wyrwał się z mojej klatki piersiowej, odsłaniając moje kły. Zamknąć mnie? Co za żart. Zniszczyłabym ich, gdyby spróbowali.
Sophia głaskała mnie delikatnie, zaciskając dłonie w moim futrze. – Cela, której używali dla Adonisa, nadal znajduje się w pałacowej piwnicy. Wsadzą cię tam.
Parsknęłam, potrząsając głową, próbując się odsunąć. Nie obchodziło mnie to. Nie chciałam jej smutku. Zniszczenie moich wrogów było tym, czego pragnęłam.
Przylgnęła do mnie, zmuszając mnie do spojrzenia na nią, krzycząc. – Straszysz ludzi! Nie możemy ich dłużej powstrzymywać. Weź się w garść!
Ponownie spróbowałam się odsunąć, ale trudno było się jej pozbyć. Często ze mną trenowała. Oszukała mnie, żebym pozwoliła jej się zbliżyć.
Zarzuciła mi ręce na szyję, mówiąc prosto do mojego ucha. – Adonis ma się lepiej. Jego oddech jest miarowy, serce bije mocno. Jane uważa, że wszystko będzie dobrze.
Te słowa przebiły się przez moją wściekłość. Nie widziałam go, odkąd go przywieźli. Nie sprawdziłam co u niego. Czy nie miałam zostać lekarzem?
Sophia wpatrywała się w moje oczy, mówiąc stanowczym i cichym głosem. – Devi jest już bez ojca. Potrzebuje teraz swojej matki. Potrzebuje ciebie, Aaryo.
Mój szczeniak. Moje dziecko. To było coś, co mogło przykuć uwagę nawet wściekłego lykanina. Kiedy ostatni raz ją trzymałam? Czułam, że wracam do swojej ludzkiej postaci.
W mojej piersi otworzyła się pustka. Musiałam ją przytulić, powąchać, potrzebowałam jej bardziej niż oddychania. – Zabierz mnie do mojej córki. – Mój głos był zachrypnięty, gardło zrujnowane przez moje wycie, ale to wywołało uśmiech na twarzy Sophii.
Trzymanie Devi było jak zanurzenie się w lodowatej rzece po szalejącej gorączce. Mój lykanin ustąpił, skupiając się całkowicie na jej obecności. Niczego bardziej nie pragnęłam niż zwinąć się z nią w kłębek i zasnąć.
Zamiast tego, spojrzałam na Sophię. – Dzięki za sprowadzenie mnie do rzeczywistości. Jesteś niesamowitą najlepszą przyjaciółką. – Niechętnie wyciągnęłam Devi w jej stronę. – Czy będziesz ją obserwować? Mam dużo do nadrobienia.
Sophia wzięła ją, uśmiechając się zmęczona. – Oczywiście. Zawsze jestem tu dla ciebie. Dobrze mieć cię z powrotem.
Zadzwoniłam do Gabe’a i Evana, drugiego i trzeciego dowódcy Adonisa, a także do Luke'a, szefa królewskich wojowników, i Damiena. To byli mężczyźni, którzy będą wiedzieli to, co chciałam wiedzieć. Spotkaliśmy się w moim gabinecie.
Położyłam ręce na biurku, patrząc po kolei na każdego z mężczyzn. – Mój towarzysz jest ranny. Nie leczy się tak jak powinien. Co dla mnie macie?
Luke stanął na baczność. – Wasza wysokość. Zabrałem oddział do lasu, gdy usłyszeliśmy wieści. Udało nam się zabić niedźwiedzia, który zaatakował króla i zbadać jego ciało. To nie był przypadek.
Moje paznokcie nabrały ostrości, wbijając się w drewno biurka. Zachowaj spokój. Devi cię potrzebuje. – Więc co to było? – I kto? Żebym mogła ich zamordować.
Postawa Evana była tak sztywna, że wyglądała na bolesną. – Niedźwiedź miał cierń umieszczony wysoko w dziąśle, głęboko. Został celowo sprowokowany i nasączony zapachem króla. Ktoś chciał, żeby go zaatakował.
– Gorzej niż to – dodał Damien. – Niedźwiedź został otruty, a ta trucizna została przekazana Adonisowi, gdy go okaleczył. Prowadzę śledztwo, ale poszlak jest mało, a motywów jest zbyt wiele.
Wiedziałam, co miał na myśli. Adonis i ja mieliśmy mnóstwo wrogów, a wielu z nich nie było teraz ze mnie zadowolonych. – Morderca go nie docenił. Gdyby Adonis nie był tak silny, nie przeżyłby.
Gabe pochylił głowę. – Tak jak mówisz, wasza wysokość. Niestety nie wiemy, kiedy wróci do zdrowia. – Warknęłam. Gabe przełknął ślinę, ale utrzymał stabilne spojrzenie. – Musisz zająć jego miejsce. Będę ci doradzał.
Nie podobało mi się zajmowanie jego miejsca. To tak, jakby powiedzieć, że już nie wróci. Ale nie mogłam okazać takiej słabości, nawet teraz. Ci ludzie byli również moimi poddanymi. – Oczywiście. Zaczniemy od dzisiaj.
Mężczyźni wyszli po moim zwolnieniu. Odczekałam kilka minut, zanim poszłam za nimi. Riley zaskoczyła mnie swoją obecnością w holu. – Czy masz jakieś wiadomości? Wszyscy są tak zajęci, że niewiele słyszeliśmy.
Odgarnęłam włosy z twarzy i próbowałam się uśmiechnąć. – Przepraszam, nie chciałam trzymać cię od tego z daleka. Sama dopiero teraz otrzymałam aktualizację.
Riley otworzyła usta, żeby odpowiedzieć, ale jej przerwano. – Aarya! Wróciłaś, tak się cieszę. Wszystko w porządku? – Elodie podbiegła do nas, po chwili zatrzymując się. – Och! Riley, nie widziałam cię...
Riley wyglądała na zirytowaną. Odwróciłam się do Elodie. – Nic mi nie jest. Rozmawiałam tylko z Riley i przeprosiłam za tajemnicę. Możemy później zjeść we trójkę kolację, a ja opowiem wam, co wiem?
Elodie była niezwykle cicha, patrząc w dół na swoje stopy. – Och, um, to bardzo miłe...
Riley zmarszczyła brwi na widok Elodie i szybko odwróciła wzrok, kiedy Elodie spojrzała w jej stronę. Elodie pochyliła głowę, obejmując się ramionami. – Nie dam rady – powiedziała chłodno Riley. – Po prostu napisz do mnie maila.
Wyszła sztywno bez kolejnego słowa. – O co chodziło? – zapytałam, marszcząc brwi na Elodie.
– Nie wiem. Ja tylko… mam nadzieję, że z Adonisem wszystko w porządku. Zobaczymy się później, nie na kolacji, ale dzięki. Przepraszam. – Ona też odeszła, zanim zdążyłam powiedzieć cokolwiek więcej.
Czy one się pokłóciły? Świeże zmartwienie nałożyło się na całą resztę, ale nie miałam czasu, aby to zbadać. Na razie będą musiały sobie poradzić beze mnie.
Poświęciłam kilka minut, żeby sprawdzić, co u Adonisa. Spał nieruchomo, a jego skóra błyszczała od potu. Płonął pod moim dotykiem, szalała w nim gorączka.
Pocałowałam go w czoło. – Trzymaj się, mój królu. Coś takiego nie wystarczy, żeby cię wykończyć, wiem o tym. Nigdy byś mnie nie opuścił, nie zostawił Devi w taki sposób.
Nie odpowiedział, oczywiście. Tęskniłam za jego uspokajającym głosem, za jego potężnymi ramionami wokół mnie. To była ciężka odpowiedzialność do udźwignięcia w pojedynkę. – Poradzę sobie ze wszystkim – obiecałam mu. – Możesz na mnie liczyć.
Droga do biura Adonisa była długa, jeszcze dłuższa w szpilkach, które miałam na sobie. Ale ważne było, by zaprezentować siłę. Dodatkowe kilka centymetrów nie zaszkodzą. Mój makijaż był idealny, garnitur schludny.
Gabe czekał w drzwiach. – Wasza wysokość – przywitał mnie, kłaniając się. – Czy jesteś gotowa, aby rozpocząć? – Pozwoliłam mu otworzyć dla mnie drzwi i weszłam do środka.
Przesunęłam się za biurko Adonisa i usiadłam na jego krześle. Wszystko było zbyt duże, onieśmielające i solidne. Wszystko mi o nim przypominało, a brak jego obecności strasznie mnie bolał w środku.
Wzięłam głęboki oddech i złożyłam ręce na biurku. – Wyślijcie pierwszych – powiedziałam Gabe'owi.
To był potok gości, głównie chcących złożyć kondolencje i zapytać, kiedy Adonis wróci. Zanim minęła godzina, ból głowy pulsował mi w skroniach.
A to był dopiero początek.
Continue to the next chapter of Królowa Lykanów: Wydanie Świąteczne