
Kowboje ze Stillwell
Autorzy
S. L. Adams
Lektury
3,9M
Rozdziały
26
Jillian była niewidzialna w liceum, niezręczna introwertyczka, z którą nikt nie rozmawiał. Podkochiwała się w najpopularniejszym chłopaku w klasie, wysokim, przystojnym kowboju. Przypadkowe spotkanie na ich dwudziestym zjeździe absolwentów prowadzi do niezapomnianej nocy pełnej namiętności... I teraz spodziewa się jego dziecka?
Kategoria wiekowa: 18+.
Rozdział 1.
Książka 1:Wirilny Kowboj
JILLIAN
. . Wyjrzałam przez okno na rozległą, pustą przestrzeń między Red Deer a Rocky Mountain House. Pola pokrywała cienka warstwa śniegu, a drzewa stały nagie po długiej zimie w Albercie.
Serce mi się ścisnęło na widok znajomego drewnianego znaku witającego przyjezdnych w moim małym rodzinnym miasteczku, niedaleko Gór Skalistych. W pogodny dzień można było dostrzec ich majestatyczne szczyty.
Główna ulica zmieniła się nie do poznania przez te 20 lat, odkąd wyjechałam. Oniemiałam na widok Tim Hortons, Boston Pizza i nowych hoteli, których nie było, gdy odwiedzałam to miejsce dwa lata temu.
Wjechałam na podjazd, a opony zaskrzypiały na żwirze. Nagle ogarnął mnie smutek jak grom z jasnego nieba.
Jej czerwony Volkswagen Garbus Kabriolet z 1979 roku wciąż stał na podjeździe. Nigdy za nim nie przepadałam, mówiąc delikatnie.
Kupiła go prosto z salonu i kazała namalować na nim czarne kropki, żeby wyglądał jak biedronka. Było to okropnie krępujące, zwłaszcza dla nieśmiałej nastolatki, która wolała wtopić się w tłum.
Wszyscy wiedzieli, kiedy Dot Jennings robiła zakupy albo była gdziekolwiek w mieście. Nie zrobiłam prawa jazdy, dopóki się nie wyprowadziłam, bo za nic nie chciałam prowadzić tego samochodu.
– Och, babciu – westchnęłam cicho, ocierając łzy. – Przepraszam, że byłam taka niemiła w sprawie twojego samochodu.
Wzięłam głęboki oddech, zanim wysiadłam z mojego F-Pace. Mój Jaguar SUV wyglądał jak z innej bajki w sąsiedztwie, w którym dorastałam.
Większość domów na ulicy to stare parterówki z wyblakłym sidingiem i folią na oknach dla ciepła. Wielu sąsiadów mojej babci mieszkało tu od lat.
Byli to ciężko pracujący Kanadyjczycy, którzy nie opływali w luksusy, ale zawsze wydawali się szczęśliwi. Zupełnie jak moja babcia. Cieszyli się z tego, co mieli i nie przejmowali się drogimi rzeczami.
Otworzyłam bagażnik i sięgnęłam po walizkę.
– Jilly!
Spojrzałam w prawo i zobaczyłam kobietę idącą przez trawnik z małym dzieckiem na biodrze. Moja najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa, Deanne Simpson, wciąż mieszkała obok, ale teraz była Deanne Dunkley.
Wyszła za swojego chłopaka z liceum. Mieszkali z jej rodzicami, dopóki ci nie odeszli kilka lat temu. Nie byłam pewna, ile dzieci teraz ma. Jej mąż pracował przy rurociągu, więc często go nie było w domu.
– Deanne! Jesteś w ciąży!
– Och, tak. – Zaśmiała się i machnęła ręką.
– Czemu mi nie powiedziałaś?
– Myślałam, że wspomniałam o tym w SMS-ie.
Uśmiechnęłam się do mojej starej przyjaciółki. Miała na sobie stary kombinezon, a kolor jej włosów był wyraźnie z farbowania w domu.
Jej minivan nie miał kołpaków, a na zderzaku widniało spore wgniecenie, ale jej szeroki uśmiech sięgał oczu. Deanne promieniała szczęściem.
– To musi być Daniel – powiedziałam, dotykając miękkich blond włosów malucha.
– Darian – poprawiła mnie.
– Przepraszam. – Zaśmiałam się. – Imiona twoich dzieci są zbyt podobne.
– Wiem – przyznała, przesuwając dziecko na biodrze. – Matka Dave'a czasem je myli. Nie przejmuj się.
– Kiedy termin porodu?
– Osiemnastego czerwca.
– I to numer siedem?
– Osiem – westchnęła. – Szczęśliwa ósemka miała być dziewczynką.
– Nie jest?
– Nie.
– Będziecie próbować jeszcze raz?
– Absolutnie nie. Dave miał operację, żebyśmy nie mogli mieć więcej. Koniec kropka.
– To, uh, to dobrze.
– Tak mi przykro z powodu Dot – powiedziała cicho.
– Dzięki.
– Nie mogę uwierzyć, że nie chciała pogrzebu.
– Ja mogę. – Zaśmiałam się lekko. – Nie lubiła szastać pieniędzmi. Uważała, że pogrzeby to wyrzucanie pieniędzy w błoto.
– Jak sobie radzisz, Jillian?
– W porządku.
– Nie, nie jest – powiedziała. – Nie próbuj tego ze mną. Znam cię jak własną kieszeń.
– Przeżyła pełne życie.
– To nie znaczy, że nie możesz być smutna. – Przyjrzała mi się uważnie. – I wciąż tęsknisz za mężem.
– Jutro mija rok od jego śmierci.
– Och. To musi być ciężkie.
– Tak.
– Powinnaś przyjść na zjazd – zasugerowała miło.
– Nie, dzięki – zaśmiałam się.
– Dlaczego nie? – jęknęła. – To byłby dobry sposób, żeby oderwać myśli.
– Nienawidziłam liceum, Dee – powiedziałam. – Nie pasowałam tu wtedy i nie pasuję teraz. Po co miałabym chcieć spędzić wieczór z ludźmi, z którymi nie gadałam 20 lat?
– Jesteś sławną autorką, Jillian. I jesteś bogata. Wyjechałaś z tego miasta i odniosłaś sukces w życiu. Większość naszych kolegów z klasy nie może tego powiedzieć. Nie chcesz się pochwalić?
– Nie.
– Pomagam planować zjazd – powiedziała. – Mogę załatwić ci bilet.
– Nie idę, Dee.
– Ethan Stillwell przyjeżdża.
– I co z tego?
– Naprawdę go lubiłaś w liceum.
– To było 20 lat temu – zaśmiałam się. – I jestem pewna, że jego śliczna żona będzie z nim. Kolejny powód, żeby nie iść.
– Uh, on nikogo nie przyprowadza, kochanie. Lisa nie żyje.
– Co? – Byłam w szoku. – Kiedy?
– Rok temu.
– Dlaczego mi nie powiedziałaś?
– Nie wiem. Myślałam, że nie obchodzi cię, co się tu dzieje. A ty właśnie straciłaś męża.
– Jak umarła?
– Rak.
– To smutne – powiedziałam. – Mieli dzieci?
– Sześcioro.
– Sześcioro dzieci?!
– Tak.
– Zdecydowanie nie jestem zainteresowana Ethanem Stillwellem – powiedziałam stanowczo. – Biedny facet.
– Jest bogaty. Słyszałam, że ma kogoś do pomocy z dziećmi.
– To dobrze dla niego.
– Muszę zacząć robić obiad – powiedziała, odciągając włosy od rąk malucha. – Obiecaj mi, że przynajmniej pomyślisz o zjeździe.
– Jasne.
***
Moje palce tańczyły po klawiaturze, gdy pomysły na moją następną książkę płynęły jak woda w górskim potoku.
Nigdy nie miałam problemów z pisaniem. Pisanie było moją ucieczką. A zawsze było od czego uciekać w moim niełatwym życiu.
Straciłam poczucie czasu, zapominając gdzie jestem, dopóki mój żołądek nie zaburczał. Zegar z kukułką babci wyrwał mnie z mojego szczęśliwego miejsca głośnym dźwiękiem kosa oznajmiającego dziewiątą.
Zawsze nienawidziłam tego zegara. Inny ptak hałasujący co godzinę. Kto by chciał to słyszeć?
Zrobiłam sobie talerz sera i krakersów, mój umysł wciąż pracował nad fabułą nowej książki, gdy jadłam.
Piszę książki z zagadkami kryminalnymi dla nastolatków i młodych dorosłych. Napisałam kilka osobnych książek, ale moja seria o nastoletnich detektywach była moim wielkim sukcesem.
Detektywi Sandy opowiadała o nastoletnich detektywach Sandy Ketcheson i jej najlepszym przyjacielu, Sandy Longu, oraz ich życiu w nadmorskim miasteczku.
Rozwiązywali zagadki, które zwykle dotyczyły zaginionych osób lub rzeczy, a czasem morderstwa. Była tam też historia miłosna, gdy Sandy ukrywał swoje prawdziwe uczucia do Sandy, aby chronić ich przyjaźń.
Siedem z dziesięciu książek w serii było bestsellerami. A moja redaktorka chciała jedenastą książkę jak najszybciej.
Tajemnica zaginionej królowej balu zapowiadała się na hit. Rodzice Sandy i Sandy'ego jadą na zjazd absolwentów liceum na starym statku, który jest teraz hotelem, i wszyscy zostają na noc.
Królowa balu była złośliwą osobą w liceum, a jej koledzy z klasy szybko zauważają, że się nie zmieniła i wciąż jest nieprzyjemna. Kiedy znika na wielkim statku, Sandy i Sandy prowadzą śledztwo.
Wzięłam telefon i wysłałam SMS-a do Deanny.
Jillian
Zmieniłam zdanie w sprawie zjazdu.
Deanna
Tak! Cieszę się, Jillian.
Jillian
Jedyny powód, dla którego idę, to badania do mojej następnej książki.
Deanna
Jasne.
Jillian
Naprawdę.
Deanna
Myślę, że chodzi o pewnego kowboja, który niedawno został singlem.
Jillian
Nie mogłabyś się bardziej mylić.
Deanna
Zobaczymy.
















































