
Nieoczekiwana królowa 2: Jego ścigana Luna
Autorzy
Lektury
426K
Rozdziały
19
1: Rozdział 1
Book 2
ROK PÓŹNIEJ
LEAH
Zbiegam po wielkich schodach, dysząc ciężko, otwieram złotą bramę i wypadam z zamku na zewnątrz. Słyszę za sobą kroki, które szybko się zbliżają, więc zmuszam się, by biec jeszcze szybciej. Mięśnie ud palą mnie od wysiłku, ale nie pozwolę, żeby mnie złapał.
„Stój!” – słyszę jego krzyk za plecami, gdy mijam labirynt z krzewów. Jest już bardzo blisko, ale chcę dotrzeć aż do lasu — to jest mój cel. Jeśli mi się uda, drzewa pomogą mi uciec. Kiedy jestem ledwie kilka metrów od ściany lasu, silna dłoń szarpie mnie do tyłu. Krzyczę, gdy oboje upadamy, a on mocno chwyta moje ciało.
„Ha! Mam cię!” On głośno się śmieje. Zła, odpycham go od siebie.
„Cholera! Byłam tak blisko!” Odtaczam się od niego po ziemi.
„Niech Wasza Wysokość o tym zapomni — możesz trenować bez końca, ale nigdy mi nie uciekniesz” – mówi John z uśmieszkiem, wyciągając do mnie rękę i pomagając mi wstać. Strzepuję liście i gałązki, które przyczepiły się do moich dresów.
Wracamy razem do zamku, a John żartuje z mojej porażki. To już nasza tradycja, odkąd zaczęłam treningi walki. Maria i ja zaproponowałyśmy, żeby kobiety też mogły trenować. Ares na początku był temu przeciwny, ale po długich namowach pozwolił nam obu dołączyć do ćwiczeń. Tłumaczyłam mu, że jeśli kobiety nauczą się bronić, to tylko wzmocni nasze stado. Chciałam też stać się tak twarda, żeby wydarzenia z zeszłego roku nigdy więcej się nie powtórzyły.
„Wasza Wysokość” – wita nas Maria, gdy zbliżamy się do wejścia. Uśmiecham się do niej szeroko i mocno ją przytulam.
Kładę dłoń na jej rosnącym brzuchu. „Jak się ma mój chrześniak?” – pytam, a ona promienieje ze szczęścia. Zostały jej tylko dwa miesiące do porodu. Mateo jest bardzo opiekuńczy, dlatego Maria rzadko oddala się od zamku. Wychodzi zza rogu i obejmuje ją ramieniem w talii.
„Wasza Wysokość” – mówi z ukłonem. Przewracam oczami — nadal nie lubię, gdy moi przyjaciele są dla mnie tacy oficjalni. Właśnie mam mu to powiedzieć, gdy czuję zmianę w powietrzu, a na moich rękach pojawia się gęsia skórka. Odwracam się i mój wzrok instynktownie spotyka jego złocistobrązowe oczy. Uśmiecham się i biegnę w jego stronę. On rozkłada ramiona i łapie mnie, gdy rzucam się na jego twarde ciało.
„Leah” – mruczy i chowa nos w mojej szyi — gorąco jego ciała jest odurzające. Nasze usta spotykają się w głodnym pocałunku, a jego język natychmiast wsuwa się do moich ust. Kiedy przestajemy się całować, stawia mnie z powrotem na ziemi i omiata wzrokiem moją twarz, a potem moje ciało.
„Nic ci nie jest?” Jego głęboki głos brzmi na trochę zmartwiony.
„Tak, wszystko w porządku. Po prostu trenowałam i próbowałam uciec Johnowi”. Uśmiecham się szeroko do Aresa.
„Nie udało ci się?” Unosi jedną brew.
Kręcę głową. „Ale jestem blisko. Może za kilka tygodni dam radę”.
Ares się śmieje, łapie mnie za rękę i prowadzi do Johna, Mateo i Marii, którzy kłaniają się, gdy podchodzimy. Widzę, jak jego wzrok szybko przesuwa się po brzuchu Marii, i odwracam oczy. Mijamy ich i wchodzimy do jego biura. On siada na fotelu za wielkim biurkiem, a ja podchodzę do jednej z półek na końcu pokoju i przesuwam dłonią po wszystkich książkach na regale.
„Jak poszło spotkanie?” – pytam, gdy mój wzrok pada na bardzo starą książkę. Wyciągam ją. Głaszczę dłonią zakurzoną okładkę i odsłaniam tytuł. Królewski Ród
Aresa nie było przez cały tydzień — miał spotkania z sąsiednimi stadami. Zgłoszono kilka ataków bezpańskich wilków, co staje się coraz większym problemem, nawet dla rodziny królewskiej.
„Poszło dobrze”. Odchyla się do tyłu na fotelu, nie spuszczając ze mnie wzroku.
„Myślałeś jeszcze o tym, by pozwolić wszystkim kobietom na treningi walki?” – pytam. Celowo nie patrzę mu w oczy. On wzdycha ciężko.
„Nie rozumiem, dlaczego tak bardzo się temu sprzeciwiasz” – kontynuuję z irytacją, odwracając się przodem do niego. – „Nie żyjemy już w epoce kamienia — kobiety są co najmniej tak samo zdolne jak mężczyźni!”
„Wiem, Leah, ale moim zadaniem jest też dbać o wszystkich członków stada. Mamy długą tradycję — kobiety i dzieci ukrywają się w schronach, jeśli coś się dzieje”.
Przewracam na niego oczami. „Nie mówię, że to ma być obowiązkowe dla wszystkich kobiet. Mówię, że każdy powinien mieć wybór! Trening dał mi ogromną pewność siebie, czuję się silniejsza, a gdybym w zeszłym roku tak trenowała, mogliby nie zdołać mnie porwać”.
Ares gwałtownie wstaje z fotela, podchodzi do mnie i kładzie dłoń na moim ramieniu, przyciągając mnie do siebie. „Nienawidzę siebie za to, że pozwoliłem im cię zabrać” – szepcze w moje włosy.
„To nie była twoja wina, Ares. Nie winię cię”. Mój głos łamie się na końcu zdania, a w ustach od razu mi zasycha na myśl o tym, jak Jake próbował wziąć mnie siłą w lesie.
Ares kładzie dłonie na moich policzkach i unosi moją twarz, by nasze oczy się spotkały. „Nigdy więcej nie pozwolę, by stała ci się krzywda, okej? Wiem, że jesteś teraz silniejsza i potrafisz o siebie zadbać, ale nigdy więcej nie pozwolę cię skrzywdzić”. Jego głos jest mroczny, a spojrzenie pewne. Kiwam głową i mocno się przytulamy.
„Mam nadzieję, że przemyślisz sprawę kobiet w wojsku”.
„Pomyślę o tym, w porządku?” Głaszcze dłonią moje plecy. „Myślałaś jeszcze o mojej propozycji?”
Od razu sztywnieję i wiem, że on też to zauważa. Zerkam w stronę drzwi, zastanawiając się, czy mogłabym po prostu uciec od tej rozmowy. Właśnie podnoszę wzrok i patrzę mu w oczy, gdy nagle słyszę głos Marii w mojej głowie.
„Leah, możesz przyjść do kuchni? Bardzo potrzebuję pomocy w jednej sprawie”.
„Wybacz, Ares. Maria mnie woła. Możemy porozmawiać o tym innym razem?” Uratowana w pieprzonej ostatniej chwili.
Wzdycha, kiwa głową i wraca do biurka. Szybko wychodzę z gabinetu i prawie wpadam na Johna i Zeke'a, którzy czekają na mnie pod drzwiami. Po zeszłym roku chodzą za mną krok w krok. Nie mam ani sekundy dla siebie, chyba że jestem w sypialni z Aresem. Kiedyś bardzo mnie to denerwowało, ale nauczyłam się nie marnować sił na próby odgonienia ich. Idziemy w ciszy do kuchni i otwieram szeroko oczy na widok mojej najlepszej przyjaciółki. Stoi przy blacie cała w mące, a wszędzie wokół leżą rozrzucone garnki i miski.
„Hej…” – mówię tak delikatnie, jak to możliwe. Czuję, jak aż kipi ze złości.
Ona rzuca miską, która przelatuje obok mnie. Kulę się od głośnego hałasu. Metal z hukiem uderza o podłogę z płytek.
„To jest obrzydliwe!” – krzyczy i z frustracją odwraca się do innej formy do pieczenia. Ostrożnie do niej podchodzę, bo wiem, że hormony ciążowe sprawiają, że czasem wariuje.
„Co się dzieje, Maria?” Kładę dłoń na jej ramieniu i czuję, jak jej ciało się rozluźnia. Ona szlocha i patrzy w podłogę.
„Próbuję upiec ciasto. Ale każde cholerne ciasto wychodzi okropnie! Jak mam zająć się dzieckiem, skoro nie potrafię nawet upiec pieprzonego ciasta?” Jej zaszklone oczy spotykają moje. Uśmiecham się do niej, by dodać jej otuchy.
„Błagam cię, Maria, będziesz wspaniałą matką” – mówię, obejmując ją ramieniem. – „W dodatku dziecko nie będzie samo — ty nie będziesz sama! Masz Mateo, mnie i Aresa, którzy będą czuwać nad małym i pomagać ci we wszystkim. John i Zeke pewnie też pomogą, zwłaszcza przy zmianie osranych pieluch”. Zeke zaśmiał się, a John głośno sapnął. Maria zachichotała i uśmiechnęłam się do niej szeroko. Opiera się o mnie i wzdycha ciężko.
„Dobrze, masz rację… Wybacz mi, jest tu straszny bałagan”. Kładzie dłonie na brzuchu. „Przez dziecko czasami czuję się jak wariatka…”
„Rozumiem to. Ale nie martw się. Poproszę kogoś o posprzątanie tego. Idź odpocząć. A może poproszę Rocco lub Jeremy'ego, żeby nauczyli cię piec?”
„Myślisz, że by to zrobili?” Szlocha i wyciera nos rękawem, żeby zetrzeć smarki.
„Tak, na pewno tak myślę! A wy co myślicie?” Odwracam się do moich upartych ochroniarzy. Oni kiwają głowami. Boją się znowu zasmucić ciężarną kobietę.
Maria kładzie swoją dłoń na mojej i uśmiecha się. „Dziękuję” – szepcze. Idę za nią do jej pokoju. Potem delikatnie zamykam za sobą drzwi.
„Wasza Wysokość?”
Odwracam się do Zeke'a.
„Szef straży dał mi znać o włamaniu do systemu bezpieczeństwa. Muszę zabrać cię w bezpieczne miejsce”.
















































