
Seria Wilde
Autorzy
Nova Nyx
Lektury
558K
Rozdziały
40
Rozdział 1
AZALEA
Wiatr porusza gałęziami drzew pokrytych śniegiem. Na nagich konarach leży świeży śnieg.
Spędziłam tyle czasu, przenosząc się z jednego wielkiego miasta do drugiego. Zapomniałam, jak cicha i spokojna jest natura, gdy jesteś sama, bez tłumów ludzi i miejskiego zgiełku.
Zimne górskie powietrze wciąż koi moją zranioną duszę, nawet po tylu latach. Biorę głęboki oddech. Zapach otaczających mnie drzew jest jak powitalne objęcie.
Sześć długich lat temu straciliśmy mamę w tym samym miejscu, w którym teraz stoję – na tej krętej górskiej drodze. I minęło sześć lat, odkąd tu wróciłam.
Moje długie czarne włosy powiewają wokół twarzy. Światło słoneczne odbija się w niebieskich pasmach wmalowanych we włosy.
Mama zawsze nienawidziła moich kolorowych włosów. Mówiła, że wyglądam jak groupie. A kiedy zrobiłam sobie pierwszy tatuaż w wieku szesnastu lat, stwierdziła, że jestem najdzikszą z moich sióstr i że w pełni zasługuję na nasze nazwisko.
Uśmiech rozciąga mi usta, gdy wspominam, jak przewracała oczami na moje wybryki. Udawała zirytowaną, ale przez cały czas się uśmiechała.
Spośród moich trzech sióstr byłam tą najdzikszą – innym rodzajem szaleństwa w naszych nastoletnich latach. Ale wiem, że mama to we mnie kochała, nawet jeśli zawsze mówiła, że jeszcze ją do grobu wpędzę.
Kopię kamień leżący na poboczu drogi. Śmieję się gorzko na myśl o tym, jak dziwacznie to brzmi. Byłyśmy razem w dniu wypadku, jadąc tą krętą drogą w środku okropnej śnieżycy, która przyszła nie w porę.
Wrzeszczałam na mamę o coś głupiego i nieważnego, kiedy samochód wpadł na oblodzoną nawierzchnię. Wpadliśmy bokiem w barierkę i wylądowaliśmy na dachu na skraju urwiska.
Nigdy nie zapomnę chwili, gdy spojrzałam na mamę i zobaczyłam, że jest nieprzytomna. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że nigdy więcej nie otworzy tych piwnych oczu, tak podobnych do moich.
To, że przeżyłam, a ona nie, złamało mnie w sposób, którego nie da się naprawić. Jej śmierć zniszczyła mnie i rozbiła do samego sedna.
Choć wszyscy mówili, że to nie moja wina, znałam prawdę. To przeze mnie była wtedy tak rozkojarzona.
Sprawiłam, że odwróciła wzrok od drogi w niewłaściwym momencie. Krzyczałam, że jest najgorsza, na kilka sekund przed tym, jak zniknęła z mojego życia na zawsze. Nawet nie miałam szansy powiedzieć jej, jak bardzo ją kocham.
To zabawne, jak życie toczy się zupełnie inaczej, niż się spodziewasz. Wszystko naprawdę może się zmienić w mgnieniu oka. Strata mamy złamała naszą rodzinę w sposób, którego nigdy bym się nie spodziewała.
Teraz, lata później, zostałam zmuszona wrócić do domu. Zaraz stracę jedynego rodzica, który mi został.
***
Kiedy jesteśmy dziećmi, widzimy naszych rodziców jako niezniszczalnych. Nasze młode umysły żyją w bezpiecznym miejscu, które chroni nas przed trudnymi prawdami o życiu i stracie.
Ale kiedy to bezpieczne miejsce pęka, okrutna prawda uderza nas z całą siłą: ludzie, których kochamy, nie będą żyć wiecznie. Są tylko ludźmi. Cierpią, krwawią i umierają na długo przed tym, zanim będziemy gotowi ich puścić.
Smutek wypełnia mnie, gdy widzę tatę przez okno jego szpitalnego pokoju.
Wygląda tak słabo, że nie mogę się zmusić, żeby wejść do środka. Widok mojego silnego, wielkiego ojca – tak małego i słabego – boli bardziej, niż się spodziewałam.
Od pierwszego dnia byłam córeczką tatusia. Podczas gdy moje siostry bawiły się w dom z mamą i robiły dziewczyńskie rzeczy, ja pracowałam na farmie, naprawiałam stare klasyczne samochody i uczyłam się o silnikach.
Tata to uwielbiał. Jestem pewna, że zawsze chciał syna, ale nigdy nie sprawiał, że czułam się mniej ważna, bo jestem dziewczyną.
Zamiast tego pomagał mi rosnąć i uczył, że bycie inną jest w porządku. Mówił, że bycie kobietą w męskim świecie to definicja badass i powinnam się tym szczycić.
To, czego mnie nauczył, pomogło mi przetrwać te ostatnie lata w drodze.
Pracowałam w warsztatach w całym kraju, brudzę się razem z facetami.
Wiem, że na początku zatrudniali mnie tylko ze względu na to, jak wyglądam, ale kiedy zobaczyli, co potrafię zrobić z silnikiem, było po sprawie. Stałam się jedną z nich.
Tak, miałam swoją dawkę zboczeńców próbujących wcisnąć się do moich majtek, ale większość mężczyzn w branży nauczyła się szanować mnie za moje umiejętności, a nie wygląd.
Tata nauczył mnie mojej wartości i dzięki temu nauczyłam się nie pozwalać nikomu pieprzyć mnie emocjonalnie ani zawodowo.
To nie znaczy, że nie bawiłam się trochę między prześcieradłami z kilkoma z nich po drodze, ale to zawsze było tylko tym – zabawą.
Wzdycham i zatrzymuję się przed pokojem taty z ręką na klamce. Boję się jej dotknąć. Moja klatka piersiowa jest ściśnięta. Oddech ciężki. To wszystko jest za dużo.
Moje emocje są wszędzie. Czuję się pokonana. Wkurwiona. Słaba. Chcę tylko coś uderzyć. Krzyczeć, wrzeszczeć, cokolwiek.
Stałam się tak dobra w tłumieniu ich i zmuszaniu się do nieodczuwania niczego, że to dla mnie obcy teren. Zazwyczaj jestem ekspertką w ignorowaniu trudnych spraw.
A to… to jest naprawdę trudna sprawa.
Po trzydziestu czterech latach małżeństwa tata nigdy nie doszedł do siebie po stracie mamy. Wycofał się w siebie, aż został tylko skorupą silnego, pracowitego mężczyzny, którego wszyscy znaliśmy.
Widok płaczącego ojca to najbardziej bolesna, rozdzierająca serce rzecz.
W tygodniach po pogrzebie mamy było okropnie. Byłam w ciemnym, niebezpiecznym miejscu w swoim umyśle. Świadomość, że jestem powodem smutku wszystkich innych, była nie do zniesienia.
Nie mogłam patrzeć, jak moja rodzina się rozpada, więc uciekłam, jak tylko miałam pieniądze. Spakowałam rzeczy i zostawiłam za sobą wszystko, co kiedykolwiek znałam.
Poświęciłam wiele. Relację z siostrami, bycie przy tacie, mężczyznę, którego kochałam… rzuciłam to wszystko. I może to była czysto egoistyczna decyzja, ale jak mogłam zostać w miejscu, które już nie było domem?
„Azalea Lenore Wilde! To ty?” Wstrzymuję oddech i odwracam się w stronę znajomego głosu. Przygotowuję się na uderzenie ciała mojej siostry bliźniaczki.
Zaskakuje mnie, jak bardzo tęskniłam za jej dramatyczną czułością, gdy wtulam się w jej mocny uścisk, śmiejąc się. „Kurwa, Rosie. Nie mogę oddychać!”
„Po prostu nie mogę uwierzyć, że tu jesteś, Azzy.” Rose odsuwa się ode mnie na tyle, by spojrzeć na moją zmęczoną twarz, po czym znów obejmuje mnie ramionami.
Młodsza o dwie minuty Rose wygląda tak jak ja, z wyjątkiem jej opalonych piegów i farbowanych blond włosów.
Kiedy wyjechałam, Rose była jedyną, która mnie nie osądzała. Dzwoniła do mnie codziennie, zostawiając wiadomość za wiadomością, błagając, żebym wróciła do domu.
Zajęło mi to miesiąc, ale kiedy w końcu odebrałam jeden z jej telefonów i powiedziałam, że nie mogę wrócić, zrozumiała bez zadawania pytań.
To właśnie w niej kocham. W nas. Bez względu na nasze wybory, dokąd idziemy czy co robimy, zawsze będziemy się wspierać.
Nie mogę powiedzieć tego samego o pozostałych dwóch. Nigdy mi nie wybaczyły, że wtedy wyjechałam.
I nie były jedynymi.
Mój umysł wraca do mężczyzny, którego zostawiłam. Złego chłopca ze złotym sercem. Jego wymarzone niebieskie oczy, złote blond włosy, silne ciało…
„Opowiedz mi wszystko!” Rose ciągnie mnie za ręce, wyrywając z zamyślenia. Wciąga mnie do pokoju taty i sadza nas na kiepskiej małej sofie obok jego łóżka.
„Jak wyglądało życie w drodze? Gdzie skończyłaś? Mieszkałaś w hotelach? Jak zarabiałaś pieniądze? Gadaj!”
Śmiech płynął między nami łatwo, gdy wpadłyśmy w swobodną rozmowę. To było niemal tak, jakbyśmy były rozdzielone przez sześć godzin zamiast sześć lat.
Mój dobry nastrój znika, gdy słyszę głos mojej starszej siostry warczący na pielęgniarkę na korytarzu. „Dlaczego tu po prostu stoisz? Kazałam ci zadzwonić do mnie w sekundę, gdy mój ojciec wróci z neurologii.”
Wstrzymuję oddech i sztywnieję z napięcia, gdy wchodzi do pokoju w swoim białym lekarskim fartuchu jak odznace honoru i wyższości. Całość dopełnia kwaśna mina na jej skądinąd pięknej twarzy. Typowe.
W wieku trzydziestu trzech lat Iris była pierworodną i złotym dzieckiem. Była jedyną, która trzymała się prostej ścieżki spośród nas czterech.
Ukończyła szkołę rok przed rówieśnikami, dostała się do szkoły medycznej i została chirurgiem urazowym w naszym rodzinnym mieście. Zrobiła to wszystko, podczas gdy reszta z nas błądziła, próbując znaleźć sens życia.
Z nazwiskiem takim jak Wilde można by pomyśleć, że Iris będzie mniej spięta, ale nie. Jest zimną, surową kobietą.
Nie jest złą osobą. Po prostu nie jest moim typem osoby. Jesteśmy całkowitymi przeciwieństwami i dorastając, nie mogłabym powiedzieć, że ją lubiłam, choć ją kochałam.
„Azalea. Miło, że pokazałaś swoją twarz po tylu latach.” Iris zatrzymuje się w drzwiach, gdy mnie dostrzega. Jej twarz łagodnieje na krótką chwilę, po czym znów twardnieje.
Moje oczy się zwężają i metaliczny smak krwi osadza się na moim języku. Siła moich zębów zaciskających się jest jedyną rzeczą, która powstrzymuje mnie przed powiedzeniem czegoś, czego mogłabym żałować.
„Iris. Miło, że się uśmiechnęłaś po tylu latach.” Utrzymuję słodki głos, ale sarkazm ocieka z każdego słowa. Nie mogę się powstrzymać. Wydobywa ze mnie kąśliwą sukę.
„Zabawne.” Przewraca oczami i krzywi się. „Widzę, że nie straciłaś swojego okropnego poczucia humoru, odkąd cię ostatnio widziałam. Co to było? Pięć lat temu?”
„Sześć, właściwie.” Choć nie powinnam, wchodzę w jej małą, złośliwą grę. Jestem zbyt uparta, żeby przeprosić, i zbyt dumna, żeby przyznać, że popełniłam błąd, wyjeżdżając.
„Dlaczego musisz być taką suką, Ris? Azzy wróciła do domu. Powinnaś się cieszyć.”
Rose staje w mojej obronie i pozwalam jej. W każdy inny dzień byłabym gotowa na walkę, ale nie mogę się zmusić do kłótni, gdy nasz tata leży nieprzytomny w szpitalnym łóżku.
„Nieważne.” Iris macha ręką na Rose w lekceważący sposób, po czym odwraca się do mnie. „Poppy niedługo tu będzie, więc może wy dwie pójdziecie po kawę czy coś, dopóki nie przyjdzie?”
To jej niezbyt subtelny sposób na powiedzenie nam, żebyśmy się wynosiły, wszystko dlatego, że jest zraniona moją sześcioletnią nieobecnością. „Dlaczego? Dopiero przyszłyśmy. Nawet nie przywitałam się z tatą.”
„Tata jest w śpiączce, Azalea. Nie zauważy różnicy.” Sposób, w jaki wymawia moje imię, jakby to było brzydkie słowo, sprawia, że moja krew wrze.
Wiem, że się martwi, ale te ostatnie lata bycia chirurgiem urazowym ją zmieniły. Nauczyły ją, jak odciąć swoje emocje, gdy rzeczy stają się bolesne.
Chcę być wyrozumiała, ale jej zimne zachowanie wyzwala mój szybki temperament. Biorę głęboki oddech przez nos. Zaciskam usta, żeby nie warknąć na nią.
Nie angażuj się, Azzy. Policz do dziesięciu. Wdech, wydech. Tata chciałby, żebyś była dojrzalsza. Uspokajam się i udaję, że znajduję wewnętrzny spokój, jakby to było coś, co kiedykolwiek osiągnę.
„Dobra. Ale zadzwoń do nas, jak tylko Poppy przyjdzie.”
Iris kiwa głową i ledwo rzuca mi drugie spojrzenie, zanim siada przy łóżku taty. Ciągnę Rose ze starej sofy i tupię w stronę drzwi. Wpadam twarzą w coś ciepłego i solidnego.
Silne ręce chwytają moje nagie ramiona i owijają się wokół moich małych rąk niemal całkowicie. Mój nos mrowi ze znajomości zapachu uderzającego w moje zmysły. Znam go. Jest cudowny – jak skóra, przyprawy i czysty mężczyzna.
Zostaję tam trochę dłużej, zanim spojrzę w górę. Już wiem, co zobaczą moje oczy, gdy to zrobię. Ten uzależniający zapach, cały zawarty w wysokim, opalonym, wytatuowanym ciele, może należeć tylko do jednej osoby: Merricka Hayesa.
Mojej ulubionej słabości i mojego największego żalu.















































