
Seria You
Autorzy
Chaotic Soul
Lektury
784K
Rozdziały
41
Rozdział 1.
Książka 1:Dopóki nie spotkałem Ciebie
ASHLEY
Obudziłam się od natarczywego dźwięku budzika. Usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się, zastanawiając się, czy dobrze zrobiłam przenosząc się z Los Angeles do Nowego Jorku.
Dziś był mój pierwszy dzień w college'u i denerwowałam się na myśl o rozmowach z ludźmi.
Byłam strasznie nieśmiała. Zawsze starałam się nie rzucać w oczy i trzymać język za zębami. Zwłaszcza po tym, co wydarzyło się w zeszłym roku.
Bez Emmy, mojej najlepszej i jedynej przyjaciółki, nie dałabym rady przetrwać liceum. Cieszyłam się, że nadal mieszkałyśmy razem, ale chodziłyśmy do różnych szkół. College bez niej będzie nie lada wyzwaniem.
Próbowałam odpędzić czarne myśli. Poszłam do łazienki i wzięłam gorący prysznic, żeby poprawić sobie humor. Szybko ubrałam się w obcisłe dżinsy i czarną bluzkę. Rozczesałam swoje długie, brązowe włosy i związałam je w wysoki kucyk.
Nałożyłam odrobinę makijażu i byłam gotowa do wyjścia. Zeszłam na dół i zastałam Emmę przygotowującą śniadanie.
Miałam szczęście mając najlepszą przyjaciółkę, która tak świetnie gotowała. Zapach był cudowny. Kiedy weszłam do kuchni, mój żołądek zaburczał na widok świeżej kawy i ciepłych naleśników.
– Dzień dobry, Ash! – Emma radośnie mnie przywitała, gdy mnie zobaczyła. Położyła ostatniego naleśnika na dużym talerzu z pozostałymi.
– Chciałabym mieć tyle energii co ty – powiedziałam siadając przy stole kuchennym. Emma postawiła przede mną talerz, a ja przyjrzałam się, jaka była piękna.
Emma miała około metr siedemdziesiąt wzrostu, wąską talię i zgrabne nogi i pośladki. Miała twarz w kształcie serca z bardzo jasną cerą, zielone oczy i proste blond włosy.
Emma chciała zostać prawniczką. Studiowała na Columbii i miała się dowiedzieć pod koniec semestru, czy przyjmą ją na specjalny program prawniczy.
Była nie tylko ładna, ale też bardzo inteligentna i niezwykle miła dla mnie.
Babcia Emmy zmarła kilka miesięcy temu, więc Emma i ja mieszkałyśmy w jej starym domu na północy miasta. Był mniej więcej w połowie drogi między Columbią a moją uczelnią, college'em o nazwie Faraday.
Nie musiałyśmy płacić dużo za wynajem. Emma powiedziała, że w ogóle nie muszę płacić czynszu, bo wiedziała, że jestem spłukana. Ale nie chciałam żerować na jej dobroci. Powiedziałam, że będę płacić co miesiąc i wiedziała, żeby ze mną nie dyskutować.
– Jedz szybko, bo spóźnimy się na twój pierwszy dzień. Czuję się jak dumna mama odprowadzająca dziecko do szkoły – zażartowała Emma.
– Daj spokój, Emma! – Spojrzałam na nią z wyrzutem. Nie przejęła się tym i tylko się zaśmiała. Ale miała rację, musiałyśmy się pospieszyć. Szybko zjadłyśmy naleśniki i ruszyłyśmy do jej samochodu.
Emma pomagała mi też podwożąc mnie, bo jeszcze bałam się jeździć autobusem.
– Teraz, gdy jesteś w college'u, musisz się wyluzować i trochę zabawić, Ash – powiedziała prowadząc. Widziałam, że się o mnie martwi. Naprawdę nie chciałam znowu wałkować tego tematu.
– Nie wiem, Em. Wiem, że college będzie dla ciebie super. Jesteś ładna, mądra i towarzyska. Ale dla mnie... chyba jeszcze nie jestem gotowa. – Mówiłam cicho, ale zobaczyłam, jak marszczy brwi.
– Posłuchaj – powiedziała. – Alex zrujnował ci liceum. Nie pozwól, żeby zrujnował ci też college. Jesteś teraz daleko od niego. Spróbuj zacząć od nowa! Chodź na jakieś imprezy, całuj się z chłopakami!
Westchnęłam. – Spróbuję. – Wkrótce dotarłyśmy na kampus. Po krótkiej motywacyjnej rozmowie z samą sobą w głowie, byłam gotowa stawić czoła pierwszemu dniowi.
– Idź i spraw, żeby mamusia była dumna, dziewczyno! – Emma krzyknęła przez okno samochodu. Zakryłam twarz dłonią, czując jak moje policzki robią się czerwone jak burak.
Kampus był ogromny, a wszędzie wokół ludzie rozmawiali lub biegli, żeby zdążyć na zajęcia. Miałam piętnaście minut do orientacji i postanowiłam przejść się po zewnętrznych ścieżkach i rozejrzeć się.
Może college nie był takim złym pomysłem. Faraday miał wiele pięknych budynków z kremowego kamienia i małymi wieżyczkami na górze.
Czułam się jakbym chodziła do szkoły w Hogwarcie. Poczułam się mniej zestresowana rozglądając się.
Potem, gdy wpatrywałam się w prawdziwy zamek w oddali, zapomniałam patrzeć gdzie idę i wpadłam na kogoś.
Cofnęłam się i spojrzałam w górę, gotowa przeprosić. Ale gdy zobaczyłam tego faceta, zaniemówiłam. Cholera! Nie mogłam oderwać wzroku od jego pięknych, brązowych oczu i pełnych, czerwonych ust.
Był najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziałam.
– Przepra... przepraszam – w końcu udało mi się wydusić. Świetna robota, Ash. Teraz pewnie myśli, że jesteś dziwadłem.
Najgorsze było to, że nawet na mnie nie spojrzał. Po prostu zrobił zirytowaną minę, poprawił plecak i pośpiesznie minął mnie, jakby mnie tam nie było. Poczułam się trochę źle, a potem zezłościłam się na siebie za to uczucie. To nie tak, że był mi coś winien.
Otrząsnęłam się z oszołomienia i poszłam na orientację, docierając tam w ostatniej chwili.
W środku wszyscy rozmawiali, jakby już się znali. Zaczęłam się denerwować. Dlaczego spędziłam czas na spacerze po kampusie, zamiast przyjść tu wcześniej i znaleźć miejsce przed przybyciem wszystkich innych?
Poszłam do rogu sali i usiadłam. Wszyscy inni studenci rozmawiali ze sobą i przeglądali materiały z kursu. Przejechałam rękami po włosach ze sfrustrowania. Już byłam takim dziwnym samotnikiem.
– Hej, wszystko w porządku? – usłyszałam, jak ktoś pyta obok mnie. Świetnie, muszę wyglądać, jakbym miała zaraz zemdleć. Powoli odwróciłam się i zobaczyłam niskiego chłopaka z kręconymi włosami i cienkimi okularami, patrzącego na mnie z troską.
– W porządku... po prostu jestem zdenerwowana. – Uśmiechnęłam się lekko.
– Rozumiem, ja też jestem zdenerwowany. Jestem Chad – przedstawił się z krzywym uśmiechem, wyciągając rękę.
– Jestem Ashley. – Uścisnęłam jego dłoń i poczułam się lepiej na myśl o możliwości zdobycia nowego przyjaciela.
Orientacja nie była tak straszna, jak myślałam, z Chadem siedzącym obok mnie i robiącym małe żarty o głupim stroju dziekana.
Po zakończeniu pierwszego dnia zajęć, gdy czekałam, aż Emma mnie odbierze, zobaczyłam faceta, na którego wpadłam wcześniej. Pana Brązowe Oczy. Opierał się o swój samochód z przyjaciółmi i śmiał się. Cholera! Był naprawdę przystojny.
Miał na sobie jasnoniebieską koszulę z podwiniętymi rękawami i ciemne dżinsy. Jego włosy były rozczochrane w sposób, który sprawiał, że wyglądał bardzo seksownie. Miał idealną linię szczęki i lekki zarost.
Zastanawiałam się, jak by to było dotknąć tej szczęki.
Wow! Skąd się wzięła ta myśl?
Przyłapałam się na gapieniu i odwróciłam wzrok. Co się ze mną działo? Zachowywałam się jak mała dziewczynka, wpatrując się w jakiegoś faceta, którego nawet nie znałam.
Poza tym, nie byłam jeszcze gotowa, żeby kogoś lubić. Bez względu na to, co mówiła Emma, wciąż byłam zbyt zraniona po wszystkim, co się stało z Alexem.
Może mogłabym poradzić sobie ze zdobyciem przyjaciela lub dwóch, ale chłopcy byli zabronieni, dopóki nie przestanę słyszeć głosu Alexa w mojej głowie nazywającego mnie dziwką za samo patrzenie na kogokolwiek innego.
***
Następny dzień był mniej więcej taki sam. Ubrałam żółty top odsłaniający brzuch, czarne dżinsy i wygodne buty, bo musiałam przejść dwadzieścia przecznic na kampus. Emma potrzebowała samochodu, żeby dostać się na swoje zajęcia, a ja wciąż nie byłam gotowa na jazdę autobusem.
Na zajęciach z literatury amerykańskiej nie wiedziałam, że mieliśmy przeczytać pierwszy rozdział „Wielkiego Gatsby'ego” i być przygotowani na krótki quiz. Profesor nie był z tego zadowolony i postanowił zawstydzić mnie przed wszystkimi.
– To już nie jest liceum, panno Albright – powiedział głośno. – Jeśli nie jest pani w stanie przeczytać zadanego materiału, to nie ma pani tu miejsca.
To była dopiero druga lekcja tego dnia, a ja już byłam wściekła i gotowa, żeby ten dzień się skończył.
W końcu, gdy zajęcia się skończyły, wybiegłam tylko po to, by znowu na kogoś wpaść. Moje książki rozsypały się po całej podłodze korytarza.
– Kurwa mać. Czy nikt nie może patrzeć, gdzie idzie? Dupek – powiedziałam cicho, po czym zaczęłam zbierać swoje rzeczy z podłogi, nie patrząc w górę na osobę, w którą uderzyłam.
– Cóż, to dość niemiłe, zważywszy, że to ty na mnie wpadłaś. Powinnaś uważać, gdzie idziesz następnym razem – odpowiedział z arogancją. Co za gbur! Spojrzałam w górę, żeby zobaczyć kto to był i moja szczęka opadła.
To był Pan Brązowe Oczy, wyglądający jeszcze przystojniej niż wczoraj. Kurczę! Dlaczego ciągle na niego wpadałam? To było prawie jak przeznaczenie czy coś. Z wyjątkiem tej części, gdzie właśnie go przeklęłam.
Cicho przeprosiłam, szybko zebrałam swoje rzeczy i zaczęłam się spieszyć, żeby odejść.
– Czekaj – zawołał, sprawiając, że się zatrzymałam. – Wpadłem na ciebie wczoraj, prawda?
Więc jednak pamięta.
– Tak, wpadłeś – powiedziałam poważnym tonem z kamienną twarzą.
– W takim razie chyba jesteśmy kwita. Poza tym, nie miałem okazji przeprosić wczoraj; spieszyłem się na zajęcia. Przepraszam. – Wydawał się szczery i obdarzył mnie promiennym uśmiechem, który ukazał jego proste, białe zęby.
Ledwo rozumiałam, co mówił; byłam zbyt zajęta wyobrażaniem sobie, jak by to było pocałować te pełne usta. Coś było ze mną poważnie nie tak. – Co? – udało mi się wydusić.
– Powiedziałem, że przepraszam – powtórzył, a jego przyjazny uśmiech zmienił się w uśmieszek.
– W porządku. Powinnam już iść – powiedziałam szybko. Musiałam wyjść, zanim zdążę się bardziej skompromitować.
– Jestem Jake. – Wyciągnął rękę, żeby powstrzymać mnie przed odejściem i zaoferował uścisk dłoni.
– Uhh... Jestem Ashley. Możesz mówić mi Ash albo Ashley; nie mam nic przeciwko – powiedziałam za dużo, ściskając jego dłoń.
Uśmiechnął się i przysięgam, że zobaczyłam dołeczek. Serio, kim był ten przystojniak i dlaczego wciąż ze mną rozmawiał?
– Do zobaczenia, Ashley. – Wyraźnie wypowiedział moje imię, patrząc mi prosto w oczy, zanim odszedł.
Dziwka, szepnął głos Alexa w mojej głowie. Jak zwykle. Starałam się go zignorować, obserwując niesamowity tyłek Jake'a oddalający się.
















































