
Niecodzienny bohater Książka 2
Autorzy
Lektury
34,9K
Rozdziały
31
Prolog
CONRAD
Moje serce pęka na tysiące kawałków, gdy trzymam w ramionach płaczącą Sydney, kołysząc nas delikatnie na podłodze jej pokoju w akademiku.
Zrobiłem właśnie coś niewyobrażalnego, jedyną rzecz, której obiecałem nigdy nie zrobić — złamałem jej serce. To ostatnia rzecz, jakiej bym pragnął, i mogę tylko mieć nadzieję, że pewnego dnia mi wybaczy.
Jej szeptane „Nie” i „Dlaczego?” wypełniają pokój. Myślę tylko o tym, że ona z czasem zrozumie, dlaczego to było najlepsze wyjście.
Chcę być z nią na zawsze, tak jak mówiłem, ale ona dopiero zaczyna swoje życie. Jest tak wiele rzeczy, których jeszcze nie widziała ani nie zrobiła, a ja mam to już za sobą.
Jestem jej winien, by pozwolić jej odnaleźć siebie beze mnie. Jeśli do tego dojdzie, mam nadzieję, że znów się odnajdziemy.
Podejmuję ogromne ryzyko. Możliwe, że właśnie żegnam się z nią na zawsze, ale coś wewnątrz mnie podpowiada, że tak nie jest. Odnajdziemy się ponownie, a wtedy nasze „na zawsze” będzie mogło się rozpocząć.
Kiedy w końcu przestaje płakać, zauważam, że zasnęła, a jej małe dłonie wciąż zaciskają się na mojej mokrej od łez koszuli.
Ostrożnie podnoszę ją, kładę na łóżku i przykrywam kocem.
Z trudem powstrzymuję się, by jej nie obudzić i nie powiedzieć, że to wszystko było tylko koszmarem, że wcale tego nie zrobiłem. Zwija się w malutki kłębek, ale się nie budzi.
Podchodzę do jej biurka, siadam i przez kilka minut patrzę, jak śpi. Jest taka urocza, taka piękna, a ja kocham ją ponad wszystko na świecie. Co ja do cholery wyprawiam?
Biorę z jej biurka notatnik oraz długopis i piszę moje ostatnie pożegnanie. Moja dłoń przesuwa się po papierze, wymuszając słowa, a ja czuję się jak najgorszy człowiek na ziemi.
Czy jestem skończonym tchórzem, czy wyświadczam jej przysługę? Tylko czas pokaże. Jak to mówią: jeśli coś kochasz, pozwól temu odejść, a jeśli wróci, to znaczy, że jest wam to pisane.
Bardzo bym chciał, żeby w tej chwili okazało się to prawdą. Zostawiam mój żałosny list obok jej łóżka i ruszam w stronę drzwi, zatrzymując się, by spojrzeć na nią po raz ostatni.
„Tak bardzo mi przykro”, szepczę do niej, po czym otwieram drzwi i znikam z jej życia.
Po przygnębiającym locie docieram z powrotem do mojego hotelu w LA i idę prosto do swojego pokoju. Postanawiam jeszcze nie mówić chłopakom, że wróciłem. Wcześniej powiedziałem im, co zamierzam zrobić, i spotkałem się z mieszanymi reakcjami.
Kevin nazwał mnie pieprzonym idiotą, Jake przyznał mu rację, ale jednocześnie mnie rozumiał, a Harrison wydawał się irytująco zadowolony z mojej decyzji.
Jeśli on myśli, że to zrobiłem, bo chcę zacząć żyć jak singiel, to grubo się myli.
Gdyby sprawy miały się inaczej, poszedłbym teraz kupić pierścionek z diamentem, zrezygnował z zespołu, poleciał natychmiast z powrotem do Sydney i złożył jej obietnicę. Ale nie mogę tego zrobić, jeszcze nie. Ona jest na to za młoda.
Jej się tylko wydaje, że jest gotowa na wieczność.
Sięgam po mój dziennik, który zacząłem prowadzić po śmierci ojca, żeby pomóc sobie zrozumieć to wszystko, co się po niej wydarzyło. Otwieram go i wyciągam list, który do mnie napisał.
Mój Najdroższy Synu,
Nie potrafię nawet wyrazić słowami, jak bardzo jestem dumny z mężczyzny, którym się stałeś.
Wiem, że aż do niedawna nie byliśmy sobie bliscy, i każdego dnia dziękuję Bogu za tę drugą szansę z tobą.
Chcę, żebyś wiedział, że zawsze byłem z ciebie dumny i zawsze wiedziałem, jak mądry i utalentowany jesteś, nawet jeśli tego nie okazywałem przez moją ignorancję i egoistyczną dumę.
Te wszystkie lata, które mogłem z tobą spędzić, patrząc, jak dorastasz na mężczyznę, którym jesteś dzisiaj... chciałbym móc powiedzieć, że miałem w tym swój udział, ale wiem, że tak nie było.
Stałeś się tym, kim jesteś, pomimo mojej nieobecności w twoim życiu, i zawsze będę się zastanawiał, czy to była słuszna decyzja. Będę myślał, na kogo byś wyrósł, gdybym to ja był osobą, do której każdego dnia zwracałeś się o radę.
Nie sądzę, bym był dla ciebie dobrym wzorem do naśladowania. Wszystko, co mogę teraz zrobić, to zadbać o twoją przyszłość, skoro mnie już nie może być w twoim życiu.
Wiem, że nigdy nie zależało ci na bogactwie; wiem, że to nie był twój cel w życiu, ale to wszystko, co mam ci teraz do przekazania, więc oto ono.
Wiem, że postępuję słusznie, zostawiając to wszystko tobie. Wiem, że zostanie to wykorzystane w dobrym celu.
Wiem, że posłuży to pielęgnowaniu twojej przyszłości, byś już nigdy więcej nie musiał się zmagać z trudnościami.
Pieniądze te posłużą na życie, które sam chciałbym z tobą dzielić, na życie, którego bieg chciałbym móc obserwować. Moje marzenie dla ciebie jest takie: masz karierę, którą kochasz, ale która nie oddala cię od ludzi, którzy cię kochają.
Żonę, która kocha cię za to, kim jesteś, a nie za to, co możesz jej dać, i dzieci, które patrzą na ciebie, szukając wsparcia i bezwarunkowej miłości — tego wszystkiego, czego ja tobie nie dałem.
Po spotkaniu z twoją dziewczyną, Sydney, myślę, że być może znalazłeś swoją przyszłą żonę. Czułem miłość, którą ona cię darzy, i miłość, którą ty darzysz ją.
Z przyjemnością rozmawiałem z Sydney przez wiele godzin o jej życiu i o wszystkim, co chciałaby w nim osiągnąć.
Wiem, że pragnie kariery, rodziny i wielkiego szczęścia, a myślę, że ty potrafisz jej to zapewnić, podobnie jak ona tobie.
Moja jedyna obawa to fakt, że wciąż jest jeszcze dzieckiem. Nie doświadczyła w życiu wystarczająco dużo, by wiedzieć, czego tak naprawdę od niego pragnie. Jednak mogę się całkowicie mylić.
Zresztą, co ja tam wiem, prawda? Poznałem twoją matkę na studiach i ożeniłem się z nią, gdy tylko je skończyliśmy. Z tego, co mi wiadomo, nigdy nie żałowała decyzji o wczesnym małżeństwie.
Nieważne, zbytnio rozwodzę się nad sprawami, które mnie nie dotyczą. Chyba po prostu nie chcę, żeby wam się nie udało. Trzymam za was kciuki.
Mam nadzieję, że to, co mówią, jest prawdą, i że będę mógł teraz czuwać nad tobą z góry, a oby nie z dołu. Wiem, to kiepski żart.
Kocham cię, synu. Jesteś moim największym osiągnięciem i najcenniejszym skarbem, i zawsze nim byłeś.
Mógłbym napisać o wiele więcej, ale w tym miejscu skończę.
Kochaj mocno, żyj pełnią życia.
Na zawsze twój, Tata
Składam list, wsuwając go z powrotem do dziennika. Czytałem jego słowa tak wiele razy, że wyryły się w mojej pamięci.
Jego słowa są częścią powodu, dla którego pozwoliłem jej odejść. To decyzja, z którą zmagałem się od prawie roku. Wcześniej nie potrafiłem tego zrobić i nie jestem pewien, czy potrafię to zrobić teraz.
Chcę, żeby zrozumiała, że jest wszystkim, czego pragnę. Obraz jej twarzy w chwili, gdy z nami skończyłem, wyrył się w moim umyśle niczym nocna zjawa.
To tak, jakby wszystkie jej obawy co do nas się potwierdziły, jakby nigdy tak naprawdę nie wierzyła, że mogę pragnąć jej aż tak bardzo. Bardziej mylić się nie mogła. Chciałbym, żeby miała do mnie więcej zaufania.
Chyba też chciałem, żeby walczyła o nas, ale po prostu pozwoliła mi odejść. Obawiam się, że popełniłem poważny błąd, ale muszę pozwolić, by to się samo potoczyło.












































