
Urodzona jako człowiek Księga 3
Autorzy
Lektury
126K
Rozdziały
24
Rozstanie
Księga 3: Pureborn
Kiara ledwo zdążyła do łazienki, zanim tego dnia po raz setny zwymiotowała. Belle była przy niej, trzymała jej włosy i kojąco masowała ją po plecach.
Łzy płynęły po twarzy Kiary. Czuła pieczenie w gardle i ból żołądka. Wyczerpana osunęła się na podłogę obok toalety, ciężko dysząc. Belle spuściła wodę i usiadła obok niej. Objęła ją ramieniem i przytuliła do siebie.
„Czujesz się trochę lepiej?” – zapytała Belle.
Kiara prychnęła i przewróciła oczami. „A jak myślisz?” Jej słowa były pełne goryczy.
Wcale nie czuła się lepiej i wiedziała, że szybko to nie nastąpi. Miało być tylko gorzej. Była tu od miesiąca. Poranki spędzała pochylona nad toaletą, a dnie na czekaniu na odpowiedzi, które nigdy nie nadchodziły.
Blake milczał, więc tkwiła tutaj. Nic wrócił do stada i pewnie zastanawiał się, dlaczego odeszła. Blake obiecał jej odpowiedzi, jeśli z nim pójdzie. Dał jej jednak tylko wymówkę, że czeka na zgodę Artemis.
Nie wiedziała, dlaczego mu zaufała. Artemis mówiła jej, że może to zrobić, ale jak dotąd niczego się nie dowiedziała. Czas uciekał, a wizja wkrótce miała się spełnić.
Nienawidziła tego. Nienawidziła wszystkiego, co się wydarzyło.
Czuła się jak szmaciana lalka, przerzucana z jednej historii do drugiej, bez końca. Tak wiele się wydarzyło. Mimo to ostatnie miesiące zmarnowała na czekanie i martwienie się o więź z przeznaczonym partnerem oraz odkrywanie, kim jest Nic. A nawet wtedy nic nie zrobili.
Zmarnowała tyle czasu, a teraz jej go brakowało.
Belle pomogła jej wstać, a Kiara podeszła do umywalki, aby wypłukać usta. Zobaczyła swoje odbicie w lustrze, a jej wzrok natychmiast opadł na brzuch.
Łzy napłynęły jej do oczu, gdy położyła dłoń na brzuchu. Wzięła głęboki oddech, po czym opuściła rękę z powrotem na umywalkę.
„Z nim, czy z nią, wszystko będzie dobrze, Kiaro. Ochronisz je” – powiedziała Belle. Przytuliła ją od tyłu i posłała jej w lustrze pokrzepiający uśmiech.
„Nie będzie” – powiedziała Kiara. Otworzyła oczy i zobaczyła, jak uśmiech Belle znika.
Minęło dużo czasu, odkąd sama się uśmiechała. Może zapomniała, jak to się robi.
„Umrze razem ze swoim ojcem przeze mnie i przez to, kim jestem”.
„Kiaro, wizja nie decyduje o twoim przeznaczeniu. To tylko obraz tego, co może się stać” – powiedziała Belle, trzymając ręce na ramionach Kiary. „Nosisz w brzuchu jeden z najcenniejszych darów. Obiecuję ci, że twoje szczenię nie zginie z rąk Lycaona”.
„Nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać”.
„Nie pozwolimy mu podejść tak blisko. Wiem, że ty też na to nie pozwolisz”.
Kiara spojrzała w oczy Belle w lustrze. „To nie zależy od nas. To przeznaczenie”.
Belle prychnęła. „Chrzanić przeznaczenie”.
Kiara wytarła ręce i odwróciła się do Belle. Jej oczy były surowe. „Próbowałam. Właśnie dlatego tu tkwię”.
Belle złapała ją za ramię i obróciła. „Jeszcze nie przegrałaś, Ki”.
„Dlaczego więc czuję się, jakbym uderzała w stalową ścianę?” – zapytała twardo Kiara. Belle westchnęła i puściła jej ramię. „Dlaczego wszystko, co robię, by stworzyć własne przeznaczenie, wydaje się bezcelowe?”.
„Ponieważ właśnie w to Zeus chce, żebyś wierzyła” – odezwał się głos z lewej strony. Kiara odwróciła się i zobaczyła Artemis.
„Artemis”.
Bogini uśmiechnęła się do niej. „Witaj, moja likanko”.
„Dam znać Blake'owi, że tu jesteś” – powiedziała Belle. Starała się nie gapić na piękną boginię.
„On już wie, małe szczenię. Jeśli nie masz nic przeciwko, chciałabym na chwilę pożyczyć waszą królową”.
Belle skinęła głową. „Oczywiście”. Minęła Kiarę i wyszła z pokoju.
„Przejdź się ze mną, moja likanko” – powiedziała Artemis. Ruszyła w stronę frontowych drzwi domu stada. Kiara poszła za nią z westchnieniem.
Gdy szły przez dom, wszyscy przerywali swoje zajęcia. Wpatrywali się w boginię z podziwem.
Wyszły z domu i weszły do pobliskiego lasu. Żadna z nich się nie odzywała. Wkrótce poczuły nacisk bariery ochronnej.
Dom stada był chroniony przez potężną magię samej Artemis. Granica otaczała go oraz część pobliskiego lasu. Dawało to ochronę przed każdym, kto próbowałby ich wytropić lub zaatakować. Obejmowało to Pure Lycanów, Menai oraz jej własnego partnera Fireblooda, którzy bez wątpienia próbowali ją znaleźć.
Kiara przełknęła ślinę. Zobaczyła przed sobą delikatny srebrny blask, który wskazywał granicę. Bardzo chciała wrócić do rodziny. Nie mogła tego jednak zrobić, dopóki nie uzyska odpowiedzi.
Nie chciała myśleć, jak to odbiorą. Ich luna zniknęła z Rogue Alphą, by wrócić w ciąży i bez żadnych wyjaśnień. Jej wujowie szybko potwierdziliby, że ojcem jest Nic. Ale nie wyglądałoby to dobrze, zwłaszcza bez żadnych odpowiedzi.
„Przepraszam, że kazałam ci tak długo czekać. Musiałam jednak upewnić się, że nasza rozmowa będzie prywatna. To oznacza, że nie mam teraz dużo czasu” – powiedziała Artemis. Oczywiście, że go nie miała. Ale Kiara nie potrzebowała dużo czasu. Potrzebowała tylko odpowiedzi.
„Mów, moja likanko”.
„Czy jestem boginią?”.
Artemis odwróciła się do niej z uśmiechem. „Nie, twój wilk ma tę samą duszę co ty. Jest jednak nasycony mocą wilka Leto. Kiedyś powiedziałam ci, że twój wilk ma duszę bogini. To prawda, ale tylko pod względem mocy. Aby być boginią, potrzebujesz czegoś więcej niż tylko jej osłabionych mocy. Gdyby tak było, na ziemi byłoby wielu bogów i bogiń”.
„Czy się nią stanę?”.
Artemis przekrzywiła głowę i spojrzała na Kiarę z ciekawością. „Czy to wizja skłoniła cię do tego pytania?”.
„Właśnie dlatego pytam. Wizja dała mi odpowiedź, ale bez żadnego wyjaśnienia” – powiedziała Kiara, nie kryjąc irytacji. Nie chciała luźnych pogawędek. Chciała odpowiedzi.
„Hmmm” – mruknęła Artemis, prostując się nieco. „Nie, nie staniesz się nią”.
A więc miała się tylko nazywać boginią, gdy wizja się spełni. Po tej odpowiedzi odrobina napięcia opuściła jej ciało.
„Czy można uniknąć tej wizji?”.
„Tak”.
„Jak?”.
„Nie poddawaj się”.
To była prosta odpowiedź, ale nie potrafiła się do niej zastosować. Już dawno się poddała.
Jakby wyczuwając jej myśli, Artemis rzekła: „Wcale się nie poddałaś, Kyriaki. Nawet jeśli w to wierzysz. Szczenię rosnące w tobie nie pozwoli ci stracić nadziei. Nawet jeśli teraz temu zaprzeczasz. Widzę to w twoich oczach”.
„On umrze” – wyszeptała.
„Kto tak mówi?” – odparła Artemis. „Czy w łonie jest jakaś wada, o której ja, jako bogini, nie wiem?”.
Kiara zacisnęła szczękę.
„Gdybyś wierzyła, że on nie przeżyje nadchodzącej bitwy, sama przerwałabyś tę ciążę”.
„Nigdy bym tego nie zrobiła” – powiedziała Kiara. Zrobiła obronny krok w tył i położyła dłoń na brzuchu.
Artemis posłała jej lekki uśmiech. „Ponieważ wierzysz, że ma szansę dorosnąć. Wierzysz, że stanie się potężnym królem wilkołaków Lunarów, przed którym cała przyszłość”.
Tak, wierzyła, że jest na to szansa. Z biegiem czasu było to jednak coraz trudniejsze do dostrzeżenia. Kiara spojrzała na swoją dłoń na brzuchu i zamknęła oczy. Odepchnęła od siebie te myśli.
„Co się teraz stanie?” Otworzyła oczy i spojrzała w oczy bogini.
„Kolejnych trzech Pure Lycanów przebudzi się w nadchodzących miesiącach. Są ostatni. Pierwsze ogniwo zostanie zamknięte. Znajdą swoje partnerki i dopełnią swoje więzi. Drugie ogniwo zostanie zamknięte. Połączysz się z Kyriaki. Trzecie ogniwo…”
„Czekaj” – przerwała Kiara, unosząc rękę. „Nie mam już Kyriaki. Znowu jestem człowiekiem”.
„Czyżby?” – zapytała Artemis, przyglądając się jej. „Bo jestem całkiem pewna, że wyczuwam Kyriaki pod twoją skórą mocniej niż kiedykolwiek”.
Oczy Kiary rozszerzyły się. „Jak to?”.
„Leto jest wilkiem w tobie. Zawsze tam jest, zawsze jest twoją częścią. Kyriaki była twoją wierną towarzyszką, nawet jeśli o tym nie wiedziałaś. To ona ujawnia się, gdy targają tobą silne emocje. Menai są twoimi sojusznikami w tej wewnętrznej walce. Pamiętaj jednak, że jeśli ty i Kyriaki będziecie zgodne, nie będziecie musiały toczyć żadnej bitwy”.
„Sama sobie z tym poradzę” – wtrąciła Kiara, a w jej głosie zabrzmiała złość. „Dlaczego, do diabła, ty, Selene, czy nawet Apollo nie wtajemniczyliście mnie wcześniej?” – wybuchła w stronę bogini.
Artemis posłała jej tylko porozumiewawczy uśmiech.
„Chodzi o to cholerne przeznaczenie?” – zgadywała Kiara.
Wyraz twarzy Artemis to potwierdził.
„Wszyscy jesteście tak bardzo pochłonięci tymi bzdurami”.
„Wszyscy jesteśmy” – odparła Artemis.
„Czy wiesz, ilu kłopotów dałoby się uniknąć, gdybym wiedziała to wszystko od początku?”.
„Tak” – odpowiedziała Artemis. W jej głosie nie było żadnych ludzkich emocji. Kiara prychnęła. Nie miało znaczenia, że krzyczała na boginię. Artemis była przekonana, że postąpiła słusznie, całkowicie zgodnie z przeznaczeniem.
„A co się stanie, gdy trzecie ogniwo zostanie zamknięte?” – zapytała Kiara ze złością w głosie.
„Twoje szczenię się urodzi, a Lycaon powstanie. Ostatnie ogniwo znajdzie się na swoim miejscu. Starcie między tobą, Lycaonem i Zeusem będzie nieuniknione, gdy wzejdzie Blue Moon. Związani czymś potężniejszym niż przeznaczenie, we troje znajdziecie albo krew, albo powietrze”.
Kiara przełknęła ślinę. Poczuła narastający strach przed tym, co miało nadejść. „Co nas łączy? Dlaczego po prostu sami po mnie nie przyjdą? Po co wciągać w to innych?”.
„Aby coś stworzyć, potrzebna jest cząstka twórcy. To więź, podobna do tej między ojcem a synem. Sprawia to, że stają się jednymi z nich, choć nie do końca”.
„Czy mam rozumieć to tajemnicze wyjaśnienie?”.
Artemis tylko się uśmiechnęła. „Zrozumiesz w swoim czasie”. Spojrzała na niebo, które teraz jaśniało wraz ze zbliżającym się świtem. „Muszę iść. Mój wilk ma moje błogosławieństwo, by podzielić się z tobą swoją historią. Zaufaj, że cokolwiek ci powie, będzie to prawda. Do zobaczenia, moja likanko”. Bogini odwróciła się, by odejść.
„Czekaj!” – zawołała Kiara. Artemis odwróciła się, by na nią spojrzeć. „Ile mamy czasu?”.
„Nie wiemy”. Z tymi słowami bogini zniknęła.
















































