
W stronę zachodzącego słońca
Autorzy
Iandra Taylor
Lektury
669K
Rozdziały
33
Rozdział 1
SADIE
Na moim telefonie pojawiła się wiadomość z nieznanego numeru.
Nieznany
Sprawdź swojego męża.
To było dziwne, ale przez te wszystkie lata tak wiele rzeczy było dziwnych.
Była trzecia po południu. Przez większość naszego małżeństwa Adam pracował na drugą zmianę, ale dwa lata temu przeszedł na pierwszą. To znaczyło, że powinien być teraz w pracy. Nie wiedziałam, czy miał wypadek, czy stało się coś innego.
Zrobiłam sobie przerwę na łazienkę i schowałam się w kabinie, żeby zadzwonić do jego pracy.
„Przepraszam, pani Henderson, ale go tu nie ma. Dzisiaj nawet nie ma go w grafiku”.
A przecież rano wyszedł z domu i powiedział mi, że będzie pracował do późna.
To był pierwszy zły znak.
Często myślałam, że Adam mnie zdradza. Nigdy jednak nie miałam na to dowodów.
Kiedy po raz pierwszy zaczęłam podejrzewać, że mnie zdradza, miałam małe dziecko i żadnych możliwości, by nas utrzymać, gdybym odeszła. Ale Garrett już od dawna nie był dzieckiem. Miał teraz siedemnaście, prawie osiemnaście lat i mógł sam podejmować decyzje w swoim życiu.
Zmartwiona, wylogowałam się z pracy i pojechałam do domu, żeby sprawdzić, czy Adam tam jest.
Jego półciężarówki nie było na miejscu parkingowym.
Gdy wjeżdżałam na swoje miejsce obok jego, Garrett akurat wychodził z budynku, żeby pójść do swojej dorywczej pracy.
„Garrett, rozmawiałeś z ojcem? Czy wszystko u niego w porządku?” zapytałam.
Spojrzał na mnie z nienawiścią w oczach, ruszając wściekle do swojego samochodu. „Dlaczego, kurwa, zawsze mnie pytasz? Gdyby któryś z nas miał coś do powiedzenia twojej żałosnej dupie, to byśmy ci powiedzieli”.
Otworzył drzwi samochodu, po czym odwrócił się do mnie po raz kolejny. „Zostaw mnie, kurwa, w spokoju. I od razu odwal się też od taty. On ma z nią coś o wiele lepszego. Nie wiem, dlaczego jeszcze nie zostawił twojej grubej dupy”.
Potem wsiadł do samochodu i odjechał.
Zawsze starałam się być sprawiedliwa dla syna, żeby nigdy nie mógł powiedzieć, że go krzywdzę. Niezależnie od tego, co we mnie rzucił, zawsze traktowałam go z całą miłością, jaką miałam. Był światłem mojego życia, nawet wtedy, gdy robił wszystko, żeby nim nie być.
Kiedy był mały, Garrett był najmilszym dzieckiem, jakie znałam. Z biegiem czasu ojciec ukształtował go jednak w kogoś, kogo już nie poznawałam. Zawsze był zapatrzony w tatusia, a mi było coraz trudniej słuchać okrutnych słów, które wychodziły z jego ust.
Gdybym odeszła wcześniej, wiem, że musiałabym walczyć o to, by przy mnie został. Musiałabym znaleźć sposób nie tylko na opłacenie naszego codziennego życia, ale też na prawnika. Co więcej, nie miałabym żadnego wsparcia. Byłabym zupełnie sama, mając jedynie dziecko na pocieszenie.
Przez te wszystkie lata nauczyłam się ukrywać uczucia, nie pokazywać, jak bardzo ranią mnie mężczyźni w moim życiu. Widziałam, że traktowanie mnie jak powietrze sprawia im radość, i nie chciałam dawać im satysfakcji ze świadomości, że ich słowa ranią mnie od środka.
Późno w nocy, gdy Garrett był w swoim pokoju, a Adam w pracy, szłam do pokoju gościnnego i włączałam głośny wentylator. Tylko wtedy pozwalałam sobie na płacz.
Ten mały pokój stał się moją bezpieczną przystanią – miejscem, gdzie płakałam, aż zasnęłam, zastanawiając się, co zrobiłam źle z tym wszystkim. Co takiego zrobiłam, że zasłużyłam na to gówniane życie?
Spałam w tym pokoju. Wzięłam cały ból i beznadzieję, które czułam, i w tym właśnie pokoju zamieniłam je w coś pięknego. W tym pokoju stałam się kobietą, którą jestem dzisiaj.
Pochylona nad używanym laptopem, znajdowałam nadzieję w słowach. W światach, które tworzyłam. W postaciach, które ożywiałam. W historiach, które spływały z moich palców prosto na strony.
Wciąż tam stałam, wpatrując się w miejsce, w którym zaparkowany był samochód mojego syna, kiedy mój telefon wydał dźwięk, powiadamiając o kolejnej wiadomości z tego samego, nieznanego numeru.
To był adres.
Mniej więcej wiedziałam, gdzie to jest, i wiedziałam, że bez problemu tam dotrę.
Wsiadłam do samochodu i wpisałam adres do nawigacji. Po głębokim wdechu wyjechałam na ulicę, ale moje myśli wciąż tkwiły w bezpiecznym, odosobnionym pokoju gościnnym.
Z biegiem czasu wychodziłam stamtąd tylko po to, by gotować, sprzątać i chodzić do pracy. Po latach słuchania ich narzekania i wyzwisk łatwiej było uciec – schować się przed nimi.
Często zastanawiałam się, dlaczego po prostu nie odeszłam. Dlaczego nie spakowałam swoich kilku rzeczy i stamtąd nie uciekłam.
Wcześniej nie poradziłabym sobie sama. Adam zniszczył moją historię kredytową, kontrolował nasze finanse i do niedawna nie miałam żadnego sposobu, aby się utrzymać.
Nawet moi rodzice by mnie nie przyjęli. Odprawiliby mnie i powiedzieli, że powinnam na kolanach wrócić do męża, błagając o wybaczenie.
Wychowali mnie na idealną damę z Południa – bym nie kłóciła się z mężem i przestrzegała nauk kościoła. Mężczyzna jest głową domu, dlatego nie może robić nic złego.
W tym miasteczku pełnym religijnych fanatyków rozwód był niewybaczalnym grzechem. Nie miało znaczenia, czy mąż sypiał z innymi, czy cię bił. To ty łamałaś prawo Boże, jeśli go zostawiłaś.
A taka opinia ciągnęła się za rozwiedzioną kobietą aż do śmierci.
To nie tak, że moi rodzice nie wiedzieli, co się dzieje. Kiedy tylko narzekałam na Adama, matka kazała mi się modlić. Mówiła, że Bóg da mi siłę, bym była bardziej wyrozumiała.
Z czasem przestałam narzekać na to, jak Adam mnie traktuje. Właściwie zaczęłam wierzyć w te bzdury, które wygadywała. Nie mogłam zrzucać całej winy na Adama. To po części była moja wina, że się nie stawiałam, że po prostu nie byłam lepsza.
Teraz jednak sprawa wyglądała inaczej. Byłam w zupełnie innym miejscu w moim życiu.
Lata chowania się w pokoju gościnnym oznaczały, że miałam na swoim koncie lata wydawanych książek. Ukrywałam każdego grosza zarobionego na pisaniu i zacierałam za sobą ślady, niczym jakiś tajny szpieg w obcym kraju.
Nie będę znowu bezradna. Właśnie teraz potrzebowałam czegoś, co pchnie mnie do działania – czegoś, co sprawi, że w końcu zostawię tego skurwiela.
Czegoś takiego, jak adres od nieznajomego nadawcy.
Dojazd zajął mi tylko pięć minut. Nieczęsto zapuszczałam się w tę część miasta; w ogóle nie byłam typem, który dużo wychodzi z domu. Miałam za dużo na głowie z pracą na pełny etat, obowiązkami domowymi i pisaniem książek.
Zatrzymałam się przed budynkiem, który kiedyś był starym motelem. Miasteczko Centerville było małe i przez lata ten stary motel był jedynym miejscem, w którym mogli zatrzymać się przyjezdni.
Sześć lat temu, kiedy wreszcie został zamknięty, kupił go klub motocyklowy. Zgodnie z miejskimi plotkami, przerobiono go na siedzibę klubu.
Usiadłam na parkingu przed czymś, co wyglądało jak dawna recepcja, i wpatrywałam się w budynek. Wiele się zmieniło. Ze swojego samochodu mogłam ocenić, że recepcja i kilka pokoi na parterze zostały przerobione na bar.
Z tyłu wyłaniał się teraz drugi budynek. Więcej pokoi? Chociaż wiedziałam, że to już nie funkcjonuje jako motel. Może niektórzy z tych mężczyzn tam mieszkali.
Szyld z przodu głosił „Sinner’s Pride”. Zaśmiałam się cicho pod nosem.
Czasami miałam wrażenie, że w tym mieście jest więcej kościołów niż ludzi.
Przez lata religijni fanatycy sprzeciwiali się budowie jakichkolwiek barów czy sklepów monopolowych w mieście. Kiedy klub po raz pierwszy kupił motel i złożył wnioski o pozwolenia na otworzenie baru, kościoły podniosły wielki raban.
Ale tym razem klub wygrał. Sądząc po liczbie samochodów na parkingu o wpół do czwartej po południu, szło im całkiem nieźle.
Po raz pierwszy tak naprawdę przyjrzałam się temu budynkowi, odkąd wprowadzili się do miasta. Wyglądał zupełnie inaczej, niż to sobie wyobrażałam.
Budynek był czysty, a na terenie nie było żadnych śmieci. Chociaż nigdy wcześniej nie byłam w siedzibie ani barze klubu motocyklowego, czytałam o nich kilka książek. Przez książki miałam na myśli romanse. I wiedziałam, że nie mogę brać ich za pewnik w kwestii życia motocyklistów.
Po drugiej stronie parkingu dostrzegłam półciężarówkę Adama. A więc anonimowa wiadomość mówiła prawdę. Był tutaj.
Zamknęłam oczy i przygotowałam się na to, co mogę zastać po wejściu do środka. Czy w ogóle chciałam coś znaleźć? Czy chciałam zobaczyć mojego męża w sposób, w jaki nigdy wcześniej go nie widziałam?
Nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi.
Kiedyś, wiele lat temu, mieliśmy wspaniałą relację. Kiedy zaczęliśmy się spotykać, wszystko było dobrze. Byliśmy szczęśliwi. Nawet pierwsze kilka lat naszego małżeństwa było dobrych.
Wszystko zmieniło się po narodzinach Garretta. Czułam się, jakbym mieszkała z obcym człowiekiem. Adam, w którym się zakochałam, zniknął. Teraz, po prawie osiemnastu latach, nadal nie miałam pojęcia, co się właściwie stało.
Może to był czas, żeby go o to zapytać. A może nie. Wiedziałam na pewno tylko tyle, że kiedy tylko przejdę przez te drzwi, moje życie zmieni się na zawsze.
Wysiadłam z samochodu i powoli ruszyłam do wejścia. Drzwi nie wydały żadnego dźwięku, gdy wchodziłam do środka. Nikt też nie zwrócił na mnie uwagi.
Rozejrzałam się, mrużąc oczy, dopóki nie przyzwyczaiły się do ciemności – i znalazłam to, czego szukałam.
Miałam rację. Już nic nigdy nie będzie takie samo.















































