
Walka o to, co moje
Autorzy
Nylita Maxwell
Lektury
2,6M
Rozdziały
98
Alina to ludzka dziewczyna wychowywana przez wilkołaki, a przynajmniej tak zawsze sądziła. Po tym, jak zostaje połączona więzią z Alfą Midnight Pack, po raz pierwszy przemienia się w rzadką srebrną panterę, przeznaczoną do bycia królową wszystkich istot zmiennokształtnych. Właśnie gdy zaczyna rozumieć, co to oznacza dla jej przyszłości, Alina odkrywa czającą się ciemność, która powoduje chorobę w stadzie. Musi zebrać drużynę wojowników, by walczyć z jej przyczyną...
Kategoria wiekowa: 18+.
Rozdział Pierwszy
ALINA
”Musicie już iść?” zapytałam, ciągnąc brata za rękaw, gdy on i przyszły Alfa stali na skraju lasu otaczającego nasz dom.
Damien potargał mi włosy z szerokim uśmiechem. „Nie martw się, mała. Za dwa lata wrócimy” powiedział, przytulając mnie mocno.
Zmarszczyłam brwi i tupnęłam nogą. „To niesprawiedliwe! Chcę iść z wami!” krzyknęłam, na co rodzice zaśmiali się i pokręcili głowami.
”Lina, kochanie, oni jadą się szkolić, żeby w przyszłości przewodzić Stadu. To bardzo ważne, słoneczko” powiedziała mama, opierając się o tatę ze smutną miną.
Alexander mocno mnie przytulił. „Nie przejmuj się, Alina. Ani się obejrzysz, a już wrócimy” powiedział, puszczając mnie i podnosząc swoje rzeczy.
”Będziemy mieli mnóstwo historii do opowiedzenia o treningu i więcej rzeczy do nauczenia cię” dodał, gdy Damien ruszył w stronę drzew.
Zaczęłam płakać. Nie chciałam, żeby mnie zostawiali. Byli moimi najlepszymi przyjaciółmi. Moimi obrońcami. Patrzyłam, jak odchodzą ode mnie.
Tuż przed wejściem do lasu Alex zatrzymał się, rzucił torbę i podbiegł z powrotem do mnie.
Przytulił mnie mocno, szepcząc: „Wrócę, moja mała iskierko. Obiecuję”, zanim on i mój brat zniknęli w lesie na szkolenie.
Obudziłam się nagle w łóżku.
Nienawidziłam śnić o dniu, w którym mój brat i Alfa odeszli. To był praktycznie koniec mojego życia towarzyskiego. Gdy ich zabrakło, zdałam sobie sprawę, że byłam najbardziej znienawidzoną osobą w Stadzie Północy. Przynajmniej wśród rówieśników.
Ziewnęłam i wyłączyłam budzik, jęcząc i wstając z łóżka. Wiedziałam, że muszę się pospieszyć, jeśli chcę mieć dobry poranek. Westchnęłam, rozglądając się po sypialni.
Czy kiedykolwiek czułeś, że nie pasujesz do świata, w którym żyjesz? Tak.
Jakby czegoś bardzo ważnego brakowało w twoim życiu? Też tak.
Byłeś nie na miejscu, ale wciąż czułeś, że masz to jedno miejsce, gdzie po prostu... pasujesz. Tak, czasami. Głównie gdy byłam sama.
Tak właśnie czułam się każdego dnia w nadprzyrodzonym świecie, w którym żyłam.
Wiedziałam, kim byłam - Człowiekiem żyjącym wśród bajek - i godziłam się ze swoim losem. Po prostu czułam, że brakuje mi czegoś w życiu.
Coś głęboko we mnie mówiło mi, że jestem czymś więcej, gdy patrzyłam na las otaczający mój dom.
W Stadzie Północy, które nazywałam domem, byłam jedynym Człowiekiem. Ludzkim dzieckiem znalezionym przez ich Betę w środku zimy osiemnaście lat temu.
Zostałam wychowana przez parę Bet Stada Północy jak ich własne dziecko, ale wciąż chciałam zrozumieć, dlaczego tu jestem. Skąd pochodzę i dlaczego zostałam porzucona. Wiedziałam, że las kryje moje odpowiedzi i wiele więcej, ale wiedziałam też, że nie mogę do nich dotrzeć.
Wzięłam głęboki oddech, patrząc w sufit mojej sypialni.
Historie, które mi opowiadano o lesie otaczającym nasz dom, utkwiły mi w pamięci. Znałam niebezpieczeństwa czające się wśród drzew. Mimo to chciałam wiedzieć, co jest za nimi.
Wiedziałam, że jako Człowiek nie mam szans z czymkolwiek, co żyje w tych drzewach, ale byłam zdeterminowana, by pewnego dnia wyjść poza nie.
Chciałam zobaczyć więcej niż tylko miejsce, do którego tak naprawdę nie pasowałam.
Chciałam odpowiedzi, dlaczego moi prawdziwi rodzice mnie porzucili. Nieznajomość tego, co kryje się za lasem, tylko sprawiała, że pracowałam ciężej, by stać się silniejsza. Trenowałam ciało i umysł, by być lepsza, choćby tylko dla siebie.
Dzień, w którym dowiedziałam się, że jestem tylko Człowiekiem, był dniem, w którym zrozumiałam, że muszę pracować dwa razy ciężej niż wszyscy inni.
*wspomnienie*
Wciąż próbowałam wymknąć się do lasu za domem, ale mój brat i syn alfy mnie złapali. Było żenujące być niesioną z powrotem do domu przez brata. Miałam tylko 15 lat, ale Damien wciąż był ode mnie większy.
”Przestań się szarpać, Lina” powiedział Damien ze złością, trzymając mnie mocno przy piersi.
”Puść mnie! Chcę iść i znaleźć mojego Wilka!” krzyczałam na niego, próbując go uderzyć i kopnąć, gdy ze mną walczył.
”Wystarczy! Alina, do środka” surowy głos ojca przerwał moje zmagania z Damienem.
”Nie bądźcie dla niej zbyt surowi, chłopaki. Lina po prostu chce zobaczyć więcej niż tylko te tereny” powiedział Alexander, syn Alfy i najlepszy przyjaciel Damiena, gdy powoli wchodziłam do domu.
Poczułam się szczęśliwa, że stanął w mojej obronie.
Mama siedziała w salonie, gdy weszłam, wyglądając na bardzo smutną. Podbiegłam do niej z płaczem, prosząc o odpowiedzi, których nie chcieli mi dać.
Powinnam była przemieniać się. Powinnam była przynajmniej usłyszeć mojego Wilka. Byłam inna i nie podobało mi się to.
Wtedy rodzice powiedzieli mi prawdę. Mama potrzebowała powodu do życia, a tata przyniósł mnie do niej, mając nadzieję, że uzna mnie za swoją.
Płakałam przez tydzień po tym, nie wychodząc z pokoju. Musiałam to zaakceptować sama i zrobiłam to.
*koniec wspomnienia*
Od piętnastego roku życia wiedziałam, że zostałam praktycznie „przygarnięta”. W dniu, w którym powinnam była przynajmniej usłyszeć mojego Wilka. Nie miałam go i nigdy nie będę miała.
Mimo że wiedziałam, że nie mam zbyt wielkich szans w starciu ze złem tego świata, wciąż chciałam iść. Chciałam dowiedzieć się, skąd pochodzę.
Nawet jeśli nie wolno mi było wchodzić do otaczającego lasu, drzewa były dla mnie wyjątkowe. Wołały mnie, gdy byłam blisko, niemal śpiewając, próbując wciągnąć mnie w swoje głębiny.
Moja rodzina mówiła mi, że to zbyt niebezpieczne, bym szła tam sama. Nie żeby zabierali mnie tam z kimś do ochrony.
Byłam tylko Człowiekiem.
Nie byłam Wilkołakiem jak oni. Byłam tą dziwną w tym świecie, który nazywałam domem, i to sprawiało, że chciałam więcej. Wiedziałam, że nie jestem tak silna jak istoty polujące nocą, ale byłam bardzo zdeterminowana, by upewnić się, że potrafię się bronić w razie potrzeby.
Moja matka tak bardzo bała się mnie stracić, że trzymała mnie głównie na otwartych terenach Stada. Nie obchodziło jej, że spędzałam większość czasu na treningu. Nie widziała, że próbowałam upewnić się, że mogę przynajmniej wejść do znanych części lasu z kimś.
Nie chciałam być całkowicie bezużyteczna. Wciąż mogłam przynajmniej walczyć o siebie. Chciałam przynajmniej udowodnić sobie, że nie jestem bezbronna. Miałam przynajmniej szansę trenować z dwoma najlepszymi wojownikami w Stadzie podczas dorastania.
Przyszły Alfa, Alexander, pomagał mi trenować wraz z moim bratem, Damienem. Nauczyli mnie podstaw walki i jak przynajmniej chronić się przed niebezpieczeństwem.
Zajęło mi rok, żeby ich przekonać, ale gdy to zrobiłam, pomogli mi zmienić się na lepsze. Zrozumieli moją potrzebę, by przynajmniej wiedzieć, jak się bronić. Zawsze byli przy mnie, dopóki nie dorośli na tyle, by wyjechać na zaawansowane szkolenie.
Zgubiłam się, gdy wyjechali. Bez nich w pobliżu traktowano mnie o wiele gorzej niż wcześniej. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że mnie chronili, dopóki nie zabrakło ich, by chronić mnie przed tymi, którzy nie chcieli mnie tu.
Mieli przejąć Stado po powrocie. Ci, którzy mnie nienawidzili, stawali się równie potężni w Stadzie, gdy wszyscy dorastaliśmy. Podczas gdy ja pozostawałam ciężarem wśród Wilków.
Chciałam być na nich zła, ale nie mogłam. Po prostu tęskniłam za moimi najlepszymi przyjaciółmi. Lubiłam nocne treningi z nimi. Czułam się lepiej z sobą za każdym razem, gdy szłam na otwartą łąkę za naszym domem, by zobaczyć ich czekających na mnie. Szczególnie cieszyłam się z obecności Alexandra.
Czułam się częścią Stada, bo on postanowił mnie zauważyć. Fakt, że podobał mi się jako coś więcej niż przyjaciel od czternastego roku życia, nie pomagał, ale pogodziłam się z tym, gdy zdałam sobie sprawę, że nigdy nie mógłby mnie naprawdę pokochać.
Westchnęłam, wychodząc na zewnątrz, by stanąć przed lasem tuż za domem. Alex zasługiwał na o wiele więcej niż tylko na mnie.
Był Alfą. Zasługiwał na Lunę, która mogłaby naprawdę walczyć u jego boku. Pozostanę tylko jego przyjaciółką, bez względu na to, czego naprawdę chciałam, i upewnię się, że będzie szczęśliwy, gdy znajdzie swoją Partnerkę.
Westchnęłam ponownie, przestając myśleć o tych rzeczach, zanim stały się zbyt nierealistyczne, i odwróciłam się od drzew. Czekałam na powrót Damiena i Alexandra.
Obiecali, że będą tu na moje urodziny w tym roku, ale nie pojawili się, kiedy obiecali. Czułam się trochę smutna, ale wiedziałam, że nie mogę z tym wiele zrobić.
Nie mogłam znaleźć gniewu ponad bólem. Wiedziałam, dlaczego wyjechali, ale wciąż czułam, jakby zostawili mnie dla czegoś lepszego.

















































