
Warrior Princess Tom 2
Autorzy
Lektury
54,3K
Rozdziały
19
Rozdział 1
Księga 2
DIEGO
Ciągle wyglądałem przez to okno, próbując zrozumieć kolejny problem, jaki zgotowało mi życie.
„Więc rezygnujesz ze stanowiska króla alfa i chcesz, żebym zrobił to samo? Dlaczego?” Odwróciłem się przodem do Noaha, króla alfa watahy Lunar i ojca Wyatta.
„Diego, starzeję się. Już czas” – odpowiedział krótko i na temat.
Doceniałem jego bezpośredniość, a przynajmniej doceniłbym, gdyby był ze mną całkowicie szczery. Zmrużyłem oczy, czując narastające podejrzenia.
Przez chwilę utrzymywał mój wzrok, po czym ciężko westchnął. „To był pomysł Freidy”.
Serce zabiło mi mocniej w piersi. „Moja matka? Dlaczego?”
„Ona uważa, że jeśli ustąpimy i pozwolimy przejąć władzę młodszemu pokoleniu, zyskają siłę potrzebną do pokonania tego nieznanego wroga, który na was poluje” – wyjaśnił, z frustracją pocierając twarz. „Nie jestem tym zachwycony. Moim zdaniem nie są gotowi, ale ona wydawała się przekonana, że to zadziała”.
„Zgadzam się, nie są gotowi” – powiedziałem.
Wyraźnie mu ulżyło. Znałem to spojrzenie. Przez te wszystkie lata widziałem je wielokrotnie.
Wilki spodziewały się, że wpadnę w szał, i zawsze czuły ulgę, gdy tego nie robiłem. Cała ta wojna, cały ten rozlew krwi, a wszystko przez przodków, którzy jakoś nie potrafili pozostać martwi.
Straciliśmy dobre wilki, świetnych wojowników, wilki, które miały własne rodziny.
„Dzięki, że mi o tym powiedziałeś, Noah. Będę musiał porozmawiać z matką, żeby to wszystko zrozumieć. Potem proponuję, żebyśmy przedstawili to dzieciom”.
Noah zaczął protestować, ale uniosłem dłoń, by go uciszyć. „Znam swoją córkę, Noah. Gdyby dowiedziała się, że podjąłem decyzję w jej sprawie bez żadnych konsultacji, moje rządy jako króla skończyłyby się, zanim by się w ogóle zaczęły”.
Westchnął ciężko, ale pokiwał głową na znak zgody. Potraktował moje milczenie jako sygnał do wyjścia.
Milly nie będzie z tego zadowolona. Znałem ją. Zgodziłaby się to zrobić, gdyby oznaczało to pokonanie kolejnego wroga.
Kiedy wreszcie zaznamy spokoju? Wydawało się, że zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał nas zniszczyć.
Wyszedłem z gabinetu i ruszyłem na zewnątrz. Kiedy kierowałem się do lasu, widziałem w oddali dom watahy.
Musiałem przewietrzyć umysł przed rozmową z matką.
Byłem teraz królem, a królowie nie tracą panowania nad sobą... przynajmniej nie za często.
Często szukałem samotności w ustronnym miejscu tuż przy granicy terytorium. Niewiele wilków o nim wiedziało, a te, które wiedziały, rzadko tam zaglądały.
Był to brzeg rzeki, która prowadziła do wodospadu. Szum wody rozbijającej się na dole był zaskakująco kojący.
Ostatnio często tu przychodziłem. Moje dzieci dorosły i zaczęły iść własnymi drogami. Ja jednak wciąż miałem problem z tym, by pozwolić im popełniać błędy i się na nich uczyć.
Narodziny każdego z nich zmieniły moje życie. Dzięki nim stałem się lepszym mężczyzną, lepszym wilkiem, a teraz...
Milly połączyła się z przeznaczonym jej partnerem i miała zostać królową. Miało to stworzyć największą połączoną watahę od czasów sprzed Wielkiej Wojny.
Alex wkrótce sam miał zostać ojcem, a Matt... Cóż, on wciąż szukał swojego miejsca w życiu.
Usiadłem na kamieniu, obserwując wodę pędzącą w stronę urwiska. Moi właśni bracia nas zdradzili. Dla władzy.
Co mogło ich skłonić do zrobienia czegoś takiego?
Czyż nie mieli już wystarczająco dużo?
Razem byli równie potężni, co G.
Gianna. Tęskniłem za nią. Każdego dnia. Widziałem tak wiele z niej w jej dzieciach.
Trzask łamanej gałęzi za moimi plecami wyrwał mnie z zamyślenia. Zerwałem się na równe nogi, odwracając się w stronę dźwięku, a w mojej piersi zabrzmiał cichy warkot.
Spomiędzy drzew wyłoniła się jakaś postać.
Co do...
Kane?
Zmrużyłem na niego oczy. „Czy ja cię nie zabiłem?” – warknąłem, szykując się do kolejnej walki. Robię się na to za stary.
Swobodnie wsunął ręce do kieszeni. „Zgadza się, zabiłeś”.
„Więc dlaczego tu stoisz i wyglądasz na żywego?”
Uśmiechnął się lekko pod nosem, ale moje ostrzegawcze warknięcie szybko starło mu ten uśmiech z twarzy.
„Zostałem przywrócony z martwych”.
Niemożliwe. Nikt nie posiadał takiego daru z wyjątkiem Gii, a i tak prawie ją to zabiło.
„Przez kogo?” – zapytałem, prostując się. Wzbudził moje zainteresowanie.
„Przez pewnego mężczyznę”.
„Będziesz mi tak odpowiadał wymijająco, czy jak?”
Westchnął ciężko. „Nie znam jego imienia. Wiem tylko, że ma obsesję na punkcie mocy, jaką dysponuje twoja rodzina. Ciągle opowiada o tym, jak to jedna córka zabiła drugą, ale potem poślubiła bestię i urodziła dzieci-bestie”.
Trybiki w mojej głowie zaczęły pracować. To tylko potwierdzało nasze podejrzenia. Ojciec matki rzeczywiście powrócił.
„A jaką ty odgrywasz w tym wszystkim rolę?”
Zaszurał stopami po ziemi, przyglądając mi się ostrożnie. „Przywrócił mnie do życia, abym zerwał więź partnerską między twoją córką a księciem Lunar”.
Zrobił krok w tył, kiedy zacząłem do niego podchodzić. „Dlaczego?”
„Bo stanowią zagrożenie. Połączeni jako partnerzy, stworzą potężną watahę. Będzie większa niż jakakolwiek inna od setek lat. Nie wspominając już o wymianie mocy podczas ceremonii łączenia. Ceremonia sprawi, że obie watahy odziedziczą część darów, które ona posiada. Mówimy o największym zagrożeniu, z jakim ktokolwiek kiedykolwiek musiał się zmierzyć”.
Jego słowa niemal zwaliły mnie z nóg. Nawet o tym nie pomyślałem. Nie brałem takiej możliwości pod uwagę.
„Dlaczego mi o tym mówisz? Skąd mam wiedzieć, że mogę ci ufać?” Zmrużyłem oczy, patrząc na niego.
Przez moment wpatrywał się w dal. Gdyby miał trochę więcej czasu, byłby świetnym królem. Miał mocną budowę ciała, szerokie ramiona i mysie włosy ostrzyżone na jeża.
„Kiedy byłem martwy, znowu byłem z moją przeznaczoną. Twoja siostra spotkała mnie po śmierci i przeprawiła przez rzekę w zaświaty. Ona tam była. Leia, moja partnerka”. Przetarł twarz dłonią.
„Kiedy mi ją odebrano, zacząłem wariować. Wiesz przecież, że wilki nie powinny żyć bez swoich przeznaczonych”.
Skinąłem głową, krzyżując ramiona na piersi. Wilki często popadały w obłęd po utracie swoich partnerów. Zazwyczaj niedługo potem dołączały do nich w śmierci.
„Byłem królem, który stracił swoją przeznaczoną. Przez to mój umysł stał się podatny na ataki wiedźm. Byłem dla nich łatwym celem. Wtedy zjawił się ten człowiek. Odsunął mnie od Lei i przyciągnął z powrotem do życia”.
Wyglądał na załamanego. Prawie było mi go żal. Prawie.
„Próbowałeś zmusić moją córkę, by została twoją partnerką. Zaatakowałeś na pogrzebie mojego ojca z tą swoją zgrają wiedźm. Dlaczego miałoby mnie obchodzić, że znowu rozdzielono cię z przeznaczoną?”
„Wiem, że to żadne usprawiedliwienie, ale nie byłem sobą. Wiedźmy całkowicie kontrolowały mój umysł. Twoja córka jest piękna, Gray, ale to nie moja Leia”. Wzruszył ramionami i usiadł na kamieniu.
„Nie ufam ci”.
Spojrzał na mnie z dołu. „Nie winię cię za to, ale żyjesz na tym świecie już wystarczająco długo. Wiele widziałeś. Jesteś legendą wśród watah, Gray. Rozpoznałbyś pułapkę z daleka”.
Miał rację. To nie był mój debiut w tej niebezpiecznej grze. Groźby wobec mojej rodziny stanowiły stałe tło mojego życia, odkąd tylko pamiętam.
„Co z tego będziesz miał?” – zapytałem, a mój głos poniósł się echem w ciszy.
Jego odpowiedź przyprawiała o dreszcze. „Kiedy nadejdzie odpowiedni czas, chcę, żebyś zakończył moje życie. Pragnę ponownie połączyć się z moją przeznaczoną. Ale musisz to zrobić w taki sposób, żebym już nie mógł wrócić”.
W jego oczach widać było rozpaczliwe błaganie.
„W porządku” – zgodziłem się opanowanym głosem. „Zakończę twoje życie raz jeszcze. Kiedy on planuje cię wysłać, abyś zerwał tę więź?”
„Chciałbym to wiedzieć, ale nie wiem” – wyznał, unosząc ręce w geście poddania. „Jestem pewien tylko tego, że moim celem jest zerwanie tej więzi. Proszę, zabij mnie, zanim będę miał ku temu okazję. On ma na swoje skinienie całą armię wiedźm”.
Tylko skinąłem głową i skrzyżowałem ramiona na piersi. Postanowiłem nic więcej nie mówić.
Uznał moje milczenie za sygnał do odejścia.
Patrzyłem, jak znika w atramentowej ciemności, po czym odwróciłem się na pięcie i ruszyłem z powrotem do zamku.
W mojej głowie kłębił się wir myśli, przytłaczając mnie ciężarem tych nowych informacji.
Choć raz, pomyślałem, chciałbym, aby moja rodzina miała spokojny tydzień.

















































