
Gdy zapadnie noc. Sens miłości, część 1
Autorzy
Lektury
128K
Rozdziały
19
Prolog
Blake
Wino smakowało wybornie. Rozkoszowałem się nim z każdym łykiem. Spojrzałem na kolorowe kwiaty w ogrodzie. Ich rozkwit oznaczał nadejście jesieni. Powietrze nagle zapachniało świeżo pieczonym chlebem, gdy obsługa kuchni weszła do sali. Każdy z nich niósł mnóstwo pysznych dań.
Wszędzie dookoła słyszałem śmiech i głosy. Skinąłem głową obsłudze, gdy skończyli swoją pracę. Uśmiechnęli się lekko i wyszli z sali. Znowu spojrzałem na kwiaty. Myślałem o tym, jak dużo czasu Jasmine poświęciła na opiekę nad nimi.
Głosy stawały się głośniejsze i wyraźniejsze, gdy się zbliżali. Drzwi otworzyły się ponownie. Usłyszałem, jak się zatrzymują. W pokoju dało się wyczuć ich ekscytację. „Wujku Blake!” Odłożyłem kieliszek z winem na stół i odwróciłem się. Moje serce biło mocno z radości. „Wujku Blake! Tak bardzo za tobą tęskniłam! Gdzie byłeś? Szukałam cię wszędzie”.
Zaśmiałem się i opadłem na kolana. Thea rzuciła się prosto w moje otwarte ramiona. Przytuliłem ją mocno i delikatnie poklepałem po plecach. Spojrzałem w górę i spotkałem wzrok jej ojca. Posłał mi ciepły uśmiech, po czym usiadł na pobliskim krześle. Trzymał w ramionach małego Emrica. Twarz Jasmine rozjaśniła się z radości, gdy do nas podeszła.
„Blake! Tak bardzo za tobą tęskniłam”. Trzymałem Theę w ramionach, jednocześnie obejmując Jasmine z boku. „A co ty zrobiłeś ze swoimi włosami?” – zaśmiałem się. „No właśnie, wujku Blake. Gdzie są twoje włosy?” Thea położyła dłoń na mojej głowie.
„Wyglądasz jak zły porywacz z filmów”. Mój wzrok znów spotkał się ze wzrokiem jej taty i obaj się roześmialiśmy. „Ale ty nie jesteś taki jak oni. Ty... wyglądasz dobrze”.
***
„Jak się masz, kochanie?” – zapytałem Theę, patrząc, jak jej policzki robią się różowe. „U mnie dobrze, wujku Blake. A u ciebie? Jak tam twoja wycieczka w góry?” W jej oczach było widać wielką radość. Przypomniałem sobie noc, kiedy pociągnęła mnie za rękaw i poprosiła o jakieś przezwisko. Byłem wtedy bardzo zaskoczony. Nie umiałem wymyślić niczego innego oprócz słowa „kochanie”.
„U mnie też wszystko dobrze. Wycieczka w góry była wspaniała. Mam nadzieję, że pewnego dnia zabiorę cię na fajne wakacje”. Uśmiechnęła się szeroko z radości, podczas gdy jej rodzice nas obserwowali. Spojrzałem na Jasmine. „Jak się masz, Jasmine?”
„Och, mój mąż bardzo dobrze się mną opiekuje. Jestem szczęśliwa, ale brakuje nam ciebie”. Uśmiechnąłem się do niej. „Bardzo się też cieszymy twoim szczęściem. Zdjęcia, które nam wysłałeś, były piękne. Nie wiem, ile razy je oglądałam”.
Mój wzrok przeniósł się na wchodzących Micka i Sherry. Uśmiechnęli się, ale trzymali się na dystans. Wciąż się mnie boją. „Cześć, Blake. Jak się masz?” – zapytali jednocześnie. „U mnie dobrze. A jak u was?” – zapytałem i usiadłem. Jasmine odeszła tam, gdzie siedział Theodore.
Christopher i Talia dotarli trochę później. Przynieśli ze sobą słodycze i przekąski. Było tam też kilku mężczyzn z naszego zespołu wywiadowczego. To byli ludzie, z którymi byłem blisko. Wszyscy przyszli ze swoimi partnerkami. Zaczęło się nasze przyjęcie pożegnalne.
Thea biegała dookoła z dwiema innymi dziewczynkami. Jasmine rozmawiała z żoną Jaspera. Cały czas miałem Theę na oku. Mój wzrok spotkał się ze wzrokiem koleżanki z pracy Jasmine. Uśmiechnęła się do mnie. Skinąłem jej głową i odwróciłem wzrok. Nie mam teraz czasu na nowe romanse.
Theodore zaśmiał się i podał mi kieliszek. „Zamierzasz się dzisiaj upić?” Pokręciłem głową. „Innym razem”. Prychnął. „Mówisz tak za każdym razem. Możesz iść spać do nas. Jasmine na pewno cię nie wyrzuci”.
***
Odczekałem chwilę i pokręciłem głową. „Co się stało z dawnym Theodorem?” Spojrzał na Jasmine, Theę i Emrica. Mały chłopiec spał spokojnie w ramionach Christophera. „Straciłem zbyt dużo czasu na bycie cichym i spokojnym”.
Stuknęliśmy się kieliszkami i wzięliśmy łyka. „Wiesz, że wcale nie musisz wyjeżdżać. Będę za tobą tęsknił. Nie chcę, żebyś odchodził”. Westchnąłem. „Wiem, ale potrzebuję przerwy. Nie mogę pójść w twoje ślady i przejąć władzy. Nie widzę siebie w takim życiu. Chcę trochę zwolnić...”
„Chcę zwolnić i zamieszkać gdzieś na kilka miesięcy. Potrzebuję odpoczynku”. Dopiłem drinka i wziąłem kolejnego. „Coraz trudniej jest mi tu dłużej zostać. Nowe życie mi w tym nie pomoże. Góry pomogły mi podjąć decyzję. Zdecydowałem, że rzucam tę rutynę i pracę”. Spojrzałem na kwiaty i motyle. „Oszczędziłem wystarczająco dużo pieniędzy na następne pięć lat. Nie będzie źle”.
Theodore skinął głową. „Skoro tego właśnie chcesz. Nie zamierzam cię zatrzymywać. Jeśli kiedykolwiek zechcesz wrócić, wystarczy jeden telefon. Bądźmy w kontakcie. Moje dziewczyny cię kochają, a mój syn musi cię poznać”.
Uśmiechnąłem się. „Nigdzie nie uciekam. Zawsze będę gdzieś blisko... Będę was czasem odwiedzał”. Theodore mruknął pod nosem, gdy obserwowaliśmy resztę. „Zastanawiałeś się już, dokąd pojedziesz?”
„Tak”.
„Dokąd?” Puściłem do niego oczko. „Wyślę ci pocztówkę”. Zaśmiał się i pokręcił głową.
















































