Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Wild Wild Witch: Księga 3

Wild Wild Witch: Księga 3

Autorzy
Cherry Redwood
Lektury
15,7K
Rozdziały
44
Autorzy
Cherry Redwood
Lektury
15,7K
Rozdziały
44
⚔️Akcja i przygoda💪SIlne kobiety🧙‍♂️Paranormalne i fantasy🧙‍♀️Czarodziejki i magowie🐉Fantasy

Podczas karnawału Mardi Gras wiedźma Adela „Addie” Baldovino przybywa do Nowego Orleanu w męskim przebraniu, ciągnąc za sobą trumnę z ciałem Mateo – mężczyzny, którego nie chce stracić. Gdy z zamkniętego budynku gospodarczego znika szkatuła, Addie zostaje wciągnięta w świat sekretnej magii miasta: eleganckich salonów, niebezpiecznych układów i czujnych spojrzeń Marie Laveau oraz Barona Samedi. Aby odzyskać Mateo, będzie musiała przechytrzyć wyższe sfery i to, co go wykradło.

Mardi Gras

Światła, dźwięki i kolory całkowicie przytłoczyły Addie, która kurczowo trzymała Kitty za rękę, jakby od tego zależało ich życie.
Biorąc pod uwagę ich sytuację, było to całkiem uzasadnione założenie.
Addie i Kitty pędziły ulicą przez wijącą się rzekę ludzi w pstrokatych, krzykliwych strojach, oświetlonych blaskiem pochodni i latarni gazowych. Szczerzyły się do nich sztuczne twarze, ukryte za maskami lub grubą warstwą farby. Szkielety tańczyły z aniołami.
Konfetti wirowało w wieczornym powietrzu niczym popiół po pożarze. Groteskowe postacie potrącały je co chwila, pachnąc potem, whiskey i skórkami pomarańczy.
W takim zgiełku nie sposób było zebrać myśli. Orkiestry dęte, wybuchy śmiechu i brzęczące tamburyny zlewały się w jedno, ogłuszając Addie. Była wdzięczna za swoje spodnie – przynajmniej spódnice nie krępowały jej ruchów.
Pod stopami chrzęściły jej muszle ostryg, a w ostatniej chwili udało jej się ominąć końskie odchody. Ulice były usłane zdeptanymi kwiatami i strzępkami dawnych ozdób.
Gdyby nie była tak zdesperowana, mogłaby zaplanować przyjazd na spokojniejszą porę roku, ale w Nowym Orleanie trwało właśnie Mardi Gras, a mieszkańcy miasta świętowali bez żadnych zahamowań.
Tłum pulsował niczym jeden żywy organizm. Napierał coraz mocniej na Addie, która chwyciła rękę Kitty w obie dłonie, trzymając ją przed sobą. Imprezowicze zdawali się nie zwracać uwagi na ich małą grupkę, złożoną z pół tuzina mężczyzn niosących podróżne kufry i trumnę.
Addie podejrzewała, że miało to związek z jej zaklęciem odwracającym uwagę. Ludzie mijani po drodze robili im przejście, być może zaniepokojeni obecnością prostej, sosnowej trumny, niesionej na barkach mężczyzn idących tuż za nią i Kitty.
Ośmioletnia Kitty chłonęła wszystko wzrokiem z otwartą buzią i oczami wielkimi jak spodki. W ogóle nie przypominała dawnej siebie – Addie już o to zadbała. Uznała za zabawną ironię, że ona i Kitty też były w przebraniach, choć w zupełnie innych niż mieszkańcy Crescent City.
Powietrze było ciężkie – pachniało smażonym ciastem, tanimi perfumami, rzeczną wilgocią i słodkawym zapachem zgnilizny bijącym od zapomnianych darów pozostawionych na rogach ulic. Żołądek Addie skręcał się z nerwów i głodu. Kitty z pewnością też umierała z głodu, ale Addie nie odważyła się zatrzymać.
Zmierzały do pensjonatu w dzielnicy Faubourg Marigny, tuż za Dzielnicą Francuską, w dół rzeki. Addie pomyślała o medalionie z Meduzą, który wisiał na jej szyi. Czuła, jak metalowy krążek dociska się do jej mocno zabandażowanych piersi.
Kiedy dotrą do pensjonatu, pokaże go pani Orsini. Zrobiła to już tuż po przyjeździe na stację kolejową, przed mężczyznami, którzy teraz nieśli trumnę.
Skręciły z ulicy Royal w aleję Esplanade. Był to wspaniały, wysadzany dębami bulwar, który stanowił granicę między chaosem karnawału a mieszkalnymi przedmieściami. Hałas przycichł do głuchego dudnienia. Światło latarni gazowych ustąpiło miejsca nielicznym, kołyszącym się lampionom.
Powietrze pachniało wilgotną ziemią, gnijącymi liśćmi, rzeczną mgłą, delikatnym dymem z drewna i słodkim, gnilnym zapachem zeszłorocznych liści magnolii.
Weszły do Faubourg Marigny. Wąskie kreolskie chaty z balkonami z kutego żelaza stały ciasno obok siebie. W oddali wciąż było słychać odgłosy zabawy, ale bliżej Addie słyszała jedynie dźwięk pojedynczego pianina dobiegający z narożnego baru. Z zacienionych wejść do domów obserwowały ich jakieś postacie.
Noc była chłodna i wilgotna, a zimne powietrze stało się bardziej odczuwalne, gdy zniknął ścisk tłumu.
„O rany boskie” – powiedziała Kitty, jakby dopiero teraz złapała oddech. – „W życiu nie widziałam czegoś takiego! Ludzie mieli na sobie maski i pióra! Widziałaś?”
Przebranie nie zmieniło zbytnio głosu Kitty, ale głos Addie brzmiał teraz znacznie niżej. Wciąż ją to zaskakiwało, ale było to konieczne.
„Tak, widziałam” – odparła Addie, ściskając dłoń dziewczynki.
„W Copperwood nigdy nie mieliśmy takiej imprezy” – zauważyła Kitty.
„Nie” – przyznała Addie. – „Podejrzewam, że w Copperwood mało kto obchodzi Mardi Gras”.
„Co to takiego?”
„To część katolickiej wiary” – powiedziała Addie, po czym wyjaśniła jej pojęcia karnawału i Wielkiego Postu. – „Słowo »Mardi Gras« oznacza »tłusty wtorek«. To ostatni dzień, w którym wiernym wolno jeść bogate potrawy przed nadejściem Wielkiego Postu, kiedy muszą powstrzymywać się od pokus”.
„A dlaczego nie mamy tego w Copperwood? To kapitalna impreza”.
„Myślę, że większość ludzi w Copperwood nie dba o katolickie tradycje” – odparła Addie. – „Może z wyjątkiem rodziny Byrne'ów. Ale nawet oni uznaliby taką zabawę za grubą przesadę”.
Mieszkańcy Copperwood byli w większości niemieckimi imigrantami i ich potomkami, z niewielką domieszką Anglików i Irlandczyków. Kościołem zarządzał pastor Easton, który najprawdopodobniej był luteraninem, choć o takich rzeczach nigdy się tam nie rozmawiało.
Z pewnością był na tyle surowy, by nim być, pomyślała Addie. Jego żona i siostra spędzały całe dnie na nękaniu Vica Walleya w saloonie swoimi broszurami o trzeźwości.
Oczywiście, siostra pastora Eastona i Vic Walley już nie żyli. Zginęli w straszliwej bitwie przy Piekielnej Bramie w Północnych Lasach, wraz z wieloma innymi mieszkańcami miasteczka.
Addie zmarszczyła brwi i odepchnęła od siebie mdłości, które wezbrały w niej na samą myśl o tym.
Demony. Paktowanie z demonami nie mogło przynieść niczego dobrego.
Zauważywszy malowany szyld na bramie zaledwie kilka metrów dalej, Addie zwolniła kroku.
Za kutym z żelaza ogrodzeniem stał piętrowy, podłużny dom, którego deski wyblakły do miękkiego odcienia szarości. Prosty napis głosił: „Pokoje u Orsini”. W przednim oknie żarzyła się pojedyncza lampa, a małe podwórko było zadbane. Bystre oczy Addie rozpoznały rozmaryn i bazylię. Świetnie rosły w tym wilgotnym klimacie.
Niewiele wiedziała o kobiecie, która zgodziła się ją przenocować. Zdobyła ten kontakt wyłącznie dzięki kuzynce babci, Livii Beccari. Choć Addie myślała o tej kobiecie z niechęcią, musiała przyznać, że naprawdę jej pomogła, dając możliwość podróży do Nowego Orleanu i zapewniając miejsce noclegowe.
Nie oznaczało to jednak, że nic jej to nie kosztowało. Właściwie zapłaciła z góry. Miała tylko nadzieję, że pani Orsini dotrzyma umowy i potwierdzi otrzymanie zapłaty. Gdyby odmówiła przyjęcia jej i Kitty, Addie nie miałaby pojęcia, dokąd mogłyby się udać.
Przerażona tą myślą, Addie zawahała się przy bramie.
Kitty, bezgranicznie ufając umiejętnościom Addie, głośno ziewnęła.
Prostując ramiona, Addie pchnęła bramę i pewnym krokiem ruszyła do drzwi wejściowych. Zapukała w nie stanowczo lewą ręką, w prawej wciąż trzymając dłoń Kitty.
Z cichym jęknięciem drzwi się otworzyły, ukazując tęższą, siwowłosą kobietę ubraną na czarno.
Za nią Addie dostrzegła salon. Wyglądał czysto i skromnie: wytarty dywan, twarda sofa, litografia Matki Boskiej. Dominującym zapachem były duszące się pomidory, czosnek i mocna kawa – domowe aromaty, które zaskoczyły Addie, aż ścisnęło ją w gardle. Nie czuła czegoś takiego, odkąd opuściła Brooklyn.
Przez ułamek sekundy wezbrało w niej nagłe pragnienie, by odwrócić się na pięcie, pociągnąć za sobą Kitty i uciec prosto do mamy i taty.
Addie oblizała wargi, przełknęła ślinę i zmusiła się do uśmiechu. Wyciągnęła medalion spod lnianej koszuli i mocno obandażowanej klatki piersiowej.
Pani Orsini przyjrzała mu się, po czym skinęła głową i odsunęła się na bok. Kiedy jednak zauważyła trumnę, odezwała się. „Zanieście to do oficyny” – powiedziała do mężczyzn. – „Z tyłu. Zostawiłam otwarte”. Miała silny włoski akcent.
Skierowała swoje ciemne oczy na Addie, która już otworzyła usta, by zaprotestować.
„Tam jest znacznie chłodniej. Lepiej. Zamek jest mocny”.
Addie wcale nie podobało się, że Mateo miał być w osobnym budynku. Ani trochę. Ale kłótnia z panią Orsini do niczego by nie doprowadziła. Addie nie zamierzała tłumaczyć się z zaklęcia konserwującego. Sprawdzi zamek później, a może nawet wzmocni go magicznie.
„Bardzo dobrze” – odpowiedziała.
Kitty wciągnęła ją do salonu, wodząc po pomieszczeniu szeroko otwartymi oczami.
„Jesteście głodni?” – zapytała gospodyni.
„O rany, tak, proszę pani” – zawołała Kitty. – „Jestem tak głodny, że mógłbym zjeść konia z kopytami!”
Addie spięła się na ten wybuch Kitty, ale dostrzegła przelotny grymas uśmiechu na ustach pani Orsini. Oczy kobiety również poweselały. „Mam obiad dla ciebie i twojego ojca, ragazzino”. Po włosku oznaczało to „mały chłopcze”, co dowodziło skuteczności przebrania Kitty. „Chodźcie za mną”.
Gospodyni zaprowadziła ich do kuchni. Zapachy gotowania przybrały na sile, podobnie jak ból tęsknoty za domem w sercu Addie. Niedługo potem ona i Kitty usiadły na plecionych krzesłach przy stole nakrytym czystym, białym obrusem.
Pani Orsini postawiła przed nimi miski, a następnie nalała do nich czerwonego, gęstego gulaszu. Kitty zabrała się do jedzenia bez chwili wahania.
„Dziękuję, signora” – powiedziała Addie.
Pani Orsini cmoknęła cicho i skinęła głową. Spojrzała na Addie taksującym wzrokiem. „Po co przyjechałeś do Nowego Orleanu, signor Lagorio?”
Addie spodziewała się tego pytania i miała w zanadrzu gotowe kłamstwo.
„Eskortuję ciało mojego starszego brata, ojca Matteo Lagorio” – odpowiedziała Addie.
„Ojca?” – powtórzyła ze zdziwieniem pani Orsini.
Addie spuściła wzrok. „Był franciszkaninem. Zmarł na gorączkę na statku płynącym na misje” – wyznała z autentycznym smutkiem. – „Jego ostatnią, zaprzysiężoną prośbą było spocząć w rodzinnym grobowcu Lagorio w Nowym Orleanie”.
„Och” – westchnęła pani Orsini, najwyraźniej się tego nie spodziewając.
„Będziemy musieli zostać na jakiś czas” – dodała Addie. – „Jak pani rozumie, musimy dopełnić wszelkich formalności prawnych i kościelnych”.
„Ach, tak” – odpowiedziała pani Orsini, a część jej wcześniejszego dystansu nagle zniknęła.
„To mój syn, Cleto” – powiedziałam, patrząc na Kitty, która z zapałem wpychała sobie gulasz do ust. – „On jest wszystkim, co mi zostało”.
Pani Orsini znów cicho cmoknęła i wyjęła bochenek chleba, który pospiesznie pokroiła na duże pajdy, kładąc po jednej przed Kitty i Addie. Kitty posłała jej szeroki, pełen wdzięczności uśmiech, mamrocząc podziękowanie z pełnymi ustami.
„Jesteśmy ci niezmiernie wdzięczni, signora” – powiedziała Addie i zaczęła jeść.
Będzie potrzebowała sił.
Wskrzeszenie Mateo z martwych nie będzie łatwe, ale przynajmniej teraz była we właściwym do tego miejscu.

Odkryj Galateę

Warrior Princess Tom 2Mój kowbojZwiązani przeznaczeniem Tom 1: Płomień i KiełRazem na bezludnej wyspieProjekt hybryda 1

Najnowsze publikacje

Róża diabła 2: Miłość w kajdanachNiezłomni i żarliwiZałamani 3: Złamani na zawszeLuna de Verano Księga 1: Mate AlfyZwiązani krwią i przeznaczeniem

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Once Upon a time…

by Masquerading

liczba książek: 6

Ranchers/Rural Life

by Masquerading

liczba książek: 25

Recommend

by Ellen Fairyblue

liczba książek: 10

C.Swallow&M.C.Claire

by Kricketlyn

liczba książek: 14

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 34

Paranormals & Fantasy Finished

by Jaguar

liczba książek: 10

Wishlist

by Annia54

liczba książek: 79

Short ones

by LoryIo_828

liczba książek: 10

ARRI STONE

by goshka

liczba książek: 7

Book in a Series

by Katgirl275

liczba książek: 29

Hot 🌶🔥

by nicila88

liczba książek: 39

A Must Read

by Sintha

liczba książek: 143

Divine Dragons Series

by JamieLynne

liczba książek: 4

Makes me crave more

by DragonwingsV

liczba książek: 20

My COWBOYS 💙 ❤️

by Kricketlyn

liczba książek: 31