
Za zasłoną: Anioł Syreny
Autorzy
Lektury
218K
Rozdziały
39
Rozdział 1
„To twoja jedyna szansa”, szepnął mi do ucha, gdy leżałam na zimnej, twardej podłodze. „Albo teraz uciekniesz, albo tu zginiesz”.
Moje ciało bolało, gdy słyszałam jego słowa. Jednak skądś z głębi mnie, w moich żyłach zapulsowała siła.
Powoli się podniosłam. Kręciło mi się w głowie, a moje ciało protestowało. Ale moja determinacja zwyciężyła, pozwalając mi niepewnie stanąć na nogi.
Mężczyzna stał blisko mnie. Rozglądał się i nasłuchiwał, czy moi oprawcy nie zbliżają się do małego, brudnego pokoju. Mój obraz jego postaci był zamazany, ale znajomy. Miał miodowoblond włosy, ciemnobrązowe oczy i smukłą, lecz silną budowę ciała. Był ubrany w brudne dżinsy i luźną, ciemną koszulę.
Był jedynym, który próbował mi pomóc w ciągu ostatnich kilku lat. A teraz starał się uratować mnie przed moim marnym losem.
Moje nogi drżały tak bardzo, że musiałam trzymać się ściany, aby utrzymać równowagę, próbując iść naprzód. Mężczyzna wsunął ramię pod moje pachy, żeby mi pomóc. Wyjrzał przez drzwi, a potem pociągnął mnie za sobą.
Korytarz, do którego weszliśmy, był tak samo brudny jak pokój, w którym byłam. W oddali słyszałam krzyki. To bez wątpienia jakaś biedna dusza, która cierpiała tak jak ja.
Mężczyzna zignorował te krzyki. Pomógł mi pospieszyć korytarzem w stronę brudnych, metalowych drzwi, które znajdowały się na jego końcu. „Tędy, Anya”, ponaglił mnie cicho.
Na zewnątrz było niewiarygodnie jasno, kiedy otworzył drzwi. Tak jasno, że ledwo mogłam cokolwiek zobaczyć. Ile minęło czasu, odkąd byłam w świetle słońca lub czułam jego ciepło? Zapach sosen i trawy uderzył we mnie z pełną siłą. Prawie mogłam posmakować wilgoci pobliskiego lasu, która unosiła się w powietrzu.
Wolność! Tak właśnie smakowała wolność!
Ten spokój został przerwany przez dźwięk krzyków, dobiegających skądś ze zniszczonego budynku. Moje serce zaczęło bić szybciej, gdy panika wypełniła moją pierś.
Wiedzieli, że zniknęłam! Wiedzieli, że próbuję uciec!
Mężczyzna popchnął mnie naprzód. „Idź! Uciekaj stąd!”, rozkazał.
Zanim się zorientowałam, biegłam do otaczającego nas lasu. Nie miałam pojęcia, dokąd zmierzam. Widziałam tylko labirynt drzew wokół mnie, kiedy ślepo pędziłam przed siebie.
Gałązki i liście pękały i trzeszczały pod moimi bosymi stopami. Rzepy boleśnie wbijały się w moją skórę. Czułam, że moje płuca zaraz eksplodują, ale nie mogłam się zatrzymać. Gdybym to zrobiła, złapaliby mnie. A gdyby tak się stało, umarłabym.
Słyszałam w oddali krzyki, kiedy potknęłam się o korzeń drzewa. Upadłam, uderzając w pobliskie drzewo. Krzyknęłam, zadrapując sobie bok. Szybko się jednak podniosłam i ruszyłam dalej.
Dalej przedzierałam się przez gęste zarośla, aż w końcu dotarłam do stromego urwiska. Zatrzymałam się i spojrzałam przez krawędź. Moje oczy próbowały skupić się na tym, co było przede mną. Wyglądało to na spadek z około trzech metrów. Boki i dno były pełne kamieni, a przez środek płynęła mała rzeka.
Woda nie wyglądała na bardzo głęboką i była wystarczająco czysta, abym mogła zobaczyć dno.
Nadstawiłam uszu, szukając dźwięku krzyków lub kroków. Ale słyszałam tylko śpiew ptaków i szumiącą wodę w dole. Wzięłam kilka głębokich oddechów, choć płuca wciąż mnie bolały. Moje ciało było tak słabe. Czułam, że zaraz zemdleję, jeśli spróbuję iść dalej.
Nie wiedziałam, co robić. To urwisko ciągnęło się chyba kilometrami i nie wydawało się, żeby można było je obejść.
Nagłe skrzeczenie ptaka przestraszyło mnie. Podskoczyłam, a moja stopa poślizgnęła się na brzegu urwiska. W następnej chwili staczałam się w dół, a uderzenie o wodę pozbawiło mnie tchu.
Ból przeszył moje ciało, uniemożliwiając mi jakikolwiek ruch. Mogłam tylko tam leżeć. Czułam zimną wodę, która obmywała mój prawy bok.
Nie miałam nawet siły płakać, leżąc tam i myśląc o tym, jak tragicznie potoczyło się moje życie. Wcale nie chciałam takiego losu. Nie mogłam powiedzieć, bym kiedykolwiek doświadczyła w nim czegoś dobrego. Tylko zniszczenie i śmierć.
Jak wielu innych zginęło w tamtym miejscu, podczas gdy ja wciąż żyłam, mimo tych wszystkich tortur?
Zdecydowanie zbyt wielu, pomyślałam, zamykając oczy. Może sobie na to zasłużyłam.
Choć to wszystko było okropne, bycie tutaj wydawało się o wiele spokojniejsze niż większość moich wspomnień. Las był tak cichy, a delikatny szum wody działał kojąco. Czułam ciepłe promienie słońca, podczas gdy ptaki wciąż śpiewały wysoko na drzewach.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Jeśli miałam umrzeć, to przynajmniej mogłam to zrobić tutaj, w spokoju.
Wróciłam do rzeczywistości, kiedy usłyszałam, że coś uderza o wodę blisko mnie. Spięłam się, a moje serce zaczęło szybciej bić. Usłyszałam, jak ktoś idzie w moją stronę.
O Boże! Czy mnie znaleźli?!
Nie, czekaj. To uczucie nie przypominało tego, co czułam w obecności tych, którzy trzymali mnie w niewoli. To było czystsze i bardzo potężne.
Zatrzymali się za mną i uklękli. Poczułam delikatny dotyk palców na boku szyi, kiedy ktoś sprawdzał mój puls.
„Żyjesz”, usłyszałam męski głos.
Nigdy od nikogo nie czułam takiej aury jak od niego. Jednak nie mogłam ruszyć ciałem. Nawet przy próbie ruchu czułam się tak, jakbym ważyła setki kilogramów.
Ta osoba stanęła przede mną. Zobaczyłam czarne buty i spodnie, gdy przyklęknął obok. Podniosłam wzrok i zauważyłam, że był to młody mężczyzna. Wyglądał na jakieś dziewiętnaście, może dwadzieścia lat. Miał przystojną twarz, a jego oczy były pełne troski, gdy na mnie patrzył.
Zamrugałam, próbując przetworzyć to, co widziałam. Chociaż miał ludzkie rysy, było jasne, że nie był człowiekiem. Miał złote tęczówki, a jego rzęsy wyglądały, jakby były białe. Jego włosy również były bardzo jasne, jednak przysięgłabym, że widziałam w nich jasnoniebieskie pasemka, lśniące w słońcu, kiedy pochylał się nade mną.
„Proszę… pomóż mi…”, zdołałam wyszeptać.
Chłopak spojrzał przez ramię, gdy usłyszeliśmy dźwięk biegu w lesie za urwiskiem.
„Rozumiem. Więc tak to wygląda”, mruknął chłopak.
Poczułam powiew powietrza nade mną, kiedy znów na mnie spojrzał. Zdałam sobie sprawę, że za jego plecami rozpościerają się teraz duże, ciemne skrzydła. Delikatnie mnie podniósł. Chociaż bolało jak diabli, mogłam tylko się skrzywić. „Nie ma czasu, żeby się nimi zająć. Nie, kiedy jesteś w tak złym stanie. Myślisz, że wytrzymasz na tyle długo, abym mógł ci pomóc?”
„Czym… czym jesteś…?”, westchnęłam.
Chłopak pogładził moją twarz, odgarniając moje wilgotne włosy do tyłu. „Nie wysilaj się. Oszczędzaj siły i pozwól mi cię uratować”.
Jego skrzydła zatrzepotały. Zanim się zorientowałam, leciał ze mną w dół urwiska. Kiedy to robił, moje oczy znowu zaczęły robić się ciężkie i ostatecznie straciłam przytomność.
Budzenie się było powolnym procesem. Pierwszym dźwiękiem, jaki zarejestrowałam, było tykanie zegara. Było delikatne i rytmiczne. Działało kojąco na moje zmysły. Leżałam nieruchomo, chłonąc ciepło, które otulało moje ciało, i miękkość pode mną.
Czy byłam w łóżku? Nie pamiętałam, kiedy ostatni raz miałam przywilej w nim leżeć.
Powoli otworzyłam oczy, mrugając kilka razy, aby wyostrzyć wzrok. Pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłam, było coś, co wyglądało na niebieski baldachim nad łóżkiem. Zdezorientowana, odwróciłam głowę, żeby zbadać otoczenie.
Nie wyobrażałam sobie tego. Naprawdę byłam w sypialni.
Wydawało się, że to duża i luksusowa sypialnia. Widziałam komodę i dębową szafę, a obok elegancką, białą toaletkę. Okna po lewej stronie pokoju ciągnęły się od podłogi do sufitu. Były szeroko otwarte, pozwalając, aby ciepła bryza falowała niebieskimi, satynowymi zasłonami.
Gdzie ja jestem?, zastanawiałam się. Czy to ma być Niebo?
Zbierając siły, powoli spróbowałam usiąść. Złapałam się za głowę, bo w uszach dzwoniło mi echem. Zamknęłam oczy na kilka minut, żeby to minęło.
Kiedy je otworzyłam, zobaczyłam siebie w lustrze toaletki po drugiej stronie pokoju. Moje ciemne włosy były rozczochrane, opadając na moje zielone oczy. Wyglądało jednak na to, że ktoś mi je umył. Byłam teraz ubrana w za dużą, białą koszulę.
Patrząc w dół, zdałam sobie sprawę, że pod koszulą mam bandaże. To oznaczało, że ktoś również zajął się moimi ranami. Doszłam do wniosku, że po wszystkim musieli położyć mnie w tym pokoju, żebym doszła do siebie. Nie miałam jednak pojęcia, jak długo tam byłam.
Klamka pobliskich drzwi nagle kliknęła. Skierowałam tam swoją uwagę, gdy się otwierały. Do środka weszła dziewczyna. Wyglądała jak nastolatka, ale widziałam, że nie była człowiekiem. Jej długie, jasne zielone włosy wdzięcznie spływały na ramiona i plecy. Miała spiczaste uszy i jasnofioletowe oczy. Nosiła prostą, białą sukienkę ze wzorem kwiatów wiśni na spódnicy. Posłała mi przyjazny uśmiech, kiedy mnie zobaczyła.
„O rany, w końcu się obudziłaś!”, zawołała radośnie.
Miałam trudności ze znalezieniem głosu. Moje gardło bolało mnie, gdy mówiłam. „Kim jesteś? Gdzie ja jestem?”
Kręciło mi się w głowie od świadomości, że to, co wydarzyło się w tamtym lesie, było prawdziwe. Jakieś stworzenie mnie uratowało i przyniosło w to miejsce.
Dziewczyna, która wyglądała na Elfa, usiadła obok mnie i chwyciła moją dłoń. Uścisnęła ją pokrzepiająco.
„Nie musisz się bać. Jesteś tu bardzo bezpieczna. Mistrz przyniósł cię, po tym jak znalazł cię ranną. Zajęliśmy się twoimi ranami. Przy odrobinie odpoczynku bardzo szybko powinnaś w pełni wyzdrowieć”, zapewniła mnie.
„Czyli gdzie?”, zapytałam.
Spróbowałam przesunąć się na brzeg łóżka, ale ona szybko mnie powstrzymała.
„Proszę, spokojnie. Możesz zrobić sobie krzywdę, jeśli będziesz się ruszać zbyt szybko”.
„Wszystko w porządku. Chcę tylko trochę wyżej usiąść”.
Elfka wydawała się niechętna, ale pomogła mi usiąść na brzegu łóżka. Pozwoliłam moim nogom swobodnie zwisać, podczas gdy ona nalała mi szklankę wody z dzbanka, który stał na pobliskim stoliku.
„Proszę bardzo. Brzmisz trochę chrapliwie, więc śmiało to wypij”, zaproponowała.
„Dzięki”, powiedziałam. Wzięłam łyk wody, upewniając się, żeby pić powoli, aby nie poczuć się źle. Dobrze było poczuć wodę w suchym gardle. Pomogło mi to mówić wyraźniej. „Kim jesteś?”
„Och, przepraszam. Zachowuję się niegrzecznie, prawda? Mam na imię Maline. Jestem tu służącą pod rozkazami Mistrza Lyrica. Prosił, abym się tobą zaopiekowała, dopóki nie wyzdrowiejesz”, wyjaśniła Elfka.
„Więc jesteś Elfem?”
„Zgadza się”, potwierdziła Maline. Przysunęła się trochę bliżej mnie, patrząc mi w oczy. „Ale dość o mnie. Ty jesteś o wiele bardziej interesująca. Jesteś Nephilim, prawda?”
A więc wiedziała, kim jestem. Zastanawiałam się, czy mogła to wyczuć, czy ktoś jej powiedział.
Ale kiedy to przetwarzałam, zarejestrowałam to, co powiedziała wcześniej. Stwierdziła, że jest służącą, a jej mistrz, ktoś o imieniu Lyric, poprosił ją, by się mną zaopiekowała. Czy to on mógł mnie uratować?
„Owszem, ale kim jest Lyric? Czy to on mnie tu przyniósł?”, zapytałam ją.
„Tak. To było dość zaskakujące, kiedy tak z tobą wszedł. Jednak upierał się, że ci pomoże. To on podejmuje wszystkie decyzje, więc oczywiście zrobiliśmy, co w naszej mocy. To nie tak, że moglibyśmy się temu kiedykolwiek sprzeciwić”, wyjaśniła Maline.
Zaczynałam powoli rozumieć sytuację, w której się znalazłam. Bycie urodzoną ze świadomością, że jestem w połowie człowiekiem, a w połowie Aniołem, wiązało się z pewnym przywilejem. Znałam sekrety, które trzymano w tajemnicy przed większością ludzi, na temat tego, jak zbudowane są światy.
Podobnie jak Niebiosa i Piekła, istniał inny świat. Został stworzony obok tego śmiertelnego, który ludzie nazywali domem. Można było się do niego dostać tylko przez specjalne portale. Mogły przez nie przejść tylko nadprzyrodzone istoty. Albo pechowi ludzie mogli tam przypadkiem wpaść. Ten świat służył jako dom dla stworzeń, które ludzie uważali teraz za mity, ale które zawsze były bardzo prawdziwe.
To był świat, który większość nazywała Veil.
„Jestem w Veil”, szepnęłam, pozwalając, by to do mnie dotarło.
„Zgadza się”, potwierdziła Maline.
Stanęła przede mną z przyjemnym uśmiechem na twarzy, przyglądając mi się. Wszystko w niej było szczerze przyjazne. To pomogło mi poczuć się trochę lepiej, ale niewiele. Wciąż nie miałam pojęcia, jakie były ich intencje. Potężniejsze istoty po tej stronie zazwyczaj nie przychodziły do śmiertelnego świata. A już na pewno nie po to, żeby kogoś stamtąd uratować, nawet jeśli nie był on do końca człowiekiem.
Bardzo się starałam uporządkować myśli, zadając jej kolejne pytania.
„Czy wiesz, dlaczego twój mistrz mi pomógł i przyniósł mnie tutaj?”
„Obawiam się, że nie mogę wypowiadać się w jego imieniu. Ale chciałabym myśleć, że zrobił to, ponieważ uważał to za słuszne. Pod wieloma względami jesteś bardzo podobna do nas”, odpowiedziała Maline.
Podeszła do zasłon. Odsłoniła je, aby wpuścić więcej powietrza i światła słonecznego. Na zewnątrz było pięknie. Ciepłe powietrze, które mnie owiało, było zachęcające. Chciałam zobaczyć, co jest na zewnątrz, więc powoli spróbowałam wstać.
Ale to okazało się złym pomysłem. Moje nogi wciąż były słabe i od razu ugięły się pode mną. Wydałam z siebie cichy okrzyk, chwytając się brzegu łóżka, by nie upaść na podłogę.
Maline pośpieszyła do mnie. Wsunęła ramię pod moje pachy, aby pomóc mi usiąść na brzegu łóżka.
„Ostrożnie! Dopiero się obudziłaś. Twoje ciało potrzebuje czasu na regenerację”, ostrzegła.
„Przepraszam”, szepnęłam. Czułam się zawstydzona swoją słabością. „Chciałam tylko wyjrzeć na zewnątrz. Muszę upewnić się, że mnie nie ścigają”.
„Zaufaj mi, nikt cię tu nie będzie ścigał. Zrobienie tego oznaczałoby ściągnięcie na siebie gniewu Mistrza Lyrica, a to zadanie dla głupca”, zapewniła mnie Maline.
„Ale…”
Miałam właśnie odpowiedzieć, gdy drzwi znów się otworzyły. Moje oczy rozszerzyły się, kiedy zobaczyłam wchodzącego mężczyznę. To był ten, który mnie uratował. Wyglądał bardzo podobnie do tego, co zapamiętałam z mojego na wpół zamazanego widzenia. Teraz był ubrany swobodnie w ciemne spodnie i luźną, białą koszulę.
Maline ukłoniła się uprzejmie, gdy podszedł do nas.
„Dzień dobry, Mistrzu Lyricu. Przepraszam, że nie spodziewałam się twojej wizyty tak wcześnie”.
„Nic nie szkodzi”, odpowiedział Lyric. Machnął na nią lekceważąco ręką, po czym odwrócił się do mnie. „Widzę, że nasz gość się obudził. Proszę, wyjdź, abym mógł porozmawiać z nią na osobności. Jeśli chcesz być użyteczna, przygotuj jej coś do jedzenia. Jestem pewien, że tego potrzebuje”.
„Natychmiast, panie”, natychmiast zgodziła się Maline. Skinęła do mnie głową, zanim wyszła z pokoju. „Do zobaczenia wkrótce. Proszę, pamiętaj, by oszczędzać siły”.
Czułam się trochę nieswojo, kiedy wyszła. Nie podobał mi się pomysł bycia sam na sam z tym mężczyzną. Nawet jeśli mnie uratował.
Lyric stanął przede mną, uważnie mi się przyglądając. Siedziałam bardzo cicho, podziwiając jego złote oczy. Teraz nie widziałam jego skrzydeł. Być może schował je do swoich pleców. Był to talent, który posiadali również Nephilim.
W końcu się odezwał. „Cieszę się, że nie śpisz i próbujesz usiąść. Wydaje się jednak, że nadal czujesz się dość słaba. Jesteś też strasznie chuda. Kiedy ostatni raz coś jadłaś?”
„Nie pamiętam”, odpowiedziałam szczerze.
„Rozumiem”. Wydawał się nad tym zastanawiać, po czym mówił dalej: „Jesteś Nephilim, prawda? Zwracanie się tak do ciebie wydaje się trochę niegrzeczne. Jak masz na imię?”
„Anya”.
„Tylko Anya?”
„Czy potrzebujecie tu nazwisk?”
Lyric zachichotał. „Dobra uwaga. Nazwiska rodowe w Veil rzadko się zdarzają. To dziedzictwo jest wysoko cenione”.
„Masz na imię Lyric, prawda? Jesteś uważany za alfę w tym świecie?”, zapytałam.
Miało to sens. Zważywszy na to, co Maline powiedziała mi o jego potędze i o tym, jak nikt nie ośmielał się mu sprzeciwić.
„Tak, jestem alfą. Ale jestem też kimś więcej. Jestem obecnym władcą Wschodnich Krain”, odpowiedział Lyric.
Wpatrywałam się w niego, gdy jego słowa do mnie docierały. Był jednym z władców w tym świecie?
Dawno temu słyszałam o tym historie od mojego ojca. Cztery istoty władały krainami w Veil, po jednej na każdy kierunek świata: północ, południe, wschód i zachód. Te stworzenia były najpotężniejszymi alfami pod względem siły, umiejętności i intelektu. Większość innych nigdy nie odważyłaby się rzucić im wyzwania. Z wyjątkiem Aniołów i Demonów, a nawet wtedy mogliby stoczyć trudną walkę.
Patrząc na Lyrica, powoli uświadamiałam sobie, że patrzę właśnie na jednego z nich. Mógł mieć ludzką postać, ale stał znacznie wyżej od większości istot, które kiedykolwiek spotkałam.
„Mówisz poważnie?”, zdołałam zapytać. „Jesteś tu jednym z władców?”
„Owszem. Jak pewnie wiesz, jest nas czterech. Zazwyczaj jednak nie trzymamy się razem. Jak powiedziałem, jestem władcą Wschodnich Krain, w których obecnie się znajdujesz. Ale podczas gdy większość zwraca się do mnie panie lub mistrzu, wolałbym, żebyś nazywała mnie po prostu po imieniu”, odpowiedział Lyric.
„Lyric”, powtórzyłam. „To unikalne imię”.
„Lubię mówić, że jestem dość unikalny, więc chyba pasuje”. Usiadł na łóżku obok mnie. Jego zachowanie stało się trochę poważniejsze, gdy na mnie patrzył. „Ale pomijając to wszystko, martwi mnie to, jak cię znalazłem. Co tam się działo, że zostawiło cię w takim stanie? Wyczułem, że inni Nephilim cię szukali, kiedy cię zabrałem. Czy to oni są odpowiedzialni za obrażenia i blizny, które masz?”
Pokręciłam głową, nie mogąc spojrzeć mu w oczy. Nie chciałam o tym rozmawiać. To było zbyt bolesne i zawstydzające.
„To długa historia”.
„Mam czas”, odpowiedział Lyric bez wahania.
Moim pierwszym odruchem było powiedzieć mu, że to nie jego sprawa. Ale to nie wydawało się słuszne. Uratował mnie. Zadał sobie trud, żeby zająć się moimi ranami i pozwolił mi tu zostać, abym doszła do siebie. Byłam mu coś winna, nawet jeśli odmówię wchodzenia w szczegóły.
„To nie tak, że nie jestem wdzięczna za twoją pomoc. Po prostu nie lubię o tym rozmawiać. Jeśli naprawdę musisz wiedzieć, zostałam porwana przez okropnych Nephilim kilka lat temu. Od tamtej pory przeszłam przez piekło. Gdybym nie uciekła wtedy, skończyłoby się to moją śmiercią. Gdybyś się tam nie pojawił, to pewnie po prostu bym tam leżała i pozwoliła sobie umrzeć”.
Lyric powoli skinął głową, patrząc w stronę otwartych okien.
„Rozumiem. Ale wydaje mi się, że masz w sobie dużą wolę życia. To dość godne podziwu, biorąc pod uwagę wszystko, przez co musiałaś przejść”.
„Pewnie będą mnie szukać. Nikt nigdy nie ucieka od nich z życiem”, wyznałam. Spojrzałam na swoje bose nogi. Nadal były podrapane i posiniaczone po ucieczce. Wyglądało jednak na to, że już zaczęły się goić. Większość drobnych ran nigdy nie utrzymywała się na mnie zbyt długo.
„Nie musisz się o to martwić. To są moje ziemie. Tylko głupiec wystąpiłby przeciwko mnie”, przypomniał mi Lyric.
„Każesz mi tu zostać?”, zgadłam, gdy wstał.
„Nigdy bym cię do niczego nie zmuszał. Chcę ci po prostu zaoferować schronienie. Możesz zostać u mnie tak długo, jak sobie tego życzysz, a ja zadbam o to, abyś była bezpieczna”, zaproponował Lyric.
To była kusząca oferta. Nic w Lyricu nie wydawało się groźne. Poza tym, szczerze mówiąc, byłam pewna, że żadne szanujące się stworzenie nigdy nie odważyłoby się zamknąć w klatce Nephilim. A już na pewno nie władca po tej stronie rzeczywistości. Zrobienie tego byłoby proszeniem się o możliwy gniew ze strony Niebios lub Piekieł.
Zdołałam się uśmiechnąć, gdy skinęłam mu głową.
„Dobrze. Chciałabym na razie tak zrobić. Obiecuję, że nie będę dla ciebie ciężarem. Zostanę, dopóki nie odzyskam sił i nie znajdę dobrego miejsca na ukrycie się”.
„W porządku, jeśli tego chcesz. Ale możesz teraz również uznać to miejsce za swój dom. Nie ma powodu, dla którego musiałabyś czuć, że musisz wyjechać po tym, jak wyzdrowiejesz. Zdecydowanie wolałbym, żebyś została ze mną. Mam przeczucie, że moglibyśmy się całkiem nieźle dogadać”.
Przyznaję, że nie przepadałam za tym całym pomysłem. Nie mogłam sobie jednak pozwolić na odrzucenie tak dobrej oferty. Przynajmniej tutaj mogłabym w pełni wykorzystać mój czas na powrót do zdrowia.
Wtedy, miejmy nadzieję, mogłabym zniknąć na dobre po drugiej stronie i nigdy by mnie nie znaleźli. Zanim nadejdzie ten czas, nie miałam innego wyjścia. Musiałam polegać na litości tego stworzenia.
Poza tym, co szkodziło w zostaniu przyjaciółmi, tak jak sobie tego życzył? Posiadanie potężnych przyjaciół było plusem w naszym świecie.
Kolejny ciepły podmuch powietrza wpadł przez okna. Zafalował zasłonami i przeczesał moje włosy. Zamknęłam oczy, rozkoszując się tym delikatnym uczuciem. Znów pomyślałam, że tak właśnie wygląda wolność.
Jak bardzo za tym tęskniłam. Nawet jeśli nie czułam się jeszcze całkowicie wolna.
Lyric to zauważył. „Mogę ci pomóc, jeśli chciałabyś wyjść na chwilę na zewnątrz. Chyba też nie lubiłbym być zamknięty w taki dzień”, zaproponował.
„Byłoby miło, ale nie mogę jeszcze chodzić. Moje nogi są wciąż zbyt słabe”, wyznałam.
„To żaden problem. Mogę cię tam zanieść”.
Zesztywniałam nieświadomie na samą myśl o byciu noszoną. Nawet nie podobał mi się pomysł, by ktokolwiek mnie w jakikolwiek sposób dotykał.
Lyric ukląkł przede mną. „Chyba wiem, co myślisz. Ale obiecuję ci, że nigdy nie zrobiłbym nic, by cię zranić. Po prostu cię zaniosę. I nie dotknę cię, chyba że mi na to pozwolisz, dobrze?”
To sprawiło, że poczułam się trochę lepiej. Próbowałam odepchnąć lęki. Mogłam to zrobić. Gdybym poddała się strachowi przed tak małą rzeczą, nie byłoby szans, abym mogła ruszyć dalej ze swoim życiem.
„Dobrze. Pod warunkiem, że dotrzymasz obietnicy”, zgodziłam się niechętnie.
„Oczywiście”. Lyric stanął przede mną. Pochylił się, abym mogła objąć go ramionami za szyję.
Ostrożnie mnie podniósł. Wsunął jedno ramię pod moje kolana, a drugie za moje plecy. Przełknęłam zdenerwowanie na tyle, na ile mogłam. Próbowałam skupić się na wyjściu na zewnątrz. Musiałam przyznać, że też byłam pod wrażeniem. Mógł mieć smukłą budowę, ale z pewnością był dobrze i silnie zbudowany.
Lyric podszedł ze mną do okna i stanął na parapecie. Padło na nas jasne światło słoneczne, przyjemne i ciepłe wraz z bryzą. Poczułam cichy szum powietrza, gdy wyłoniły się jego skrzydła.
Użył ich, żeby łagodnie opaść ze mną na ziemię. Po raz pierwszy zorientowałam się, że mój pokój znajdował się na trzecim piętrze.
Spojrzałam na miejsce, w którym byłam, gdy Lyric niósł mnie na dziedziniec. Było ogromne. Przypominało mi pałac, który w ludzkim świecie zostałby zbudowany w średniowieczu. Wydawało się, że ma cztery piętra. Posiadał bardzo duże okna i wieżyczki na obu końcach.
Dziedziniec, na którym się znajdowaliśmy, skrywał piękny ogród. Miał ścieżki prowadzące do lasu oddalonego o kawałek stąd.
Lyric zabrał mnie do dużej altany ukrytej wśród krzewów róż. Wewnątrz znajdował się marmurowy stół i pięć pluszowych krzeseł. Delikatnie posadził mnie na jednym z krzeseł. Potem sam usiadł na krześle obok.
„To rozumiem. Bardzo lubię, kiedy wreszcie nadchodzi wiosna”, skomentował.
„Jest tu pięknie. Macie wspaniałe ogrody, a ten pałac jest niezwykły”, powiedziałam mu.
Lyric się uśmiechnął. „Dziękuję za komplement. Bardzo się staramy, żeby było tu jak najładniej”.
Oparłam się plecami, próbując się zrelaksować. Rzeczywiście było przyjemnie, a co ważniejsze, czułam się bezpiecznie. Jedyną rzeczą, jaką bym zmieniła, było przebywanie tylko w tej dużej koszuli. Musiałam o tym porozmawiać z Lyrikiem. Nie byłam jednak na to jeszcze gotowa.
Czułam, że już i tak wiele od niego wymagam.
Wyczuwałam, że Lyric mnie obserwuje, gdy tam siedzieliśmy. Starałam się jednak nie zwracać na to uwagi, skupiając się bardziej na otoczeniu. Wciąż byłam tym wszystkim zafascynowana. Nie wyobrażałam sobie, że Veil jest tak piękne.
Zastanawiałam się, czy inne obszary też tak wyglądają. Albo czy to miejsce było zarezerwowane tylko dla członków rodziny królewskiej.
Maline wyszła po jakichś pięciu minutach. Niosła tacę z napojami. Na jej środku znajdował się duży półmisek przykryty srebrną kopułą. Domyśliłam się, że to jedzenie, o którego przygotowanie Lyric ją poprosił.
„Dzień dobry. Przyniosłam trochę przekąsek i jedzenia dla naszego gościa”, powiedziała, stawiając tacę na stole. Zdjęła pokrywkę z półmiska. Odkryła talerz z warzywami, ryżem i czymś, co wyglądało na grillowany filet z ryby.
Spojrzała na Lyrica, stawiając talerz przede mną. „Czy mogę ci coś przynieść, panie?”
„Nie, w porządku. Dziękuję, Maline”, odpowiedział Lyric.
Maline grzecznie ukłoniła się jemu i mnie. „Oczywiście, Mistrzu. Proszę o wybaczenie, pójdę zmienić pościel naszej pani, żeby miała świeżą”.
Poczekałam, aż sobie pójdzie, żeby się odezwać. „Czy ona jest tu jedną z twoich głównych służących?”
„Owszem. Sądzę, że poproszę ją, aby opiekowała się również tobą, dopóki tu będziesz. Wydaje się być dla ciebie odpowiednia”, odpowiedział Lyric.
„Nie potrzebuję osobistych służących. Wiem, jak o siebie zadbać”, przypomniałam mu.
„Wiem o tym. Ale zawsze dobrze jest mieć kogoś, kogo możesz wezwać w razie potrzeby. Oczywiście zawsze możesz też zwrócić się do mnie. Chciałbym, abyśmy się lepiej poznali, podczas gdy zdecydujesz się tu być. Przyjaźń nie zaszkodzi, nie sądzisz?”, zasugerował Lyric.
„Chyba nie”, zgodziłam się. Spróbowałam kęs przyniesionego mi jedzenia. Smakowało dobrze, ale przypomniałam sobie, by nie jeść szybko. Wcale by mi to nie pomogło, gdybym poczuła się źle.
Lyric wziął łyk swojego napoju. „Skoro o tym mowa, myślę też, że chciałbym wezwać Jewel, by uszyła ci jakieś ubrania. To dość oczywiste, że potrzebujesz odpowiedniej odzieży, skoro już tu jesteś”, ciągnął dalej.
„Mówisz tak, jakbym miała tu zostać na długo”.
„Trudno powiedzieć. Ale nie możesz ciągle biegać tylko w tej koszuli. A to niewiele, co miałaś na sobie w tym lesie, z pewnością nie było warte zachowania”.
Nadal byłam sceptyczna. „Chyba nie będę u ciebie zadłużona z powodu tego wszystkiego, prawda?”
Lyric się zaśmiał. Oparł łokieć na stole, opierając policzek na dłoni. „Wcale nie. To, że decyduję się coś dla ciebie zrobić, nie oznacza, że oczekuję czegoś w zamian. Oprócz twojego towarzystwa, na tyle, na ile chcesz mi go dotrzymać. Lubię myśleć, że w głębi duszy jestem miłym facetem”.
Nagle w pobliżu stołu uniosła się mgła. Obserwowałam, jak wiruje, przybierając postać mężczyzny. Był ubrany w luźne, ciemne spodnie i czarną koszulę. Na nią miał narzuconą drugą, dłuższą, przypominającą szatę. Miał ciemną karnację. Z jego tętniących życiem niebieskich oczu spoglądało spojrzenie otoczone długimi kosmykami kudłatych, ciemnobrązowych włosów. Czarne rogi wyginały się po bokach jego głowy, wyrastając z tych gęstych włosów.
Lyric przemówił, jakby się go spodziewał. „Oto i jesteś, Soliel. Ufam, że wszystko poszło dobrze”.
„Owszem”, potwierdził mężczyzna. Podszedł do stołu i skłonił nam głowę. „Widzę, że młoda pani już nie śpi. Mam nadzieję, że wracasz do zdrowia w dobrym tempie, panienko”.
Zdołałam skinąć głową. „Chyba tak. Ale nie jestem jeszcze długo na nogach”.
„To mój Mag, Soliel”, przedstawił mnie Lyric. „Uważam go za moją prawą rękę. Zajmuje się dla mnie drobniejszymi problemami. Podobnie jak w przypadku Maline, możesz śmiało prosić go o wszystko, czego tu potrzebujesz”.
„Więc jesteś Magiem?”, zapytałam.
„Zgadza się”, odpowiedział Soliel. Ujął moją dłoń, pochylając głowę w uprzejmym geście. „Z niecierpliwością czekam, by ci służyć, moja pani”.
Och, nigdy się do tego nie przyzwyczaję. Byłam tego pewna. Ale zepchnęłam tę myśl na bok. Po prostu starał się być miły.
„Dziękuję”.
„Przechodząc dalej. Czy Namak nadal nalega na to popołudniowe spotkanie?”, zapytał Lyric.
„Obawiam się, że tak. Rozmawiałem z nim wcześniej, próbując zmienić jego zdanie. On jednak twierdzi, że nie chce kontaktować się przeze mnie. Musi porozmawiać z tobą osobiście”, wyjaśnił Soliel.
„Oczywiście”, westchnął Lyric. Wyglądał na trochę poirytowanego. „Pewnie nie mam wyjścia. Będzie musiał jednak poczekać, aż uznam, że mam czas. Czekałem, aż Anya się obudzi. Słusznie jest spędzić z nią czas. Ona jest moim gościem”.
„Rozumiem, panie. Upewnię się, że jest tego w pełni świadomy. A teraz pozwolę sobie odejść, by już nie przeszkadzać”, zgodził się Soliel.
„Dziękuję, Soliel. Doceniamy to”.
Mag zniknął w mgnieniu oka. Kiedy to zrobił, spojrzałam na Lyrica. „Czy to naprawdę w porządku, że odkładasz takie spotkanie?”
„Wszystko w porządku. To spotkanie to tylko formalności. Soliel mógłby sobie z nim poradzić. Ten przywódca miasta bywa wybredny i chce rozmawiać tylko ze mną. Skoro tak nalega, to odbędzie się to na moich warunkach”, odpowiedział Lyric.
„Chyba to rozumiem. To ty tu pociągasz za sznurki”, przyznałam, kończąc posiłek. Dobrze było mieć pełny żołądek. Miałam wrażenie, że minęły lata, odkąd miałam okazję tego doświadczyć.
Wiosenne powietrze działało kojąco. Oparłam się na krześle, chłonąc światło słoneczne i piękne kwiaty w otaczającym nas ogrodzie. Było tam tak cicho i spokojnie. Czułam się jak w jakimś pięknym śnie. Choć nie znosiłam się do tego przyznawać, zaczynałam robić się śpiąca. Jedzenie dało o sobie znać.
Lyric też to zauważył. „Jesteś na nogach już od dłuższego czasu. Być może powinnaś jeszcze trochę odpocząć”, zasugerował.
„Przepraszam. Mówiłeś, że chcesz spędzić ze mną czas. Ale nie sądzę, żebym była teraz najlepszym towarzystwem”, przeprosiłam.
„Nie musisz się tym martwić. Wiele przeszłaś. Twoje ciało potrzebuje czasu, aby się zregenerować”, przypomniał mi Lyric. Wstał i pozwolił mi objąć się za szyję. Ponownie mnie podniósł. „Zabiorę cię do środka. Maline powinna już zmienić ci pościel, więc będziesz mogła wygodnie spać”.
Skinęłam głową, trzymając się go mocno. Wyniósł mnie z altany i poleciał z powrotem do otwartego okna sypialni, którą mi przydzielono. Kiedy podszedł do łóżka, poczekałam, żeby go puścić i odezwałam się. „Niezależnie od wszystkiego, dziękuję ci za to wszystko”.
Na jego twarzy błąkał się łagodny uśmiech, gdy kładł mnie na łóżku. „Nie musisz mi dziękować. I tak bym ci pomógł”, zapewnił mnie. Delikatnie przesunął dłonią po moim policzku i czole. Odgarnął do tyłu moje długie włosy. „A teraz odpoczywaj. Musisz dać sobie czas na powrót do zdrowia”.
„Tutaj jest naprawdę bezpiecznie, prawda?”, upewniłam się. Sięgnęłam w górę i chwyciłam go za rękę. Skóra na jego dłoni była szorstka. Świadczyło to o tym, że najprawdopodobniej świetnie radził sobie z mieczem.
„Owszem. Ale dla ciebie upewnię się o tym podwójnie”, obiecał Lyric. Ścisnął moją dłoń i wyprostował się. „Maline będzie tu zaglądać, żeby sprawdzić, co u ciebie. Ja też tu wpadnę. Spróbuj więc się zrelaksować i odpocząć”.
Skinęłam głową. Obserwowałam, jak wychodzi, a potem zamknęłam oczy. Przewróciłam się na bok, by przytulić się do pluszowej poduszki. Pościel pachniała lawendą, co podziałało na mnie odprężająco. Zasypiając, pozwoliłam, by wszystko to, czego właśnie doświadczyłam, przewinęło mi się przez głowę.
Nie, to z pewnością nie przypominało niczego, czego kiedykolwiek bym się spodziewała. Nigdy bym nie przypuszczała, że skończę w Veil, czy też pod opieką jednego z ich władców. To musiał być najdziwniejszy zrządzenie losu w historii.
Jednak ten splot wydarzeń przypominał promienie słońca, które na mnie spływały. Czułam, że mogłabym nauczyć się ufać Lyricowi i jego podwładnym. Może nawet nazwać to miejsce moim domem. Dom. Ta myśl sprawiła, że po raz pierwszy od lat się uśmiechnęłam. Czułam, jak ogień powraca do mojej duszy. Tak, mogłam iść naprzód. I tym razem modliłam się, bym nie musiała już tego robić sama.















































