
Zakład
Autorzy
Lektury
565K
Rozdziały
3
Rozdział 1
Bar był dziś bardzo zatłoczony; babska noc zawsze przyciągała też wielu mężczyzn. Mieszanka alkoholu, muzyki i chęci znalezienia partnera na jedną noc sprawiała, że w powietrzu dało się wyczuć elektryzujące napięcie.
Lina odłożyła ostatnią czystą szklankę i zaczęła wycierać blat baru, zerkając na zegar na ścianie. Była trzecia w nocy. Zawsze była nocnym markiem, ale ta praca całkowicie zmieniła jej rytm biologiczny.
Słysząc kroki, Lina odwróciła się i patrzyła, jak Mateo rzuca skrzynkę z piwem obok lodówek. Często razem zamykali bar, a Lina przyzwyczaiła się do jego towarzystwa we wczesnych, cichych godzinach porannych, kiedy byli zupełnie sami.
„Lina, łap!” zawołał Mateo, rzucając jej piwo. „Zdecydowanie na to zasłużyliśmy po dzisiejszej nocy”.
Lina z łatwością złapała szklaną butelkę i zręcznym ruchem wyciągnęła otwieracz zza paska, po czym zdjęła metalowy kapsel. Patrzyła, jak Mateo robi to samo ze swoim piwem i kiwa głową w stronę stołu bilardowego, dając jej znak, by przed powrotem do domu zagrali swoją stałą partię.
„Gotowy na ostre lanie, Papi?” roześmiała się Lina, przeciągając się, unosząc ręce nad głowę i rozluźniając ramiona. Jej strój do pracy składał się z cienkiej, czarnej koszulki na ramiączkach i obcisłych dżinsowych szortów. Chociaż nie miała największych piersi w porównaniu do innych dziewczyn, stanik push-up, który nosiła, zapewniał jej świetny wygląd. Mateo chwycił jej kij bilardowy i szturchnął ją końcówką w ramię, zostawiając na jej skórze ślad z kredy.
„Nawet nie myśl, że wygrasz, rozpraszając mnie swoimi cycuszkami, Lina. Nie nabiorę się na to”, zaśmiał się Mateo, patrząc prosto w jej dekolt.
Lina przechyliła głowę i spojrzała w dół na swoją klatkę piersiową. To prawda, koronkowe brzegi jej stanika wystawały ponad koszulkę, ale nie było w tym nic wyzywającego. Lina w myślach wzruszyła ramionami i wzięła duży łyk piwa. „Wymówki, wymówki. Jaki mamy teraz wynik? Dwanaście wygranych dla mnie i dziesięć dla ciebie? Naprawdę musisz zacząć grać lepiej”.
„A może w takim razie sprawimy, że ta gra będzie ciekawsza?”
Mateo nakładał kredę na swój kij bilardowy, choć jego wzrok był skupiony na Linie. W barze panował półmrok, a nieliczne światła nad stołami bilardowymi rzucały odpowiednie cienie na ciało Mateo. Z każdym ruchem jego ramienia Lina obserwowała też pracę jego mięśni. Jej wzrok właśnie zatrzymał się na bicepsie Mateo, gdy zapytała bez zastanowienia: „Co masz na myśli, mówiąc, że będzie »ciekawsza«?”.
„Moglibyśmy się o coś założyć?”
„Zakład?” powtórzyła Lina z uniesioną brwią.
„Tak, o zakład. Jeśli ja wygram, będziesz musiała robić wszystko, co ci każę przez... dwadzieścia cztery godziny”. Mateo uśmiechnął się łobuzersko.
„Masz osiem lat?” roześmiała się Lina. Mateo i Lina pracowali razem także dzisiejszej nocy, więc przy takim zakładzie prawdopodobnie chciał się poczuć jak jej szef. „A jeśli to ja wygram... stawiasz mi śniadanie, obiad i kolację, w dowolnie wybranym przeze mnie miejscu”.
Mateo przysunął się do niej, wpatrując się w nią głęboko, jakby próbował coś rozwikłać, po czym na jego twarz wrócił uśmiech. „Zgoda”. Wyciągnął przed siebie rękę, a Lina uścisnęła jego dłoń, przypieczętowując ich zakład, gdy nagle Mateo mocno przyciągnął ją do swojej klatki piersiowej. „Ale nigdy nie powiedziałem, że będę grał czysto”. Zrobił krok do przodu, zmuszając Linę do oparcia się plecami o brzeg stołu bilardowego. Oparł dłonie na jego krawędzi, więżąc ją w swoich ramionach. „Myślę, że bardzo by mi się podobało, gdybyś robiła to, co ci każę... Więc nie ma mowy, żebym przegrał tę grę dzisiejszej nocy, Skarbie”.
Lina doskonale wiedziała, że Mateo ma w sobie dużo uroku, ale po tych słowach uderzyła w nią pełna moc jego charyzmy. Dlaczego zabrzmiały tak... seksownie? Czy zrobił to celowo? Jej krótkie, szybkie oddechy stały się zdecydowanie zbyt głośne, co bardzo jej się nie podobało, więc odepchnęła go, kładąc dłoń płasko na środku jego klatki piersiowej. „Mocne słowa, jak na kogoś, kto przegrywa w ogólnej punktacji”.
Mateo sięgnął dłonią do jej ramienia i starł ślad po kredzie, który zostawił wcześniej, po czym cofnął się, aby ustawić bile na stole. Lina wzięła głęboki oddech, potrząsnęła głową i wypiła swoje piwo do końca. Dziś to Mateo rozbijał jako pierwszy; słuchała trzasku uderzanej białej bili, gdy po mistrzowsku rozesłał pozostałe we wszystkich kierunkach, wbijając dwie pełne i jedną połówkę.
„Wybieram pełne”, zawołał Mateo, gdy ponownie pochylił się nad stołem, żeby przygotować się do kolejnego strzału. Lina wykorzystała ten moment, aby dobrze mu się przyjrzeć. Jego ramiona i ręce napinały się pod obcisłą koszulką, przypominając jej, z jaką łatwością przenosił skrzynki z alkoholem z magazynu do baru. Rozległo się kolejne uderzenie, a Lina roześmiała się, gdy jego bila minimalnie minęła łuzę.
„Cholera”.
„Masz pecha, Papi. Wygląda na to, że teraz moja kolej”. Lina szybko znalazła swój cel, przygotowała się do strzału i zanim Mateo zdążył dopić piwo, wbiła jedną ze swoich połówek. Obeszła stół i skierowała się w stronę Mateo, przygotowując się do strzału z jego strony.
Pochyliła się i wycelowała swój kij bilardowy, kiedy zauważyła, że Mateo staje bardzo blisko jej boku. Poczuła, jak jego dłoń delikatnie muska bok jej uda, podążając wzdłuż krawędzi dżinsowych szortów na jej tyłek. Na skórze pojawiła jej się gęsia skórka, a sutki stwardniały pod wpływem tego niespodziewanego dotyku.
„Co ty robisz?” Lina nie zmieniła swojej pozycji, a jedynie nieznacznie odwróciła głowę, żeby na niego spojrzeć.
„Po prostu sprawiam, że gra robi się ciekawsza”, wyszeptał z uśmiechem. „Chyba nie powiesz mi, że cię rozpraszam?”
Nie odrywając od niego wzroku, Lina uderzyła kijem w bilę. Biała wystrzeliła do przodu i wbiła swój cel prosto do łuzy. „Mamy chyba remis, dwa do dwóch”, wyszeptała.
Mateo klepnął ją w tyłek ze śmiechem. „Cholera, jesteś w tym dobra”.
„Och, jestem dobra w bardzo wielu rzeczach”, rzekła Lina, odrzucając włosy do tyłu. Mateo chodził za nią wokół stołu, gdy szukała najlepszego kąta do kolejnego strzału. Tym razem spudłowała.
Gra toczyła się dalej, a przy każdej kolejce Mateo dotykał jej, gładził i starał się ze wszystkich sił odwrócić jej uwagę. To powoli zaczęło działać i Lina psuła strzał za strzałem, pozwalając Mateo nadrobić stratę. W końcu zrównali się punktami, a Lina była bardzo spięta. Jego dotyk stawał się coraz śmielszy. To nie było już tylko delikatne muskanie dłonią i palcami; teraz rozpraszały ją konkretne miejsca, w których jej dotykał, oraz słowa, które szeptał jej do ucha, gdy próbowała się skupić.
Lina pochyliła się do przodu w pasie, przygotowując się do łatwego, prostego strzału; spudłowanie było niemal niemożliwe. Musiała tylko wbić do łuzy ósemkę, aby zyskać darmowe jedzenie na cały dzień. Cofnęła łokieć, biorąc zamach, ale wzdrygnęła się z zaskoczenia, gdy Mateo stanął tuż za jej plecami, przyciskając krocze do jej tyłka. Mocno chwycił ją za biodra, pochylił się do przodu i przyciągnął jej tyłek do swojego ciała.
„Tylko nie spudłuj...” szepnął do jej ucha, ocierając się biodrami o jej ciało. „To jest zwycięski strzał”.
Tego nie dało się ukryć. Wyraźnie czuła jego wzwód, który napierał i ocierał się o nią. Jego mocny uścisk na jej biodrach przesłał elektryzujące dreszcze prosto do jej cipki, odbierając jej dech. Lina za wszelką cenę starała się skupić i uderzyła kijem, ale całkowicie spudłowała. Zupełnie ominęła ósemkę, a zamiast tego wbiła do łuzy białą bilę.
„Kurwa...”
Lina spróbowała się wyprostować, ale Mateo położył dłoń na jej plecach i pchnął ją z powrotem, zmuszając do przyjęcia tej samej pozycji. „Zostań tak. To nie zajmie mi dużo czasu. Nawet nie drgnij”.
Przejechał palcem wzdłuż jej kręgosłupa, po czym obszedł stół, aby zabrać białą bilę. Lina nie wiedziała dlaczego – może w ramach przygotowania na przegranie zakładu – ale wykonała jego polecenie i zastygła w dokładnie tej samej pozycji. W ciągu kilku sekund Mateo bezbłędnie wbił ósemkę i uśmiechnął się szeroko, patrząc prosto na Linę.
„Wygrałem, Skarbie. Przez następne dwadzieścia cztery godziny będziesz robić wszystko, co ci każę”.













































